Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egmont Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egmont Polska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 października 2015

Ewa Nowak "Dwie Marysie"

Wydawnictwo EGMONT,
Kraków 2014, 230 s.
W życiu każdego człowieka przychodzi czas na upiorny proces na "D", czyli dorastanie. Wszystko wtedy denerwuje i nic nie jest po naszej myśli. Członkowie rodziny niejednokrotnie wolą usunąć się z drogi, bo nastolatek staje się w pewien sposób "niebezpieczny". Czy na prawdę ten okres jest tak straszny? Czy obcowanie z dojrzewającym jest tak trudne, jakim malują to wszelkie poradniki dla rodziców? A może to jedynie mit mijający się z prawda?

Marysia Gwidosz przestaje tracić cierpliwość. Irytuje ją jej harmonijna rodzina - kochający rodzice, młodsza i ciekawska siostra oraz dorosłe rodzeństwo. Również kot i pies zdają się drażnić dziewczynę, mimo swoich niewinnych min. Bez winy nie pozostaje też Natalia - jej przyjaciółka. Ta z kolei zaczyna zachowywać się zupełnie nieracjonalnie. W końcu czy koniecznym jest udawać się do wróżki, gdy człowiek zakocha się? Gdyby Maria wiedziała jak to wszystko skończy s, z pewnością oponowałaby przed tą wycieczką w nieznane. Jednak i te nietypowe wydarzenia miały swoje dobre strony...

Czekając na Natalię, która wplątała ją w wizytę u kobiety o nietypowej profesji - Sylwany, przypadkowo podsłuchuje rozmowę dwojga ludzi. Leżąc w dywanie z maków zdaje się być niezauważalna. Świat realny odchodzi w niepamięć, głowę ogarnia błogość. Dopiero wesołość Naty przywraca ją do życia. Wtedy staje w oko z Kosiarzem, którego słyszała chwilę wcześniej. Zupełny przypadek sprawia, że intrygujący mężczyzna zamiast sfotografować nastolatki, zostawia swoje zdjęcie, które nie da Marysi spokoju. To okaże się jednym zmartwieniem z wielu. 

niedziela, 24 sierpnia 2014

[156] Joanna Jodełka „Ars Dragonia”


Wyd. Egmont,
Warszawa 2014, 280 str. + ilustracje
Ocena: 6/10 Niezła

Kto choć raz nie poświęcił chociażby minuty, by zapatrzeć się niesamowite sztukaterie zdobiące budynki sprzed lat? Kto nigdy nie zastanawiał się co przedstawiają i skąd artysta czerpał inspiracje? Nie tylko w Poznaniu, od którego moja miejscowość jest oddalona o niecałe trzydzieści kilometrów i w którym rozgrywa się akcja powieści, znajdują się piękne zdobione kamienice, zachwycające nie zarówno osoby po czubek nosa siedzące w architekturze i sztuce, ale również najzwyklejszych turystów, którzy z kraju i ze świata przyjeżdżają podziwiać zaskakujące płaskorzeźby. Nikt jednak nie dopuszczał do myśl, że kiedyś te dziwne stwory mogły by ożyć...

Kiedy poznałam zdobywczynie Nagrody Wielkiego Kalibru, gdy zaczynałam czytać o jej książkach, niezwykle zaciekawiło mnie to, iż jest absolwentką historii sztuki na poznański UAM- ie. Pani Jodełka zadebiutowała powieścią „Polichromia” (z którą koniecznie muszę się w końcu zapoznać). To właśnie za wyżej wspomnianą powieść otrzymała prestiżową nagrodę dla najlepszego kryminału 2009 roku. Z kolejnym latami i zmieniającymi się jak w kalejdoskopie miesiącami pisarka wydała kolejne dwie książki, które spotkały się z zaciekawieniem wielu polskich książkoholików. W 2014 roku Pani Joanna postanowiła zmierzyć się z prozą młodzieżową, czego owocem jest „Ars Dragonia”.

Szesnastoletni Sebastian Pitt niespodziewanie otrzymuje wiadomość, wg której ma jak najszybciej przyjechać do Poznania na pogrzeb dziadka. Chłopak, nieco zaskoczony obrotem spraw, wraca do Polski i do ojca, z którym od dawna nie tylko nie miał kontaktu, ale i ich relacje nie były dotąd zbyt ciepłe. Po przyjeździe okazuje się, że nie tylko jest niemile widzianym gościem, ale także nikt nie spodziewał się jego obecności tutaj. Dopiero kiedy poznaje Lunę, Poznań zaczyna mu się bardziej podobać. Tylko, co tak naprawdę tutaj się dzieje? Kim jest wuj Oskar? Jaką tajemnicę skrywa? Dlaczego dziadek zginą? Czemu ojciec pragnie jedynie jego wyjazdu? Znaki zapytania się mnożą, a urokliwe okolice okazują się co raz bardziej niebezpieczne, a stwory z poznańskich kamienic okazują się nie tak stateczne i kruche, jakby się wydawało...

„Wszystko się dzieje tu i teraz i TAM! ONI posiedli moc przenoszenia się do innych rzeczywistości!”*

Pani Joanna Jodełka to niezwykle sympatyczna kobieta, która wie czego chce. Kiedy tylko raz czytelnik na nią spojrzy, ma świadomość, iż to pisarka w stu procentach, która nie szczędzi czasu na wymyślanie co raz to ciekawszych kryminalnych zagadek. Niewielu spodziewało by się, że poznańska pisarka może postawić na inny gatunek niżeli ten, który wpadłszy pod jej ostre pióro, gwarantował sukces lektury. Na dodatek czy autorka, która dotąd tworzyła w większej części prozę dla dorosłych” może się właściwie odnaleźć w literaturze młodzieżowej?

Niesamowite wnętrze książki...
Chwytając za tą publikację, dość pochopnie i bez namysłu w bibliotece, byłam niezwykle zaintrygowana faktem, iż ktoś w końcu sięgnął do sztuki, którą uwielbiam. Spoglądając na okładkę byłam niesamowicie zafrapowana jej magią, tajemniczością i pięknem starej kamienicy – jednej z wielu, które można dostrzec wśród zabudowań zdobiących polskie miasta. Wiele takich budynków z uwielbieniem oglądałam, gdy mogłam niespiesznie jechać przez Poznań tramwajem i dość pospiesznie chowałam te niezwykłe obrazy w pamięci, gdy przemierzałam ulice z przyjaciółką. Pobieżnie przeglądając książkę zauważyłam odręczne rysunki i już się nie wahałam – postanowiłam rozpocząć przygodę z prozą Pani Jodełki zupełnie od końca...

Jeszcze przed lekturą natrafiłam na magiczny wywiad z Panią Joanną umieszczony w sieci. Rozmowa dotyczyła „Ars Dragonii”, a odpowiedzi na pytania i kolejno rysowane przez pisarkę scenerie były pełne magii. Cały filmik sprawił, że jeszcze bardziej nabrałam ochoty na to, by odkryć życie w sztukateriach poznańskich kamienic. Podekscytowana opowieściami roztaczanymi przez pisarkę nie mogłam się doczekać, kiedy wyruszę w podróż po Poznaniu razem z Sebastianem Pittem. Jak się później okazało – równie obca i nierozeznana w ternie.

„Miał wrażenie, że to, co porządkuje sobie w myślach i co zaczyna już tworzyć sensowną całość, po chwili się rozpada i trzeba na nowo ustawiać klocki tej układanki. Klocki te same, tylko układanka inna.”*

Muszę przyznać, że początkowo bardzo trudno było mi wejść w świat wykreowany przez poznańską pisarkę. Wszystko wydawało się strasznie niezrozumiałe, fragmenty urywały się w takim miejscu, że opisywana rzeczywistość była jeszcze bardziej niejasna. Poznań w „Ars Dragonii”, tak jak i sama książka, od początku wydawał się bardzo dziwnym i nieznanym mi miastem, choć bywam tam bardzo często. Bobasy w tramwaju, którego nikt nie widzi, kochankowie na dwóch głowach – zdezorientowanie sięga zenitu nie tylko w przypadku czytającego, ale i młodego Pitta. Przez pierwsze sto stron czytelnik czuje się niczym Sebastian – zagubiony w miejscu, którego zupełnie nie zna i które nie chce przed nim odkryć swoich tajemnic, choć usilnie zaglądamy razem z bohaterem w najbardziej zaskakujące swoim istnieniem miejsca. Piekielnie męczyłam się z lekturą. Myślałam już, że nie odnajdę lekkości, choć zafascynowania sztuką, którego tak pragnęłam, było mnóstwo. Wszystko jednak zaczęło się rozjaśniać i zaczęłam przymykać oko na początek, który wydał mi się irracjonalnym, ale ciekawym pomysłem na wprowadzenie czytelnika w opowieść.

Niezwykle dokładnie pisarka podeszła do kreacji bohaterów. Szczególnie podoba mi się jak zarysowała główną postać – Sebastiana i jego ojca – Roberta. Pani Jodełka nie skupiała się specjalnie na wyglądzie zewnętrznym, lecz postawiła na portret psychologiczny. Każda emocja, nękająca zmysły niepokojąca myśl, była opisywana nie w sposób bezpośredni, lecz wyraźnie jednoznaczny i wprawiający w podziw dla czytającego. Kolejne poruszenie w duszy ojca i syna pozwalało na to, bym nie odłożyła książki, ciekawa jak wszystko się rozegra.

„-Robercie, pamiętaj – powtórzyła raz jeszcze, patrząc mu prosto w oczy. Jej głos otaczał go ze wszystkich stron. - Nie jest najgorsze to, co się zdarzy. Najgorszy jest strach. Strach przed tym, co się może zdarzyć! Strach zabija.”*

W moim odczuciu największym błędem podczas tworzenia książki było umieszczenie map na końcu publikacji. Gdyby znajdowały się one zaraz po pierwszym wspomnieniu o konkretnym miejscu, zdecydowanie bardziej działało by to na wyobraźnie czytelnika i ułatwiało odbiór tekstu. Kiedy są one zaraz za ostatnimi stronami powieści, po prostu zapominamy, by zerknąć na nie w odpowiednim momencie, a tekst staje się nieprzeniknioną tajemnicą i jedynie wytworem wyobraźni pisarki. Trudno jest w ten sposób skupić się na treści i w pełni wejść w historię pełną magii i niesamowitego spojrzenia na sztukę, która otacza ludzi każdego dnia.

Zaletą podczas lektury „Ars Dragonii” są, pojawiające się co jakiś czas zapiski z tajnych akt pruskich. Muszę powiedzieć, że byłam zachwycona tym pomysłem. Każdy kolejny fragment rozjaśniał umysł, a opowieść nie z tej ziemi stawała się całkiem zrozumiała. Szkoda jednak, że były one wręcz „wpychane” między kolejne słowa w zdaniu. Znacznie lepiej byłoby, gdyby znajdowały się one po zakończeniu konkretnego akapitu. Kiedy przerywały skupienie nad omawianymi wydarzeniami, działały wręcz na nerwy, zamiast pomagać, co zapewne miały na celu.

„Sebastianie, gdy osobom wyjątkowym, takim jak ty, jest coś przeznaczone od zawsze, uczynią to nawet przez sen (...)”*

Opisy nauki walki z wszechogarniającą magią niezwykle mnie wciągnęły. Czytanie o pokonywaniu kolejnych barier nie tyle zewnętrznych, co znajdujących się we wnętrzu człowieka, sprawiało, że z niezwykłą prędkością przewracałam kolejne strony. Lekcje, które wbrew pozorom nie powinny nas dotyczyć, w końcu przydatne były one jedynie w „magicznym Poznaniu”, były przesycone cennymi wskazówkami dla osób, które pragną spełniać najbardziej nierealne marzenia. Bardzo spodobała mi się ta uniwersalność, którą odnajdywałam w pojedynczych zdaniach zza zamkowych ścian.

„(...) są dwie techniki uczenia ludzi pływania. Powoli, spokojnie, z nadmuchanym kółeczkiem, po kostki w wodzie (…) i druga metoda, szybsza, polegająca na wrzuceniu od razu na głęboką wodę.”*

Całość zaczyna smakować dobrze dopiero, gdy czytelnik skończy czytać ostatnią stronę powieści. Nagle jasne stają się kolejne działania pisarki, dotąd niezrozumiałe, a czasem nawet denerwujące. Po lekturze rzekłabym chętnie „pierwsze koty za płoty”. Choć nie wypadło idealnie, myślę, że „Ars Dragonia” zdecydowanie może trafić w gusta literackie polskiej młodzieży. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że magia i pełne tajemnicy kolejne strony są najsilniejszym punktem najnowszej publikacji Pani Jodełki. Patrząc na zapowiadaną kontynuację, liczę, iż kolejna część będzie lepsza, a czytający powieści młodzi ludzie zafascynują się tym, co pozornie zwykłe, ale jakże pięknie.

*Cytaty pochodzą z książki „Ars Dragonia” kolejno ze stron: 220, 43, 217, 119.

sobota, 22 lutego 2014

[139] Ewa Nowak „Drugi”

Wyd. Egmont
Warszawa 2006, 248 str.
Ocena: 8/10 Bardzo dobra

Drugim można być na różny sposób. W szkole, w grupie, wśród rówieśników. Można stać jako drugi w kolejce czy mieć przed sobą kogoś w drodze do wyjścia. Skoczkowie czy biegaczki narciarskie (aktualnie zimowe sporty goszczą na ekranie mojego telewizora) również mogą plasować się na drugim stopniu podium. Jednak i taki zaszczyt sprawia, że na twarzy pojawia się uśmiech i myśl, iż czołówka jest na wyciągnięcie ręki. Ale co zrobić, jeśli nieubłaganie nie możemy stać się tym „pierwszym”? Czy bycie drugim może czymś uwłaczać człowiekowi?

Nie interesowały go żadne dziewczyny po przejściach, a na pewno nie takie, które miały już jednego chłopaka. Chorobliwie bał się być drugi.”

Głównym bohaterem kolejnej powieści pisarki, z którą przygodę rozpoczęłam jeszcze w gimnazjum, jest Hadrian. Wielu stałych czytelników zapewne pamięta go z „Krzywego 10”. To niezwykle przystojny licealista, który grywa w reklamach, dzięki czemu budzi jeszcze większe zainteresowanie dziewczyn. Na kartkach powieści pojawia się także Arek – jego kuzyn i zupełne przeciwieństwo. To nieśmiały i niepewny chłopak. Obaj stają w obliczu pierwszej miłości. Jednak nie tylko nastoletnie problemy wiodą prym w lekturze...

Pani Ewa to pierwsza pisarka, którą miałam możliwość poznać osobiście. Przesympatyczna osoba. Tryskająca optymizmem kobieta w wieku mojej mamy. Wielu pewnie wie kim jest Pani Nowak. To polska pisarka i publicystka. Pisuje nie tylko powieści, ale i felietony i opowiadania. Regularnie współpracuje m.in. z „Cogito”, „Viktor Gimnazjalista” czy „Viktor Junior”. Od 2003 roku jej pozycje ukazywały się z wydawnictwem Egmont. Do szczególnie znanych pozycji należy „Wszystko, tylko nie mięta”, która rozpoczyna serię popularnie zwaną wśród czytelników „miętową”.

Po „Bransoletce”, z którą na nowo mogłam się rozsmakować w prozie lubianej przeze mnie Pani Nowak, po prostu nie mogłam nie pognać do biblioteki i sięgnąć po kolejny tom, na którym zakończyłam czytanie kilkanaście miesięcy temu. I tak w moich łapkach wylądował „Drugi”, którego przeczytałam w zaledwie kilka godzin. Choć czekały na mnie lekcje, te mniej i bardziej przyjemne, wolałam przy dobrej muzyce rozłożyć się z lekturą na biurku, błyskawicznie przystępując do czytania.

Jeżeli ja – młody, przystojny, zdrowy i bogaty – jestem tak beznadziejnie samotny to na co mają liczyć starzy, brzydcy, chorzy i biedni? Na nic? Nie mieści mi się to w głowie... Ktoś, kto wymyślił życie, zdecydowanie nie dopracował tego projektu.”

Wydawać by się mogło, że pierwsze poważne uczucie to znacznie łatwiejsza sprawa dla chłopaka, który jest jednym z najbardziej pożądanych w szkole. Śmiały przed fleszami aparatu czy obiektywami kamer, nie powinien mieć „problemów” z płcią przeciwną. A jednak – i on boryka się z trudnościami, które początkowo bardzo trudno zrozumieć. Chociaż jakby chwilę pomyśleć, najłatwiej szukać źródła jego obsesji w domu, w którym także przychodzi mu „grać” pewną rolę, tworząc pamiętnik dla matki... I choć był przystojny, brakowało mu nieco pewności siebie w sprawach sercowych.

- Nie, Hadi. Albo Ci zależy, albo nie. Nie denerwuj mnie. Musisz improwizować jakby co. (…)
-To się nie uda.. Która dziewczyna chciałaby takiego chłopaka, który nawet improwizować, jakby co, nie umie.”

Do grona zakochanych dołącza też Arek, jednak jego poczynania nie raz nie dwa ogranicza jąkanie, a co za tym idzie niebywała nieśmiałość. Chłopak, wręcz boi się otworzyć usta i wydusić z siebie chociażby słowo, obawiając się swojego „kalectwa”. Jak jednak walczyć z tym, co pozornie niewidzialne dla oczu i zdobyć serce dziewczyny, która go oczarowała?

W kwestii bohaterów, jak zwykła nas do tego przyzwyczaić pisarka, zaserwowała Nam ona dość pokaźną gamę ludzkich charakterów i osobowości. Prócz Hadriana i Arka na kartach powieści pojawiają się ich rodziny, których losy rozgrywają się jakby w tle, a jednocześnie są świetnym uzupełnieniem wątków uczuciowych. Mama Hadriana to wiecznie zabiegana kobieta, dla której prym wiedzie nie starszy z synów, ale młodszy – Alan. Niezbyt przypadła mi do gustu rodzina „przystojniaka”. Równie barwną postacią jest dziadek – działacz partyjny, który niejednokrotnie pojawia się w momencie rodzinnych „posiedzeń”. Znacznie bardziej pozytywne emocje wzbudził we mnie Adam (tata Arka), Emil, który przygotowuje się do ślubu z Ulą i Bożena (mama), która choć nie żyje od czterech lat, cały czas pozostaje duchem przy rodzinie, dla których była bardzo ważna.

Wśród postaci ze środowiska szkolnego moją uwagę szczególnie przykuła osoba może niezbyt znaczna w akcji powieści, ale jakże wywołująca uśmiech na mojej twarzy. O kim mowa? O Matematyku, popularnie zwanym wśród uczniów „Całkiem”. Zastanawiacie się pewnie dlaczego – już wyjaśniam :) Ów mężczyzna rozbawił mnie swoimi zabawnymi tekstami, podczas których czytania nie raz widziałam podobieństwo do mojego taty. Zwłaszcza w tym:

Zapowiedziałem córce, że najpierw ja sprawdzam kandydata. Daję mu cztery, no powiedzmy trzy zadania: jeśli sobie nie poradzi, to odpada.”

Mój tata, choć matematykiem nie jest ma równie ciekawe pomysły w tejże kwestii.

Jeszcze zabawniejszym okazało się z pewnością dla wielu czytelników stwierdzenie profesora, na kwaśną minę Igi, jednej z uczennic, którą matematyka z Całkiem wręcz męczyła. Ciekawe ilu z naszych profesorów potrafi tak się „wpasować”? :)

Zabiłbym tego, przez którego tak płaczesz. - Całek klepną się dłonią w klatkę piersiową. 'To musiałoby Pan Profesor popełnić samobójstwo.' - pomyślała Iga.”
 
Pani Nowak po raz kolejny zaserwowała czytelnikowi to, co ważne – napisała o tym, co może przeżyć każdy z nas. Wbrew pozorom nie nudziła takim „zwyczajnym” życiem. Poprzez prozę pisarki mogliśmy nie tylko zobaczyć wzloty, ale i upadki bohaterów, których doświadczamy i my. Myślę, że ten realizm i możliwość utożsamiania się z postaciami jest niezwykłym atutem „Drugiego” :)

Życie to śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową.”

Podsumowując, muszę powiedzieć, że z wielką radością powróciłam i mam nadzieję częściej będę powracać do lektury serii „miętowej”. Charakterystyczny styl pisania, lekkość pióra i sprawność języka niesamowicie wciągnął jak kiedyś i sprawił, że znów z wielką radością mogłam tak po prostu czytać bez wyrzutów sumienia i tracąc poczucie czasu jak dawniej – zwyczajnie czerpać przyjemność z mojej pasji :) Polecam tą pozycję na szare i smutne dni, na poprawę nastroju czy po prostu – w chwilach, gdy potrzebna jest człowiekowi odskocznia od codzienności.

 - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 

Dziś miał ruszyć konkurs "Całkiem w połowie", jednak nie wszystkie sprawy organizacyjne zostały dopięte na ostatni guzik. Ruszy on z małym opóźnieniem w ciągu tygodnia, więc bacznie go wypatrujcie :)

czwartek, 14 lipca 2011

[62] Ewa Nowak „Lawenda w chodakach”

Wyd. Egmont Polska
Warszawa 2006, 232 str.
8/10 Bardzo dobra

Życie – każdy z nas ma je inne. Jedni żyją w biedzie, inni opływają w luksusach. Nasz żywot jest zawsze aktualnym, a razem uniwersalnym tematem na książkę. O niczym innym, jak nie o życiu pisze jedna z pisarek, które darzę ogromną sympatią – Pani Ewa Nowak. Kolejną powieścią tej znakomitej autorki, którą miałam możliwość przeczytać jest czwarta w cyku powieść pt. „Lawenda w chodakach”. Muszę niezmiernie podziękować Ecie za jej udostępnienie, gdyż ta lektura na pewno pozostanie na długo w mojej pamięci.

Pani Ewa Nowak jest z wykształcenia pedagogiem terapeutą. Jej felietony, opowiadania i odpowiedzi na listy można czytać w pismach: "Cogito", "Victor Gimnazjalista", "Victor Junior", "Magazyn 13-tka", "Edukacja Twojego Dziecka." Współpracuje też z "Filipinką". W 2002 r. nakładem wyd. Pracownia Słów ukazał się jej debiut książkowy pt. „Wszystko, tylko nie mięta”, od 2003 roku pisarka współpracuje z wydawnictwem Egmont. Obecnie na rynku dostępnych jest już ponad dwadzieścia tytułów. Jej twórczość podpowiada jak sobie radzić w domu i w szkole, w dobrych i złych chwilach, z przyjaciółmi i z rodzicami. Odnosi się do wartości takich jak uczciwość, szczerość wobec siebie i innych, przyjaźń, miłość i szacunek dla drugiego człowieka.
Zadebiutowała w 1997 r. w „Filipince” tekstem dotyczącym zdawania egzaminów ustnych pt. 100% skuteczności. Mieszka z mężem i córką na warszawskim Tarchominie (wcześniej na Bródnie).

Lawenda w chodakach” to już czwarta, czytana przeze mnie (wcześniej czytałam „Wszystko tylko nie mięta”, „Diupa” i „Krzywe 10”), powieść wszechstronnej pisarki, w której wysyła dwie zakochane pary na wspólną wakacyjną podróż po Europie. Magda i Kuba są już zaręczeni, a Wiktor i Damroka niedawno się poznali. Ten wyjazd ma nie tylko zobaczenie ciekawych zakątków naszego kontynentu, ale także umocnienie związków obu par. W czasie tych beztrosko zapowiadających się chwil bohaterowie powieści będą musieli odpowiedzieć sobie na wiele pytań. Dowiedzą się także co to znaczy być razem i czego wolno wymagać od osób, które kochamy. Zdadzą sobie również sprawę z tego jak właściwie być uczciwym wobec samego siebie oraz znajdą sposób na omijanie uczuciowych pułapki, które zastawiają inni ludzie ;)

Przyznam się, że uwielbiam czytywać o tym, co może spotkać każdego z nas. Jeżeli do tego dochodzi podróżowanie, to po prostu nie mogę sobie odpuścić pozycji. Tak też było w tym przypadku. Kolejna książka Pani Nowak nie zawiodła mnie. Bez wytchnienia zaczytywałam się w przygody najbardziej lubianych przeze mnie bohaterów – Magdy, Kuby, Wiktora i Damroki. Pisarka, nie tylko świetnie rozegrała sytuacje między postaciami, ale również znakomicie wplotła nowe kreacje. Wielkim plusem był dla mnie także czas rozgrywającej się akcji – wszystko dzieje się równocześnie z wydarzeniami w „Krzywym 10” .

Jednym z atrakcyjnych aspektów publikacji, o którym już nieco wspominałam, jest wprowadzenie przez autorkę nowych postaci. Dwie pary, podróżujące po Europie, spotykają, na którymś z kolei kempingu, Polaka, Jacka Lambertza – współczesnego patriotę. Żartobliwie nazywany przez Wiktora i Kubę Soplicą Jacek, wyrusza w dalszą podróż z zakochanymi. Choć chłopcy są przeciwni (Jacek zauważalnie podrywa Damrokę i Magdę) wyrzuty sumienia Damroki nie dają za wygraną. Muszę przyznać, że ten nietypowy, jak na te czasy, chłopak na początku strasznie działał mi na nerwy. Autentycznie zabiegał o względy dziewczyn, a na dodatek ciągle przekomarzał się z Wiktorem. I ten jego patriotyzm. Wszystko co widział, było gorsze niż w Polsce. Mazury, Wieliczka czy inne polskie zabytki nie umywały się do pól lawendy czy Luwru. Jedyne co go ujmowało za granicą to bezkresne morze. Chciałabym ogromnie pogratulować Pani Ewie, gdyż nie łatwo jest stworzyć postać, która targa naszymi emocjami, zarówno tymi pozytywnymi jak i do skrajności negatywnymi. Do końca życia nie zapomnę jego powiedzonka :

(...) Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam.”

W trakcie trwania akcji poznajemy również siostry Grzegorzewskie, dzięki którym również w lekturze nie powiewa nudą. Znaczącą postacią, o której nie należy zapominać jest Robert – chłopak Izy Grzegorzewskiej. Choć mówię, że nie należy go pominąć, ja najchętniej wyrzuciłabym z pamięci takiego „typka”. Robert to po prostu szowinista. Ze strony na stronę nie mogłam znieść jego „paplaniny”o tym co kobiecie wolno, a czego nie. Według niego, Iza powinna go w ogóle całować po nogach, że na nią spojrzał. Dziewczyny, myślę, że Pani Ewa chce ostrzec swoje czytelniczki przed takimi młodzieńcami. Wierzcie mi, każda z Nas ma w sobie coś pięknego i prędzej czy później jakiś wartościowy mężczyzna okaże się naszą drugą połówką ;)

Pani Ewa w swojej powieści traktuje nie tylko o pięknie naszego kontynentu (bohaterowie zwiedzają kilka naprawdę genialnych miejsc i czytelnikowi aż żal, że nie zabrał się z nimi w ta podróż), ale również o miłości. W tej części, pisarka wystawia na próbę uczucia naszych bohaterów, jak również pokazuje jak ważne jest zaufanie. Choć dziewczęta są początkowo bardzo adorowane przez Jacka, nie tracą trzeźwości umysłu i nadal udowadniają swoim partnerom, że nie są im obojętni:

(…) ten niekontrolowany wybuch zazdrości sprawił mi przyjemność.
- Kochasz czy nie? Nie drażnij mnie.
- Kocham, i to bardzo.
- Na pewno?
- Na pewno.
- Daj dowód.
- Przepraszam, tutaj? - Magda parsknęła śmiechem.
- Popatrz na mnie i powtórz: "Ten Soplica to debil".
- Soplica? Dobrze, że też na to nie wpadłam! No, rzeczywiście Soplica! Pasuje jak ulał. Ten Soplica to debil.
- I brzydal.
- No, taki brzy... Oj, nie szczyp! I brzydal. Całkiem ładny brzydal, ale brzydal. (…)”

Idąc dalej należy także powiedzieć o tym jak ważna jest pomoc ze strony bliskiej osoby, kiedy borykamy się z problemami. Pani Ewa, pisząc lekko i swobodnie, tak, że czytelnik nie może odejść obojętnie od książki i powiedzieć: „skończę później”, pokazuje nam, że nie tylko słowami, ale również gestami można komuś pomóc. Bardzo zaimponowała mi w tej części postać Magdy ( wcześniej trochę wydawała mi się przemądrzała), która podaje pomocną dłoń nie tylko Damroce, borykającej się z swoim obżarstwem, ale również Jackowi i … - tego dowiedzcie się sami, bo myślę, że byłabym niemiła zdradzając najbardziej zaskakujący wątek ;P

Podsumowując, stwierdzam, że powieść Pani Ewy Nowak, to nie tylko zwykła młodzieżówka czy jedno z wielu wakacyjny czytadeł, ale również publikacja, która porusza tak ważne kwestie jak miłość, zaufanie, alkoholizm, szowinizm czy zazdrość. Pisarka pokazuje poprzez swoją powieść czego warto unikać i jak można wybrnąć z trudnych sytuacji. Myślę, że publikacja Pani Nowak to książka dla każdego, kto chce przeczytać o tym, co może spotkać każdego z nas. Z wielkim entuzjazmem polecam tą lekturę i mam nadzieję, że jak najszybciej będę mogła przeczytać kolejną część ;)

niedziela, 13 marca 2011

[53] Cornelia Funke „Król złodziei”


Wyd. EGMONT
Warszawa 2003, 335 str. + mapka
Ocena: 8/10 Bardzo Dobra

            Jak już wcześniej wspominałam biorąc udział w zeszłorocznej edycji konkursu „Mól książkowy” odkryłam wiele perełek. I w tym roku, mimo małej ilość przeczytanych książek konkursowych znalazłam świetną literaturę ;) Należy do niej m.in. powieść Cornelii Funke pt. „ Król złodziei”. Wielu z Was, autorka ta zapewnie kojarzy się z „Atramentowym sercem” – jedna z jej najlepszych publikacji ( sama jej jeszcze nie czytałam, ale koleżanka ogromnie poleca). Owa autorka jest rodowitą Niemką, autorka książek dla dzieci i młodzieży. Pochodzi z Dorsten. Po maturze przeprowadziła się do Hamburga, gdzie studiowała pedagogikę, a później także ilustrację książek. Po ukończeniu studiów zajmowała się na początku wyłącznie ilustracjami książek dla dzieci - praca ta zachęciła ją w końcu do pisania historii dla młodych czytelników i czytelniczek. Pani Funke nazywana jest co ciekawe ”niemiecką Rowling”. Napisała już 40 książek, między innymi bestseller na rynku niemieckim Smoczy jeździec. Wkrótce ukaże się jej najnowsza powieść Inkheart. Światowym bestsellerem stała się pierwsza część "Atramentowej trylogii", „Atramentowe serce” , której ekranizacją w Hollywood dla New Line Cinema zajął się producent "Władcy pierścieni" Mark Odresky. Film wyreżyserował zaś Iain Softley , a premiera odbyła się wiosną 2007 roku. Światowe prawa do angielskojęzycznych wydań jej książek posiada Barry Cunningham, odkrywca Harry'ego Pottera (wydawnictwo The Chicken House). Do końca 2005 roku jej powieści sprzedały się w sumie w ponad 10 milionach egzemplarzy. W 2005 i 2006 roku do kin trafiły ekranizacje Króla Złodziei i Dzikich Kur. W maju 2005 roku autorka przeniosła się z rodziną z Hamburga do Los Angeles w USA. W marcu 2006 roku zmarł jej mąż Rolf Funke. Cornelia pracuje także w telewizji ZDF, oraz pisze scenariusze. Ponieważ ma również talent do głośnego czytania książek, niektóre ze swoich utworów opublikowała także w wersji czytanej. Ilustrowanie Międzynarodową sławę w 2002 roku przyniósł jej Król Złodziei, którego pierwsze brytyjskie wydanie zostało wykupione w ciągu jednego dnia. W USA "Król Złodziei" przez 20 tygodni zajmował czołowe miejsca w rankingach bestsellerów (m.in. The New York Times). Książka została przetłumaczona na 23 języki.
            Pozycja, którą przeczytałam opowiada o dwóch braciach – Prosperze i Bo, którzy po śmierci matki uciekają przed swoją ciotką. Estera chciałaby zatrzymać tylko młodszego Bonifacego, a starszego odesłać do szkoły z internatem. Rodzeństwo postanawia zostać razem i wyruszają z Hamburga do odległej Wenecji, która w opowieściach mamy jawiła się jako baśniowa kraina, pełna skrzydlatych lwów i rżących koni. Niestety, rzeczywistość przerasta chłopców. Na szczęście z pomocą przychodzi tajemniczy Król Złodziei, który daje im kryjówkę. Mieszka tam już troje innych uciekinierów z domów. Dzieci znajdują przyjaciół, nie muszą martwić się o dach nad głową, a o resztę dba ich orędownik, który co pewien czas przynosi łupy ze swoich zuchwałych włamań. Mali uciekinierzy sprzedają je u chytrego i chciwego handlarza antykami, a za otrzymane pieniądze kupują jedzenie i inne potrzebne rzeczy. Sielanka trwałaby prawdopodobnie jeszcze długo, gdyby nie ciotka chłopców. Estera Hartlieb pchana chęcią posiadania Bo przybywa do Wenecji i zatrudnia detektywa Wiktora, który poszukując chłopców odkrywa wiele ciekawych historii…  
            „Król złodziei” był pierwszą pozycją z listy konkursowej, za którą chwyciłam. Bardzo spodobał mi się opis z tyłu publikacji i niezwykle urokliwa okładka. Kolejnym atutem powieści jeszcze przed jej lekturą była możliwość poznania nieco Wenecji m.in. oglądając ją na mapce zamieszczonej z tyły książki. Nastawiona pozytywnie zaczęłam czytać i muszę przyznać, że nie zawiodłam się. Ogromnie przypadł mi do gustu język jakim posługiwała się autorka – był lekki, dlatego wręcz płynęło się po stronach i chłonęło z zaciekawieniem każdy rozdział licząc na to, że historia wreszcie się rozwiąże. Tytułowane, krótkie rozdziały sprawiały, że czytelnik nie mógł odejść od książki nie przeczytawszy następnej części powieści. Pisarka poruszyła w swym dziele znaczące problemy dzisiejszego świata. W jej historii możemy dowiedzieć się co nieco o pracy detektywa, miłości rodzeństwa, tajemnicy karuzeli…..
            Moje serce najbardziej poruszyła owa Karuzela. Niezwykła opowieść Idy, tajemnica sióstr miłosierdzia… Urządzenie rekreacyjne, które ma umilać czas zostało podarowane siostrom przez bogacza, który chciał zaspokoić wyrzuty sumienia po oddaniu dziecka córki do sierocińca. Karuzela miała pięć figur: jednorożec, koń morski, wodnik, syrena i skrzydlaty lew. Mówiono o niej, że człowiek wsiadający na nią, schodzi całkowicie odmieniony. Ten atrakcyjny przedmiot został m.in. dlatego skradziony, jednak złodzieje zgubili skrzydło niedźwiedzia, bez którego nie mogła działać. Co ja bym zrobiła gdybym miała możliwość przejechania się ową zabawką? Czy dodałabym sobie kilka lat lub wróciła czas? Myślę, że moje życie jest dobre i chciałabym je przeżyć normalnie, a nie eksperymentować. Każdy z nas ma złe i lepsze momenty, jednak nie oznacza to, ze najłatwiej byłoby cofnąć czas. Według mnie należ cały czas iść do przodu, mimo, że na drodze mamy pod nogami kłody.
            Kolejną ciekawą rzeczą jest prowadzenie śledztw. W ostatnim czasie czytałam jeszcze jedną książkę, w której jeden z bohaterów był detektywem. Muszę przyznać, że to ciekawy i zapewnie emocjonujący zawód, mimo to ja z pewnością nie nadawałabym się do niego. Najbardziej w tej pracy wywiadowczej spodobało mi się to, że śledczy może przybierać coraz to różne oblicza, przebierając się w kostiumy i udając rozmaitych ludzi. Myślę, że detektywem może być jedynie osoba, która kochałaby swoją pracę, a nie osoba, która wybiera ową ścieżkę nie znajdując nic dobrego dla siebie.
            No i ostatnią równie ważną kwestią, którą chce poruszyć w mojej recenzji jest piękno Wenecji. Zawsze kojarzyła mi się ona z gondolą i zakochanymi, którzy nią płyną o świetle księżyca. Teraz jednak mam inny obraz tego miasta – zabytkowe kamieniczki, ciemne uliczki, zdobione mosty unoszące się nad niezliczoną ilością kanałów. I oczywiście niezwykły plac Świętego Marka ;) Wenecja będzie mi się teraz zapewnie kojarzyć z czymś wspaniałym, co na pewno muszę zobaczyć chociaż raz w życiu ;D
            Podsumowując stwierdzam, że Pani Cornelia wykonała kawał dobrej roboty pisząc tą powieść. Niezwykłe opisy i wspaniałe ilustracje pomagają czytelnikowi poznać nie tylko przygody Prospera i Bo, ale również Wenecję. Polecam każdemu, kto lubi razem z bohaterami przeżywać każdą chwilę i oglądać z nim piękne miejsca. Polecam ją także fanom przygodowego – tu fabuła naprawdę płata nam figla, gdyż często niektóre wątki mogą nas zadziwić ;)

poniedziałek, 22 listopada 2010

[40] Ewa Nowak „Krzywe 10”


                                                            Wyd. Egmont Polska ,
Marzec 2009, 222 str. 
Ocena: 9/10 Niecodzienna
O czym:                                                             

Krzywe 10 to trzecia powieść Ewy Nowak. Tym razem autorka zabiera nas na Mazury, właśnie do Krzywego, gdzie grupa nastolatków spędza wakacje. Ta mądra i pogodna książka pozwala podpatrzeć, jak współczesna młodzież radzi sobie z miłością, prawdą, przyjaciółmi oraz własnymi rodzicami. Bohaterowie powieści znani są czytelnikom z poprzednich książek Ewy Nowak: Wszystko, tylko nie mięta oraz Diupa. Wielu z nich jest oczarowanych atmosferą tych książek. Wszyscy moglibyśmy sobie życzyć, aby jak najwięcej polskich rodzin funkcjonowało w sposób przedstawiony przez Autorkę.

Moje zdanie:

 Życie. Każdy z nas ma je inne, ale wszyscy borykamy się z problemami. Także bohaterowie kolejnej powieści Ewy Nowak – „Krzywe 10” – walczą z „kłodami”, które lądują pod ich nogami. "Krzywe 10" nie ma jednego czy dwóch głównych bohaterów, gdyż wszystkie postacie są równie ważne. Książka opowiada o grupce przyjaciół - nastolatków, którzy wspólnie spędzają wakacje w domu letniskowym jednego z kolegów - Witka. Jednym z bohaterów jest Hadrian - chłopak niezwykle przystojny, cieszący się ogromnym powodzeniem u płci przeciwnej, mógłby wydawać się po prostu kimś, który o kłopotach nie ma pojęcia. Jednak także on trudzi się w życiu ze swoją apodyktyczną matką, która pragnie tylko sławy syna. Dominika -młodsza siostra Magdy z powieści "Wszystko, tylko nie mięta" boryka się zaś z problemami „ natury”. Jest zakochana w niewłaściwej osobie. Wśród osób, które spędzają wakacje w Krzywem jest również Alicja, dziewczyna niezwykle urokliwa, jednak posiadająca zmyślonego chłopaka. Kolejną równie ważną postacią jest Witek, który zaprosił wszystkich do domku letniskowego do Krzywego małej miejscowości położonej na Mazurach. Jego rodzice chcą się rozwodzić. Michał- najlepszy przyjaciel Witka podkochuje się w dziewczynie, której codziennie zostawia na parapecie prezenty. No i wreszcie niezwykły Sylwek- "chłopek - roztropek" jak sam siebie nazywa, ale tak naprawdę ogromny intelektualista i pewny siebie młodzieniec, który najbardziej mnie urzekł. Z pewnością książka ta mogłaby wydawać się typową powieścią młodzieżową dla uczniów podstawówki. Ja jednak nie mogę się z tym zgodzić. Pani Nowak porusza tu ogromnie ważny temat jakim jest adopcja. Opiekunowie nastolatków, ciotka i wuj jednego z bohaterów, przeżywają poważny problem, nie mogą mieć własnego potomka, choć bardzo go pragną. Pewnego dnia przy ich domu letniskowym zaczyna się bawić mały chłopiec. Piotruś Niepłoszek, wychowanek domu dziecka, który przylega do ich zranionych serc, potrzebujących miłości małej istoty. Choć sam nie jest może tak niewinny, jak by się wydawało, budzi w nich uśpione dotąd instynkty macierzyńskie. Książka pokazuje jak trudną decyzją jest adoptowanie dziecka, znalezienie z nim wspólnego języka oraz wpojenie mu podstawowych wartości życiowych, zmiana agresywnych zachowań i nauczenie go wyrażania pozytywnych emocji. Do końca życia nie zapomnę jak Ewa- pani psycholog – tłumaczyła małemu Piotrusiowi co jest ważniejsze : jego przyjemność z tego, że np. zniszczy mrowisko czy strach jaki ogarnia w tej chwili mrówki. Bardzo spodobało mi się jak Ewa pomogła mu rozwiązać ten problem. Kazała mu chłopcu zamknąć oczy i wziąć na swoje dwie dłonie ciężar tych obu sytuacji i ZWAŻYĆ JE. Nie mogłam się nadziwić jej metodom, więc sama tego spróbowałam gdy miałam do podjęcia trudną decyzję. I muszę przyznać, że skutkuje. Podświadomość człowieka nie daje za wygraną i wyważa to co dobre. To było coś niezwykłego ! Było kilka sytuacji, które utkwiły mi w pamięci, jednak oprócz powyższej chciałabym przytoczyć jeszcze jedną. Donia postanawia się wdrapać na drzewo, na ambonkę myśliwską i przemyśleć wszystko. Jest to dla niej niezwykle trudne , gdyż boi się wysokości. Jednak gdy już znajduje się do góry coś chodzi po jej ręce. To szerszeń! Donia jest przerażona. Wierny pies biegnie po Michała, który przybiegł  i bez wahania wchodzi na ambonkę. Gdy jest już na górze widzi ją otoczoną przez stado szerszeni, postanawia ją uratować, narażając się samemu na ogromne niebezpieczeństwo. Ostatecznie trafia potem do szpitala, ale oboje z Donią zdają sobie wtedy sprawę z ogromu ich miłości. Sądzę, że niewielu moich rówieśników byłoby zdolnych do takiego poświęcenia. A Michał, poza tym, że jest niezwykle opiekuńczy, potrafi zachować się honorowo, ratuję Donię z opresji. Czyż nie jest to chłopak idealny? Tylko dlaczego Dominikę początkowo zaćmiła uroda Hadriana i raniła Michała.? Szczerze stwierdzam, że książka porusza wiele ważnych w życiu człowieka kwestii: miłość, przyjaźń, odpowiedzialność, umiejętność rozmowy z innymi, rodzina, macierzyństwo, intelektualizm, prawdomówność….. Dużo by tu wymieniać.  Powieść jest pisana lekkim językiem, dlatego czyta ja ją się szybko. Jednak mimo tego, że lektura trwa krótko uśmiech nie znika z twoich ust ani na chwilę. Teksty Witka z pewnością rozłożą każdego na łopatki. Ja także bardzo często nie mogłam powstrzymać śmiechu, czytając co oni tam śmiesznego wyprawiali, a siostra patrzyła na mnie dość dziwnie. Podsumowując chciałabym zacytować Coelhego, który mówił : „W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca.” . Michał walczył do końca o Donię  i pomimo wszystko nie poddawał się. Bierzmy z niego przykład i dążmy do swoich celów, po swoje pragnienia nieustannie. A specjalnie dla was jeszcze kilka zdjęć malowniczego Krzywego, które znalazłam na TEJ stronie ;)

Ulubione cytaty :

"Oszukiwanie samego siebie to jedno z najbardziej wyrafinowanych kłamstw."

Podobno kiedy człowiek się z czymś już całkowicie pogodzi i niczego od losu już się nie spodziewa, to wtedy to, o czym marzył dostaje.

 


Pięknie, czyż nie??

wtorek, 22 czerwca 2010

[15] Ewa Nowak „Diupa”

Wydawnictwo: Egmont Polska ,
Maj 2005 , 228 str.
Ocena: 10/10 Perełka

O czym:

Nieśmiały i zagubiony Wiktor poznaję szaloną i pełną energii dziewczynę. Z kolei Wika plącze swoje życie tak, że nie umie już rozpoznać miłości, przyjaźni i dobra. Autorka pokazuje nam pół roku z życia rodzeństwa i ich najbliższych, nawet babci, jak dotąd panny na wydaniu. Ta powieść, w której papuga Diupa ma znaczący udział w początkach obiecujących znajomości, rozczuli Cię i rozśmieszy. Jak Wika poradzi sobie z problemami? Czy Wiktor i Damorka będą razem ??

Moje zdanie:

„Diupa” to książka, która jest na swój sposób niezwykła. Po pierwsze dlatego, że znajduje się w niej autograf Pani Nowak, i po drugie, dlatego, że w prosty i zabawny sposób ukazuje życie zwykłych ludzi, problemy, które mogą spotkać każdego z nas.

Lekturę czyta się z uśmiechem na ustach. Polecam tę powieść wszystkim! Jest lekka, przyjemna i przede wszystkim ''prawdziwa''. Czyli mówiąc krótko - przedstawia zdarzenia w realistycznym świetle! Książkę kupiłam na konkursie. Później znalazł się tam też autograf Ewy Nowak, z którą mieliśmy spotkanie. Nie mogłam odpuścić sobie tej książki i zaraz po powrocie do domu zaczęłam czytać. Cała historia rozpoczyna się od pewnej papugi, która potrafi powiedzieć tylko słowo zbliżone do ''Diupa''. Na balkonie znajduje ją załamany wyrzuceniem z drużyny Wiktor. I właśnie wtedy zaczynają się przygody pełne napięcia i beztroski!

Diupa pojawiła się nagle i niespodziewanie, nikt nawet nie pomyślał, jak wiele w życiu może zmienić piękna ara ararauna. Papuga jest świadkiem życia rodzinnego państwa Rybackich i ich dzieci - Wiktora i Wiki. Kolejna powieść Ewy Nowak to jak zwykle książka, którą się czyta jednym tchem...

Życie nastolatków w powieści nie różni się od naszego życia. Dużo książek o podobnej tematyce można znaleźć na półkach w księgarni. "Diupa" niczym się nie wyróżnia . Mimo wszystko powieść wciąga. Według mnie, jest tak dlatego, że autorka pisze językiem młodzieżowym, zrozumiałym dla nastolatków, co zachęca nas do czytania. Zabawne sytuacje z życia rodziny, dziwne incydenty i miłosne perypetie są na tyle ciekawe, że z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę każdemu nastolatkowi i nie tylko. Książkę wzbogacono o ciekawe wątki, m.in. przygody papugi Diupy. Dzięki temu ptakowi nawet dorosły nie nudziłby się, czytając tę powieść.

Autora potrafiła zawrzeć w swojej powieści smutek, ból i rozczarowanie, a także radość, szczęście i miłość.Moją ulubiona postacią był Pan Henryk- niewidomy starszy pan, któremu Wika czytała codziennie ksiązki. Tak jak pan Henryk powinniśmy wierzyć w ludzi i zawsze żyć pełnią życia.  Mimo, że ni był do końca sprawny, drzemała w nim masa optymizmu i wiara w ludzi. Drugą pozytywną postacią była Babcia Wiktora i Wiki. Była pomocna, wesoła, a zarazem nieobliczalna. Przypominała mi nieco babcię Gnidoszów z pierwszej części.

Tak więc książkę polecam wszystkim i ruszam na poszukiwania kolejnej części. ;D

Ulubione cytaty :

„Ojciec wychylił się z kuchni w fartuchu z napisem SZANUJ MĘŻA SWEGO MOŻESZ MIEĆ GORSZEGO”

„-Wies, babciu? Myślę o cymś.
-O czym, Krzysiu?
-Dlacego w bajkach dziewcyny są zawse te gorse?
-Jak to rozumiesz? - babcia poprawiła okulary, żeby lepiej słyszeć (jak czasem żartowała).
- No, na psykład w Złotej Rybce. Rybak jest dobry, spokojny, a zona to taka... - siedmiolatek poszukał słowa - jędza. (…)
- A ty jakbyś widział to z tą Śpiącą? Tylko poczekaj, wezmę dyktafon taty. - Jest dziś piętnasty listopada, czwartek. Krzysio ma siedem lat i nie lubi biernych kobiet. Cokolwiek to oznacza - dodała babcia.
- Śpiący Ryces - zaczął Krzysio. - Dawno, dawno, za siedmioma, w pewnym pałacu rodzicom urodził się chłopiec. Oni bardzo się ucieszyli, że to chłopiec. Ale jak robili jego chrzciny, to jednego złego czarodzieja nie zaprosili. Albo niech ta wróżka zostanie. Ona jest w porządku. To jednej złej wróżki nie zaprosili i ona się wściekła i rzuciła czar, że jak ten chłopiec będzie miał szesnaście lat, to ukłuje się... śrubokrętem. I umrze. Rodzice zdenerwowali się okropnie, ale zaraz jeden Czarodziej zmienił ten czar. Chłopiec miał spać tylko, ale za to przez sto lat. I tak było. Mimo, że wszystkie śrubokręty wyrzucili, bo tak się o niego bali. Zupełnie jakby mu nie mogli po prostu powiedzieć, że nie wolno mu brać śrubokrętów do ręki.
(…)- Tak, bo to by... No dobra, on by i tak nie posłuchał, więc tzreba było te wszystkie śrubokręty schować. I on, oczywiście, się ukłuł. To nie jest ciekawe z tymi jego urodzinami i ukłuciem. Jak się te wszystkie księżniczki o tym dowiedziały, to zaraz rzuciły się, żeby go odczarować. Bo on tak sobie leżał nieruchomy i taki biedny i rosły mu paznokcie. Sama mi mówiłaś, że po śmierci rosną jeszcze paznokcie. I każda chciała go mieć dla siebie. Niejedna próbowała. Ale nic. W końcu była taka, co wsiadła na konia, zabrała łuk, strzały, pistolet, miecz światłowodowy i granaty. I pojechała. Bez problemu pokonała smoka. Bo tego chłopczyny smok pilnował i szybko ścięła żywopłot i weszła na wieżę. A tam na łóżeczku leżał on. Piękny! Miał zamknięte oczy i takie czerwone te... wargi i ona nie mogła się powstrzymać i go... tego... pocałowała. A on zaraz się podniósł i rzucił jej na szyję. "Moja wybawicielko, czy zechcesz mnie za męża?". I ona się zgodziła, bo co miała robić. Czy to nie fajniej, babciu? ...”
 

piątek, 18 czerwca 2010

[013] Ewa Nowak „Cztery łzy”

Wyd. Egmont Polska. 
Warszawa 2008.128 str.
Ocena: 4/10 Przeciętna

O czym:

Zuzia ma dwóch starszych braci, którzy interesują się wyłącznie komputerami. Mieszkają we Władysławowie. Dzieci są tylko z mamą, nauczycielką języka angielskiego. Ojciec zabiera je co drugi weekend do Gdańska, gdzie obecnie mieszka. Bohaterka, bardzo nerwowa i płaczliwa, ucieka w świat marzeń i fantazji - pragnie zostać piosenkarką. Obsesyjnie dba o swój wygląd, do tego stopnia, że nie wyjdzie z domu bez dobrania ubrań kolorem, co bardzo komplikuje jej życie. Zakochuje się w koledze braci, którzy utrudniają jej kontaktowanie się z chłopcem. Zuzia nie ma przyjaciółki, choć ciągle poszukuje tej jedynej. Mama zmuszona sytuacją organizuje obóz językowy i Zuzia ma jej tam pomagać (przeciw czemu bardzo się buntuje). Akcja rozgrywa się w ciągu dwóch miesięcy: marca i kwietnia.

Moje zdanie:

Bardzo lubię czytać książki pani Ewy Nowak. Tę książkę czytałam, nie tylko z sympatii do autorki, ale także chciałam poznać „wnętrze” mojej nagrody z autografem pisarki. Sądzę, że to kolejna lekka i przyjemna powieść Ewy Nowak. 

Ksiązka wywołała jednak we mnie mieszane uczucia. Sama fabuła była ciekawa, także wątek miłości Zuzi i Doły był ciekawie przedstawiony. Jak to bywa w książkach pani Nowak, nie zabrakło tu słów o przyjaźni, miłości i skrywanych marzeniach. Główną bohaterką jest Zuzanna Szato, zamieszkała w nadmorskim Władysławowie. Takiej lokacji niezmiernie jej zazdroszczę, chociaż ona nie jest z niej zadowolona. Powód? Nudy. Ale przynajmniej ma morze i szansę na spacery po plaży :). Mieszka ona ze starszymi braćmi - Jarkiem i Radkiem, którzy robią wszystko, by uprzykrzyć jej nastoletnie życie. Jej rodzice są po rozwodzie, mieszka ze swoją mamą, która uczy języka angielskiego. 

Negatywne odczucia wywołało we mnie głównie zachowanie braci Zuzi jak i jej ojca. Według, mnie ci którzy nas kochają powinni być wobec nas szczerzy, nie tak jak ojciec dziewczyny. Jedyną osobą, która była wobec niej szczera była jej matka. Bardzo chciałabym, żeby ludzie, którzy nas otaczają także byli wobec nas szczerzy mimo, że prawda często może boleć. 

Dziewczynka także rozpaczliwe poszukiwała przyjaciółki. Problem Zuzi polega na zbyt wysokich wymaganiach.  Tej podoba się jej brat, ta ma matkę nauczycielkę, a ta myśli tylko o jedzeniu. Kolejnym wątkiem- odgrywającym zasadniczą rolę w powieści są marzenia nastolatki. Myślę, że każdy z nas powinien mieć marzenia, choć nie zawsze wszystkie muszą się spełnić.

Zuzia wierzyła, że jej marzenia mogą stać się rzeczywistością. Była przekonana, że kariera piosenkarki to coś dla niej. Dziewczyna mimo, iż dowiedziała się przykrej prawdy poszła na casting. I udało jej się. Zrobiła piorunujące wrażenie na jury.  My też tak jak Zuzia powinniśmy pokonywać przeciwności losu i zawsze kroczyć do przodu. Bo nasza droga do sukcesu jest ciągle w budowie ;) Polecam! :)
  
Ulubione cytaty :

„(…) W domu, gdy stała przed lustrem, wydawało jej się, że umalowała się odpowiednio. Ale im bliżej była szkoły, tym szminka wydawała jej się coraz mniej odpowiednia. A upewniły ją o tym spojrzenia przechodniów. Na kilkanaście metrów przed szkołą po prostu zakryła usta ręką . Piotrek czekał na Zuzię bez większych nadziei. Bardzo więc się zdziwił, widząc ją gnającą ile sił w nogach i trzymającą rękę przy ustach… na znak. Nic go nie obchodziło, że Zuzia nawet na niego nie spojrzała”