piątek, 3 maja 2013

[122] Artur Barciś, Marzanna Graff „Rozmowy bez retuszu”

Wydawnictwo M
Kraków 2011, 220 str.
Ocena: 10/10 Perełka


To nie wzrost, czy postura odzwierciedlają wielkość człowieka – jego siłę ducha, pozytywne usposobienie czy po prostu talent. Nie raz ta niewątpliwa zdolność wcielania się we wszelakie postaci przychodzi z czasem, po latach ciężkiej pracy, a czasami, jak to jest w przypadku „bohatera” czytanej przeze mnie książki, to po prostu dar od Boga. Ale jak pokonać pewne bariery, spełniać marzenia – te mniejsze i te większe, a także cieszyć się życiem każdego dnia? O tym właśnie opowiada Nam Pan Artur Barciś, przez wielu kojarzony z Norkiem (niestety, a może wcale nie) w rozmowie „rzece” z Panią Marzanną Graff.

(...) aktorstwo to nie jest coś, czego można się ot, tak nauczyć. To jest dar, z którym człowiek się rodzi. Można to oczywiście spaskudzić, zmarnować, rozmienić na drobne albo szlifować. Jednak, żeby coś z tym zrobić, trzeba najpierw to mieć, czuć w sobie.”

On – Artur Barciś – mały, wielki człowiek, który przyszedł na świat w 1956 roku w miejscowości Kokawa pod Częstochową. Od urodzenia chłopiec niewielkiej postury, już od najmłodszych lat wyróżniał się wśród swoich rówieśników- już w zerówce z zapałem opowiadał bajki swoim koleżanką i kolegom, którzy siedzieli zgromadzeni wokół niego. Pierwsze recytowane wiersze, aż w końcu niewątpliwe uznanie wiążące się z Ogólnopolskim Konkursem Recytatorskim i „Fortepianem Chopina” (który to wiersz osobiście bardzo lubię ;]). Pierwsze filmy w roli statysty, teatr, poważniejsze produkcje... Aż do dziś, kiedy jest rozpoznawalny wśród niemal wszystkich Polaków...

Ona – Marzanna Graff – osoba, którą aktor zna od lat i z którą rozmowa nie jest jedynie rozmawianiem z drugim człowiekiem, a radością z kolejno wypowiadanych słów. A ponadto – pisarka, autorka wielu tekstów piosenek i scenariuszy teatralnych, a nawet bajek dla dzieci.

Pani Marzanna Graff
Przed nami leżą rozsypane zdjęcia. Przeglądam je, słucham opowieści, których dotyczą. Każda historia z fotografii mnie ciekawi. Trzeba przyznać, że Artur potrafi opowiadać(?) Lubię słuchać, jak Artur opowiada o innych artystach, słyszę mnóstwo pochwał pod adresem innych aktorów, reżyserów. niektórych opowiada z takim zaangażowaniem i ogromną pokorą? Nie każdy potrafi się na to zdobyć? Po rozmowach z nim i ja mam tę pewność, że powinniśmy też dostrzec i docenić ludzi, którzy pomagają nam na tej drodze.”

Przemiła atmosfera, silna relacja osób rozmawiających – momentami czułam się, jakbym razem z Panią Marzanną i Panem Arturem siedziała w kuchni i przysłuchiwała się konwersacji, chwytając pojawiające się na dębowym stole, zaraz obok kubka gorącej, parującej herbaty, zdjęcia młodego aktora. Nie ma tu sztywności i niepotrzebnych napięć, dzięki czemu czytelnik nie zdaje sobie nawet sprawy, że czyta biografię, a wydaje mu się wręcz (przynajmniej mi), że jeden z najbardziej uzdolnionych polskich aktorów, siedzi obok Nas. Najpiękniejsze jest jednak to, że żadne zdanie nie jest tu zbędne, a wręcz przeciwnie – powoduję lawinę pytań w głowie czytającego, na które odpowiedź za każdym razem uzyskuje w kolejnej frazie. Na dodatek z każdego wypowiadanego słowa, zarówno przez Panią Marzannę, jak i samego bohatera książki, płynie mnóstwo pozytywnej energii, a momentami nawet humoru. A kiedy Pan Artur zboczy z tematu... Aż żal było do istoty pytania, kiedy ten człowiek miał tyle do powiedzenia ;)

Wiele radości sprawiła mi opowieść, w której Aktor opowiadał o tym, co działo się za młody, kiedy czytał. Uśmiech od razu pojawiał się na mojej twarzy, bo i ze mną tak jest, że po prostu wyłączam się i to, co dzieje się wokół mnie, przemija niezauważalnie. Dobrze, że nie hodujemy żadnych zwierząt pastwiskowych, bo z pewnością podzieliły by losy tych, wypasanych przez Pana Artura.

(...) oczywiście do pasania krów brałem książkę. I jak wchodziłem w ten magiczny świat, to krowy szły, gdzie chciały. A ja czytałem i nie widziałem w ogóle, co się dzieje, mnie tam nie było. Zamiast pilnować krów, przechodziłem w inny wymiar. Do dziś tak mam, gdy się zaczytam. Żona mówi, że się „zawieszam”. Jak komputer. Ma racje.”

Padający cień, nie tylko na dębową powierzchnię...
Rozmowy bez retuszu” były dla mnie też lekcją prawdziwego teatru, z którym w XXI wieku mamy co raz mniejszą styczność, mimo oferowanej jego dostępności. Dlatego momenty, w których Pan Artur opowiadał o przygotowaniach do kolejnych spektaklów, trudnością wcielenia się w niektóre role (np. kobiety), a nawet o szczegółach wystawiania poszczególnych inscenizacji, w których trema wymagała dodania sobie odrobinki „odwagi”. Szkoda, że we współczesnym świecie tak mało osób, które tak PIĘKNIE opowiadają o pasji, jaką jest dla Pana Barcisia teatr.

Teatr ma sens tylko wtedy, kiedy jest widz.”

Wiele emocji dostarczyło mi oczywiście odkrywanie na nowo człowieka, którego polubiłam za Norka, a potem jeszcze bardziej Czerepacha. I muszę podkreślić, że choć Pan Artur nie lubi być utożsamiany z Tadzikiem z „Miodowych lat” (skądinąd ciekawostką jest, że ten serial był nagrywany na żywo, w teatrze), to właśnie dzięki tej roli poznało go szersze grono widzów. I nie chodzi tu tylko o wzrastającą popularność, ale przede wszystkim o to, że dzięki temu serialowi wiele osób postanowiło obejrzeć inne produkcje, w których choć w najmniejszym stopniu pojawił się Pan Barciś, poznając DZIEŁA, które musiałby po prostu obejrzeć każdy. I dlatego moim zdaniem rola, którą aktor lubi nieco mniej, pozwoliła dostrzec jego talent, a także wiele niesamowitych filmów dużej liczbie Polaków.

(…) Zgodziłem się i tak zacząłem grać Czerepacha. Dla niektórych ciągle byłem jeszcze Norkiem... Pamiętam, jak jakiś podpity facet mi wygarnął: `Norek, ale się z ciebie szuja zrobiła`... Ale dla większości byłem już kimś zupełnie innym.”

Kiedy czytałam, Pan Artur spoglądał wprost z okładki ;)
Kwintesencją rozmów, nad którymi wręcz rozpływałam się niezależnie od miejsca czytania i reakcji otaczających mnie osób, był ostatni rozdział książki – bajka pisana piórem Pana Artura. Ogromna świadomość operowania słowem, a także umiejętność dawkowania czytelnikowi kolejnych wrażeń. Choć nie była to typowa historia, a raczej opowiastka dla dorosłych, z zapałem zagłębiałam się w jej kolejne wersu, nie mogąc doczekać się rozwiązania. A kiedy je przeczytałam... dech mi zaparło z wrażenia. Zdecydowanie chciałabym pogratulować Panu Arturowi i nie mogę się doczekać, kiedy będziemy mogli przeczytać więcej jego utworów!

Podsumowując, muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak dobrej biografii, która z każdą stroną wydawała się nie książką, a usłyszaną rozmową. Na pewno nie zapomnę masy wzruszeń i emocji towarzyszących mi podczas lektury, a przede wszystkim – dawki pozytywnej energii i wiary w spełnienie się w pełni w mojej pasji, którą przyniosły mi „Rozmowy bez retuszu”. Szczerze polecając lekturę tej książki każdemu, chciałabym jednocześnie podziękować Pani Marzannie i Panu Arturowi za nią ;)

Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa M, za co serdecznie dziękuję ;)

12 komentarzy:

  1. Zgadzam się w całej rozciągłości - to naprawdę przepiękna, bogata, dobrze opowiedziana historia. Miałam podobne wrażenie, że siedzę z nimi przy jednym stole i biorę udział w tej jakże inspirującej konwersacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Genialne doświadczenie, nieprawdaż? ;)

      Usuń
  2. Nie lubię czytać biografii, gdyż nie odczuwam zainteresowania czyimś życiem osobistym/zawodowym ,ale w przypadku powyższej książki zrobię wyjątek, ponieważ bardzo lubię i szanuje Artura Barcisia, jako wspaniałego człowieka i utalentowanego aktora, dlatego z ogromną ciekawością dowiem się, co zawiera jego publikacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cyrysiu, moim zdaniem ta książka ni jak się ima do stuprocentowej biografii. Myślę, że to zasługa, iż poznajemy Pana Artura jako wspaniałego rozmówcę, albo po prostu człowieka, który tak jak my przeżywał gorsze i lepsze chwile ;)

      Usuń
  3. Wspaniała książka, prawda? :) Tez ją mile wspominam. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Już wiele dobrych i zachwalających słów słyszałam o tej pozycji i na pewno kiedyś ją przeczytam, bo mam na nią ogromną ochotę!

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja mam do książek biograficznych wielką słabość. Zdarzało się, że kupowałem nawet te o ludziach, których nawet nie znam - gdy trafiłem na wyprzedaży :-D Chętnie kiedyś przeczytam, zwłaszcza po takiej opinii :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupowanie biografii nieznanych osób? Wiesz, zawsze przez to można odkryć kogoś wspaniałego ;D A "Rozmowy bez retuszu" polecam z ręką na sercu ;)

      Usuń

  6. Bardzo lubię czytać książki biograficzne, choć nie ukrywam, że nie sięgam po nie często. Twoja recenzja jest bardzo zachęcająca, także myślę, że prędzej czy później książkę na pewno przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. To przykre, że pan Barciś ciągle kojarzony jest wyłącznie z Norkiem. Jako aktora cenię go najbardziej za genialną rolę w Znachorze.
    Spotkałam już tyle pozytywnych opinii na temat tej książki, że chyba w końcu ją przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wydaje mi się to przykre. Choć nie oglądałam "Znachora" ani innych produkcji w jakich wystąpił przed "Miodowymi latami", kiedy usłyszałam o książce od razu pomyślałam o zwrocie związanym z jego nazwiskiem, gdyż znajomy uwielbiał tak mówić ;D Mam nadzieję, że będę mogła poznać bardziej Pana Artura właśnie poprzez wychwalanego "Znachora" ;D

      Usuń
  8. Jak dorwę to na pewno przeczytam. Kunszt artystyczny obydwu jest warty lektury, która na pewno okaże się ucztą literacką.

    OdpowiedzUsuń

Mały ślad po Tobie = Wielki uśmiech na mojej buzi ;)