Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 września 2012

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA #5

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA to Cotygodniowy cykl na blogu u Meme, podczas którego będziecie mogli poznać kolejne kraje nie tylko od strony zabytków czy sławnych postaci, ale przede wszystkim LITERATURY. Będziecie mogli nie tylko przeczytać moje spostrzeżenia na temat wybranych dzieł, ale również liczę, że uda się podyskutować o Waszych przygodach literackich „w danym państwie” ;)

W dzisiejszą, ostatnią wakacyjną wycieczkę postanowiłam Was zabrać do kraju, który zafascynował mnie swoją kulturą poprzez filmy i otwartością ludzi dzięki EURO 2012. Małe klimatyczne wioseczki, często odcięte od świata jak w filmie Ananda Tuckera i przesympatyczni ludzie, którzy idealnie umieją się komunikować z Polakami, nie tylko łamaną polszczyzną. Czy domyślacie się o jakim kraju mowa? Dziś wybieramy się do pełnej zieleni Irlandii ;D

Irlandia to jedno z najbardziej charakterystycznych, wyspiarskich państw w północno-zachodniej części kontynentu europejskiego. Graniczy na północnym wschodzie z należącą do Wielkiej Brytanii Irlandią Północną. Północne i zachodnie wybrzeża Irlandii oblewa Ocean Atlantycki, wschodnie i południowo-wschodnie Morze Irlandzkie i Kanał Św. Jerzego. Irlandia, często nazywana Szmaragdową Wyspą, dzięki sowim niepowtarzalnym widokom, to kraj o niezwykle bogatej kulturze, tradycji i historii. Wiele osób kojarzy Irlandię z koniczyną. Ma to miejsce za sprawą św. Patryka, będącego patronem tegoż kraju. Jego święto przypada na dzień 17 marca, kory to jest dniem wolnym od pracy dla wszystkich Irlandczyków. Zwyczajowo do obchodów najważniejszego dla Irlandczyków święta należą spotkania w pubach i picie zielonego piwa. Sama koniczynka wzięła się stąd, że św. Patryk nie wiedział jak wytłumaczyć Irlandzykom czym jest Trójca Święta. W końcu wpadł na pomysł i pokazał koniczynkę, która posiada trzy listki, tak jak Trójca Święta, Bóg w trzech osobach. 

Kraj, w którym mieszka wielu Polaków, swą wyjątkowość zawdzięcza pozostałościom epoki lodowcowej i obecnie znacznemu ociepleniu klimatu w niektórych częściach wysp oraz licznym jeziorom, pojedynczym grupom niskich gór, pozostałościom rozległych bagien, a przede wszystkim najwyższym i najpiękniejszym klifom w Europie. Choć pogoda nie zawsze jest w tych okolicach idealna i najczęściej płata ludziom figla, kraj ten swoją atrakcyjnością „przywołuje” wielu turystów. Celtycka kultura, mitologia średniowiecznych zamków, muzyka, śpiew oraz historia kraju i narodu wdaje się być na tyle magiczna, że potrafi zaciekawić nawet najbardziej zgorzkniałego człowieka. Na dodatek - Irlandczycy to niezmiernie przyjazny i gościnny naród. Co wyjątkowo mi się podoba – ważną wartością dla tamtejszych ludzi jest rodzina oraz przyjaciele, za którymi skoczyliby w ogień.

Przy okazji prezentacji Irlandii nie mogłam poskąpić sobie choć słówkiem wspomnieć o niezwykły filmie, który oglądałam w ostatnim czasie i wywarł na mnie ogromne wrażenie, nie tylko dzięki tematyce i zakończeniu, ale przede wszystkim dzięki irlandzkim widokom, tamtejszej kulturze i nietypowej życzliwości Irlandczyków. O czym opowiadają „Oświadczyny po irlandzku” i co będziecie mogli w nim zobaczyć? Oto krótkie streszczenie i kilka kadrów z filmu:

Amerykanka Anna od kilku lat jest w związku z Jeremym, który niezbyt kwapi się do małżeństwa, o którym marzy dziewczyna. Dlategopostanawia dotrzeć do Dublina, aby w "Leap Day", czyli 29 lutego oświadczyć się swojemu chłopakowi. W myśl irlandzkiej tradycji, jeśli tego dnia kobiety oświadczą się swoim wybrańcom, muszą oni powiedzieć 'tak'. Niestety pogoda krzyżuje jej plany. Choć, zamiast do Dublina, trafia do maleńkiego miasteczka Dingle, Anna nie ustępuje i chce dopiąć swego zanim skończy się dzień, nawet mimo iż musi w tym celu przeprawić się przez pół kraju, w czym pomaga jej poznany barman Declan.

Choć przeczytałam już kilka książek czy to z irlandzkim tłem, czy nawet irlandzkich autorów, na moim blogu na razie zalała się jedna recenzja takowej powieści. Jednak mimo tej ubogości sądzę, że ta pozycja nie tylko pokazuje piękno kraju (ciekawe opisy otaczającego świata i zwyczajów), ale również piękno tego co najważniejsze w życiu – miłości. Mowa tu o klimatycznej powieści Cecelii Ahern pt. „P.S. Kocham Cię !”. Poniżej możecie przeczytać fragmenty mojej opinii, którą pisałam ponad półtora roku temu:

„(...) autorka pokazuje nam, że Ci, których kochamy, kiedyś odejdą, ale nie zostawią nas samych. Pozostanie nie tylko pamięć o wszystkich dobrych chwilach jakie spędziło się z ta osobą, ale także wiara w to, że te osoby chcą dla nas jak najlepiej, wiara w to, że to nie jest pożegnanie na zawsze, że kiedyś gdy usiądziemy nad ich grobem, gdzieś do góry uśmiechnie się ktoś myśląc, że wykorzystaliśmy jego wskazówki.”

(...)Czy, wsparta opieką swego Anioła oraz gromadką rodziny i przyjaciół, będzie gotowa stawić czoło nowej rzeczywistości? Czy znów będzie śmiać się, śpiewać i tańczyć? Nie chodzi przecież o to by zaraz tańczyć czy ponownie wyjść za mąż. Te aniołki, które są na górze i czekają na spotkanie z nami chcą, żebyśmy na nowo zaczęli żyć – pracować, spotykać się z przyjaciółmi i cieszyć się, gdy rano za oknem zobaczymy jak pięknie świeci słońce ;)”

„Wolą jej męża, było, żeby jak najszybciej ruszyć dalej: „Zachowaj w pamięci nasze cudowne wspomnienia, ale proszę, nie bój się tworzyć nowych”. Postarajmy się więc myśleć tak jak Holly i nie bać się zacząć czegoś od nowa, bo nigdy nie wiesz co czeka się na kocu tej wyboistej drogi, którą będziesz musiał przejść ;)”

Na mojej półce oczekuje już kolejna pozycja tejże autorki - „Pamiętnik z przyszłości”, który planuję przeczytać, kiedy tylko rozluźnią mi się lekturowe („Potop” + „Mistrz i Małgorzata”) zmagania ;)

Autorem, którego zdarza mi się czasem czytywać jest Oscar Wilde, który jest jedną z największych (jak dla mnie) skarbnic charakterystycznych i znaczących aforyzmów. Oto niektóre z nich:


Kłamstwo nie staje się prawdą tylko dlatego, że wierzy w nie więcej osób.”

Zepsuta kobieta należy do tego rodzaju istot, których mężczyźni nigdy nie mają dosyć.”

W dzisiejszych czasach można przeżyć wszystko z wyjątkiem własnej śmierci i przetrzymać wszystko z wyjątkiem dobrej reputacji.”

Egoizm nie polega na tym, że żyje się tak, jak się chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy.”

Istnieje wiele rzeczy, które powyrzucalibyśmy, gdyby nie obawa, że inni je pozbierają.”

"...młodość jest jedynym dobrem, godnym posiadania.(...) Pospolite polne kwiaty więdną, ale rozkwitają na nowo. (…) Ale nasza młodość nie wraca nigdy, tętno radości, jakie w nas bije w dwudziestym roku, słabnie. (…) Wyradzamy się w obrzydliwe szkielety, w których jak upiór, jedno tylko pokutuje wspomnienie - wspomnienie namiętności, przed którymi cofaliśmy się z lęku, i wspomnienie pokus, którym nie mieliśmy odwagi ulec."

Wszyscy żyjemy na tym świecie, po którym ręka w rękę kroczą: dobro i zło, grzech i niewinność. Zamknąć oczy na jedną jego połowę, by żyć w spokoju i bezpieczeństwie – to jakbyśmy chcieli dla większej pewności wędrować z zamkniętymi oczami wśród urwisk i przepaści.”



I tak, ostatni wakacyjny cykl dobiegł końca. Przez kolejne dziesięć miesięcy będę czytywać lektury z wszelakich krajów, by w 2013 roku ubarwić Wam kolejne wakacje. Ale nie martwcie się - W najbliższą niedzielę możecie wypatrywać najnowszej odsłony cyklu „CUDZIE chwalicie, SWEGO nie znacie” ;D A wciągu tygodnia recenzji „Po prostu mnie przytul”, stosu oraz części pierwszej fotorelacji z Worcamp'u ;)

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA #4

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA to Cotygodniowy cykl na blogu u Meme, podczas którego będziecie mogli poznać kolejne kraje nie tylko od strony zabytków czy sławnych postaci, ale przede wszystkim LITERATURY. Będziecie mogli nie tylko przeczytać moje spostrzeżenia na temat wybranych dzieł, ale również liczę, że uda się podyskutować o Waszych przygodach literackich „w danym państwie” ;)

Niedzielny cykl w poniedziałek - Rodzinne świętowanie imienin sprawiły, że dopiero dziś zapraszam na podróż do niezwykle urokliwego kraju również pod względem literackim. Apetyt rośnie w miarę jedzenia – dziś zaprezentuję część literatury, miejsc oraz jedzenia, które mnie zaintrygowało, bo w niedalekiej przyszłości planuję poznać go trochę bliżej. Rozważam też naukę języka. Jakiego? Hiszpańskiego, bo dziś wybieramy się do słonecznej Hiszpanii ;D

Z czym kojarzy Wam się Hiszpania? Bo mi z ogromnymi upałami, przemiłymi ludźmi, niesamowitymi domami w „tym” stylu, a przede wszystkim z piłką nożną ;) Do tego dochodzą magiczne miasteczka, niesamowite smaki i wiele, wiele innych rzeczy, o których mogłam przeczytać w niesamowitych pozycjach Victorii Twead, która opowiada o swoim życiu w Andaluzji ;) Hiszpania jest położona na Półwyspie Iberyjskim. od zachodu graniczy z Portugalią, a od wschodu, poprzez pasma Pirenejów, z Francją. Liczy 41 mln. Mieszkańców, ale dodatkowo każdego roku przyjmuje ponad 58 milionów turystów, co jest z pewnością liczbą niebagatelną. Największym miastem i zarazem stolicą jest Madryt. Państwo dzieli się na 17 niezależnych pod siebie regionów, a te z kolei na 50 prowincji. Hiszpania jest oddzielona od Europy Pirenejami, na południu nieomal sięga Afryki. Hiszpania to również niesamowite widoki, które aż zapierają dech w piersiach i wysokie wzniesienia, które warto pokonać, choćby dla widoku na górze ;) Ze względu na rozpiętość geograficzną oraz różnorodne ukształtowanie Hiszpanię charakteryzuje też bardzo różnorodny klimat, od pokrytych śniegiem pirenejskich szczytów, poprzez zielone łąki położone w Galicji i gaje pomarańczowe w Walencji i do pustynnej Almerii. Najbardziej charakterystycznymi miejscami w tymże kraju jest Madryt i Barcelona – dwie stolice futbolu, niesamowitych zabytków i strasznie pozytywnej atmosfery. Dla mnie niezwykłym miejscem wt Hiszpanii, za sprawą lektury powieści Pani Victorii jest El Hoyo.

Hiszpania to również niesamowite smaki, których od tak się nie zapomina. Dziś postanowiła przedstawić potrawę, o której dowiedziałam się za sprawą pozycji Pani Twead – gorąca czekolada po kastylijsku. Smakuje obłędnie.


„55 g niesłodzonego kakao w proszku
180 g cukru
7 łyżeczek mąki kukurydzianej
140 ml wody
1 litr mleka

Wymieszać kakao z cukrem. Rozpuścić mąkę kukurydzianą w wodzie i połączyć z mieszanką kakao i cukry w średniej wielkości rondelku. Mieszać, dopóki nie zrobi się gładka pasta. Podgrzać miksturę na średnim ogniu, bez przerwy uderzając trzepaczką. Stopniowo dolewać mleka. Doprowadzić do wrzenia, stale mieszając. Gotować na wolnym ogniu przez 10 minut, stale mieszając aż napój stanie się gęsty, gładki i lśniący. Gorącą czekoladę podawać w kubkach lub szklankach”*

*”Andaluzja Olé!” str. 166


Moje pierwsze spotkanie z literaturą hiszpańską miało miejsce za sprawą jednego z najbardziej znanych, współczesnych pisarzy. Wielu blogerów, a także kilku moich znajomych było oczarowanych jego prozą, więc i ja, jakieś dwa lata temu, zdecydowałam się na lekturę „Cieniu wiatru” Zafona. A jakie były wrażenia?

„Bardzo się cieszę, że w  „Cieniu wiatru” pojawiło się to co niezwykle doceniam w fabule książki - przeszłość, tajemnica, smaczki językowe. Powieść jest nieskończonym przenikaniem się świata fikcji i fabularnej rzeczywistości: życie bohaterów bywa podporządkowane literaturze, literatura za to przedstawia egzystencję postaci w niezmienionej formie.”

„Zafon urzekł mnie swą prozą, umiejętnością przyciągnięcia czytelnika jak i tym, że do samego końca nie spodziewałam się rozwiązania akcji. Autor wprowadza do akcji szereg interesujących, różnorodnych i doskonale scharakteryzowanych postaci, z których przyjaciel Daniela -  Fermin przebija wszystkich swoim humorem i skłonnością do niekonwencjonalnych pomysłów. No właśnie, bohaterzy… Wspaniałe postaci, o których nie da się zapomnieć.”

Jedną z rzeczy, która niewątpliwie oczarowała mnie w tym, jak pisze ten hiszpański autor, był dobór słów. Wiele ze sformułowań, zdań czy refleksji bohaterów tworzyło uniwersalnego cytaty, którymi chciałabym się z Wami ponownie podzielić:

„– Ludzie są obrzydliwie źli. (...)
– Są głupi a nie źli.(...) Głupi. To nie to samo. Zło zakłada jakąś moralną determinację, jakiś zamiar i pewną myśl. A głupiec nie pomyśli ani się nie zastanowi. Działa instynktownie, jak zwierzę, przekonany, że robi dobrze, że zawsze ma rację; dumny, że przypierdala, za przeproszeniem, każdemu, kto widzi mu się inny od siebie samego, i wszystko jedno, czy dlatego, że innego koloru, wyznania, języka, narodowości, czy też (...) dlatego, że lubi inaczej spędzać czas wolny. Źli ludzie jeszcze mają swoje miejsce na świecie, zbyteczni są skończeni głupcy.”


„Niewiele rzeczy ma na człowieka tak wielki wpływ jak pierwsza książka, która od razu trafia do jego serca. Owe pierwsze obrazy, echa słów, choć wydają się pozostawać gdzieś daleko za nami, towarzyszą nam przez całe życie i wznoszą w pamięci pałac, do którego, wcześniej czy później – i nie ważne, ile w tym czasie przeczytaliśmy książek, ile nowych światów odkryliśmy, ile się nauczyliśmy i ile zdążyliśmy zapomnieć – wrócimy.”


„Są osoby, które się pamięta, i osoby, o których się śni.”


Kolejne spotkanie z Hiszpanią nie miało miejsca poprzez rodzimego autora (właśnie zaczynam pozycję Mayorala, a książkę Carmen Martin Gaite również wypożyczyłam z biblioteki i czeka na swoją kolej), ale poprzez angielską pisarkę, która razem z mężem zamieszkała w maleńkiej wiosce El Hoyo i wspólnie z czytelnikami odkrywała uroki tego kraju. Po rozmowie z Moreni postanowiłam, że pozycje Victorii Twead po prostu muszą dołączyć do odsłony o Hiszpanii, gdyż zarówno „U mnie zawsze świeci słońce” jak i „Andaluzja Olé!” pozwalają czytelnikowi idealnie poznać jeden z piękniejszych krajów ;) Sami zobaczcie:

( z recenzji „U mnie zawsze świeci słońce”)

Pani Victoria pisząc lekkim piórem serwuje czytelnikowi nie tylko dawkę pozytywnych emocji, ale również humoru. Bardzo spodobało mi się to, jak została podzielona pozycja, a każdy kolejny rozdział pokazywał nam kolejny etap w nowym życiu pisarki i jej męża. Spodobało mi się również to, że po tytule rozdziału czytelnik mniej więcej wiedział co może zastać, a jednak i tak został czymś pozytywnie zaskoczonym: czy to żartem, smakowitym przepisem, czy nawet rozbrajającym zwrotem akcji ;)”

„Cieszę się też, że Pani Victoria poprzez swoją pozycję pokazuje Nam, iż warto spełniać marzenia, nawet, jeśli z pozoru wydają się nierealne. Dzięki niej mogłam przekonać się ile daje upór w dążeniu do realizacji naszych pragnień. Myślę że Pani Twead potrafi każdemu czytelnikowi dać nie tylko wspaniałą lekturę, ale również dawkę pozytywnych emocji i siłę do wytrwałości w drodze do swych celów ;)”

„Podsumowując, muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak dobrej, a zarazem zwykłej pozycji. Co najlepsze – z trudem znaleźć mi w niej choćby najmniejszy błąd. Z pewnością wrócę do niej, kiedy będę miała słabszy dzień, a za oknem zobaczę tylko wielkie kałuże ;) Z czystym sumieniem polecam tą publikację każdemu, kto pragnie uciec w krainę marzeń i po prostu się zrelaksować tym co piękne – czytaniem ;D”

(z jeszcze nieopublikowanej recenzji „Andaluzja Olé!”)

„ (…) Niezwykła powieść, która pokazuje uroki hiszpańskiego miasteczka i niesamowitą atmosferę hiszpańskich rodzin.”

„ Nie posiadałam się z radości, kiedy w pozycji odkryłam fragmenty dotyczące Mundialu 2010, który Hiszpania wygrała. Kolejne linijki tekstu czytałam z wypiekami na twarzy, przypominając sobie ich tegoroczne popisu na Euro 2012.”

I tak, nieco krótsza podróż dobiega końca. Krótsza, ponieważ do Hiszpanii na pewno zabiorę Was jeszcze raz, kiedy tylko przeczytam kilka pozycji, które mam zapisane na liście ;) A w przyszłym tygodniu ostatnia wakacyjna odsłona cyklu z krajem, który ma równie niesamowita atmosferę.

niedziela, 19 sierpnia 2012

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA #3

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA to Cotygodniowy cykl na blogu u Meme, podczas którego będziecie mogli poznać kolejne kraje nie tylko od strony zabytków czy sławnych postaci, ale przede wszystkim LITERATURY. Będziecie mogli nie tylko przeczytać moje spostrzeżenia na temat wybranych dzieł, ale również liczę, że uda się podyskutować o Waszych przygodach literackich „w danym państwie” ;)

Kochani! Nawet nie wiecie jak się cieszę, że w końcu wracam do Was z moim ulubionym cyklem, bo sama uwielbiam także podróżować, nie tylko palcem po mapie. W tejże odsłonie, mimo niesamowitej wycieczki do Niemiec, postanowiłam pokazać Wam zupełnie inną część świata, która jest bardzo, ale to bardzo obfita w literackie perełki. Dlatego dziś wybieramy się aż za ocean – do Stanów Zjednoczonych Ameryki (USA). Mam nadzieję, że zasmakujemy nie tylko dobrej przez duże D literatury, ale również niesamowitych potraw, a także zobaczymy niezwykłe widoki i podłapiemy trochę słonka ;)

Jak wiadomo - Stany Zjednoczone Ameryki, obok Chin i Rosji, jest jednym z największych mocarstw na świecie, dlatego nie powinno nas dziwić, że tak wielu wspaniałych pisarzy pochodzi właśnie stamtąd. Co z pewnością może zachwycać w USA – jego powierzchnia jest na tyle wielka, by pomieścić rozmaitych przyjeżdżających od racjonalnych biznesmenów, po zwariowanych wizjonerów. Tworzy to naprawdę ogromną mozaikę kulturową. Stany Zjednoczone to również kraj bogaty pod względem typów krajobrazu. Znajdziemy tu nie tylko nizinne wybrzeża Atlantyku, Appalachy ciągnące się z północy na południe na wschodzie, centralne równiny, ale także przecinające terytorium kraju z północy na południe Kordyliery na zachodzie oraz góry Adirondacks w stanie Nowy Jork. Istnieje niezliczona ilość miejsc, które trzeba zwiedzić w USA, jednak ze wględu na rozległość kraju nie sposób dotrzeć do każdego z nich. Jednak są zakątki, którym nie powinno się omijać w czasie podróży poprzez Stany USA ;) Myślę, że ja, gdybym miała możliwość takiej podróży, na pewno nie odpuściłabym sobie Wielkiego Kanionu w Arizonie.
Ten cud natury liczy dobie 446 kilometrów długości, 29 kilometrów szerokości oraz prawie 2 kilometry głębokości. Kusi nie tylko nietypowością, ale również niesamowitymi widokami. Kolejny przystanek na trasie mojej wycieczki miałby miejsce z pewności w Parku Narodowym Yellowstone. Ten najstarszy obiekt na świecie pokazuje piękno przyrody w całej swej okazałości – od gejzerów, wodospadów i gorących źródeł, po dzikie lasy pełne niespotykanych gatunków zwierząt i roślin. Oczywiście, podczas takiej podróży nie zapomniałabym również o Las Vegas – mieście hazardu i niekończącej się imprezy, Nowym Jorku – światową, kulturalną stolicę USA oraz San Francisco – jedne z najpiękniejszych, pod względem architektonicznym, miast.

Kuchnia Amerykańska wbrew pozorom to nie tylko fast food, dlatego postanowiłam przedstawić Wam dziś dwa słodkie Amerykańskie przysmaki ;)

Pierwszy przepis, pochodzący ze strony Ugotuj.to na przepyszne ciasto Key Lime Pie:

Składniki:

Spód:
niecałe półtorej szklanki pokruszonych półsłodkich herbatników
2 łyżki cukru
5 łyżek stopionego masła

Masa:
1 puszka (450 ml) słodzonego mleka skondensowanego
4 żółtka
1/2 szklanki soku z limonek lub cytryn (świeżo wyciśniętego)
+ 3/4 szklanki schłodzonej śmietany kremówki

Sposób przygotowania:
Przygotuj masę na spód ciasta: rozgrzej piekarnik do 175°C. Wymieszaj okruchy herbatników z masłem i cukrem. Masę równomiernie rozłóż na dnie formy na tartę (najlepiej szklanej) o średnicy 26 cm. Piecz 10 minut, a potem wyjmij i ostudź. Nie wyłączaj piekarnika. Przygotuj masę: połącz skondensowane mleko z żółtkami, dodaj sok z limonek lub cytryn i bardzo dokładnie wymieszaj. Rozsmaruj na podpieczonym spodzie, piecz jeszcze 15 minut. Formę z ciastem odstaw do ostygnięcia (dopiero ostudzona zaczyna tężeć). Przykryj, wstaw na 8 godzin do lodówki. Bezpośrednio przed podaniem ubij na sztywno śmietanę kremówkę. Ciasto posmaruj bitą śmietaną, pokrój na porcje i od razu podawaj.


Z kolei drugie to przepis z Domowych Wypieków na sernik nowojorski:

Składniki:

Spód:
165g ciasteczek digestive
90g margaryny lub masła

Masa serowa:
1400g serka kremowego typu Philadelphia*
250g cukru
64g mąki pszennej
5 jajek
200g gęstej, kwaśnej śmietany

Sposób przygotowania:
Tortownicę (o średnicy 26cm) owinąć (od zewnętrznej strony) parokrotnie i szczelnie w folię aluminiową. (Sernik pieczony będzie w kąpieli wodnej). Ciasteczka rozkruszyć na bardzo drobno. (W tym celu najlepiej włożyć je do woreczka do mrożenia i przy pomocy wałka rozkruszyć lub zrobić to blenderem). 90g masła (lub margaryny) roztopić. Rozkruszone ciasteczka połączyć z roztopionym masłem i wyłożyć do tortownicy. Wstawić na 30min. (lub dłużej) do lodówki. Rozgrzać piekarnik do 180°C. Przygotować masę serową. Wszystkie składniki dokładnie zmiksować. Nie trzeba miksować długo, tylko do połączenia składników. Zagotować dużą ilość wody. Masę wylać na spód. Tortownicę wstawić do większego, żaroodpornego naczynia. Ostrożnie nalać do niego wrzątek do połowy wysokości tortownicy. Piec 45min. Po tym czasie zmniejszyć temperaturę do 160°C i piec kolejne 30min. (Podczas pieczenia przykryłam sernik z góry folią aluminiową, aby pozostał biały). Po tym czasie sernik powinien być upieczony. (Sprawdzić środek dotykając delikatnie opuszkiem palca lub patyczkiem. Ciasto powinno być na środku ścięte). Sernik pozostawić na 1 godz. w piekarniku, przy lekko uchylonych drzwiczkach. Kolejno wyciągnąć i pozostawić we formie do całkowitego ostygnięcia. Następnie wstawić na noc do lodówki.

I na koniec, po smacznym posiłku, jeszcze „smaczniejsze” lektury.

Na pierwszy rzut pozycja Pana Richarda Paula Evansa, który oczarował wszystkich, także mnie - „Stokrotki w śniegu”:

Podsumowując, muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak dobrej pozycji, która wywoływałaby w czytelnika tak skrajne emocje, począwszy od złości, po łzy. Bez cienia wątpliwości mogę powiedzieć, że jestem ciekawa pozostałych pozycji tego autora i z pewnością przeczytam je w 2012roku ;) Myślę, że ta dawka pozytywnej energii, zawarta na kartach „Stokrotek w śniegu” przyda się każdemu z Nas na ten Nowy, 2012 rok. I choć ostatni rozdział możesz, drogi Czytelniku, czytać ze łzami w oczach (tak było w moim przypadku), na pewno kiedy odłożysz pozycję, nie powiesz: „Żałuję, że przeczytałem tą książkę”...”

Kolejna, równie refleksyjna pozycja kolejnego świetnego autora - Williama Whartona - który oczarował mnie nietuzinkową publikacją „Wieści” traktującą nie tylko o świętach, ale także ludzkich problemach:

„Po przeczytaniu pozycji nie mogłam ochłonąć, gdyż autor naprawdę postarał się, Ukazał nam rodzinę, która utożsamiała każdego z nas i pokazał, że nawet w najpiękniejszy dzień roku, jakim są Święta Bożego Narodzenia, mogą trapić nas zmartwienia dnia codziennego.”

„Powieść, która przekazuje nam wiele wartościowych rzeczy, pisana jest prostym i lekkim językiem, dlatego książkę czyta się szybko i z uśmiechem na ustach. Wharton szczególnie ujął mnie podział rozdziałów ( z pewnością nie zdradzę wam co i jak – musicie zobaczyć to sami ;D ).”

w moim „krótkim” wywodzie nie mogę zapomnieć o Panu Khaledzie Hosseini, który wzbudził we mnie nie tylko zachwyt, ale również wycisnął łzy, kiedy czytałam „Chłopca z latawcem”. Sami zobaczcie:

„Mimo że na początku trudno mi się było w nią wciągnąć, potem nie mogłam się wręcz od niej oderwać. "Chłopiec z latawcem" to książka, przez którą człowiek gotowy jest zarwać noc byle tylko dowiedzieć się co dalej. Uwielbiam takie historie, trochę rzewne, trochę sentymentalne (ale czy można inaczej pisać o swoim kraju żyjąc z dala od niego?) takie zwyczajnie niezwyczajne, a przy okazji naprawdę dobrze napisane. Według mnie to przepiękna opowieść o winie i odkupieniu, o miłości do ojca, do ojczyzny. O przyjaźni. Smutna i dramatyczna. Ale i niosąca nadzieję. Po prostu niezwykła.”

„Największe wrażenie zrobił na mnie jednak psychologiczny obraz głównego bohatera, często nie podobało mi się jego postępowanie, głównie dlatego, że sam był świadomy, że robi źle, chciał lepiej, a jednak dokonywał takich a nie innych wyborów, które przyszło mu później odpokutować. Niespodziewany telefon wzywający do Peszawaru jest jak głos z przeszłości, od której nie można uciec. A przecież Amir zawsze wiedział, że kiedyś będzie musiał wrócić do kraju dzieciństwa, by odnaleźć jedyną rzecz, jakiej nie znalazł w swoim nowym świecie: nadzieję na odkupienie. Na zmazanie grzechu tchórzostwa i zdrady. Na wybaczenie samemu sobie.”

I na koniec – książka, którą zrecenzowałam jako jedną z pierwszych i choć moja opinia nie jest doskonale skonstruowana, uwielbiam ją czasami ponownie podczytywać ;) Zapraszam na fragmenty recenzji pozycji Sue Monk Kidd pt. „Sekretne życie pszczół ”:

„To ciepła, sentymentalna powieść - dla tych, którzy potrafią i lubią się wzruszyć (...)”

„Wszystkie rozdziały tej pasjonującej książki mają wspólny element - opatrzone są notkami o życiu i obyczajach pszczół.”

I tak nasza podróż dobiegła końca ;) Przyznam, że dawno nie odbyłam tak ciekawej wycieczki. Już nie mogę doczekać się kolejnej. (Wyjątkowo długo zeszło mi dodawanie tego posta - jestem tak spalona, że hej ;P)

niedziela, 22 lipca 2012

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA #2


LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA to Cotygodniowy cykl na blogu u Meme, podczas którego będziecie mogli poznać kolejne kraje nie tylko od strony zabytków czy sławnych postaci, ale przede wszystkim LITERATURY. Będziecie mogli nie tylko przeczytać moje spostrzeżenia na temat wybranych dzieł, ale również liczę, że uda się podyskutować o Waszych przygodach literackich „w danym państwie” ;)

Przychodzi czas na pierwszy cykl pod moją nieobecność. Choć ja wybieram się dziś do Niemiec, Was postanowiłam zabrać w inne, ale równie urokliwe (nie tylko pod względem literatury) miejsce. O jakim kraju mowa?

Dziś wyruszyliśmy w nieco bliższą podróż niż ostatnio – mianowicie do Francji. Wielu z Was ten kraj kojarzy się zapewne z Wieżą Eiffla i beretami z antenką, w które odziani są francuscy malarze – eh, te stereotypy. A może warto zakłębić się, bo ten kraj jest zgoła inny?


Francja, a właściwie Republika Francuska to kraj o powierzchni ponad 675 tys. km2. Jest drugim co do wielkości krajem w Europie. Państwo tworzą część metropolitarna, leżąca w Europie Zachodniej oraz terytoria zamorskie na innych kontynentach. „Francja jest Republiką niepodzielną, świecką, demokratyczną i społeczną. To zapewnia równość wszystkich obywateli wobec prawa, bez względu na pochodzenie, rasę czy religię. Szanuje wszystkie przekonania religijne. Główną jednostką administracyjną we Francji są regiony. Jest ich 22: Akwitania, Alzacja, Bretania, Burgundia, Centralny, Franche-Comté, Île-de-France, Korsyka, Langwedocja-Roussillon, Limousin, Lotaryngia, Midi-Pyrénées, Nord-Pas-de-Calais, Dolna Normandia, Górna Normandia, Owernia, Pays de la Loire, Pikardia, Poitou-Charentes, Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże, Rodan-Alpy i Szampania-Ardeny. Emblematem narodowym jest trójkolorowa flaga, niebiesko-biało-czerwona. Hymnem narodowym jest Marsylianka. Dewizą Republiki jest: „Wolność, Równość, Braterstwo”. Jej regułą jest: rządy ludzi, przez ludzi i dla ludzi.” Świętem narodowym we Francji jest dzień 14 lipca, który to upamiętnia zburzenie Bastylii w 1789r. Symbolem Republiki jest Marianne, czyli wolność, przedstawiana alegorycznie jako kobieta w czapce frygijskiej.



Francja zachwyci nas szczególnie wysoką kultura bycia. W sklepie, w hotelu, restauracji zostaniemy obsłużeni co najmniej grzecznie,a nawet z wielką uprzejmością i starannością. Jednak trzeba przestrzegać pewnych zasad. Częściej niż w Polsce używać zwrotów grzecznościowych: bonjour czyli dzień dobry, merci, czyli dziękuję, au revoir, czyli do widzenia. Kiedy jesteśmy na targu, w sklepie nie możemy dotykać owoców, warzyw ani kwiatów, chyba, że sprzedawca wyraźnie to zaproponuje. Jeśli jeszcze nie poruszymy tematu pensji naszego rozmówcy i nie podepczemy trawników, wszystko będzie w porządku. Choć wiele osób uważa, że tam jest tylko Paryż, a potem długo, długo nic – jest w błędzie. Marsylia, Lyon, Tuluza, Bordeaux, Strasburg, Lille, Nicea. Każde z tych miejsc ma magiczny klimat i wiele do zaoferowania.

Teraz kilka słów bardziej ogólnikowo na temat dań przygotowywanych przez Francuzów.

Le petit dejenuer - śniadanie to maślany rogalik - croissant, ciepła bułeczka z masłem - brioche, kawałek bagietki, kromka chleba z masłem i dżemem, ciastko z café au lait, czyli gorącą kawą z mlekiem albo mała czarna kawa lub gorąca czekolada.
Le dejenuer
- obiad składa się z dania głównego i deseru, ewentualnie przystawki i dania głównego z deserem jako dodatek. Dzisiaj tradycyjny, duży posiłek w środku dnia podawany jest wyłącznie w regionach wiejskich, a wyjątek stanowi niedzielny obiad. W miastach na lunch składa się raczej kanapka, sałatka, omlet lub inny mały posiłek w kawiarni lub w domu. Lunch serwuje się także w restauracjach, winiarniach, kawiarniach, barach bistro i piwiarniach. Miejska moda na lunch uderza w oferujące bogate dania restauracje w dawnym stylu. Francuzi żyją ostatnio zdrowiej, porcje są znacznie mniejsze.
Le diner - Typowa francuska kolacja, główny posiłek dnia, składa się z conajmniej trzech potraw. Zaczyna się od przystawki - hors d'oeuvre: zupa, sałatka, danie z jaj lub terrine. Danie główne - le plat to ryba, mięso, drób, podawane zazwyczaj z sosem, z ziemniakami, makaronem lub ryżem i warzywami lub sałatką. Do kolacji podaje się również sery i/lub deser.

Po raz kolejny postanowiłam również zaprezentować przepis z ciekawej strony internetowej, który planowałam pokazać Wam na zdjęciach we własnym wydaniu. Jednak czas okazał się moim sprzymierzeńcem ;P Postaram się przyrządzić ten smakołyk po powrocie do domu.


Jabłka z kruszonką

Składniki:

• 1,5 kg jabłek (najlepiej renet lub innych dobrych do pieczenia)
• 2 łyżki rodzynek
• 2 łyżki rumu
• 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu

Kruszonka:

• 90 g masła
• 125 g mąki
• 80 g cukru pudru (a najlepiej miałkiego brązowego)
• szczypta soli

Wykonanie:

Rodzynki włożyć do miseczki, zalać rumem, wymieszać i odstawić.
Przygotować kruszonkę: na płaski talerz wyłożyć masło, mąkę, cukier i sól. Kroić wszystkie składniki nożem na jak najmniejsze kawałeczki, aż drobinki masła pokryją się mąką z cukrem.
Piekarnik nagrzać do 150 stopni. Naczynie żaroodporne (14 x 17 cm) grubo wysmarować masłem.
Jabłka obrać, pokroić na ćwiartki i wykroić gniazda nasienne. Każdą ćwiartkę jabłka pokroić na 4 cząstki i rozłożyć w naczyniu.
Rodzynki osączyć, ułożyć na jabłkach i oprószyć cynamonem. Owoce równomiernie posypać kruszonką.
Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec przez około 45 minut. Jeśli po tym czasie wierzch ciasta nie będzie nadal zarumieniony, zwiększyć temperaturę do 190 stopni i piec na złoty kolor (ja piekłam jeszcze przez kolejne 15 minut, kruszonka się zrumieniła a jabłka były idealnie upieczone.



Twórców literatury francuskiej jest naprawdę wielu, jednak tylko niektórzy znani są w Polsce. Jednym z podstawowych pisarzy pochodzących z Francji jest Antoine de Saint-Exupery. Jego pozycja pt. „Mały Książę” zachwyca nie tylko mniejszych czytników, ale przede wszystkim tych większych. Bo jak można oprzeć się tej niezwykłej historii? Poniżej prezentuje fragmenty mojej recenzji tej rewelacyjnej książki.


„ (...)Utwór Antoine de Saint-Exupery to pozycja, do której, mimo dorastania, powracamy przez całe życie w poszukiwaniu przednich wartości życiowych takich jak: miłość, wierność czy przyjaźń. Autor ukazuje nam w swej powieści przykładem małego chłopca, potrzebę jaką ma każdy z nas- posiadanie przyjaciela. To mu możemy się zwierzyć gdy coś nas gnębi, to on pomaga nam kiedy jest trudno. Nasz powiernik również cieszy się razem z nami z naszych sukcesów, dopinguje nas w ważnych chwilach naszego życia. Oczywistością jest więc to, że on oczekuje tego samego od nas. A często nie doceniamy naszego przyjaciela, raniąc go słowami lub czynem, będąc zazdrosnym o to, że mu się coś udało, a nam nie; ciesząc się z jego niepowodzeń. Jednak czym było by życie bez naszego kompana?  Więc pamiętajmy i doceniajmy to co mamy, bo, tak jak mówił Ralph Waldo Emmerson : 'Przyjaciel - ktoś, przed kim można głośno myśleć.'”

„'Jedynie sercem można wszystko poznać jasno. To co najważniejsze skrywa się przed wzrokiem' – te dwa zdania zapadły w mej pamięci po przeczytaniu mojej ostatniej lektury i myślę, że nie zapomnę ich do końca życia.”

Bardziej współczesnym francuski autorem dla dzisiejszego społeczeństwa jest Eric – Emmanuel Schmitt, którego dane było mi czytać kilka publikacji. Każda z nich równie silnie zachwycała. Jednak „Pan Ibrahim i kwiaty Koranu” - pierwsza lektura tego spod pióra tego Pana, którą czytałam, zostawiła najtrwalszą rysę w mojej pamięci. Dlaczego? Sami zobaczcie poniżej:


„ (…) Ogromnie spodobały mi się także dobrze zarysowane postaci, a zwłaszcza Pan Ibrahim. Był on niezwykłym człowiekiem. Pokazywał chłopcu i nam jak należy żyć by nie zmarnować tego co dał nam Bóg .  Jest to jedna z najbardziej wartościowych postaci w literaturze jaką znam. Daje ona nam wielką lekcję życia- życia dobrze wykorzystanego. Chłopiec odkrywa, że sprzedawca posiada cechy, których nie ma nikt z jego bliskich. Potrzebował on kogoś, kto stanie się dla niego drogowskazem i znalazł taką osobę. Pan Ibrahim był jego nauczycielem i mistrzem. Nigdy jednak nie prowadził go za rękę, ale zawsze był obok i podpowiadał, co jeszcze warto w życiu poznać. Nie zabrania mu też spotykania się z prostytutkami. Wie bowiem, że zakazany owoc smakuje najlepiej. Pan Ibrahim dąży do tego, żeby chłopiec poznał świat dorosłych zarówno od tej dobrej jak i od złej strony. Ostateczny wybór drogi, jaką będzie chciał wybrać pozostawia jemu samemu. W 100% zgadzam się z nim. Najpierw my, młodzież musimy zasmakować dorosłego życia, żeby potem stwierdzić co jest dla nas najlepsze, jakim człowiekiem chcemy być. I to nic, że czasem popełniamy błędy, schodzimy na złą drogę. Wszystko może się zmienić, możemy stać się lepsi, wystarczy tylko wybrać właściwą drogę. Ale teraz nachodzi na myśl kolejne pytanie: Która droga jest tą właściwą?? Właśnie. Według mnie odpowiednio wybierzemy jeżeli pokierujemy się własnym serce i rozumem, jeśli pójdziemy za tym do czego nas ciągnie.”

Niezwykle wzruszyła mnie również pozycja pt. „Oskar i Pani Róża” - ty razem pierwsza książka autora, która zagościła w mojej domowej biblioteczce na stałe. Poniżej prezentuje fragmenty mojej opinii kolejnego dzieła, które po prostu MUSICIE PRZECZYTAĆ ;)


„(...) Podczas czytania tej książki nieraz zakręciła mi się łza w oku, ale również śmiałam się z wypowiedzi Oskara i pani Róży. Zaskakujące było dla mnie jak ta kobieta przemawiała do Oskara. Była jak doświadczony psycholog. Pomogła uwierzyć chłopcu, że mimo , iż pozostało mu niewiele życia może je przeżyć tak jak wszyscy. Dzięki niej poznał smak pierwszej miłości, smak życia jako dojrzewający nastolatek, a także nauczył się godzić się z niepowodzeniami jakie mogłyby spotkać dorosłego człowieka. Chłopiec żył z dnia na dzień, choć dobrze wiedział, że umrze. Czy , gdybyśmy teraz znaleźli się w takiej sytuacji jak on, potrafilibyśmy przezwyciężyć lęk i strach przed tym, że koniec jest tak blisko? Muszę szczerze przyznać, że dla mnie byłby to najprawdopodobniej nie wykonalne. Trudno byłoby mi się rozstać z tym czego dobrego doznałam i z tymi, których kocham. Jednak autor specjalnie w ten sposób napisał swoją książkę. Eric-Emannuel Schmitt chce przekazać czytelnikom prawdę o czekającej na nas wszystkich śmierci. Pragnie pokazać nam, że jesteśmy naprawdę wielkimi „szczęściarzami", że nie chorujemy na tak straszliwe choroby, które zabierają z tego świata cudowne osoby . Autor posłużył się dzieckiem, żeby ukazać to, co najważniejsze. Odkrywa on nasz egoizm i strach. Przypomina nam, że ukrywając się przed samym sobą i przed światem niczego nie osiągniemy – możemy tylko skrzywdzić siebie i innych. Chce, żebyśmy choć na chwilę się zatrzymali i popatrzyli na świat oczami dziecka, które codziennie patrzy na świat, jakby oglądało go po raz pierwszy. Tylko w ten sposób dostrzeżemy to, co w życiu najważniejsze.”

I tak kolejna podróż dobiega końca, choć Meme nadal podróżuje ;) Zadowoleni? A może macie propozycje, do jakiego zakątka świata chcielibyście się wybrać? Piszcie śmiało – zajrzę tu zaraz po powrocie do domu ;)

niedziela, 8 lipca 2012

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA #1

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA to Cotygodniowy cykl na blogu u Meme, podczas którego będziecie mogli poznać kolejne kraje nie tylko od strony zabytków czy sławnych postaci, ale przede wszystkim LITERATURY. Będziecie mogli nie tylko przeczytać moje spostrzeżenia na temat wybranych dzieł, ale również liczę, że uda się podyskutować o Waszych przygodach literackich „w danym państwie” ;)

Przed rozpoczęciem wakacji obiecałam wakacyjnego zastępcę cyklu „Cudze chwalicie, swego nie znacie...”. I tak zrodził się całkiem nowy pomysł – Literackie podróże, podczas których, jak to w lecie przystało, będziemy podróżować. Podróżować pomarańczowym samochodzikiem poprzez poszczególne kraje, wioząc ze sobą bagaż książek (także na dachu, jak widać ;D), zebranych na poszczególnych etapach wycieczki. Kiedy paliwo już w baku (moje chęci), a morze pozycji i niesamowite zakątki świata czekają na odkrycie – RUSZAJMY ;D

W pierwszej odsłonie cyklu postanowiłam wybrać się w dość daleką wycieczkę – do Anglii. Dlaczego wybrałam to miejsce? Zaraz zobaczycie ;)

Z czym kojarzy Wam się Anglia? Mi przede wszystkim z popołudniową herbatką i monarchią. A i jeszcze z niezwykle deszczową pogodą. Po chwili namysłu przychodzą mi na myśl liczne zabytki i maleńkie miasteczka kuszące swymi urokliwymi krajobrazami, ale również pełnią społeczeństwa – każdy każdego zna. Piłka nożna (i jej gwiazdy), Rugby czy Polo również stały się wyrazistą wizytówką tego państwa. Nie mniejszy prestiż tej krainy ukazuje wręcz batalia niesamowitych twórców literatury angielskiej: od Szekspira, Dickensa i Frances Hodgson Burnett po Lewisa i Joanne Kathleen Rowling. Dalej widzę oczami swej wyobraźni niesamowity Londyn, który ma dwojakie znaczenie. Po pierwsze jest niezwykłą mieszanką kulturową – kiedy moja kuzynka mieszkała w Anglii, opowiadała, że spotkać można tam niemal każdego: od Chińczyka po Amerykanina – sama też chodziła do klasy z Afroamerykanką ;) Z drugiej strony Londyn jest chyba jednym z najbardziej urokliwych, mimo swojej wielkości i masy ludzi, jaka w nim miesza, miast na całym świecie. Wbrew pozorom, co jest przypisywane dużym metropoliom – Londynu nie kojarzymy z centrami handlowymi czy czy wieżowcami, w których rozgrywają się sprawy biznesowe ogromnej wagi, jak to bywa w przypadku Nowego Jorku (kolejnej ogromnej aglomeracji) lecz z zabytkami (Przepiękny, utrzymany w stylu wiktoriańskiego gotyku Parlament, Katedra Westminsterska, Buckingham Pałac, zwodzony most Tower Bridge, Trafalgar Square).
Kraj ten jest stosunkowo niewielki, ale największy ze wszystkich czterech wchodzących w skład Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Anglia dzieli się na hrabstwa: London, South East, South West, West Midlands, North West, North East, Yorkshire i Humber, East Midlands i East of England. Co jest na prawdę ogromnym osiągnięciem Anglików: współcześni mieszkańcy, mimo dwukrotnej zmiany granic od czasów wojennych, są nadal dumni ze swojej przeszłości.

Anglia to również niesamowite i jedyne na całym świecie potrawy. Jakie? Zobaczcie sami! - wybrałam smakołyki, które często jadali bohaterowie angielskiej literatury.

Mocno cytrynowe, mięsiste, dość wilgotne. Ze słodką polewą cytrynową. Mało skomplikowane.



Składniki:
• 150 g miękkiego masła
• 200 g brązowego cukru (najlepiej drobnego)
• 3 jajka + 1 żółtko
• 4 cytryny, skórka i sok
• 2 łyżki maku
• 300 g mąki
• 2 łyżeczki proszku do pieczenia
• 1 łyżeczka sody oczyszczonej
• szczypta soli

Polewa:

• 1 łyżka drobnego cukru
• 1/2 cytryny, wyciśniętej
• 1 łyżka "lemon curd" *
• 1 łyżka brązowego cukru


Wykonanie:
  • Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Okrągłą formę o średnicy 20 cm wyłożyć papierem do pieczenia.
  • Mikserem utrzeć miękkie masło z cukrem na puszysty krem (około 8 minut).
  • W drugiej misce lekko ubić jajka i żółtko. Wlewać je małymi porcjami do utartego masła, ciągle miksując.
  • Dodać skórkę i sok z cytryny oraz mak. Delikatnie wymieszać z mąką, proszkiem do pieczenia i sodą.
  • Ciasto wlać do przygotowanej formy i piec przez około 60 minut lub nieco dłużej, aż patyczek wetknięty w środek będzie suchy. Piec aż ciasto będzie lekko brązowe.
  • Polewa: Wymieszać cukier z sokiem z cytryny. Polać po cieście. Rozsmarować "lemon curd" i posypać cukrem.
Składniki, 10 sztuk:
• 250 g mąki
• 1 łyżka proszku do pieczenia
• 30 g masła, schłodzonego i pokrojonego
• 185 ml mleka

Nadzienie:• 40 g sera koziego w ruloniku, pokrojonego na kawałeczki
• 40 g tartego Parmezanu
• 40 g tartego sera żółtego
• 2 łyżki posiekanej natki pietruszki
• 1 łyżeczka świeżych listków tymianku

Przygotowanie:
  • Piekarnik nagrzać do 220 stopni. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Mąkę przesiać do miski wraz z proszkiem do pieczenia i solą. Dodać masło i palcami rozcierać je z mąką, aż powstanie kruszonka przypominająca okruchy chleba. Dodać mleko i za pomocą noża kroić i mieszać ciasto łącząc składniki.
  • Wyłożyć ciasto na posypaną mąką stolnicę i obsypanym w mące wałkiem rozwałkować ciasto na prostokąt o wymiarach 20 x 25 cm. Posypać serem kozim, następnie Parmezanem i serem żółtym, a na koniec natką pietruszki i tymiankiem.
  • Zaczynając od dłuższego boku zwinąć ciasto w rulonik. Pokroić na 2 cm kawałki i ułożyć je na przygotowanej blasze w 2 cm odstępach. Piec przez 12 minut lub do czasu aż będą złociste i w środku upieczone. Wyłożyć na metalową siatkę i podawać gorące lub ciepłe.

Jeszcze ciepłe, przekrojone na połówki smarować masłem, dżemem truskawkowym oraz gęstą śmietaną lub jogurtem.
Na śniadanie z kawą, po południu z herbatą.

Składniki na około 8 szt bułeczek:
  • 250 g mąki
  • 4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 50 g miałkiego cukru (do wypieków)
  • 50 g masła, posiekanego w kostkę
  • 1 duże jajko
  • około 100 ml mleka
  • 50 g rodzynek
Wykonanie:
  • Piekarnik nagrzewam do 220 stopni.
  • Mąkę przesiewam dwa razy na stolnicę, dodaję masło, proszek do pieczenia, sól i cukier. Rozcieram składniki palcami.
  • Jajko ubijam i dodaję tyle mleka, aby otrzymać 140 ml płynnej mieszanki.
  • Dodaję około 2/3 jej ilości do sypkich składników ciasta na stolnicy, pozostawiając resztę do posmarowania bułeczek po wierzchu. Dodaję rodzynki i szybko zagniatam jednolite ciasto. W razie potrzeby dodaję trochę mikstury z jajka i mleka lub podsypuję dodatkową mąką.
  • Na stolnicy podsypanej mąką rozwałkowuję ciasto na wysokość 1,5 cm. Metalową foremką lub ostrą szklanką wycinam pojedyncze ciastka. Układam na wyłożonej papierem do pieczenia blasze. Smaruję resztą ubitego jajka. Piekę przez 10-12 minut na złoty kolor. Podaję ciepłe, z masłem, dżemem i śmietaną.

Choć nie dane mi było czytać podobno genialnej serii o Harrym Potterze, sądzę że istnieje masa, równie wielkich twórców literatury angielskiej, a ich pozycje czyta się z zapartym tchem. Po przeczytaniu kilkunastu pozycji literatury angielskiej odnalazłam naprawdę niezwykłe znakomitości. O jakich książkach mowa?

Pierwsza do tablicy zostaje wywołana Frances Hodgson Burnett i jej niesamowita powieść „Tajemniczyogród”. Co w tym czytadle zachwyca? Dlaczego uważam tę pisarkę za mistrzynię swego fachu? - poniżej możecie przeczytać fragmenty mojej opinii sprzed prawie dwóch lat.

„ (…) Ale przychodzi mi na myśl jeszcze jedno pytanie : Czy "Tajemniczy ogród" jest dzisiaj tajemniczy? Czy istnieje współcześnie dziecko albo dorosły, którzy jeszcze nie znają tej książki? Frances Hodgson Burnett stworzyła powieść, która weszła już na stałe do klasyki literatury dziecięcej i której po prostu nie wypada nie znać. Autorka wyczarowała historię zbliżoną do baśni (...)”

„"Tajemniczy ogród" jest piękną opowieścią o tym, jak wielki wpływ na nas mają ludzie, którzy są blisko nas i jak wiele może się zmienić w życiu, jeśli tylko uwierzymy, że to możliwe. Tak jak ogród potrzebuje pielęgnacji, żeby pokazać swoje piękno, tak człowiek potrzebuje ciepła, uczucia i wsparcia, żeby rozkwitnąć szczęściem (...)”

Druga mistrzyni to raczej „cicha bohaterka” - jej powieść jest mniej znana od „Tajemniczego ogrodu” i dotyczy zupełnie innej tematyki, ale jest napisana równie genialnym piórem, jak książka Burnett. Mowa tu oczywiście o Zinie Rohan i „Córce oficera”. Tym razem pozycja dotyczy czasów wojennych, a do napisania tego typu pozycji jest potrzebna zimna krew, by idealnie ukazać emocje bohaterów i odzwierciedlić tło historyczne. Oto jak spisała się autorka według mnie:

„ (…) Porywająca opowieść o wojnie, miłości i wierności własnym ideałom, napisana z prawdziwie epickim rozmachem. Życie daje tej młodej kobiecie trudną lekcję pokory i uświadamia, że pochopne decyzje mogą w dramatyczny sposób wpłynąć nie tylko na nas, ale i na tych, których kochamy. Książka, ta wywarła na mnie ogromne wrażenie. Od samego początku strasznie mnie wciągnęła i nie mogłam się opanować pochłaniając coraz to więcej rozdziałów.”

„Dla mnie to piękna historia dziewczyny, która podczas zawieruchy historycznej sama stara się uporać ze sobą, swymi uczuciami, życiem i wszystkimi trudnościami, która wiele nie rozumie a charakter jej sprawia, że nie jest jej łatwiej. Tak, o miłości jest powieść. O miłości, która poświęciła się, by nie zranić kochanej osoby. Ale nie tylko. To także powieść o trwaniu, o wierze w lepsze jutro, o solidarności, i o walce z przeciwnościami. O rozłące i samotności, i o mierzeniu się z kolejnymi stratami bliskich. Powieść o trudnych wyborach, o tym, jak skomplikować życie może jedna błędna decyzja, jeden pochopnie wyciągnięty wniosek i urażona duma. „ Córkę oficera” mogę więc śmiało zaliczyć do właśnie do takich dobrych, porządnie napisanych książek o lekcjach, które nieustannie daje nam życie (...)”

Nawet pośród „najstarszych” opinii, które miałam możliwość napisać, odnajdujemy kolejnego artystę. Sądzę, że jego saga fantasty mogłaby równać się z cyklem Joanne Kathleen Rowling. Zapewne ciekawi licznych fanów HP, kto może być lepszy – zapraszam do lektury fragmentów, jak i całości wypowiedzi na temat pierwszej części sagi Philipa Pullmana ;)

„ (…) Wartka akcja, ciekawi bohaterowie i przede wszystkim niesamowity świat, w którym żyją, z całą jego symboliką sprawiają, że trudno odłożyć książkę choć na chwilę. Lyra wyrusza na niebezpieczna wyprawę do mrocznych pustkowi Północy, by uratować swojego najlepszego przyjaciela Rogera. Po drodze napotka przerażające, opancerzone niedźwiedzie polarne, długowieczne czarownice i wiele innych zagadek. Spodobało mi się też, że w historii brali udział ludzie różnych grup społecznych- Cyganie, Uczeni oraz Czarownice.”

I na koniec, choć nie należy odczytywać w tym mniejszej wielkości talentu autora, C. S. Lewis – człowiek, który niesamowicie potrafi grać ludzkimi emocjami (fragment recenzji „Smutku”):

„ Z pewnością mogę stwierdzić, iż z taką lekturą się jeszcze nie spotkałam. Porusza ona nie tylko kwestie smutku, jaki czujemy po stracie bliskiej osoby, ale również cierpienia. To również nieodłączne uczucie człowieczeństwa. Choć według Wikipedii to tylko negatywny stan psychiczny, bądź fizyczny i emocjonalny doświadczany często jako ból czy nieprzyjemne doznanie ciała, każdy z nas przeżywa swoje „katusze” w inny sposób. Jeden zapija smutki w alkoholu, drugi próbuje to wszystko sobie jakoś racjonalnie wyjaśnić, a jeszcze inny roztkliwia się nad swoi losem (…)

Zapraszam też do zapoznania się z pozostałymi opiniami lektur angielskich autorów.

Dzisiejsza podróż, nie tylko literacka, ale również kulinarno-kulturowa dobiega końca. Mam nadzieję, że osoby, które wsiadły do pomarańczowego samochodu, wysiadły nie tylko pełne wrażeń, ale również obładowane rozmaitymi pozycjami ;D

Powyższe zdjęcia pochodzą STĄD: 1 |2 |3 |4 |5 |6 |7 |8 |9 |10
Przepisy są podlinkowane do strony pochodzenia.