Wyd. PASCAL
Bielsko-Biała 2012
Ocena: 10/10 Perełka
Szara codzienność, codzienna podróż autobusem czy niefortunna pogodna dwanaście miesięcy w roku, mogą czasem człowieka nużyć. Jednak czy zdecydowalibyśmy się na zmianę, jeśli byłaby taka możliwość? Czy nie poprzestalibyśmy na obietnicach, w stylu „Zrobię to, jak znajdę czas”? Autorka powieści pokazuje nam, jednocześnie opowiadając własną historię, że nawet niemożliwe jest w życiu możliwe, a zmiany zawsze wyjdą Nam na lepsze ;)
Victoria Twead urodziła się i wychowała w Dorset w Wielkiej Brytanii. Przez wiele lat mieszkała wraz z mężem w Anglii, często nazywanej krainą wiecznego deszczu i pracowała w Sussex Zachodnim jako nauczycielka. W 2004 roku wraz z partnerem – Joem zdecydowała się zamieszkać w maleńkiej górskiej wiosce położonej w południowej Hiszpanii. Tam mieszka do dziś. Panią Twead fascynuje wszystko co hiszpańskie (i nie dziwię jej się ;D): kultura, kuchnia, zwyczaje. Jest autorką nie tylko książek kulinarnych, ale również publicystką w przewodniku ExpatFocus.com, dla którego relacjonuje życie Angielki mieszkającej w Hiszpanii.
Główna bohaterka, będąca również autorką powieści, porzuca codzienne życie i wraz z mężem przeprowadza się do malowniczej wioski w Andaluzji. Kupują zaniedbany dom, choć rozsądny człowiek nawet nie spojrzałby na taką ruinę. Ich przewodnikiem staje się ludzkie serce. Poznają nie tylko nowych przyjaciół, ale również doświadczają nowych sytuacji i kosztują niesamowite smaki. Zaprzyjaźnią się z osiemdziesięciopięcioletnią, popalającą trawkę seksbombą. Kupują nawet kury. Jednak czy decyzja nie została podjęta pochopnie i czy zdołają znaleźć tam upragnione szczęście?

Pani Victoria pisząc lekkim piórem serwuje czytelnikowi nie tylko dawkę pozytywnych emocji, ale również humoru. Bardzo spodobało mi się to, jak została podzielona pozycja, a każdy kolejny rozdział pokazywał nam kolejny etap w nowym życiu pisarki i jej męża. Spodobało mi się również to, że po tytule rozdziału czytelnik mniej więcej wiedział co może zastać, a jednak i tak został czymś pozytywnie zaskoczonym: czy to żartem, smakowitym przepisem, czy nawet rozbrajającym zwrotem akcji ;)
„ Weszliśmy do kościoła i próbowałam przeniknąć głuchy mrok. (…) Gdy nagle i przenikliwie zadzwoniła komórka Joego, oboje podskoczyliśmy jak przestraszone króliki. Była niespodziewana, zbyt głośna i niestosowna. Joe wygrzebał ją z kieszeni i otworzył klapkę. (…) Odczytał wiadomość, przez ułamek sekundy zrobił wielkie oczy i natychmiast wyraźnie się uspokoił.- Ojej, ale się przestraszyłem – powiedział, podając mi telefon i siadając na ławce. - Omal nie padłem na kolana. Myślałam, że to On chce mi coś powiedzieć.Na głos odczytałam słowa na małym ekranie i od razu zrozumiałam jego poruszenie.'Dzwoni Jesus...' (...)”
Pisarka skradła moje serce nie tylko umieszczeniem niesamowitych ale jakże smakowitych przepisów (uwielbiam gotować i już kilka przepisałam sobie na kartkę, żeby wypróbować), ale również maleńkimi żółciutkimi bohaterami – kurczętami. Kiedy razem z Vicky i Joem „ganiałam” po ogrodzie za nimi poczułam się, jak w dzieciństwie, gdy razem z kuzynem przynosiliśmy kurczaki dziadka do domu. Ustawialiśmy je na stole, pokazując babci. I choć za każdym razem kazała Nam je odnieść z powrotem do kurnika, my woleliśmy biec po następne ;)
Skoro już o postaciach mowa – pokochałam wszystkich i nie sposób było się roztarć z Starym Sanchem czy Marcią ;) Szczególnie polubiłam główną bohaterkę – Vicky. Spodobały mi się jej nawyki, a także powiedzonka, a wpadki językowe popełnione przez tą kobietę, biły na głowę wszystko ;)
"Słynę z tego, że robię listy i notatki. Odziedziczyłam kronikarskie geny po moim ojcu i nie potrafię się powstrzymać. Codziennie notuję pogodę, temperaturę, pierwszy śnieg, dzień, w którym latają mrówki, kurs euro, dosłownie wszystko. Układam oddzielnie listy zakupów do każdego sklepu. Tworzę listy rzeczy do zrobienia, a także listy typu "Joe, może byś zechciał". Przed każdymi świętami robię listę prezentów do zapakowania. Robię nawet listy list. W pracy miałam ksywkę Schindler."
Ciekawie zostały ukazane prace na domem, które utkwiły mi wyjątkowo w pamięci. Nim wróciłam ze szkoły do domu, pozycja dotarła z uprzejmym listonoszem, a tata nie omieszkał się jak zwykle zajrzeć do koperty.. Kiedy wróciłam uraczył mnie słowami: „Ty książkę o budowaniu domu będziesz czytać?”. Choć wtedy wydawało się to śmieszne, owe prace okazały się niezwykle znacznym wątkiem, który rozbawi każdego czytelnika ;D
„ (…) Mówią, że przeprowadzka domu jest tak samo stresująca jak rozwód i tylko odrobinę mniej traumatyczna niż żałoba.”
![]() |
Oryginalna okładka |
Cieszę się też, że Pani Victoria poprzez swoją pozycję pokazuje Nam, iż warto spełniać marzenia, nawet, jeśli z pozoru wydają się nierealne. Dzięki niej mogłam przekonać się ile daje upór w dążeniu do realizacji naszych pragnień. Myślę że Pani Twead potrafi każdemu czytelnikowi dać nie tylko wspaniałą lekturę, ale również dawkę pozytywnych emocji i siłę do wytrwałości w drodze do swych celów ;)
Podsumowując, muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak dobrej, a zarazem zwykłej pozycji. Co najlepsze – z trudem znaleźć mi w niej choćby najmniejszy błąd. Z pewnością wrócę do niej, kiedy będę miała słabszy dzień, a za oknem zobaczę tylko wielkie kałuże ;) Z czystym sumieniem polecam tą publikację każdemu, kto pragnie uciec w krainę marzeń i po prostu się zrelaksować tym co piękne – czytaniem ;D
PS. Polski odpowiednik tytułu jest na prawdę świetny, choć ani w ząb nie oddaje oryginalnego (Chickens, Mules and Two Old Fools - Kurczaki, muły i dwaj starzy głupcy) ^^
Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa PASCAL.
----------------------
Recenzja miała się pojawić już kilka dni temu, jednak świętowanie osiemnastych urodzin kuzyna nieco zmieniły majówkowe plany ;)
Uwielbiam tę książkę <3
OdpowiedzUsuńCiekawie brzmi, a pierwszy cytat, który podałaś wyłączył mnie z czytania na chwilę. Choćby dla tej radości ją przeczytam :)
OdpowiedzUsuńDobra, czuję się zainteresowana:))
OdpowiedzUsuńNie czytałam, ale to już kolejna pozytywna recenzja i będę musiała po nią sięgnąć
OdpowiedzUsuńmuszę ją przeczytać ;D
OdpowiedzUsuńBrzmi jak świetna lektura na wakacje :) Ja ostatnio też bardzo polubiłam Hiszpanię, więc myślę, że powieść mogłaby przypaść mi do gustu.
OdpowiedzUsuńCiekawa książka. Wydaje się być idealna na zły nastrój. Chętnie przeczytam ;)
OdpowiedzUsuńW sumie nie przepadam za takimi książkami, ale brzmi wyjątkowo fajnie :)
OdpowiedzUsuńBardzo polecam książkę. Bardzo się ubawiłam czytając ją. Czyta się ją jednym tchem. POLECAM!!!
OdpowiedzUsuń