niedziela, 20 lipca 2014

[150] Joanna Opiat-Bojarska „Słodkich snów, Anno”


Wydawnictwo Filia,
Poznań 2014, 392 str.
Ocena: 9/10 Niecodzienna

Początkowo dwa, a potem już trzy trupy, których nikt tak naprawdę ze sobą nie wiąże. Pierwszego zapewne zamordowano, jednak policji nie są znane personalia sprawców i ich motyw. Drugi – pijany, pomylił szczere pole ze stacją, na której wysiada od lat (przecież to takie oczywiste...). Ostatni był wiekowym mężczyzną, którego życie zakończył zawał. Nic podejrzanego w oczach policji. Wystarczy szybko spisać protokoły, zakończyć śledztwa i po sprawie – pojawią się przecież kolejne, ważniejsze, nie cierpiące zwłoki. Tylko młoda Rogozińska nie ma czasu się zastanawiać – nadchodzą kolejne maile, śmierć czeka kolejne osoby.

„Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że ostatnio na jej skrzynkę e-mailową przychodziły wiadomości absurdalne i logiczne jednocześnie. Przy pierwszym czytaniu sprawiały wrażenie nic nie znaczącego bełkotu, jednak przy drugim słowa zyskiwały tajemniczy blask sprawiający, ,ze ich znaczenia trzeba było szukać gdzieś między literami, spacjami i wersami. Jakby pisane były jakimś szyfrem, którego nie jest w stanie złamać osoba niepowołana.”*

Pani Joanna to osoba, która swoją przygodę literacką zaczęła od książki „Kto wyłączy mój mózg?” Tą szczerą powieścią przekazała obraz rzadkiej choroby, która ją dotknęła i dała świadectwo potrzebującym wsparcia. Trudno było jej się rozstać ze spisywaniem słów w historie – nie wyobrażała sobie życia bez pisania i tak pozostało jej do dziś. Na rynku wydawniczym pojawiło się już pięć książek opatrzonych nazwiskiem Pani Opiat-Bojarskiej, a ku uciesze stałych czytelników to jeszcze nie koniec śmiałych i niezwykle inteligentnych powieści poznańskiej pisarki.

„Dziewczyna nie jest ładna. Nie, nie jest też brzydka. Jej urodę można określić jako coś zwyczajnie przeciętnego. Typ piękna, którego można nie zauważyć na ulicy, minąć, wlepiając wzrok w kosz na śmieci. Ale ma w sobie coś niesamowitego. Bijącą wewnętrzną poświatę.”*

Anka Rogozińska to atrakcyjna, trzydziestoparolatka będąca dziennikarką TV. Kobieta jest żądna sukcesu, chciała by zaistnieć w ogólnokrajowej telewizji. Kiedy trafia na trop afery lekarskiej, czuje, że za chwile może mieć asa w rękawie. Już oczyma wyobraźni widzi siebie na wielkim ekranie. Koniecznie musi odkryć prawdę, nawet jeśli ma ucierpieć na tym jej życie prywatne. Razem z Łukaszem – kolegą ze studiów ruszają śladami dwóch lekarzy, próbując przypisać do historii ostatnio zabitych ludzi. Kiedy jednak umiera starszy człowiek, wszystko przestaje o siebie pasować, a niezwykle tajemnicze maile, prowadzą Annę ku zaskakującej historii sprzed lat.

Kolorowa zakładka ;)
Pisząc recenzję najczęściej pod pierwszy osąd idzie język, początek, bohaterowie. W przypadku „Słodkich snów, Anno” postanowiłam zrobić wyjątek, z racji, że tak, jak nieszablonowa będzie moja opinia, tak nieszablonowa jest najnowsza powieść Pani Opiat-Bojarskiej. Nie ma tu zbyt wiele krwi, a czymże przecież jest mocny kryminał bez kilku zwłok, na które z obrzydzeniem spoglądają nawet policjanci. Brak również szybkości słońca w kolejno następujących wydarzeniach. Nawet nie pojawił się niesamowicie brutalny w swoich działaniach morderca. Bo Bezdenny Kapelusznik nie oczekuje długich cierpień ofiar i mnóstwa czerwonej mazi. Wszystko ma nastąpić wszystko i sprawnie. Największy ból dopiero przyjdzie...

Muszę przyznać, że nie znam (póki co) żadnego innego pisarza, który tworzy takie, jak Pani Joanna, wysublimowane zakończenia. Zazwyczaj współczesna literatura ma to do siebie, iż na ostatniej stronie powieści zastajemy happy end. Niby częste, nawet trochę oklepane, ale jakże pożądane przez czytelników! Poznańska pisarka stawia na słodko-gorzki wariant, który nie tylko częściowo zaspokaja pragnienia czytelnika w związku z pozytywnym rozwiązaniem akcji, ale również otwiera on możliwości przed samym autorem. W głowie tworzy się, literka po literce, myśl: „A może...” - przecież życie Anki nie skończyło się, coś jeszcze musi się wydarzyć.

„Kochaj siebie (…). Nie ma znaczenia jak wyglądasz, ważne jest tylko to, jak siebie widzisz.”*

Wielkim atutem jest postać głównej bohaterki, której kreacja została dopięta na ostatni guzik. Anka Rogozińska to silna kobieta, w której życiu czasem brak czasu na takie wartości jak miłość czy rodzina. Nie ma takich marzeń, jak większość kobiet w jej wieku – zamiast dziecka, pragnie sukcesu zawodowego. Świadomość własnej atrakcyjności i kobiecych atutów dodaje jej pewności siebie, sprawiając, iż mogłaby góry przenosić. Wnętrze, idealnie wykreowany portret psychologiczny pokazują jednak, że nawet najsilniejsza osoba ma w sobie kruchą dziewczynkę, która od czasu do czasu przysiada na kanapie z kubkiem gorącej czekolady z pianką.. 

Postacią, która oczarowała mnie swoim zewnętrznym opanowaniem, a jednocześnie niesamowitą emocjonalnością był ojciec Anny – Stanisław. Kiedy pojawiały się fragmenty związane z jego znieczulaczem pozwalającym uśmierzyć ból wrytej głęboko w serce niepewności, byłam oczarowana. Choć wokół panowała względna cisza, słyszałam delikatne i mocniejsze takty muzyki klasycznej, którą niejednokrotnie poznawałam po przeczytaniu rozdziału, bądź wspominałam z uśmiechem.

„Gdy Stanisław Rogoziński zamknął za sobą drzwi gabinetu, poczuł się bezpieczniej. Założył na uszy bezprzewodowe słuchawki i podszedł do półki szczelnie wypełnionej płytami CD. Na chybił trafił wybrał jedną z nich, włożył do odtwarzacza i wdusił niewielkie przyciski 'random' oraz 'play'. Czekając na pierwsze takty losowo wybranego utworu, opadł na fotel i zamknął oczy.”*

Z pianką... - według przepisu Anki Rogozińskiej ;)
Uwielbiam prozę, jaką tworzy Pani Joanna. Niezwykle cenię sobie w tym, co pisze, iż wszystko zostało dokładnie przemyślane, a kolejno następujące po sobie sceny nie są zabiegiem losowym, lecz w pełni zaplanowanym. Czytając z taką świadomością kolejno stawiane słowa czułam się jakby pisarka stała nieopodal mnie, uśmiechając się z każdym grymasem na mojej twarzy zwiastującym burzę emocji rozgrywają się w moim wnętrzu. Nie mogłam jej jednak zobaczyć, była niewidzialnym świadkiem moich wzlotów w odkrywaniu prawy i upadków, kiedy okazywało się, iż nie miałam racji z moimi przypuszczeniami. Wydawać by się mogło, ze to uporczywe spojrzenie denerwuje, ale nie – każde zdanie sprawiało, że niepisana walka na linii pisarz – bohater – czytelnik była fascynująca.

„Bądź, kim się zdajesz lub, jeśli wolisz prościej: nie myśl sobie, że nie jesteś kimś innym, niż mogłoby się wydawać inny, że będąc, kim jesteś lub mogłabyś być, nie byłabyś kimś innym, niż byłabyś, gdybyś wydawała im się kimś innym.”*

Dawno nie czytałam kryminału, który toczyłby się tak niespiesznie jak „Słodkich snów, Anno”. Co ciekawe pozycja sprawiała jednocześnie, że czytelnik gnał do przodu, nie patrząc na mijane strony, rozdziały i godziny. I nie trzeba było do tego hektolitrów krwi czy wyrafinowanych morderstw. Pisarka genialnie pokazała, iż minimalizm również się opłaca. Świetnie rozegranie kontaktu na linii zabójca – dziennikarz jak najbardziej sprzyjało treści, nadając jej tajemniczości i zagadkowości. Na dodatek z każdą kolejna wiadomością od Bezdennego Kapelusznika miałam ochotę jak najszybciej chwycić w swoje dłonie „Alicję z Krainy Czarów”, która po dziś dzień chodzi mi po głowie ;)

„Sprawdzenie (…), czy jest na tyle bystra, by rozwiązać zagadkę i znaleźć się we wspomnianych przez Bezdennego Kapelusznika trzech procentach populacji, stało się dla niej wyzwaniem.” *

Myślę, że niejeden czytelnik powie, iż poznańska pisarka idealnie odnajduje się w tej formie, dając Polakom przyjemność wypływającą z lektury jej dzieł. W moich oczach jej proza wypadła znacznie lepiej w przypadku „Słodkich snów, Anno”, niżeli „Blogostanu”. Książki z pewnością dzieli nie tylko czas i kolejne doświadczenia, jednak myślę, że wszystko zmierza w dobry kierunku, by Wielkopolska była utożsamiana z takimi autorami jak Pani Opiat-Bojarska.

Trudno nie polecić tak wciągającej, niczym w wir, powieści poznańskiej powieściopisarki. Muszę powiedzieć, że dawno nie spotkałam się z prozą o zacięciu kryminalno-detektywistycznym, której mogłabym nic nie zarzucić. Z uśmiechem patrzę na okładkę od kilkunastu dni, próbując ubrać w słowa to, jakiego apetytu na kolejną część z Anką narobiła mi Pani Joanna. Wiem, że pewnie nie stanęłam na wysokości zadania, ale musicie sami przekonać się dlaczego tyle emocji wzbudziła we mnie ta niepozorna niemal czterystostronnicowa publikacja. A dla samej Autorki mam jedno konkretne życzenie: Pani Joanno koniecznie proszę pisać tylko i wyłącznie takie obyczajowe kryminały. ;)

Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia, za co serdecznie dziękuję ;)

Cytaty pochodzą kolejno ze stron: 279, 129, 73, 146, 314, 345.

12 komentarzy:

  1. Coż ja mogę napisać. Narobiłaś mi takiej chęci, że chyba umrę, jak nie będę jej miała. To moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam wszystkie książki autorki więc i tej nie odmówię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mnie zachęciłaś i z ogromną chęcią przeczytam kryminał autorki, której jeszcze nie znam. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja już czekam niecierpliwie na kontynuację, ciekawe co tym razem wymyśli autorka, bo "Słodkich snów, Anno" jest rewelacyjna! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irenko, czekam razem z Tobą! ;D

      Usuń
  5. Jaka niecodzienna recenzja. Wspaniale przelałaś swoje emocje i wrażenia z lektury "Słodkich snów, Anno". Jestem pod wrażeniem. Książkę oczywiście czytałam i podzielam twoje zdanie. To niezwykły kryminał, na długo pozostanie w mej pamięci.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hm, książka niewątpliwie ciekawa, zwłaszcza, że kryminał, ale najpierw zajmę się czytaniem Rudnickiej (jeśli w bibliotece znajdę coś z jej powieści) :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A wiesz, że bardziej zainteresowała mnie książka, którą tylko przytaczasz: „Kto wyłączy mój mózg?” Najpierw sięgnę po nią, a potem po ten niecodzienny, dosłownie, kryminał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama chciałabym przeczytać książkę "Kto wyłączył mój mózg?", więc nie jesteś jedyną, którą i ta pozycja zainteresowała ;)

      Usuń
  8. jestem uczulona na słodkie zakończenia, stąd rozwiązanie p. Joanny bardzo mi się podoba. plus, autorka jest moją imienniczką :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wysoka ocena, a książka jak najbardziej dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetna recenzja. Patrząc na okładkę spodziewałam się, że może to będzie jakiś przesłodzony romans, ale jestem pozytywnie zaskoczona :) poza tym nie lubię happy endów, także plus dla autorki za to, że zastosowała inny wariant :)

    OdpowiedzUsuń

Mały ślad po Tobie = Wielki uśmiech na mojej buzi ;)