CUDZE chwalicie, SWEGO nie znacie to najnowszy, cotygodniowy (każdej NIEDZIELI) cykl na blogu Meme, podczas którego będziemy mówić o polskiej literaturze – Poetach na miarę Leopolda Staffa, kryminałach, które mogą równać się z powieściami Agaty Christie, seriach, których pozazdrościłby Nam sam Harry Potter- bohater książek J.K. Rowling czy powieściach obyczajowych, przy których wylejemy nie tylko łzy, ale również będziemy się śmiać.
Z nadejściem kolejnej niedzieli, przyznam, że po raz pierwszy miałam dylemat kogo wybrać ze znanych mi autorów. I tym razem moja decyzja nie była przypadkowa. Z racji, że wielkimi krokami zbliża się koniec roku szkolnego dla mas uczniów, postanowiłam wybrać pozycję autora, którego genialne powieści młodzieżowe ukazujące często niełatwe szkolne życie, z pewnością powinny znaleźć się w kanonie lektur (przynajmniej) szkoły podstawowej. Na jego książkach wychowali się moi rodzice, a teraz, po latach, czytam je i ja ;) Dawno nie miałam tak roześmianego gościa ;) Kto nim jest? Zobaczcie poniżej ;)

Po krótkiej biografii ruszam pełną parą, by podczas dzisiejszego podwieczorku przy kawie i murzynku w łaty, który wyciągnęłam właśnie z piekarnika, przedstawić Wam plusy lektur Pana Niziurskiego. O takim smakowitym, jak uwieczniłam na zdjęciu ;)
Życie ucznia bywa często trudne: codzienne kartkówki, sprawdziany, pytania i przekonanie nauczycieli, że ich przedmiot jest najważniejszy. Do tego dochodzą, czasami aż kuriozalne uwagi, więc jak tu przeżyć tego dziesięć miesięcy? Jednak z drugiej strony, patrząc z perspektywy nauczyciela – po pierwsze: oni też nie mają łatwego życia”, a po drugie: czyż to nasi profesorowie nie byli też kiedyś w takiej sytuacji jak my i też nie narzekali, jak to nam się zdarza?
Choć to oni są teraz nad nami, jest jedna rzecz, która potrafi „pogrzebać” obie strony. Bo jak wygląda uczeń, który wiecznie dostaje uwagi? I co sądzą inni „mieszkańcy pokoju nauczycielskiego” o koledze, który wpisuje uwagi niczym z kabaretu? Specjalnie dla Wa przygotowałam kilka takich uwag – perełek, które można spotkać we współczesnej szkole, a są równie kreatywne jak te z pozycji Pana Niziurskiego ;)
Od wiek wieków uczniowie mieli swe typowe przypadłości,a le nie tylko oni – nauczyciele też. Przykładowo – uczniów kojarzymy ze ściąganiem czy wymyślaniem nietypowych przezwisk dla belfrów. A samych profesorów z....– no właśnie z czym? Czy pamiętacie jakieś zaskakujące historie z lat szkolnych, nie tylko w wydaniu waszych rówieśników, ale również pedagogów?
Najśmieszniejsza sytuacja z lekcji, którą to akurat wczoraj wspominaliśmy na spotkaniu klasowym, to bliskie spotkanie naszej Pani Profesor ze ścianą. Albo nawet z tablicą. Jak do tego doszło? Nie wiadomo kto, nie wiadomo skąd ustawił radio na maksymalną głośność, a nauczycielka, przyzwyczajona, że płyta czasem „nie zaskakuje” przyłożyła ucho do głośnika. Kiedy uruchomiła sprzęt, reakcja była natychmiastowa – odskoczyła, chwytając jednocześnie kabel, by czym prędzej wyjąć go z kontaktu. Na jej nieszczęście, za nią znajdowała się już tylko ściana i wisząca na owej ścianie tablica. W efekcie sprzątaczka nie mogła się nadziwić, jak my to zrobiliśmy, że trzy czy cztery kredy zostały po prostu rozdeptane pod tablicą ;)
Za to poniżej, poprzez cytat pochodzący ze „ Sposobu na Alcybiadesa” chciałabym pokazać Wam, że również w Nas – uczniach, szkoła pozostawia trwałe „znaki”, tak, że nawet nauczyciele czy sprawdziany śnią Nam się po nocach:
„- Przepraszamy my do pana profesora Misiaka.
-Właśnie go znoszą- odpowiedział człowiek w czarnym cylindrze.
Istotnie, po drugiej stronie z otwartych drzwi sześciu żałobnych mężczyzn wyniosło czarną trumnę.(…) Niebawem z domu wyniesiono trumnę. Za nią poczęli wychodzić goście żałobni. Czekaliśmy, aż wszyscy wyjdą, żeby dołączyć do końca konduktu. Ale oni wychodzili i wychodzili, milczący, ze spuszczonymi czołami, wychodzili parami nieskończonym korowodem. (…) Nie było tylko chłopaków z naszej klasy. Nagle spostrzegliśmy ich. Biegli zdyszani z mapami, z planszami, z wykresami, z kasetami filmów… (…)
-Ale po co zabraliście te rzeczy??
-Przecież zawsze odprowadzaliśmy go z mapami.” ( fragmenty snu Ciamciary)
I jeden z ciekawszych fragmentów „Siódmego wtajemniczenia”, i jakże urokliwa ilustracja go dotycząca ;)
„- Koledzy! - zawołałem z uniesieniem. (Jaka szkoda, że nieszczerym, bo było to wspaniale wykonane uniesienie). - Jeśli mamy w rękach tak niezwykłe osiągnięcie techniki, wykorzystajmy je w pełni! Cóż to za satysfakcja nagrywać płaski program szkolny! Komu zaimponujemy takimi nagraniami? Kowbojce? Naprawdę szkoda talentu, koledzy! To są kurze podskoki, nie wzloty. Więcej rozmachu, panowie! Przed nami możliwości zgoła nieograniczone. Nagrajmy się imponująco, ultranaukowo, nokautująco, sardonyksowo, awanturynowo i serpentynowo!...
- Serpentynowo?! - powtórzył pobladły Bąbel.
- Tak jest, kolego, a przynajmniej pirargirytowo. Spenetrujmy górne piętra wiedzy przyrodniczej, opanujmy komensalizm, polifiletyzm i anafilaksję lub choćby amfimiksję, nie mówiąc już o endokrynologii. Nagrajmy się dogłębnie, specjalistycznie i mądralistycznie...
- Mądralistycznie?!

- Nagrajmy się! Nagrajmy się mądralistycznie!!! - krzyczeli asystenci i Marszalec, a już chyba najgłośniej - mały Gąsiniec.”
Więc za co kochamy Pana Niziurskiego?
Osobiście muszę pozazdrościć Panu Edmundowi tego genialnego humoru i zabawnych historii, którymi przez lata raczył kolejne pokolenia. Cieszy mnie, kiedy mogę chwycić za pozycję tegoż pisarza, ponieważ autor pokazuje Nam, że w szkole, często uważanej przez uczniów za katorgę, wcale nie musi być ponuro i smutno, ale naprawdę ciekawie i zabawnie. I jak przeczytałam na jednej ze stron internetowych: Zmieniają się szkolne mundurki i listy lektur, nad którymi wciąż debatują politycy - jak powszechnie wiadomo, niedościgli znawcy literatury i edukacji. Nie zmienia się za to szkolna chandra (zwłaszcza ta z początku września), na którą najlepszy jest humor z zeszytów. Dokładnie taki sam, jak ten sprzed półwiecza, gdy po szkole przechadzali się Alcybiades, Marek Piegus i czeredy chwackich urwisów.” - To co było kiedyś, ma miejcie i dziś!
I na koniec – jeszcze jedna śmieszna sytuacja z życia wzięta.
Lekcja chemii. Kolejna już o równaniach molowych. I oczywiście znalazł się śmiałek, który zapytał „Na co przydadzą Nam się te obliczenia molowe”. Pani Profesor starając się wybrnąć z sytuacji żartem (dobrze wiedziała, że nikt ot tak nie siada i nie rozwiązuje takich równań jak krzyżówki w „Wyborczej” czy „Przyjaciółce”) odpowiedziała: „A jak trafisz do Milionerów i to będzie pytanie za milion?”
Poniżej lista lektur, które przeczytałam lub pragnę przeczytać jeszcze w tym roku ;)
Sposób na Alcybiadesa | Księga urwisów | Niewiarygodne przygody Marka Piegusa | Awantura w Niekłaju | Siódme wtajemniczenie
------------------------------------------
To ostatni cykl w sezonie 2011/2012. Z kolejną dawką pozytywnych emocji i rozważań na temat Polskich pisarzy i poetów oraz ich dzieł powrócę po przerwie wakacyjnej już 2 września ;) Za to 1 lipca, kiedy na dobre rozpoczną się wakacje ruszam z nowym, ale równie ciekawym cyklem ;D
O, Niziurskiego znam dość dobrze - przeczytałam dokładnie te pięć tytułów, które wymieniłaś na końcu :) Co prawda trochę mam uraz, bo w podstawówce brałam udział w konkursie polonistycznym i musiałam te książki czytać szybko, jedną po drugiej (a ja lubię sobie robić przerwy między książkami tego samego autora), ale ogólnie powieści świetne. Najbardziej mi się podobał "Sposób na Alcybiadesa" i "Siódme wtajemniczenie".
OdpowiedzUsuńCzytałam kilka książek. Muszę sięgnąć po jeszcze jakieś
OdpowiedzUsuńW końcu mogę powiedzieć, że czytałam coś autora, którego prezentujesz:) "Sposób na Alcybiadesa" - czytałam ;]
OdpowiedzUsuńPierwszy raz słyszę o Niziurskim i dobrze, że chociaż dzięki tobie mogę przybliżyć sobie jego postać i twórczość.
OdpowiedzUsuń