niedziela, 12 stycznia 2014

[135] Katarzyna Wójcik „Krzemyki”

 
Wyd. Warszawska Firma Wydawnicza,
Warszawa 2013, 74 str.
Ocena: 5/10 OK.

Pisząc wiersze zostawiamy tam cząstkę siebie – kawałek naszych wspomnień, radości i smutków, niewielki bagaż naszych doświadczeń skryty pomiędzy kolejnymi słowami, którymi pragniemy przelać na kartkę cień duszy. Choć każdy z nas ma zupełnie inną duszę, która zupełnie inaczej czuje, postrzega i odbiera różne zjawiska i rzeczy, potrafimy rozpoznawać wzajemną radość w słowie, którym przychodzi się posługiwać człowiekowi. Dla mnie takim odkrywaniem „twarzy” drugiej osoby, zupełnie mi nieznanej, bywa często czytanie poezji. Bo przecież za tekstem od zawsze i na zawsze kryje się istota ludzka :)

Kim jest autorka tekstu? Niestety nie mam pojęcia. Z tego co zapisane na okładce mogę jedynie sądzić, iż to odważna osoba, która nie boi się szukać odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. Nie poddaje się w tym zajęciu, spoglądając na codzienność niemalże przez maleńkie okienko pokoju. „Krzemyki”, które postanowiła wydać drukiem to zbiór prostych wierszy, które nie pisała tylko i wyłącznie przysłowiowym piórem, ale i przede wszystkim sercem.

Kiedy zaczynałam czytać zbiór wierszy Pani Wójcik na pewno miałam nie małe wymagania po moim poprzednim spotkaniu z poezją opublikowaną przez WFW autorstwa Pani Moniki Wardy-Saran. Kilkadziesiąt stron więcej, dodatkowe kilkanaście wierszy w porównaniu z poprzednim moim czytaniem twórczości poetyckiej – była to nie lada gratka i uciecha, gdy początkowo tylko wyłącznie kartowałam publikację niewielkich rozmiarów. Jednak wtedy, pomiędzy kolejnymi przewracanymi pobieżnie stronicami, w głowie zrodziła się myśl: „Czy i tym razem zakończę lekturę z zadowoloną miną?”

Wszystko na swój nie tylko koniec, ale i początek. Dla mnie zbiór nie zaczął się jednak z pierwszym wierszem, który w moim odczuciu był niczym tytułowe „Złudzenia” - pozostawiał złudzenie wyrwanej z kontekstu historii, którą być może czytelnik powinien odkryć dopiero kilka stron dalej. Dlatego postanowiłam przymknąć oko na to pierwsze potknięcie – każdemu przecież się zdarza – i bez cienia wątpliwości rozsmakowałam się w „Kiedyś...”. Czytając ten krótki, zaledwie kilkudziesięciowersowy utwór, zauważyłam pasję, jaką darzy Pani Wójcik tworzenie i jak wielką wagę odgrywa dla niej, rozświetlając często szarą, jak to bywa, codzienność. Słowa pozwalają jej wzlatywać ku górze i sprawiają, że kolejny dzień jawi się lepszym.
Czytanie, wertowanie, "smakowanie"...

kiedy tak ćwiczę słowa
kiedy je zbieram w jedną całość
to trochę tak
jakbym się miała od nowa zakochać
w pierwszej literze
w drugim zdaniu
i to właśnie moje pisanie (...)”*

Podczas lektury często towarzyszyły mi już stare i często zapomniane, wśród przepychu panującego na rynku muzycznym, piosenki. Nie dziwnym więc było, że ten przypadkowy zbieg okoliczności sprawił, że w pamięci zapadł mi też wyjątkowo wiersz „Stare piosenki”. Nie wiem czy w całym zbiorze znalazłabym wiersz, który jest wg tak trafnie sformułowany jak ten. W końcu to, co raz wpadnie nam do ucha, nie zostaje zapomniane, a trwa gdzieś obok, by kiedyś, w odpowiednim momencie o sobie przypomnieć.

(...) stare piosenki
są jak uśmiech, który się w oku zatrzymał
choć je czart łamie na pół
trwają przy nas”**

W zbiorze niestety znalazłam też wiersze, które totalnie do mnie nie trafiły. Było ich dość sporo, jednak najbardziej utkwił w mojej pamięci w dość niechlubnym świetle utwór pt. „Los”. Ten, choć początkowo zapowiadał się całkiem ciekawie, w pewnym momencie jakby posypał się. Muszę powiedzieć, że to wygląda nawet tak, jakby zabrakło na niego pomysłu, a kolejne frazesy były dopisywane niemal na siłę, by tylko go skończyć. Niektóre sformułowania dziwiły, inne pozostawiały głuchy odgłos w głowie. O co mogło chodzić Pani Wójcik? Nie mam za bardzo pojęcia...

(...) spadł panu długopis z biurka
niech się pan nie martwi
proszę mi podać te zmęczone kwiaty z wazonu
wyrzucę (...)”***

Jeden z wierszy, które spodobały mi się najbardziej
Na koniec mogę jedynie powiedzieć, że Autorka pozostała dla mnie nieodkrytą tajemnicą. Choć może nie do końca mam rację. Przed lekturą była dla mnie po prostu „tą” Katarzyną Wójcik, której imię i nazwisko widniało na okładce niewielkiej książeczki. Po przeczytaniu kilku wierszy kształtował się w mojej głowie obraz kobiety, która pochylona nad kartką, wieczorami, po ciężkim lub nieco bardziej przyjemnym dniu zapisywała kilkadziesiąt słów o tym, co widzi wokół. Czasem wychodziło to mniej udolnie, kiedy świat przelatywał jej między palcami, a zdania wydawały się być niesmaczną papką. Jednak bywały takie momenty, kiedy na mojej twarzy pojawiał się uśmiech, gdyż razem z Panią Kasią (w wyobraźni na twarzy Pani Katarzyny pojawiała się radość z tworzenia i w mig stawała się pełną optymizmu Kasią) błądziliśmy w labiryncie, będąc co raz bliżej odnalezienia odpowiedzi na najtrudniejsze pytania.

Podsumowując, muszę przyznać, ze kilka utworów było naprawdę obiecujących, ale i nie zabrakło tych, po których lekturze czułam się nieco zdezorientowana. Momentami w takich przypadkach czułam się jakby ktoś specjalnie wyciął mi gdzieś zdanie między kolejnymi linijkami. Jednak gdy dalej kartkowałam zbiór przychodziły tak ciekawe utwory jak „Milczący Poeta”, „Proste pytanie” czy „Litery”. Ze względu na te i jeszcze kilka wierszy myślę, ze warto choćby spojrzeć na poezję dziewczyny, która być może tak jak wielu z Nas – najprawdopodobniej szuka swojego miejsca w świecie.

* Fragment wiersza pt. „Kiedyś...”
** Fragment wiersza pt. „Stare piosenki”
*** Fragment wiersza pt. „Los”

Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości portalu Sztukater i wydawnictwu Warszawska Firma Wydawnicza, za co serdecznie dziękuję ;)

8 komentarzy:

  1. Nie jestem fanką poezji, więc i tak nie skusiłabym się na powyższy tomik, ale szkoda, że ciebie nieco rozczarował.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytuje poezji więc tak jak Cyrysia nie skusiłabym się na ten tomik. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie lubię poezji uprawianej obecnie, więc nie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja w ogóle nie lubię jakiekolwiek poezji, więc na pewno nie przeczytam. Widzę, że nie bardzo wyróżniam się z tłumu. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Poezja to trochę nie moja bajka, przeczytać jeden, dwa raz na jakiś czas- jeszcze dam radę, ale przy całym zbiorze/zbiorku mój umysł po prostu się wyłącza i nijak wychodzi mi rozumienie czytanego tekstu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Do poezji chyba jeszcze nie dorosłam. Tzn. niby jest sporo wierszy, które do mnie trafiają, ale póki co wolę prozę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham poezje, książka świetna!

    OdpowiedzUsuń

Mały ślad po Tobie = Wielki uśmiech na mojej buzi ;)