Kraków
2006, 296 str.
Ocena:
10/10 Perełka
Nasze
życie, które toczy się lepiej i gorzej, często zmienia się,
kiedy na swojej drodze spotykamy wyjątkowych ludzi. Często nie
zdajemy sobie sprawy o ich wartości, o tym ile dla nas mogą zrobić
i ile dla Nas znaczą. Czy warto wierzyć w to, że przyjaciele,
których poznajemy w najbardziej nietypowych warunkach (np. w sklepie
obuwniczym) , są Nam z góry przeznaczeni by zmienić nasze
dotychczasowe życie?
Gdy Mark był jeszcze
dzieckiem, mama opowiadała
mu, że anioły czasem przebierają się za ludzi i schodzą na
ziemię. Jednak, kiedy dorasta, powątpiewa w te słowa. Dopiero
upadek na samo dno pozwala mu uwierzyć, że jedno niezwykłe zdanie
nie było żadną bajką, ale najszczerszą prawdą. Świat Marka
zostaje zburzony w kilka chwil – umiera jego matka, ojciec nie chce
go widzieć, zostawia go dziewczyna, a na dodatek zostaje usunięty
ze studiów. Jest życiowym nieudacznikiem. Kiedy jet pewny, że to
koniec spotyka ją – doświadczoną przez los i skrzywdzoną w
dzieciństwie , jednak skłonną do pomocy innym dziewczynę, która
przywraca mu nadzieję. Czy mroczne wydarzenia z przeszłości muszą
rozdzielić ich na zawsze?
Richard
Paul Evans to amerykański pisarz, którego wszystkie jedenaście
powieści gościło na listach hitów „The New York Timesa”.
Nakład jego powieści sięgał kilkunastu milionów, a pozycje
zostały przetłumaczone na dwadzieścia dwa języki. W Polsce
nakładem Wydawnictwa Sonia Draga ukazały się: Słonecznik (2006)
oraz Doskonały dzień (2006). To laureat wielu nagród literackich,
a także społecznik, który aktywnie angażuje się w charytatywne.
Za pracę w założonej przez siebie organizacji został uhonorowany
„Washington Times Humanitarian of the Century Award” oraz
„Volunteers of America National Empathy Award”. Na co dzień
mieszka w w Salt Lake City, w stanie Utah z żoną Keri i piątką
dzieci.
Po
lekturze „Stokrotek w śniegu” wiedziałam, że zbyt długo nie
wytrzymam bez magnetycznej prozy Pana Richarda Paula Evansa. Jego w
pełni życiowe historie owiewa jakaś tajemnica, zagadka, urok,
który przyciąga czytelnika jak magnez. Przeczytasz jedną powieść,
która Tobą wstrząśnie i już masz ochotę na kolejną – tak
właśnie było ze mną. Choć bywają autorzy, których pozycje
chłonę jedna za drugą, nie zawsze czuję tą iskierkę, to „coś”.
Wydaje mi się, że zależy to też od gatunku literatury. Maleńki
„zapalnik” w przypadku książek zabłysną dopiero po raz
pierwszy od czasów lektury mojego ukochanego cyklu... ;)
![]() |
| Pan Richard Paul Evans |
Kiedy
życie Marka lega w gruzach, wszystko wydaje się być jednoznaczną
klęską i mężczyznę nachodzą myśli o popełnieniu samobójstwa,
pojawia się ona. Niezwykła, niespotykana – ale nie w tym jak
wyglądam (bo nie wygląd najważniejszy w życiu) – ale w swym
zachowaniu i umiejętności pokrzepienia słowem rozżalonego serca i
zranionej duszy. Niepozorna, a tak naprawdę wielka dziewczyna, która
ratuje go przed śmierciom i dająca nadzieję na kolejne dni. Czy
może... czy anioły naprawdę przebierają się za ludzi i schodzą
na ziemię?
"Pamiętam, że kiedy byłem jeszcze małym
chłopcem, mama powtarzała mi często, iż każdy człowiek
przychodzi na świat w jakimś celu."
Każdy
miewa chwile, w których w głowie krążą jedne i te same myśli:
„Nie udało się. Jestem do bani. To moja wina. Tego nie uda się
naprawić”. Często są to nie tylko te błahe sprawy, które mimo
wszystko nie powinny spędzać snu z powiek, ale też coś
poważniejszego, coś, co powoduje, że nasze życie nie będzie już
takie samo jak dawniej, że nie będziemy mogli dawać z siebie
maksimum. W takiej sytuacji niezbędny jest ktoś, kto pokrzepi
przede wszystkim słowem, postara się zrozumieć sytuację, w jakiej
jesteśmy i nie będzie niczego oceniał. Ktoś życzliwy... Na taką
osobę właśnie natrafia Mark. Macy, mimo tego co przeszła w życiu
jest silną i pałającą energią i entuzjazmem dziewczyną, która
z pewnością zdobywa sobie serca czytelników. Wydaje się na tyle
normalna, iż człowiek z czasem zaczyna się zastanawiać, czy i na
jego drodze nie pojawił się właśnie ktoś taki niepozorny, a
jednak tak wiele znaczący...
„Zachowuj
się naturalnie, zaufaj sobie. Wtedy cokolwiek zrobisz, będzie to
dokładnie to, co powinnaś była zrobić.”
Od
początku ciekawiło mnie kim będzie tytułowa Noel, zwłaszcza, że
koleżanka, która czytała, nie chciała mi szepnąć ani słówka
na ten temat. Po lekturze – strasznie jej za to dziękuje, bo bez
ciekawości, która mną władała i odrobinki zaskoczenia pozycja
nie wywarłaby z pewnością na mnie tak ogromnego wrażenia ;)
Cieszę się, że oprócz magi tajemniczości Autor postawił na
magię Świąt Bożego Narodzenia, które od wiek wieków sprawiają
ludziom tyle przyjemności, dzięki możliwości spędzenia ich z
najbliższymi.
"Być
może za wszystkimi pieśniami, wierszami i historiami o Bożym
Narodzeniu to właśnie się kryje - dążenie do rzeczy, która
każdemu człowiekowi wydaje się najlepiej znana i najbliższa.
Każdego roku śpiewamy dokładnie te same pieśni, przygotowujemy
takie same dania, bierzemy udział w tych samych tradycyjnych
rytuałach, by poczuć, że istnieje na ziemi miejsce, które możemy
nazwać domem. Bo każdy człowiek szuka przecież własnego domu."
![]() |
| Ponownie autor |
Marka
i Macy łączą poszukiwania tajemniczej Noel, które jednocześnie
powodują nieco inne poszukiwania. Są to mianowicie poszukiwania
samego siebie, których to czytelnik również dokonuje podróżując
z bohaterami szlakiem ich historii życia. Dzięki parze młodych
ludzi niejako zatrzymujemy się na chwilę, by zastanowić się czy i
Nam coś nie umknęło, czy nie było zbędne słów, spojrzeń,
zachowań, a nawet bólu, którego doznaliśmy lub którym
obarczyliśmy drugą osobę. Wbrew pozorom opowieść o poszukiwaniu
części siebie przez Macy, nie jest tylko historią jej egzystencji,
ale także każdego z Nas, bo przecież nieznane są nikomu minione i
nadchodzące zakręty losu.
„Zastanawiam
się często jak to się dzieje, że podczas gdy ciężkie
doświadczenia jednych ludzi hartują, innych pozostawiają złamanych
i zgorzkniałych. Znalazłem kiedyś w jakiejś książce celne
porównanie: ten sam podmuch jeden płomień gasi, a drugi wzmacnia.
Nadal nie wiem jakim ja jestem płomieniem.”
Przyznaję,
ze niezwykle związałam się z bohaterami i każdą ich chwilę
przeżywałam bardzo osobiście czując się, jakbym tak jak Macy
poszukiwała czegoś, co dawno utraciłam, czegoś o czym
zapomniałam. Macy nie szukała jedynie Noel, ale przede wszystkim
radości, którą mogła z nią dawniej dzielić, kiedy były swoimi
wzajemnymi cząstkami bytowania. Wydaje mi się, że każdy staje na
takim rozdrożu życiowym zastanawiając się kiedy, jak i gdzie
stracił coś dla niego ważnego i dlaczego tak trudno to przywrócić.
Podsumowując,
muszę powiedzieć, że potrzebne są takie książki jak ta
niewielka powieść Pana Richarda Paula Evansa. Pozycje, które dają
nadzieję na nowe lepsze jutro dla tych którzy ciepią, wiarę w to,
iż nasze życie nie jest takie „do bani”, a jednocześnie
utwierdzają w przekonaniu, że warto docenić to co mamy. Myślę,
że publikacja to świetny motywator na trudne chwile, które
dopadają każdego z Nas ;)
Skoro
mowa o motywatorach – polecam obejrzenie TEGO filmiku ;)












