Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richard Paul Evans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richard Paul Evans. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 listopada 2012

[106] Richard Paul Evans „Szukając Noel”

Wyd. Znak,
Kraków 2006, 296 str.
Ocena: 10/10 Perełka

Nasze życie, które toczy się lepiej i gorzej, często zmienia się, kiedy na swojej drodze spotykamy wyjątkowych ludzi. Często nie zdajemy sobie sprawy o ich wartości, o tym ile dla nas mogą zrobić i ile dla Nas znaczą. Czy warto wierzyć w to, że przyjaciele, których poznajemy w najbardziej nietypowych warunkach (np. w sklepie obuwniczym) , są Nam z góry przeznaczeni by zmienić nasze dotychczasowe życie?

Gdy Mark był jeszcze dzieckiem, mama opowiadała mu, że anioły czasem przebierają się za ludzi i schodzą na ziemię. Jednak, kiedy dorasta, powątpiewa w te słowa. Dopiero upadek na samo dno pozwala mu uwierzyć, że jedno niezwykłe zdanie nie było żadną bajką, ale najszczerszą prawdą. Świat Marka zostaje zburzony w kilka chwil – umiera jego matka, ojciec nie chce go widzieć, zostawia go dziewczyna, a na dodatek zostaje usunięty ze studiów. Jest życiowym nieudacznikiem. Kiedy jet pewny, że to koniec spotyka ją – doświadczoną przez los i skrzywdzoną w dzieciństwie , jednak skłonną do pomocy innym dziewczynę, która przywraca mu nadzieję. Czy mroczne wydarzenia z przeszłości muszą rozdzielić ich na zawsze?

Richard Paul Evans to amerykański pisarz, którego wszystkie jedenaście powieści gościło na listach hitów „The New York Timesa”. Nakład jego powieści sięgał kilkunastu milionów, a pozycje zostały przetłumaczone na dwadzieścia dwa języki. W Polsce nakładem Wydawnictwa Sonia Draga ukazały się: Słonecznik (2006) oraz Doskonały dzień (2006). To laureat wielu nagród literackich, a także społecznik, który aktywnie angażuje się w charytatywne. Za pracę w założonej przez siebie organizacji został uhonorowany „Washington Times Humanitarian of the Century Award” oraz „Volunteers of America National Empathy Award”. Na co dzień mieszka w w Salt Lake City, w stanie Utah z żoną Keri i piątką dzieci.

Po lekturze „Stokrotek w śniegu” wiedziałam, że zbyt długo nie wytrzymam bez magnetycznej prozy Pana Richarda Paula Evansa. Jego w pełni życiowe historie owiewa jakaś tajemnica, zagadka, urok, który przyciąga czytelnika jak magnez. Przeczytasz jedną powieść, która Tobą wstrząśnie i już masz ochotę na kolejną – tak właśnie było ze mną. Choć bywają autorzy, których pozycje chłonę jedna za drugą, nie zawsze czuję tą iskierkę, to „coś”. Wydaje mi się, że zależy to też od gatunku literatury. Maleńki „zapalnik” w przypadku książek zabłysną dopiero po raz pierwszy od czasów lektury mojego ukochanego cyklu... ;)
Pan Richard Paul Evans

Kiedy życie Marka lega w gruzach, wszystko wydaje się być jednoznaczną klęską i mężczyznę nachodzą myśli o popełnieniu samobójstwa, pojawia się ona. Niezwykła, niespotykana – ale nie w tym jak wyglądam (bo nie wygląd najważniejszy w życiu) – ale w swym zachowaniu i umiejętności pokrzepienia słowem rozżalonego serca i zranionej duszy. Niepozorna, a tak naprawdę wielka dziewczyna, która ratuje go przed śmierciom i dająca nadzieję na kolejne dni. Czy może... czy anioły naprawdę przebierają się za ludzi i schodzą na ziemię?

"Pamiętam, że kiedy byłem jeszcze małym chłopcem, mama powtarzała mi często, iż każdy człowiek przychodzi na świat w jakimś celu."

Każdy miewa chwile, w których w głowie krążą jedne i te same myśli: „Nie udało się. Jestem do bani. To moja wina. Tego nie uda się naprawić”. Często są to nie tylko te błahe sprawy, które mimo wszystko nie powinny spędzać snu z powiek, ale też coś poważniejszego, coś, co powoduje, że nasze życie nie będzie już takie samo jak dawniej, że nie będziemy mogli dawać z siebie maksimum. W takiej sytuacji niezbędny jest ktoś, kto pokrzepi przede wszystkim słowem, postara się zrozumieć sytuację, w jakiej jesteśmy i nie będzie niczego oceniał. Ktoś życzliwy... Na taką osobę właśnie natrafia Mark. Macy, mimo tego co przeszła w życiu jest silną i pałającą energią i entuzjazmem dziewczyną, która z pewnością zdobywa sobie serca czytelników. Wydaje się na tyle normalna, iż człowiek z czasem zaczyna się zastanawiać, czy i na jego drodze nie pojawił się właśnie ktoś taki niepozorny, a jednak tak wiele znaczący...

„Zachowuj się naturalnie, zaufaj sobie. Wtedy cokolwiek zrobisz, będzie to dokładnie to, co powinnaś była zrobić.”

Od początku ciekawiło mnie kim będzie tytułowa Noel, zwłaszcza, że koleżanka, która czytała, nie chciała mi szepnąć ani słówka na ten temat. Po lekturze – strasznie jej za to dziękuje, bo bez ciekawości, która mną władała i odrobinki zaskoczenia pozycja nie wywarłaby z pewnością na mnie tak ogromnego wrażenia ;) Cieszę się, że oprócz magi tajemniczości Autor postawił na magię Świąt Bożego Narodzenia, które od wiek wieków sprawiają ludziom tyle przyjemności, dzięki możliwości spędzenia ich z najbliższymi.

"Być może za wszystkimi pieśniami, wierszami i historiami o Bożym Narodzeniu to właśnie się kryje - dążenie do rzeczy, która każdemu człowiekowi wydaje się najlepiej znana i najbliższa. Każdego roku śpiewamy dokładnie te same pieśni, przygotowujemy takie same dania, bierzemy udział w tych samych tradycyjnych rytuałach, by poczuć, że istnieje na ziemi miejsce, które możemy nazwać domem. Bo każdy człowiek szuka przecież własnego domu."

Ponownie autor
Marka i Macy łączą poszukiwania tajemniczej Noel, które jednocześnie powodują nieco inne poszukiwania. Są to mianowicie poszukiwania samego siebie, których to czytelnik również dokonuje podróżując z bohaterami szlakiem ich historii życia. Dzięki parze młodych ludzi niejako zatrzymujemy się na chwilę, by zastanowić się czy i Nam coś nie umknęło, czy nie było zbędne słów, spojrzeń, zachowań, a nawet bólu, którego doznaliśmy lub którym obarczyliśmy drugą osobę. Wbrew pozorom opowieść o poszukiwaniu części siebie przez Macy, nie jest tylko historią jej egzystencji, ale także każdego z Nas, bo przecież nieznane są nikomu minione i nadchodzące zakręty losu.

„Zastanawiam się często jak to się dzieje, że podczas gdy ciężkie doświadczenia jednych ludzi hartują, innych pozostawiają złamanych i zgorzkniałych. Znalazłem kiedyś w jakiejś książce celne porównanie: ten sam podmuch jeden płomień gasi, a drugi wzmacnia. Nadal nie wiem jakim ja jestem płomieniem.”

Przyznaję, ze niezwykle związałam się z bohaterami i każdą ich chwilę przeżywałam bardzo osobiście czując się, jakbym tak jak Macy poszukiwała czegoś, co dawno utraciłam, czegoś o czym zapomniałam. Macy nie szukała jedynie Noel, ale przede wszystkim radości, którą mogła z nią dawniej dzielić, kiedy były swoimi wzajemnymi cząstkami bytowania. Wydaje mi się, że każdy staje na takim rozdrożu życiowym zastanawiając się kiedy, jak i gdzie stracił coś dla niego ważnego i dlaczego tak trudno to przywrócić.

Podsumowując, muszę powiedzieć, że potrzebne są takie książki jak ta niewielka powieść Pana Richarda Paula Evansa. Pozycje, które dają nadzieję na nowe lepsze jutro dla tych którzy ciepią, wiarę w to, iż nasze życie nie jest takie „do bani”, a jednocześnie utwierdzają w przekonaniu, że warto docenić to co mamy. Myślę, że publikacja to świetny motywator na trudne chwile, które dopadają każdego z Nas ;)

Skoro mowa o motywatorach – polecam obejrzenie TEGO filmiku ;)

niedziela, 19 sierpnia 2012

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA #3

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA to Cotygodniowy cykl na blogu u Meme, podczas którego będziecie mogli poznać kolejne kraje nie tylko od strony zabytków czy sławnych postaci, ale przede wszystkim LITERATURY. Będziecie mogli nie tylko przeczytać moje spostrzeżenia na temat wybranych dzieł, ale również liczę, że uda się podyskutować o Waszych przygodach literackich „w danym państwie” ;)

Kochani! Nawet nie wiecie jak się cieszę, że w końcu wracam do Was z moim ulubionym cyklem, bo sama uwielbiam także podróżować, nie tylko palcem po mapie. W tejże odsłonie, mimo niesamowitej wycieczki do Niemiec, postanowiłam pokazać Wam zupełnie inną część świata, która jest bardzo, ale to bardzo obfita w literackie perełki. Dlatego dziś wybieramy się aż za ocean – do Stanów Zjednoczonych Ameryki (USA). Mam nadzieję, że zasmakujemy nie tylko dobrej przez duże D literatury, ale również niesamowitych potraw, a także zobaczymy niezwykłe widoki i podłapiemy trochę słonka ;)

Jak wiadomo - Stany Zjednoczone Ameryki, obok Chin i Rosji, jest jednym z największych mocarstw na świecie, dlatego nie powinno nas dziwić, że tak wielu wspaniałych pisarzy pochodzi właśnie stamtąd. Co z pewnością może zachwycać w USA – jego powierzchnia jest na tyle wielka, by pomieścić rozmaitych przyjeżdżających od racjonalnych biznesmenów, po zwariowanych wizjonerów. Tworzy to naprawdę ogromną mozaikę kulturową. Stany Zjednoczone to również kraj bogaty pod względem typów krajobrazu. Znajdziemy tu nie tylko nizinne wybrzeża Atlantyku, Appalachy ciągnące się z północy na południe na wschodzie, centralne równiny, ale także przecinające terytorium kraju z północy na południe Kordyliery na zachodzie oraz góry Adirondacks w stanie Nowy Jork. Istnieje niezliczona ilość miejsc, które trzeba zwiedzić w USA, jednak ze wględu na rozległość kraju nie sposób dotrzeć do każdego z nich. Jednak są zakątki, którym nie powinno się omijać w czasie podróży poprzez Stany USA ;) Myślę, że ja, gdybym miała możliwość takiej podróży, na pewno nie odpuściłabym sobie Wielkiego Kanionu w Arizonie.
Ten cud natury liczy dobie 446 kilometrów długości, 29 kilometrów szerokości oraz prawie 2 kilometry głębokości. Kusi nie tylko nietypowością, ale również niesamowitymi widokami. Kolejny przystanek na trasie mojej wycieczki miałby miejsce z pewności w Parku Narodowym Yellowstone. Ten najstarszy obiekt na świecie pokazuje piękno przyrody w całej swej okazałości – od gejzerów, wodospadów i gorących źródeł, po dzikie lasy pełne niespotykanych gatunków zwierząt i roślin. Oczywiście, podczas takiej podróży nie zapomniałabym również o Las Vegas – mieście hazardu i niekończącej się imprezy, Nowym Jorku – światową, kulturalną stolicę USA oraz San Francisco – jedne z najpiękniejszych, pod względem architektonicznym, miast.

Kuchnia Amerykańska wbrew pozorom to nie tylko fast food, dlatego postanowiłam przedstawić Wam dziś dwa słodkie Amerykańskie przysmaki ;)

Pierwszy przepis, pochodzący ze strony Ugotuj.to na przepyszne ciasto Key Lime Pie:

Składniki:

Spód:
niecałe półtorej szklanki pokruszonych półsłodkich herbatników
2 łyżki cukru
5 łyżek stopionego masła

Masa:
1 puszka (450 ml) słodzonego mleka skondensowanego
4 żółtka
1/2 szklanki soku z limonek lub cytryn (świeżo wyciśniętego)
+ 3/4 szklanki schłodzonej śmietany kremówki

Sposób przygotowania:
Przygotuj masę na spód ciasta: rozgrzej piekarnik do 175°C. Wymieszaj okruchy herbatników z masłem i cukrem. Masę równomiernie rozłóż na dnie formy na tartę (najlepiej szklanej) o średnicy 26 cm. Piecz 10 minut, a potem wyjmij i ostudź. Nie wyłączaj piekarnika. Przygotuj masę: połącz skondensowane mleko z żółtkami, dodaj sok z limonek lub cytryn i bardzo dokładnie wymieszaj. Rozsmaruj na podpieczonym spodzie, piecz jeszcze 15 minut. Formę z ciastem odstaw do ostygnięcia (dopiero ostudzona zaczyna tężeć). Przykryj, wstaw na 8 godzin do lodówki. Bezpośrednio przed podaniem ubij na sztywno śmietanę kremówkę. Ciasto posmaruj bitą śmietaną, pokrój na porcje i od razu podawaj.


Z kolei drugie to przepis z Domowych Wypieków na sernik nowojorski:

Składniki:

Spód:
165g ciasteczek digestive
90g margaryny lub masła

Masa serowa:
1400g serka kremowego typu Philadelphia*
250g cukru
64g mąki pszennej
5 jajek
200g gęstej, kwaśnej śmietany

Sposób przygotowania:
Tortownicę (o średnicy 26cm) owinąć (od zewnętrznej strony) parokrotnie i szczelnie w folię aluminiową. (Sernik pieczony będzie w kąpieli wodnej). Ciasteczka rozkruszyć na bardzo drobno. (W tym celu najlepiej włożyć je do woreczka do mrożenia i przy pomocy wałka rozkruszyć lub zrobić to blenderem). 90g masła (lub margaryny) roztopić. Rozkruszone ciasteczka połączyć z roztopionym masłem i wyłożyć do tortownicy. Wstawić na 30min. (lub dłużej) do lodówki. Rozgrzać piekarnik do 180°C. Przygotować masę serową. Wszystkie składniki dokładnie zmiksować. Nie trzeba miksować długo, tylko do połączenia składników. Zagotować dużą ilość wody. Masę wylać na spód. Tortownicę wstawić do większego, żaroodpornego naczynia. Ostrożnie nalać do niego wrzątek do połowy wysokości tortownicy. Piec 45min. Po tym czasie zmniejszyć temperaturę do 160°C i piec kolejne 30min. (Podczas pieczenia przykryłam sernik z góry folią aluminiową, aby pozostał biały). Po tym czasie sernik powinien być upieczony. (Sprawdzić środek dotykając delikatnie opuszkiem palca lub patyczkiem. Ciasto powinno być na środku ścięte). Sernik pozostawić na 1 godz. w piekarniku, przy lekko uchylonych drzwiczkach. Kolejno wyciągnąć i pozostawić we formie do całkowitego ostygnięcia. Następnie wstawić na noc do lodówki.

I na koniec, po smacznym posiłku, jeszcze „smaczniejsze” lektury.

Na pierwszy rzut pozycja Pana Richarda Paula Evansa, który oczarował wszystkich, także mnie - „Stokrotki w śniegu”:

„Podsumowując, muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak dobrej pozycji, która wywoływałaby w czytelnika tak skrajne emocje, począwszy od złości, po łzy. Bez cienia wątpliwości mogę powiedzieć, że jestem ciekawa pozostałych pozycji tego autora i z pewnością przeczytam je w 2012roku ;) Myślę, że ta dawka pozytywnej energii, zawarta na kartach „Stokrotek w śniegu” przyda się każdemu z Nas na ten Nowy, 2012 rok. I choć ostatni rozdział możesz, drogi Czytelniku, czytać ze łzami w oczach (tak było w moim przypadku), na pewno kiedy odłożysz pozycję, nie powiesz: „Żałuję, że przeczytałem tą książkę”...”

Kolejna, równie refleksyjna pozycja kolejnego świetnego autora - Williama Whartona - który oczarował mnie nietuzinkową publikacją „Wieści” traktującą nie tylko o świętach, ale także ludzkich problemach:

„Po przeczytaniu pozycji nie mogłam ochłonąć, gdyż autor naprawdę postarał się, Ukazał nam rodzinę, która utożsamiała każdego z nas i pokazał, że nawet w najpiękniejszy dzień roku, jakim są Święta Bożego Narodzenia, mogą trapić nas zmartwienia dnia codziennego.”

„Powieść, która przekazuje nam wiele wartościowych rzeczy, pisana jest prostym i lekkim językiem, dlatego książkę czyta się szybko i z uśmiechem na ustach. Wharton szczególnie ujął mnie podział rozdziałów ( z pewnością nie zdradzę wam co i jak – musicie zobaczyć to sami ;D ).”

w moim „krótkim” wywodzie nie mogę zapomnieć o Panu Khaledzie Hosseini, który wzbudził we mnie nie tylko zachwyt, ale również wycisnął łzy, kiedy czytałam „Chłopca z latawcem”. Sami zobaczcie:

„Mimo że na początku trudno mi się było w nią wciągnąć, potem nie mogłam się wręcz od niej oderwać. "Chłopiec z latawcem" to książka, przez którą człowiek gotowy jest zarwać noc byle tylko dowiedzieć się co dalej. Uwielbiam takie historie, trochę rzewne, trochę sentymentalne (ale czy można inaczej pisać o swoim kraju żyjąc z dala od niego?) takie zwyczajnie niezwyczajne, a przy okazji naprawdę dobrze napisane. Według mnie to przepiękna opowieść o winie i odkupieniu, o miłości do ojca, do ojczyzny. O przyjaźni. Smutna i dramatyczna. Ale i niosąca nadzieję. Po prostu niezwykła.”

„Największe wrażenie zrobił na mnie jednak psychologiczny obraz głównego bohatera, często nie podobało mi się jego postępowanie, głównie dlatego, że sam był świadomy, że robi źle, chciał lepiej, a jednak dokonywał takich a nie innych wyborów, które przyszło mu później odpokutować. Niespodziewany telefon wzywający do Peszawaru jest jak głos z przeszłości, od której nie można uciec. A przecież Amir zawsze wiedział, że kiedyś będzie musiał wrócić do kraju dzieciństwa, by odnaleźć jedyną rzecz, jakiej nie znalazł w swoim nowym świecie: nadzieję na odkupienie. Na zmazanie grzechu tchórzostwa i zdrady. Na wybaczenie samemu sobie.”

I na koniec – książka, którą zrecenzowałam jako jedną z pierwszych i choć moja opinia nie jest doskonale skonstruowana, uwielbiam ją czasami ponownie podczytywać ;) Zapraszam na fragmenty recenzji pozycji Sue Monk Kidd pt. „Sekretne życie pszczół ”:

„To ciepła, sentymentalna powieść - dla tych, którzy potrafią i lubią się wzruszyć (...)”

„Wszystkie rozdziały tej pasjonującej książki mają wspólny element - opatrzone są notkami o życiu i obyczajach pszczół.”

I tak nasza podróż dobiegła końca ;) Przyznam, że dawno nie odbyłam tak ciekawej wycieczki. Już nie mogę doczekać się kolejnej. (Wyjątkowo długo zeszło mi dodawanie tego posta - jestem tak spalona, że hej ;P)

czwartek, 29 grudnia 2011

[82] Richard Paul Evans „Stokrotki w śniegu”

Wyd. Znak literanova
przekład: Ewa Bolińska-Gostkowska
Ocena: 10/10 Perełka

Z czym mogą kojarzyć się tytułowe „Stokrotki w śniegu” ? Kiedy zobaczyłam ten zwrot pierwszy raz, strasznie zaczął mnie intrygować, potem – zastanawiać. Przecież w grudniu tych kwiatów dawno nie widać. Może to jakaś metafora ? Coś niemożliwego, tak jak „Stokrotki w śniegu” ?

Rekin nieruchomości, zły, bezwzględny James Kier ginie w wypadku samochodowym. Tak przynajmniej wszystkim się wydaje. Sam Kier dowiaduje się o swojej śmierci z gazet, czytając, że
„(...) Rekin rynku nieruchomości ginie w wypadku samochodowym. Znany deweloper James Kier zginął w wypadku samochodowym, do którego doszło na trasie 1-80. Mężczyzna zmarł na miejscu wskutek uderzenia w słup wysokiego napięcia. Ratownicy przez ponad godzinę usiłowali wydobyć ciało kierowcy z wraku samochodu. Władze twierdzą, że na parę chwil przed fatalnym zderzeniem Kier mógł mieć atak serca.”. Jednak popełniony przez dziennikarza błąd cieszy wszystkich – każdy śmiało mówi co o nim sądzi. Jednak James żyje i może przekonać się, że nie jest lubianą osobą. Szczere komentarze mobilizują go do przemiany. Ale czy jest jeszcze czas, żeby dostać drugą szansę ?

Wydanie 2010
Richard Paul Evans to autor poruszających powieści, z których każda trafia na pierwsze miejsca amerykańskich list bestsellerów. Ich nakład sięgnął już jedenastu milionów, przetłumaczone zostały na dwadzieścia dwa języki, bijąc w wielu krajach rekordy sprzedaży. W Polsce nakładem Wydawnictwa Sonia Draga ukazały się: Słonecznik (2006) oraz Doskonały dzień (2006). Evans jest laureatem wielu literackich nagród, m.in. „1998 American Mothers Book Award”, „Storytelling World Award” i „2005 Romantic Times Best Women’s Novel of the Year”. Udaje mu się pogodzić pisanie z wychowywaniem piątki dzieci i angażowaniem się w działalność organizacji charytatywnych. Jest też założycielem organizacji charytatywnej „The Christmas Box House International” na rzecz zaniedbanych i wykorzystywanych dzieci, za pracę w której uhonorowany został „Washington Times Humanitarian of the Century Award” oraz „Volunteers of America National Empathy Award”. Evans mieszka w Salt Lake City, w stanie Utah z żoną Keri i piątką dzieci. Dzieli swój czas pomiędzy Florencję we Włoszech a Utah w Stanach Zjednoczonych, a na na podstawie niektórych z jego powieści nakręcono uhonorowane nagrodami filmy telewizyjne.

„ Postaram się ci dorównać. Na pewno nie będę tak dobry jak ty, ale się postaram. Sprawię sobie taką bransoletkę, na której wygraweruję CBZS.
- Co takiego?
- „Co by zrobiła Sara".
Uśmiechnęła się.
- Nie, nie rób tego.
- Może powinienem. Przypominałaby mi o wielu rzeczach. - Przyłożył policzek do jej twarzy i wyszeptał: ― Kocham cię.
- Wiem. I tego właśnie pragnęłam na święta.”

Sięgając za tą pozycję, myślałam o niej, jako o dobrej lekturze do wyzwania Znalezione pod choinką. A co dostałam w zamian ? Przyznaję, że dawno nie czytałam tak dobrej publikacji osadzonej w czasie bożonarodzeniowym. Początkowo niewymagające czytadło, stało się ogromne znaczące. Czytając „Stokrotki w śniegu” przez zaledwie 2 dni (i noce) zdałam sobie sprawę z magii świąt i przypomniałam, że człowiek zawsze może dostać drugą szansę.
Wydanie 2011

Kiedy zaczynałam czytać pierwsze rozdziały lektura wydawała mi się szalenie podobna do „opowieści wigilijnej”. Choć tu nie było duchów, domniemana śmierć Kiera stanowiła pewną „podróż”. Dzięki temu epizodowi udało mu się zrozumieć, że jest bezwzględnym i okrutnym człowiekiem. Początkowe dążenia do dobrej opinii przerodziły się w poszukiwania własnej, właściwej tożsamości. Czy my potrafilibyśmy tak jak James zmienić się ? Autor świetnie operuje emocjami czytelnika – początkowo czujemy wręcz wstręt do głównego bohatera. Jednak poznając jego historie i przeżywając wraz z nim wędrówkę „do lepszego życia”, zdajemy sobie sprawę, że bohater jest Nam bliski i lubimy go. Widzimy nie tylko siłę słowa, ale również czynu.

"Tu nie chodzi o to, jakie masz zamiary, tylko o to, jak postępujesz."

Najbardziej spodobało mi się to jak Pan Evans ukazał przemianę Kiera i kolejne etapy jego „dojrzewania” do właściwego życia. Myślę, że autor świetnie dobrał momenty, w których czytelnik dowiadywał się kolejnych faktów o głównym bohaterze. Idealnie nie tylko opisał poszczególne spotkania z „zranionymi”, ale również to, że inni mogą brać z Nas przykład, często ten zły.

"Może na tym właśnie polega piekło. Kiedy stajesz twarzą w twarz z prawdą. Widzisz cały ten ból, zło wyrządzone innym i wiesz, że nie możesz im pomóc."

Richard Paul Evans
Idąc dalej chciałabym również wspomnieć o nieziemskiej okładce. Przyznam, ze oglądając pozostałe dwie czułam zawsze pewien niedosyt – pierwsza (z białym tłem) wydawała mi się zbyt delikatna, a druga (w różowych odcieniach) - nieco mdła. Dopiero kiedy zobaczyłam okładkę e-booka, którego ściągnęłam na swój komputer, nie mogłam się powstrzymać, by zaraz nie wgrać go na telefon i zacząć czytać. Myślę, że strona tytułowa prezentuje się wręcz idealnie – genialnie dopasowano nie tylko kolorystykę, ale również zdjęcie oddaje idealnie atmosferę powieści – pełną emocji, tych pozytywnych i negatywnych miłość. Najpierw miłość do samego siebie, potem do innych – żony, syna i przyjaciół.

„Wszyscy, a na pewno niektórzy z nas, mamy poważną wadę. To co jest dla nas najważniejsze, potrzebne do życia, bierzemy za oczywiste, za dane. Powietrze. Wodę. Miłość. Jeśli jest obok was ktoś, kogo kochacie, jesteście szczęściarzami. A jeśli ta osoba i was darzy miłością - możecie mówić o prawdziwym błogosławieństwie. Jeśli zaś marnujecie czas dany wam na tę miłość, jesteście głupcami!”
Myślę, że należy również wspomnieć o niebagatelnym tytule, który intrygował mnie od początku. Czytając ostatnie strony powieści, kiedy to mogłam się przekonać o jednej z opcji jego pochodzenia, zrozumiałam, że autor, nazywając książkę „Stokrotkami w śniegu”, chciał nam pokazać, że coś niemożliwego - przemiana złego człowieka w ucieleśnienie dobra – są jak stokrotki, które może otulić śnieżny puch w kwietniu ;)

Podsumowując, muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak dobrej pozycji, która wywoływałaby w czytelnika tak skrajne emocje, począwszy od złości, po łzy. Bez cienia wątpliwości mogę powiedzieć, że jestem ciekawa pozostałych pozycji tego autora i z pewnością przeczytam je w 2012roku ;) Myślę, że ta dawka pozytywnej energii, zawarta na kartach „Stokrotek w śniegu” przyda się każdemu z Nas na ten Nowy, 2012 rok. I choć ostatni rozdział możesz, drogi Czytelniku, czytać ze łzami w oczach (tak było w moim przypadku), na pewno kiedy odłożysz pozycję, nie powiesz: „Żałuję, że przeczytałem tą książkę”...