Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sue Monk Kidd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sue Monk Kidd. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 października 2015

Sue Monk Kidd "Opactwo świętego grzechu"

Wydawnictwo Literackie,
 Kraków 2015, 348 s.

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
 WZNOWIENIA BESTSELLEROWEJ POWIEŚCI! 
Premiera: 8 października.

Czasem przychodzi chwila, kiedy życie pozostawia po sobie niedosyt. Trudno cieszyć się ze spokoju i harmonii, która nas otacza. Wielu tego by oczekiwało - braku trosk, problemów i przeciwności losu. Pozorna beztroska niekiedy jednak napawa jeszcze większym smutkiem i zmusza do poszukiwania szczęścia i odkrywania samych siebie.

Jessie Sullivan od lat jest mężatką, a jej jedyna córka wyfrunęła z gniazda niecały rok wcześniej, wyjeżdżając na studia. Zostaje jedynie ona, mąż, duży dom i małe przyjemności. Z czasem to życie, dotąd satysfakcjonujące, zaczyna nudzić. Jessie nie czuje się spełniona u boku Hugha, nie dostrzega w codzienności pozytywów, które popychałby ją do działania - popada w stagnację. Pragnie wyrwać się z ram, odnaleźć swoje miejsce i wewnętrzny spokój. Z czasem dostaje od losu szansę, by pomyśleć nad tym, co dotychczas ją spotkało.

W środku nocy małżeństwo budzi telefon. Pewien niecodzienny wypadek sprawia, że Sullivan musi powrócić na wyspę dzieciństwa, którą opuściła wiele lat wcześniej. Wraca, by zaopiekować się matką i rozliczyć się z przeszłością, która zdaje się o sobie przypominać. Kobieta od lat nie odwiedzała znajomych miejsc, starała się unikać wspomnień, które przynosiły ból. Oswojenie demonów młodzieńczych lat staje się przyczyną do akceptacji zagadkowej śmierci ojca i pogodzenia się z dotąd osobliwym zachowaniem matki. Droga do rozszyfrowania sekretu nie będzie łatwa, a kiedy prawda wyjdzie na jaw,  Jessie będzie zupełnie innym człowiekiem.

wtorek, 10 marca 2015

Sue Monk Kidd "Sekretne życie pszczół"


Wydawnictwo Literackie
Kraków 2015, 352 s.
Ocena: 10/10 Perełka.

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA 
WZNOWIENIA BESTSELLEROWEJ POWIEŚCI!
Premiera: 19 marca. 

Życie w przyrodzie, jego powtarzalność i harmonia wydają się zgoła inne od ludzkiej egzystencji. Maleńkie owady zapylające rośliny i produkujące miód tak jak człowiek, mają jednak swoje problemy i zadania. Dlatego ich obecność działa kojąco na umysł Lily, pozwalają zatrzymać się i zrozumieć, że jest się o krok od prawdy, dla której przemierzyła dziesiątki mil. Pukając do drzwi nie ma świadomości, że August, June i May staną się dla niej prawdziwą rodziną, której zawsze jej brakowało.

Posiadanie kogoś, kto będzie nas kochał niezależnie od naszych uczynków to pragnienie każdego człowieka. Lily Owens nie czuje jednak, by komuś na niej zależało - zwłaszcza ojcu. Żyjąc na brzoskwiniowej farmie z T. Rey'em i Rosaleen nieustannie towarzyszy jej niezatarte wspomnienie dnia, w którym zginęła matka. Pamięta też, że to ona ją zabiła. Ta myśl prześladuje dziewczynkę, która usilnie szuka śladów obecności matki w swoim życiu. Pozostał jej jedynie obrazek Czarnej Madonny, na którego odwrocie widnieje nazwa miejscowości - Tiburon.

Sue Monk Kidd to współczesna amerykańska pisarka, która z ogromną śmiałością pisze o rzeczach trudnych - rasizmie, niewolnictwie, śmierci, wierze i zmaganiu się z upiorną przeszłością. Swoimi powieściami zwraca uwagę społeczeństwa na zjawiska, które zwykle bezpośrednio nas nie dotyczą. W Polce ukazały się trzy powieści Kidd. Najpopularniejsza, po raz pierwszy opublikowana w 2004 roku, wkrótce doczeka się kolejnego wznowienia.

"Historie trzeba opowiadać, inaczej umrą, a kiedy umrą, nie będziemy pamiętać, kim jesteśmy i po co istniejemy."*

"Sekretne życie pszczół" to książka, którą czytałam nie pierwszy raz. Na powieść Sue Monk Kidd natrafiłam na początku mojej literackiej przygody. Wtedy, tworząc bloga od kilku tygodni, napisałam o niej zaledwie kilka zdań. Dziś te słowa, tak ważne wtedy, wydają się niewystarczające - potrafię pisać dużo za dużo, a tej powieści zdecydowanie się to należy. Nie mówię o przegadaniu, a jedynie o ukazaniu głębi, piękna i prostoty publikacji Kidd, którą każdorazowo chwytam w ręce z równie dużą radością. 

Decyzja o ponownej lekturze nastąpiła dość spontanicznie i ani przez chwilę nie obawiałam się, że w oczach niemal dwudziestolatki książka wypadnie słabiej, niż gdy czytałam ją będąc w gimnazjum. Powrót do dobrze znanych bohaterów i sytuacji był tym, czego potrzebowałam. Na nowo mogłam uśmiechać się czytając zdania pisane nieskomplikowanym językiem z punktu widzenia czternastolatki. 

Miodowa fotografia :)
"Czy wiesz, że w jednym z eskimoskich języków są trzydzieści dwa słowa oznaczające miłość? - powiedziała August. - A my mamy tylko to jedno. Jesteśmy tacy ograniczeni."* 

Najpiękniejszym przy lekturze powieści jest fakt, że za każdym razem zachwyca na nowo - ciepłem, optymizmem i niewyobrażalną siłą kobiet, od których możemy uczyć się bezinteresownej miłości. Ogromnie polubiłam siostry Boatwright. Najbliższa mojemu sercu była August - najstarsza i pewnie najbardziej stabilna emocjonalnie z trójki rodzeństwa. Imponowała mi swoim opanowaniem i wyrozumiałością. Razem z June, która nierzadko gra czytelnikowi na nerwach, świetnie opiekowały się May, próbując zrozumieć jej spojrzenie na świat. August miała potężną wiedzę na temat otaczającego ją świata - nie tylko pszczół, ale i ludzi. Momentami wydawało mi się, że to dzięki małym owadom łatwiej jest jej akceptować najbardziej zaskakujące zachowania Lily, sióstr i Zacha. 

Sue Monk Kidd płynnie przechodzi od tematów przepełnionych smutkiem, do fragmentów niepozbawionych humoru. Zaskakujące, jak płomień miłości przeplata się z cieniem cierpienia. To w zupełności nie pozwala oderwać się od książki choć na chwilę. Zwłaszcza "Oh! Susanna." May wprawiało mnie w ogromną melancholię. 

" - Ta maszyna segreguje miód - ciągnęła August. - Oddziela dobry materiał od złego. Zawsze uważałam, że przydałyby się takie wirówki dla istot ludzkich.Wrzucałoby się je do środka i wirówka robiłaby to, co do niej należy."* 

Powieściopisarka porusza również temat duchowości. Szczegółowo przedstawia praktyki religijne sióstr, niejednokrotnie cytuje Biblię. Pokazuje, jak ważne w życiu człowieka jest w coś wierzyć. Możliwość zawierzenia swoich trosk i podziękowania za radości codzienności to coś naturalnego w życiu mieszkanek Tiburonu. Lily razem z nimi odkrywa co czuje i jaki ma stosunek do Boga. Sam czytelnik zaczyna zastanawiać się nad swoją pobożnością. 
 
Wszystkie rozdziały tej pasjonującej książki mają wspólny element - opatrzone są notkami o życiu i obyczajach pszczół. Losy mądrze zarysowanych postaci i owadów łączą się w nieoczekiwany sposób. Rozpoczynając lekturę kolejnych rozdziałów, czytamy wpierw krótki cytat, urywek opisujący życie mieszkańców ula. Pisarka, wkomponowując w akcję pszczeli motyw, tworzy nieskomplikowaną opowieść o trudnościach i radościach życia. 

"Do tej chwili myślałam, że zbliżenie białych i kolorowych to wielki cel, teraz jednak uznałam, że lepszym pomysłem jest, abyśmy nie mieli w ogóle koloru."* 

Kidd tworzy swoistą balladę o naturalnej dobroci wypływającej z głębi serca niezależnie od ilości pigmentu skóry. Problem konfliktu rasowego w Ameryce w latach '60 i '70 XX wieku zostaje silnie zaakcentowany przez pisarkę. W najprostszych sytuacjach przekazuje czytelnikowi wiedzę na temat tego, jak były traktowane w niektórych rejonach kraju osoby o ciemniejszym odcieniu skóry. Poczucie niesprawiedliwości, smutek i żal - to jedne z odczuć jakie wywołują scysje, opisywane piórem Kidd.

Za każdym razem, kiedy spoglądam na okładkę powieści, mam w głowie tysiące pszczół, które w swym tańcu zataczają powietrzne kręgi. Magia i wszechobecny, słodkawy zapach miodu, to jedne z cech, za które pokochasz tę książkę! Błogie chwile spędzone w otoczeniu sióstr Boatwright są ukojeniem nie tylko dla Lily walczącej z duchami przeszłości, ale i czytelnika. Dom w kolorze piór flaminga, Czarna Madonna z czerwonym sercem na piersi na zawsze już pozostaną żywe w twojej pamięci. 

"Większość ludzi nie ma pojęcia, jak skomplikowane rzeczy dzieją się wewnątrz ula. Pszczoły mają swoje sekretne życie, o którym nic nie wiemy."* 

"Sekretne życie pszczół" jest balsamem dla duszy niosącym ze sobą wiarę, nadzieję i miłość. Urok i prostota powieści sprawiają, że jak miód - wywołuje uczucie błogości, wewnętrznego spokoju i mimowolnej radości. To wyjątkowa pozycja, która moim zdaniem powinna być obowiązkowa dla każdego, komu czytanie sprawia przyjemność. Trudno polecić mi więc publikację Kidd jednej grupie wiekowej czy społecznej - myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

*Cytaty pochodzą z książki Sue Monk Kidd "Sekretne życie pszczół", kolejno ze stron: 128, 164, 94, 243,  ,174.
Poprzednia opinia powieści pisana pięć lat temu TUTAJ :)

Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackie, za co serdecznie dziękuję ;)

środa, 24 września 2014

[159] Sue Monk Kidd „Czarne skrzydła”


Wydawnictwo Literackie
Kraków 2014, 488 str.
Ocena: 10/10 Perełka

PREMIERA 25 WRZEŚNIA!

Niewolnictwo, które przed laty istniało niemal na całej półkuli zachodniej oraz na terenach afrykańskich to temat, który od dawien dawna poruszany jest w szkole, na lekcjach historii. W pamięci uwalają się wtedy pewne obrazy, które pozostają w niej na dłużej. Zjawisko powszechne w XVIII i XIX wieku ostatnimi czasu często staje się przedmiotem szeroko pojętej literatury. Pisarze niejednokrotnie próbują okazać co raz to inne jego oblicza, zachowując jak najwięcej realizmu. Niewielu jednak próbuje w pełni wczuć się w to, co przeżywali Ci ludzie, odkrywając najmniejsze niuanse ich życia...

„Pora, by stanąć w obronie czyichś praw, nadchodzi wtedy, gdy ktoś ich komuś odmawia!”*

Pani Sue Monk Kidd to bestsellerowa autorka, której publikacje zdobyły uznanie na całym świecie. Nim światło dzienne ujrzała publikacja „Sekretne życie pszczół”, która przyniosła jej rozgłos, wydała inne pozycje – dwie poświęcone kontemplacji nad wiarą chrześcijańską oraz jedną – związaną z poglądami feministycznymi. Na podstawie jej dwóch książek zostały nakręcone filmy. W Polsce czytelnicy mają natomiast możliwość zaznajomić się z jej prozą poprzez trzy książki: „Sekretne życie pszczół”, „Opactwo świętego grzechu” oraz „Czarne skrzydła”, które swoją premierę mają już w czwartek.

„Plantacja, dom, całe nasze życie... Wszystko to zależało od niewolników.”*

Sara Grimkè to najstarsza z córek sędziego i jednego z największych plantatorów Karoliny Południowej. Jego rodzina zaliczana jest do elit Charlestone. Dziewczyna jest oczkiem w głowie ojca, a matka uważa ją za nieco upartą i znacznie inną od pozostałego rodzeństwa. Kiedy na jedenaste urodziny otrzymuje niewolnicę obwiązaną wstążeczkami, stawia swój wyraźny opór. Jednak co raz bardziej się sprzeciwiając, zaczyna tracić to, na czym jej zależało. Uważa, że Hetty, którą otrzymała to człowiek taki jak oni, a człowieka nie można posiadać. Od jej jedenastych urodzin nic już nie będzie takie, jakiego by oczekiwała.

Kiedy zobaczyłam informacje o najnowszej powieści Pani Kidd w moich oczach śmiało można było upatrywać iskierek radości. Cieszyłam się jak dziecko, że kolejne dzieło tej niezwykłej pisarki zagości na polskiej ziemi. Autorki, która była jedną z pierwszych, które pokazały mi czym są łzy wzruszenia podczas lektury. Bez cienia zwątpienia wiedziałam, że koniecznie muszę powrócić do słów spisywanych przez Panią Sue, gdzie skrywają się ogromne pokłady szczerości, a czasem też współczucia i bólu.

„Zachowanie milczenia w obliczu zła również jest złem samym w sobie.”*

Największym atutem powieści są bohaterowie. Każdy z nich, od pozornie niedostrzegalnego niewolnika, po Pana, został znakomicie nakreślony. Nie sposób było kogoś pomylić czy pominąć. Głownie bohaterki – Sara i Szelma spotkały się z moją wielką sympatią, zrozumieniem, a czasem nawet współczuciem. Z napięciem śledziłam ich, co raz to boleśniejsze przeżycia, które trudno przyjąć w ogóle do wiadomości.

Hetty imponowała mi swoją chęcią poznawania świata, do którego nie powinna należeć. Cieszyłam się kiedy Sara pokazywała jej to, co kochała. Największą część mojej ogromnej sympatii zdobyła młoda Grimkè. Nie mogłam się nadziwić ile w niej zapału i woli walki, mimo ciągłych niepowodzeń i braku akceptacji ze strony rodzeństwa. Jej relacja z siostrą – Niną – stanowiła dla mnie źródło zachwytów nad siostrzaną miłością. To, co je łączyło nie stanowi codzienności wśród dzisiejszych rodzeństw, dlatego byłam zafascynowana tym, jak świetnie się dogadywały. Samą Sarę pokochałam całym sercem. Nie mogłam się oderwać od opowieści o jej życiu, które nierzadko przepełnione było goryczą porażki.

„Napotykając na swojej drodze jakiekolwiek zagrożenie, pragnęłam tylko umrzeć albo się ukryć. Dlatego wymyśliłam sobie hasło: 'Skoro już musisz popełniać błędy, rób to z odwagą'.”*

Wydawać by się mogło, że niewolnicy całkowicie podporządkowują się Panom, by nie otrzymywać najbardziej bolesnych kar. Z kolejnymi stronami powieści czytelnik przekonuje się jednak, że ludzie będąc ograniczeni niewolą, próbują sprawnie wywinąć się spod zasad w każdy możliwy sposób. W ten sposób próbują pokazać, że są coś więcej warci, niż wskazują cyfry w księdze spisu majątków ruchomych właściciela. Zdecydowanie można stwierdzić, że potrafią samodzielnie myśleć i przechytrzyć władzę.

„Mauma nie pragnęła samej tkaniny, chciała jedynie narobić kłopotów. Nie była w stanie się wyzwolić ani zdzielić pani laską w tył głowy, mogła za to zabrać jej jedwab. Człowiek buntuje się w każdy możliwy sposób.”*

Mauma była postacią, którą, obok dwóch głównych bohaterek, najbardziej polubiłam. Budziła ona we mnie momentami lęk, kiedy bywałam świadkiem jej zuchwałych czynów. Były momenty, kiedy naprawdę bałam się o tą kobietę, która stawała mi się bliska z każdą kolejną stroną, tak jak była ważna dla Hetty. Szczególnie spodobał mi się pomysł kapy jako możliwości tworzenia książek, opowieści przez nie potrafiących pisać niewolników. Za każdym razem, tak jak Szelma ze wzruszeniem studiowałam kolejne obrazki, które wyszyła jej mauma.

„Przechodząc od obrazu do obrazu, wydawało mi się, że czytam książkę, którą mauma zostawiła po sobie, jej ostatnie słowa.”*

Druga z czołowych postaci – Hetty – imponowała mi natomiast swoją dojrzałością. Choć wielu nie dostrzegało w niej ogromu odwagi i wytrzymałości duszy oraz ciała, bardzo ją sobie za to ceniłam. Choć znacznie chętniej czytałam o perypetiach Grimkè, lubiłam Szelmę. Bardzo mi się podobała ta postać, choć została ona w pełni stworzona wyobraźnią Pani Kidd. Pisarce należy się ogromna pochwała, że stworzyła dziewczynę, której historia, chociaż nie prawdziwa, była z pewnością opowieścią dotyczącą wielu niewolników.

„(...) Mauma już więcej nie upadła, a ja doszłam do wniosku, że Bóg mnie wysłuchał. Może wcale nie był biały, może ten świat miał też kolorowego Boga.”*

W historii spisanej piórem Pani Kidd widać wielki wpływ wiary na tworzone przez nią dzieło. Na kartach powieści odnajdujemy liczne dowody na to, że Bóg odgrywa wielką rolę nie tylko w życiu niewolników, ale i panów. Niezależnie od koloru skóry każdy z nas potrzebuje wsparcia kogoś, kogo nie ma materialnie gdzieś obok, a jest duchowo. Dlatego też kiedy zobaczyłam rozważania Hetty na temat istnienia kolorowego Boga, z uporem maniaka wypatrywałam podobnych fragmentów dalej. Dzięki nim pisarka jeszcze bardziej uświadamiała czytelnikowi, że nawet w kwestii wiary niewolnicy niczym się nie różnili, a jednak byli oddzielani od społeczeństwa.

„Mówisz jakby Bóg był białym Południowcem! Jakby jego wizerunek stanowił naszą własność. Mówisz jak głupiec. Czarni nie są istotami innymi niż my. Biała skóra to nie świętość. Mary! Nie możecie usprawiedliwiać nią wszystkiego.”*

Historia ukazana w „Czarnych skrzydłach” to nie tylko opowieść o niewolnictwie, ale także walce o prawa kobiet. Część, w której Sara i jej siostra Nina podróżowały po kraju jako mówczynie, zdecydowanie zaliczam do jednej z bardziej pozytywnych. Każda z ich wypowiedzi była przepełniona wiarą w lepsze jutro, a jednocześnie siłą, z jaką niosły na swoich ramionach skutki tych wypowiedzi. Cieszę się, że takie osoby, jak one, dały Nam – kobietą – prawo wolnego głosu. Wtedy cała sprawa raczkowała, jednakże młode siostry Grimkè były w swych czynach niebywale uparte.

„Bóg stworzył kobiety do roli salonowych lalek. Jak ja tego nie cierpię!”*

Niezwykle ważną częścią książki, a może nawet najważniejszą w odbiorze całej lektury są słowa od autorki. Dzięki nim możemy zrozumieć sens całej powieści i odkryć pobudki z jakich pisarka zdecydowała się na ten, a nie inny temat. Muszę przyznać, że byłam zaskoczona, kiedy odkryłam prawdziwe fakty, szczegół po szczególe znajdujące się w książce. Choć już od początku widziałam, że Sara jest postacią realną, a nie jak Hetty – wytworem wyobraźni, byłam zaskoczona jak Pani Kidd genialnie połączyła ze sobą w całość wszelkie dostępne informacje na temat życia Sary Grimkè. Po przeczytaniu tego swoistego podsumowania jeszcze bardziej przekonałam się w przekonaniu, że „Czarne skrzydła” to prawdziwy majstersztyk.

„Historia to nie tylko ciąg faktów i zdarzeń. Historia to również ból w sercu. A my powtarzamy ją raz za razem, aż w końcu cudzy ból stanie się naszym własnym.”**

Wielce ciekawym odkryciem w podsumowaniu okazują się informacje o badaniach, jakie kobieta prowadziła szukając materiałów do książki. Byłam pod wrażeniem ile włożyła w to nie tylko czasu, ale i serca. Nie ma nic piękniejszego niż pasja w odkrywaniu nieznanych tajemnic tematu, który w jakiś sposób nas zainteresował. Bardzo podziwiam Panią Kidd za wysiłek, jaki włożyła w stworzenie tak wnikliwej opowieści.

Kończąc moje rozważania na temat „Czarnych skrzydeł” trudno mi nie wspomnieć, że te dzieło zawierającą kawał historii minionych lat powinien przeczytać każdy. Pani Sue Monk Kidd to „literacka marka”, za którą szczególnie polecam wam chwytać bez żadnego wahania. W jej powieściach w końcu nie chodzi tylko o pisanie, które kocha, ale również o coś znacznie ważniejszego. Pisarka pragnie przekazać opowieść, która wedrze się w najgłębsze czeluście ludzkiego serca i poruszy je tym, co w niej opisywane. I nie są to rzeczy błahe, niewarte uwagi, a sprawy, o których każdy stąpający po ziemi powinien mieć choć minimum pojęcia. Jeszcze raz więc polecam Wam lekturę autorstwa Pani Kidd.

Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego, za co serdecznie dziękuję ;)

*Cytaty pochodzą z książki "Czarne skrzydła", kolejno ze stron: 439, 244, 261, 16, 56, 198, 66, 463, 140.
** Cytat pochodzi z książki "Czarne skrzydła" i został zawarty w podsumowaniu od autorki. Są to słowa profesora Juliusa Lestera zawarte na stronie 482

niedziela, 19 sierpnia 2012

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA #3

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA to Cotygodniowy cykl na blogu u Meme, podczas którego będziecie mogli poznać kolejne kraje nie tylko od strony zabytków czy sławnych postaci, ale przede wszystkim LITERATURY. Będziecie mogli nie tylko przeczytać moje spostrzeżenia na temat wybranych dzieł, ale również liczę, że uda się podyskutować o Waszych przygodach literackich „w danym państwie” ;)

Kochani! Nawet nie wiecie jak się cieszę, że w końcu wracam do Was z moim ulubionym cyklem, bo sama uwielbiam także podróżować, nie tylko palcem po mapie. W tejże odsłonie, mimo niesamowitej wycieczki do Niemiec, postanowiłam pokazać Wam zupełnie inną część świata, która jest bardzo, ale to bardzo obfita w literackie perełki. Dlatego dziś wybieramy się aż za ocean – do Stanów Zjednoczonych Ameryki (USA). Mam nadzieję, że zasmakujemy nie tylko dobrej przez duże D literatury, ale również niesamowitych potraw, a także zobaczymy niezwykłe widoki i podłapiemy trochę słonka ;)

Jak wiadomo - Stany Zjednoczone Ameryki, obok Chin i Rosji, jest jednym z największych mocarstw na świecie, dlatego nie powinno nas dziwić, że tak wielu wspaniałych pisarzy pochodzi właśnie stamtąd. Co z pewnością może zachwycać w USA – jego powierzchnia jest na tyle wielka, by pomieścić rozmaitych przyjeżdżających od racjonalnych biznesmenów, po zwariowanych wizjonerów. Tworzy to naprawdę ogromną mozaikę kulturową. Stany Zjednoczone to również kraj bogaty pod względem typów krajobrazu. Znajdziemy tu nie tylko nizinne wybrzeża Atlantyku, Appalachy ciągnące się z północy na południe na wschodzie, centralne równiny, ale także przecinające terytorium kraju z północy na południe Kordyliery na zachodzie oraz góry Adirondacks w stanie Nowy Jork. Istnieje niezliczona ilość miejsc, które trzeba zwiedzić w USA, jednak ze wględu na rozległość kraju nie sposób dotrzeć do każdego z nich. Jednak są zakątki, którym nie powinno się omijać w czasie podróży poprzez Stany USA ;) Myślę, że ja, gdybym miała możliwość takiej podróży, na pewno nie odpuściłabym sobie Wielkiego Kanionu w Arizonie.
Ten cud natury liczy dobie 446 kilometrów długości, 29 kilometrów szerokości oraz prawie 2 kilometry głębokości. Kusi nie tylko nietypowością, ale również niesamowitymi widokami. Kolejny przystanek na trasie mojej wycieczki miałby miejsce z pewności w Parku Narodowym Yellowstone. Ten najstarszy obiekt na świecie pokazuje piękno przyrody w całej swej okazałości – od gejzerów, wodospadów i gorących źródeł, po dzikie lasy pełne niespotykanych gatunków zwierząt i roślin. Oczywiście, podczas takiej podróży nie zapomniałabym również o Las Vegas – mieście hazardu i niekończącej się imprezy, Nowym Jorku – światową, kulturalną stolicę USA oraz San Francisco – jedne z najpiękniejszych, pod względem architektonicznym, miast.

Kuchnia Amerykańska wbrew pozorom to nie tylko fast food, dlatego postanowiłam przedstawić Wam dziś dwa słodkie Amerykańskie przysmaki ;)

Pierwszy przepis, pochodzący ze strony Ugotuj.to na przepyszne ciasto Key Lime Pie:

Składniki:

Spód:
niecałe półtorej szklanki pokruszonych półsłodkich herbatników
2 łyżki cukru
5 łyżek stopionego masła

Masa:
1 puszka (450 ml) słodzonego mleka skondensowanego
4 żółtka
1/2 szklanki soku z limonek lub cytryn (świeżo wyciśniętego)
+ 3/4 szklanki schłodzonej śmietany kremówki

Sposób przygotowania:
Przygotuj masę na spód ciasta: rozgrzej piekarnik do 175°C. Wymieszaj okruchy herbatników z masłem i cukrem. Masę równomiernie rozłóż na dnie formy na tartę (najlepiej szklanej) o średnicy 26 cm. Piecz 10 minut, a potem wyjmij i ostudź. Nie wyłączaj piekarnika. Przygotuj masę: połącz skondensowane mleko z żółtkami, dodaj sok z limonek lub cytryn i bardzo dokładnie wymieszaj. Rozsmaruj na podpieczonym spodzie, piecz jeszcze 15 minut. Formę z ciastem odstaw do ostygnięcia (dopiero ostudzona zaczyna tężeć). Przykryj, wstaw na 8 godzin do lodówki. Bezpośrednio przed podaniem ubij na sztywno śmietanę kremówkę. Ciasto posmaruj bitą śmietaną, pokrój na porcje i od razu podawaj.


Z kolei drugie to przepis z Domowych Wypieków na sernik nowojorski:

Składniki:

Spód:
165g ciasteczek digestive
90g margaryny lub masła

Masa serowa:
1400g serka kremowego typu Philadelphia*
250g cukru
64g mąki pszennej
5 jajek
200g gęstej, kwaśnej śmietany

Sposób przygotowania:
Tortownicę (o średnicy 26cm) owinąć (od zewnętrznej strony) parokrotnie i szczelnie w folię aluminiową. (Sernik pieczony będzie w kąpieli wodnej). Ciasteczka rozkruszyć na bardzo drobno. (W tym celu najlepiej włożyć je do woreczka do mrożenia i przy pomocy wałka rozkruszyć lub zrobić to blenderem). 90g masła (lub margaryny) roztopić. Rozkruszone ciasteczka połączyć z roztopionym masłem i wyłożyć do tortownicy. Wstawić na 30min. (lub dłużej) do lodówki. Rozgrzać piekarnik do 180°C. Przygotować masę serową. Wszystkie składniki dokładnie zmiksować. Nie trzeba miksować długo, tylko do połączenia składników. Zagotować dużą ilość wody. Masę wylać na spód. Tortownicę wstawić do większego, żaroodpornego naczynia. Ostrożnie nalać do niego wrzątek do połowy wysokości tortownicy. Piec 45min. Po tym czasie zmniejszyć temperaturę do 160°C i piec kolejne 30min. (Podczas pieczenia przykryłam sernik z góry folią aluminiową, aby pozostał biały). Po tym czasie sernik powinien być upieczony. (Sprawdzić środek dotykając delikatnie opuszkiem palca lub patyczkiem. Ciasto powinno być na środku ścięte). Sernik pozostawić na 1 godz. w piekarniku, przy lekko uchylonych drzwiczkach. Kolejno wyciągnąć i pozostawić we formie do całkowitego ostygnięcia. Następnie wstawić na noc do lodówki.

I na koniec, po smacznym posiłku, jeszcze „smaczniejsze” lektury.

Na pierwszy rzut pozycja Pana Richarda Paula Evansa, który oczarował wszystkich, także mnie - „Stokrotki w śniegu”:

„Podsumowując, muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak dobrej pozycji, która wywoływałaby w czytelnika tak skrajne emocje, począwszy od złości, po łzy. Bez cienia wątpliwości mogę powiedzieć, że jestem ciekawa pozostałych pozycji tego autora i z pewnością przeczytam je w 2012roku ;) Myślę, że ta dawka pozytywnej energii, zawarta na kartach „Stokrotek w śniegu” przyda się każdemu z Nas na ten Nowy, 2012 rok. I choć ostatni rozdział możesz, drogi Czytelniku, czytać ze łzami w oczach (tak było w moim przypadku), na pewno kiedy odłożysz pozycję, nie powiesz: „Żałuję, że przeczytałem tą książkę”...”

Kolejna, równie refleksyjna pozycja kolejnego świetnego autora - Williama Whartona - który oczarował mnie nietuzinkową publikacją „Wieści” traktującą nie tylko o świętach, ale także ludzkich problemach:

„Po przeczytaniu pozycji nie mogłam ochłonąć, gdyż autor naprawdę postarał się, Ukazał nam rodzinę, która utożsamiała każdego z nas i pokazał, że nawet w najpiękniejszy dzień roku, jakim są Święta Bożego Narodzenia, mogą trapić nas zmartwienia dnia codziennego.”

„Powieść, która przekazuje nam wiele wartościowych rzeczy, pisana jest prostym i lekkim językiem, dlatego książkę czyta się szybko i z uśmiechem na ustach. Wharton szczególnie ujął mnie podział rozdziałów ( z pewnością nie zdradzę wam co i jak – musicie zobaczyć to sami ;D ).”

w moim „krótkim” wywodzie nie mogę zapomnieć o Panu Khaledzie Hosseini, który wzbudził we mnie nie tylko zachwyt, ale również wycisnął łzy, kiedy czytałam „Chłopca z latawcem”. Sami zobaczcie:

„Mimo że na początku trudno mi się było w nią wciągnąć, potem nie mogłam się wręcz od niej oderwać. "Chłopiec z latawcem" to książka, przez którą człowiek gotowy jest zarwać noc byle tylko dowiedzieć się co dalej. Uwielbiam takie historie, trochę rzewne, trochę sentymentalne (ale czy można inaczej pisać o swoim kraju żyjąc z dala od niego?) takie zwyczajnie niezwyczajne, a przy okazji naprawdę dobrze napisane. Według mnie to przepiękna opowieść o winie i odkupieniu, o miłości do ojca, do ojczyzny. O przyjaźni. Smutna i dramatyczna. Ale i niosąca nadzieję. Po prostu niezwykła.”

„Największe wrażenie zrobił na mnie jednak psychologiczny obraz głównego bohatera, często nie podobało mi się jego postępowanie, głównie dlatego, że sam był świadomy, że robi źle, chciał lepiej, a jednak dokonywał takich a nie innych wyborów, które przyszło mu później odpokutować. Niespodziewany telefon wzywający do Peszawaru jest jak głos z przeszłości, od której nie można uciec. A przecież Amir zawsze wiedział, że kiedyś będzie musiał wrócić do kraju dzieciństwa, by odnaleźć jedyną rzecz, jakiej nie znalazł w swoim nowym świecie: nadzieję na odkupienie. Na zmazanie grzechu tchórzostwa i zdrady. Na wybaczenie samemu sobie.”

I na koniec – książka, którą zrecenzowałam jako jedną z pierwszych i choć moja opinia nie jest doskonale skonstruowana, uwielbiam ją czasami ponownie podczytywać ;) Zapraszam na fragmenty recenzji pozycji Sue Monk Kidd pt. „Sekretne życie pszczół ”:

„To ciepła, sentymentalna powieść - dla tych, którzy potrafią i lubią się wzruszyć (...)”

„Wszystkie rozdziały tej pasjonującej książki mają wspólny element - opatrzone są notkami o życiu i obyczajach pszczół.”

I tak nasza podróż dobiegła końca ;) Przyznam, że dawno nie odbyłam tak ciekawej wycieczki. Już nie mogę doczekać się kolejnej. (Wyjątkowo długo zeszło mi dodawanie tego posta - jestem tak spalona, że hej ;P)

czwartek, 17 czerwca 2010

[003] Sue Monk Kidd „ Sekretne życie pszczół ”

   Wyd. Albatros, 
Wrzesień 2004. 320 str 
Tytuł oryginalny: „The Secret life of Bees”.
Ocena : 10/10 Perełka

O czym:

Niezatartym wspomnieniem 14-letniej Lily mieszkającej z nieczułym, prymitywnym i brutalnym ojcem na brzoskwiniowej farmie w Karolinie Południowej jest dzień, kiedy zginęła jej matka. Lily miała wtedy 4 lata. Po matce pozostało tylko zdjęcie i obrazek Czarnej Madonny z nagryzmoloną nazwą miejscowości - Tiburon. Jedyną bliską jej osobą jest czarnoskóra niania, Rosaleen. Pewnego dnia obie wpadają w kłopoty i muszą uciekać z miasteczka. Trafiają do pszczelarni trzech kobiet. Tam zostają…
Co stanie się z Lily ? Czy dowie się prawdy o matce ?

Moje zdanie:

Jest to jedna z najlepszych książek jakie czytałam. Mimo tego, że podchodziłam do niej z pewnymi obawami, przeczytałam ją w niecałe cztery dni. To ciepła, sentymentalna powieść - dla tych, którzy potrafią i lubią się wzruszyć. Ta historia o dorastaniu, poszukiwaniu prawdy, o bólach i rozczarowaniach, o trudach życia i nadziei dodaje ludziom sił w codziennym życiu.  Wszystkie rozdziały tej pasjonującej książki mają wspólny element - opatrzone są notkami o życiu i obyczajach pszczół. Losy mądrze zarysowanych postaci i owadów łączą się w nieoczekiwany sposób. Całość zaopatrzona jest w wartościowe cytaty.

Ulubiony cytat:
„ - Ta maszyna segreguje miód - tłumaczyła dalej August.

- Oddziela dobry materiał od złego. Zawsze uważałam, że dobrze byłoby mieć takie wirówki do segregacji ludzi. Wrzucałoby się ich do środka i wirówka robiła to, co do niej należy. ”

„ Świat ofiarowuje nam czasami coś takiego: krótką przerwę, kiedy nad ringiem rozbrzmiewa gong i idziemy do narożnika, gdzie ktoś opatruje nasze poobijane życie. ”

„ Pszczoły mają swoje sekretne życie, o którym nic nie wiemy ”