Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura angielska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura angielska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 grudnia 2015

Victoria Twead "Nasz rok w Oriencie"


Wydawnictwo Pascal
Bielsko-Biała 2013, 384 s.
O tym, że lubię sposób, w jaki o życiu pisze Victoria Twead, wiadomo od dawna. Uwielbiam jej nieskomplikowany styl, który mimo swojej prostoty nie zbliża się w kierunku zbytniego kolokwializmu. Z uśmiechem na twarzy zaczytuję się w opisy krajobrazów, migawek miejsc, które razem z mężem miała okazję zobaczyć. I co najważniejsze  szalenie ciekawym jest poznawać razem z Victorią i Joem nieznane obyczaje, niezwykłych ludzi oraz doznawać szoku kulturowego, który dosięga nas, gdy pojawiamy się w nieznanej dotąd rzeczywistości.

Joe i Victoria pokochali Hiszpanię całym sercem. Wyjątkowi sąsiedzi, gromadka kur i niezwykłe przeżycia nie pozwalały im nudzić się w każdy dzień roku. A jednak  małżeństwo postanawia podjąć ryzyko, by poznać coś nowego, zupełnie przeciwstawnego do doświadczeń na gruncie europejskim. Spragnieni nowych wrażeń, Tweadowie przyjmują posady nauczycieli w prywatnej szkole angielskiej w... Bahrajnie. Ich kontrakt ma trwać jedynie (albo i aż) rok. Co spotka ich w obcym świecie?

Mieszkańcy arabskiego świata, którzy okażą się barwną mieszanką; uczniowie, którzy nie do końca będą tożsami z wyobrażeniem Vicy; a w końcu plan niepozwalający na normalne funkcjonowanie. To tylko wierzchołek góry lodowej, z którą bohaterowie zderzą się w pierwszym "podejściu" oswajania nieznanego. Oczami duszy widzieli się na wielbłądach, popijali arabską herbatę i kupowali pamiątki na malowniczych bazarach, ale... w starciu z rzeczywistością doznali ogromnego zaskoczenia. Czy uda im się dostrzec pozytywne aspekty decyzji o wyjeździe do Bahrajnu?

czwartek, 3 września 2015

Rowan Coleman "Słowa pamięci"

Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Warszawa 2015, 400 s.
Każdego ranka zaraz po otwarciu oczu powtarzam sobie, kim jestem, kim są moje dzieci i co mi dolega[1].

Spotkanie, wizyta u dentysty, wywiadówka. Miejsce, w którym leżą kluczyki od samochodu, karta kredytowa, dokumenty. Imię współpracownika, przyjaciółki, dziecka. Wszystko powoli ulatuje z pamięci. Nawet umiejętność prowadzenia auta, droga do domu i uczucie do mężczyzny, który jest Twoim mężem. Symptomy są niezauważalne, początkowo nieznaczne. Kiedy już znasz przyczynę, a choroba postępuje chcesz ustrzec wspomnienia przed zapomnieniem...

Claire nie jest staruszką, ani nawet starszą panią spędzającą popołudnia z przyjaciółkami. To kobieta w kwiecie wieku, która mimo upływu lat, wciąż wygląda młodo. Ma dorosłą córkę, niedawno na nowo odkryła uroki miłości i macierzyństwa. Kiedy wszystko wydaje się toczyć jak w bajce, zdiagnozowany zostaje u niej Alzheimer. Pozornie wszystko wygląda tak samo. Kobieta o płomiennie rudych włosach, matka dwóch córek, nauczycielka. Wszystko się zgadza. W środku jednak - osoba pełna wątpliwości, mimowolnego lęku, a jednocześnie świadoma tego, że choroba zabiera ją kawałeczek po kawałeczku. Najpierw sobie samej, mężowi, córce. Claire nie poddaje się. Chce walczyć, nie odbierać dziecku matki. Chce pamiętać, kochać, być. 

Szukając sposobu na zachowanie chwil tak ważnych dla niej i całej rodziny, główna bohaterka zaczyna tworzyć Księgę Pamięci, by pozostawić ją po sobie najbliższym. To, co pozostało w jej świadomości, stara się zachować - opisując mniej i bardziej ważne chwile z wymykającego się między palcami życia. Przed opasłym notesem oprawionym w czerwoną skórę zasiadają również inni domownicy pragnąc przypomnieć chorej tak odległe wspomnienia. Caitlin wspomina dzieciństwo, dorastanie, moment, gdy pojawił się Greg. Mąż pragnie przypomnieć Claire siłę ich uczucia. Niekiedy jednak słowa pozostają słowami, a kobieta nie czuje żadnych emocji, choć wie, że rani innych. 

niedziela, 20 października 2013

[131] Karen Wheeler „Samo szczęście”

Wyd. Pascal
Bielsko-Biała 2013, 352 str.
Ocena: 8/10 Bardzo dobra

Wydawać by się mogło, że wymarzone miejsce na ziemi i osoba, którą kochamy u boku może stanowić pełnie szczęścia. Jednak los czasami bywa przewrotny, a cios zostaje zadany w najmniej możliwym tego momencie. Szczęście Karen zostaje zachwiane. Jednak czy oznacza to koniec świata? Czy człowiek może podnieść się? Czuć, znów pokochać? Czy może najpierw warto by rozliczyć się z przeszłością?

Karen, będąca zarówno autorką jak i bohaterką powieści to była redaktorka działu mody "Mail on Sunday". Aktualnie współpracuje z czasopismami "Financial Tims How t Spend It" i "Daily Mail". Publikuje także na łamach "Evening Standard", "You" i "Sunday Times Style". Ponadto jej artykuły pojawiają się w wielu magazynach wydawanych poza Wielką Brytanią. „Samo szczęście” jest już trzecią książką Pani Wheeler opublikowaną w Polsce.

Francja, do której zawitała główna bohaterka i w której zadomowiła się na dłużej, była dla niej miejscem pełni szczęścia. Miała przy sobie ukochanych przyjaciół, z którymi zawsze mogła porozmawiać. Idealny układ w nowym świecie londyńskiej fashionistki uzupełniał mały, wiejski domek i latynoski kochanek. Dni ubarwia pachnący croissant o poranku i plotki dobiegające spod kawiarni. Jednak jej świat okazuje się nie tak piękny, jak wymarzony – Karen przyłapuje swojego narzeczonego na zdradzie. Wszystko, co zbudowała w Francji zaczyna upadać niczym domek z kart. Lecz życie przygotowało jeszcze niejedną niespodziankę...

Cała historia zaczyna się jak wiele zupełnie zwykłych obyczajówek, które mogą zachwycić jedynie na chwilę, nie zagrzewając stałego miejsca w pamięci czytelnika. Pani Wheeler odbiega od zwyczajowego 'zakątka na końcu świata' i 'płomiennej miłości'. Poddaje analizie duszę człowieka, duszę kobiety, która utraciła szczęście. Stworzona na bazie autobiograficznych przeżyć pisarki powieść to historia o walce kobiety porzuconej z samą sobą i powracającym uczuciem w rytm codziennie płynącego do przodu życia. Starania Karen, jej uporczywa walka o miłość zdają się wydawać momentami aż nierealnymi. Jednak bohaterka jest jak wiele kobiet, które uporczywie poszukują miłości, z którą często bywa tak, iż nadchodzi gdy człowiek przestaje jej wyglądać. Tworząc psychologiczny portret bohaterki, sprawia, że mogą utożsamiać się z nią osoby, które tak jak i ona doznały zawodu, i starały się walczyć. Choć może ta walka była bezskuteczna..

Całkiem jakby los doprowadził do spotkania dwóch zranionych dusz, żeby mogły sobie współczuć i pocieszać się nawzajem.”

Moją sympatię zyskał sobie Arnaud – sąsiad Karen, który swoim entuzjazmem i rezolutnością zjednywał sobie nie tylko wszystkich mieszkańców Villiers, ale i czytelnika. Myślę, że za jedną z jego zasług można by uznać pomoc w wyjściu Karen z życiowego dołka. Zaraz obok Travisa był dla niej przyjacielem. Było mi szczerze szkoda, że jego dalsze losy sprawiły, że stał się człowiekiem, o którym może łatwiej byłoby po prostu nie pamiętać. Ważną postacią była też Magda, która każdorazowo dodawała do życia bohaterki kolorytu i sprawiała, że jej zasięg wzroku nie był już zwężony do samej siebie i swojego cierpienia, ale mieścił rzeczy naprawdę istotne.

(...) być przydatnym innym, próbować ich podnieść, kiedy upadają przygnębieni – tak jak tylu ludzi próbowało ostatnio mi pomóc – to chyba najwyższy cel życia. Jedyna sprawa, która gwarantuje, że będzie się lepiej czuło z samym sobą na dłuższą metę.”

Pani Wheeler z Biffem [źródło]
Wiele radości sprawiło mi to, że na kartach powieści pojawiło się zwierzę. Był nim Biff – ukochany pupil Karen. Pies sprawiał, że nie tylko na twarzy poszczególnych postaci pojawiał się uśmiecha, ale także i na mojej. Żywiołowy pieszczoch wprowadzał na kolejno przewracane strony wiele radości i swą obecnością pozwalał zwrócić uwagę, że warto cieszyć się z najprostszych i najbardziej niepozornych rzeczy.

Przekonałam się, że kiedy jest źle, trzeba iść naprzód w nadziei, że szczęście czeka tuż za rogiem. I tak zamierzam zrobić: 'iść przed siebie.'”

Książka jest jakby pisana zupełnie niezgodnie z tytułem. Na kartach powieści pozornie nie odnajdujemy „Samego szczęścia”, o którym mowa już na okładce. Razem z bohaterką odkrywamy nie tylko mniej słodkie, ale i te gorzkie strony życia. Wspólnie wylewamy łzy, choć wokół panuje nieład. Można by też powiedzieć, że razem z bohaterką czytelnik może dojść do wielu ważnych wniosków, które sprawią, że nasza egzystencja zyska głębszych wartości.

Bóg dał ci życie i ono jest najcenniejsze. Nie wolno ci mówić, że chcesz je odrzucić, kiedy w tej chwili ktoś gdzieś o nie walczy (...)”

Główna bohaterka nie potrafi się tak po prostu odkochać. Mężczyzna, który zawsze był gdzieś obok, z którym dzieliła swoje dni, nagle miał stać się obcym? Odejść w niepamięć? Wydaje mi się, że każdej kobicie nie łatwo byłoby po prostu zapomnieć. Zawsze znajdą się rzeczy, które będą Nam przypominać o drugiej osobie – zdjęcie, miejsce, piosenka..

Delphie mówi coś, co mnie zdumiewa. - Kiedy poczujesz , że toniesz, wyciągnij rękę, a ja ja chwycę – Zupełnie jakby odczytała moje najczarniejsze myśli. - Nie pozwolę Ci utonąć Ka-renne. Ani ja, ani twoi przyjaciele.”

Jednak i złamane serce i smutek trzeba czasem uciszyć, zając ręce i myśli czymś innym. Nie warto się obwiniać, zastanawiać się co ta druga osoba myśli, co robi, czy pamięta, że zależy jej na niej. Nie warto też próbować jej pokazać, że żyjemy już obok kogoś innego, zwłaszcza, gdy prawda jest zupełnie inna. Mimo to kobieta nie raz nie dwa zachowuje się właśnie tak, jak nie powinna. Myśli, kalkuluje, zastanawia się, jednym słowem „kombinuje”. A może warto by było spróbować zamiast tego poświecić czas przyjaciołom czy zawalczyć o swoje marzenia?

Tak jak wspominałam - momentami pozycja Pani Wheeler mogłoby się wydawać od tak – zwykłą gawędą o ludzkim życiu, o czymś, co może się przytrafić wielu kobietom. Jednak książka nie okazuje się taką banalną, jak można by się spodziewać po przeczytaniu ponad stu stron. Przewidywalność początkowych rozdziałów mydli oczy czytelnika, który zupełnie nie spodziewa się dalszego rozwoju akcji. Ten niespodziewany można by rzec nawet zwrot akcji sprawia, że perypetie bohaterów zostają postawione w innym świetle.

Często ludzie czegoś żałują, bo zakładają, że gdyby postąpili inaczej, skutek byłby lepszy, milszy dla nich. A prawda jest taka, że mogłoby być znacznie gorzej.”

Podsumowując, muszę powiedzieć, że publikacja Pani Wheeler choć mogłaby się nie wydawać literaturą niskich lotów, jest książką niezwykle ważną. Co mam na myśli? Mianowicie poprzez historię pisarki zdajemy sobie sprawę, że każdy rozdział w naszym życiu prędzej, czy później zostanie zamknięty. A osoby, które kochaliśmy czy kochamy, dobrze będą wiedzieć, że zależy Nam na nich, chociaż nie zdobyliśmy się na przeprosiny tego drugiego człowieka, mimo że w głębi duszy zależało Nam na nich. A potencjalnym czytelnikom „Samego szczęścia” mogę dodać tylko jedno ze zdań, które zapisano na okładce powieści: „Będziecie się śmiać, potem płakać, a potem powiecie 'Ach!'”

Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Pascal, za co serdecznie dziękuję ;)

poniedziałek, 8 lipca 2013

[126] Nicola Doherty „Tylko się nie zakochaj”

Wyd. Pascal
Bielsko-Biała 2013, 384 str.
Ocena: 7/10 Dobra

Słońce, plaża, wiatr przyjemnie rozdmuchujący włosy - wydawać by się mogło, że w nadmorskiej willi na Sycylii do szczęścia jest Nam jedynie potrzebny orzeźwiający napój w dłoni i jak to mówią: „Żyć, nie umierać”. Jednak dla Alice nie to się liczy. Wbrew pozorom przyjechała tu do pracy i nie powinna ani myśleć o własnych przyjemnościach, chociaż przebywanie obok Luthera Carsona już wywołuje uśmiech na jej twarzy. W końcu nie codziennie spotyka się swojego idola. Jednak Alice powinna oddać się właściwemu wykonaniu zadania. Czy uda jej się rozgryźć gwiazdora, zadowolić Olivię, mimo licznych wpadek i irytującego managera Sama?

Zastanawialiście się co zrobilibyście, gdybyście spotkali swojego ulubionego aktora? Alice też nie. Dotąd Luthera mogła podziwiać jedynie zza ekranu telewizora lub na plakacie powieszonym w biurze. Wydawnictwo, w którym pracuje powierza jej niezwykle odpowiedzialną misję – ma dokończyć autobiografię nie z kim innym, jak właśnie z Carsonem. Choć rzucają ją na głęboką wodę, ma nadzieję, że uda jej się skłonić mężczyznę do wyznania najskrytszych tajemnic, zapewniając jednocześnie wydawnictwu wielki sukces. Ale włoska, słoneczna wyspa wiąże się z wieloma atrakcjami, którym aktor nie opiera się. Prócz niego Alice ma na głowie irytującego managera Sama i smukłą i zadumaną w sobie Annabel. Dziewczyna będzie musiała znaleźć sposób, by przechytrzyć obu Panów, wytrzymać z Annabel i zrealizować swój plan.

Pani Nicola, jak pisze na swoim blogu, zaczęła prace nad swoją debiutancką powieścią w 2009, inspirując się na własnych doświadczeniach nabytych podczas pracy w Hodder & Stoughton, gdzie z czasem stała się redaktorem działu non-fiction i pomagał przy autobiografiach m.in Grahama Nortona, Billie'a Pipera i Russella Branda. Inspiracją dla autorki był także krajobraz Sycylii, którą nie raz mogła oglądać, przebywając szwagierki, która miała tam rodzinę. Praca przyniosła oczekiwane skutki, a pozycja ukazała się nie tylko na brytyjskim rynku wydawniczym. Pani Doherty jest obecnie w trakcie prac na drugą publikacją, która ujrzy światło dzienne w 2013 roku w Wielkiej Brytanii.

Od samego początku, kiedy tylko chwyciłam za książkę, lekki styl autorki sprawiał, że od dawien dawna czytałam powieść z uśmiechem na ustach, niecierpliwie wertując kolejne strony. Podobno początek jest zapowiedzią tego, co znajdziemy dalej – w tym przypadku wręcz nie mogłam się doczekać dalszego ciągu, przez co pozostawało mi co raz mniej stron do przeczytania. I nie wiedzieć jak, dotarłam do ostatniej strony w ciągu bodajże trzech dni ze smutną miną, bo był to już koniec tej historii o wartkiej akcji ;)

Lekkość to jedno, ale ważna jest przede wszystkim treść i sam pomysł, który wydał mi się ciekawy. Szczególnie dlatego zwrócił moją uwagę, że interesowało mnie to, jak wygląda praca w wydawnictwie. Bardzo spodobały mi się więc opisy wprost z biura. Jeszcze ciekawsze były te „z terenu”. Dzięki prozie Pani Nicoli mogłam co nieco dowiedzieć się jak to wszystko wygląda i jak to mówią „czym się je”. Świetną sprawą było też to, że wywiady nie znajdowały się na jednej czy dwóch stronach, a poświecono im więcej stron. To sprawiło, że dostrzegłam kilka trafnych pytań, które pomagają, że tak powiem „ciągnąć rozmowę”. Co do przepisywania konwersacji – z pewnością to ciężka, ale i efektywna praca.

(...) najważniejsze to nigdy nie odzywać się, żeby wypełnić ciszę w trakcie wywiadu. Jeśli możesz, przeczekaj to, a wtedy on coś powie. I prawdopodobnie będzie to coś ważnego.”

Za pośrednictwem książki Pani Doherty mogłam także zobaczyć, co czyją gwiazdy na co dzień przechadzające się po czerwonym dywanie, a jednak – normalni ludzie, tacy jak my, bo przecież też kochają, czują, a nawet doznają zawodów. Każde kolejne zdanie sprawiało, że co raz bardziej myślałam, iż nie jest aż tak różowo, jak mogłoby się nam wydawać, po tamtej stronie. A początkowe zainteresowanie naszą osobą, choć sprawia przyjemność, z czasem może stać się uciążliwe.
Pani Nicola (źródło)

Fajnie jest dać komuś autograf, bo to trochę tak, jakbyś podarował mu coś wyjątkowego. Ale kiedy fani tylko robią ci zdjęcie komórką i nawet się do ciebie nie odezwą, czuję się, jakbym był małpą w zoo.”

Tak jak i Alice – Sam wydawał mi się od samego początku nieco zgryźliwym, ale mimo wszystko przystojnym mężczyzną. Jego uszczypliwy charakter nie raz, nie dwa denerwował nie tylko główną bohaterkę, jak i mnie. Wydawało się, że już nic nie odmieni tej postaci, a jednak... Sam, którego poznajemy na dalszych kartach powieści okazuje się niezwykle uczuciowym, ale i delikatnym facetem. Gdy Alice ma możliwość poznania go bliżej, wydawać by się mogło, jakby opadła przed nim kurtyna twardych zasad i w niepamięć odeszła odpowiedzialność, jaka każdego dnia nad nim ciążyła. Od razu, nawet w oczach czytelników staje się bardziej atrakcyjny, a w głowie obraz naburmuszonego Sama zamienia się na wizję uśmiechniętego człowieka, od którego wręcz biją pozytywne wibracje.

Patrzy na mnie w taki sposób, jakiego od dawna, a może nigdy, nie widziałam. To mina człowieka, okej, mężczyzny, który jest naprawdę zainteresowany rozmową i chce usłyszeć, co zaraz powiem. I wydaje mi się, że to nie dlatego, że rozmawiamy o nim.”

Pani Nicola daje także czytelnikowi lekcję o tym, czym jest prawdziwe uczucie. Nie chodzi przecież o to, by czuć tylko i wyłącznie przyciąganie do drugiej osoby, wzdychać do jego pięknego uśmiechu czy brązowych oczu. Chodzi o to by czuć, że jest ktoś, kto nas wysłucha niezależnie od sytuacji, że oboje będziemy mogli być nie tylko słuchaczami, ale i rozmówcami.

Kiedy facet pokazuje, że jest tobą zainteresowany, uciekasz gdzie pieprz rośnie. Jakbyś uważała, że na niego nie zasługujesz.”

Jednak bywają takie momenty, że trudno uwierzyć Nam, że ON zainteresował się nami. Robimy sobie wtedy wymówki w postaci: „On mnie tylko lubi” - tak też zachowywała się główna bohaterka. W końcu była to typowa zakompleksiona kobieta, która może nie ma tali osy jak spotykane na co dzień aktorki ze smukłymi nogami do samego nieba i nieskazitelną cerą. Wydaje Nam się, że TEN facet to nie nasza liga, że każdy miły gest skierowany w naszym kierunku poprzedza pożądliwe spojrzenie na inna. I jak tu pokonać własne wrażenia? Chyba trzeba trafić na kogoś takiego jak Poppy – przyjaciółka Alice. Bo ktoś, kto zna Nas na wylot, czasami może mieć rację, patrząc na wszystko z dystansem.

Nie jestem w stanie znieść myśli, że być może podobałam się Samowi i to schrzaniłam. Ale nie wydaje mi się, żeby mnie lubił – a przynajmniej nie tak bardzo.”

Podsumowując, muszę powiedzieć, że „Tylko się nie zakochaj”, będące pozornie jednym z tysiąca romansów, zawiera coś więcej niż te kilkadziesiąt pozostałych na półce książek. Wśród zdań okraszonych humorem można znaleźć nie tylko uczucie, ale i słowa, które mogą być wskazówką. I za to właśnie można uważać pozycję Pani Nicoli wyróżniającą się ze swojego gatunku. Polecam więc każdemu, kto nie do końca ma w sobie odwagę, bo przecież z jednej maleńkiej kropelki rodzi się cały woda, która sprawia, że na twarzy wędrowca, pojawia się uśmiech.

Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Pascal, za co serdecznie dziękuję ;)

piątek, 31 sierpnia 2012

[100] Victoria Twead „Andaluzja, Olé”

Wyd. Pascal,
Bielsko-Biała 2012, 416 str.
Ocena: 10/10 Niecodzienna

Codzienne życie wydaje się dla wielu ludzi takie nudne i zupełnie mało ważne, że aż czasem trudno twierdzić,iż może być ono jednak niezwykłe. Rano budzimy się, jemy śniadanie, obiad itd. w międzyczasie wykonując rozmaite domowe obowiązki jak zaprawianie ogórków czy robienie porządków w salonie. Więc dlaczego śmiem uważać taką codzienność niezwykłą,a pozycję Pani Twead jedną z najbardziej klimatycznych książek, jakie czytałam?

Victoria Twead, która urodziła się i wychowała w Dorset w Wielkiej Brytanii, od ponad siedmiu lat mieszka w maleńkiej górskiej wiosce położonej w południowej Hiszpanii. Stało się to za sprawą szybkiej decyzji i chęci spełnienia najskrytszych marzeń. Panią Twead fascynuje wszystko co hiszpańskie: kultura, kuchnia, zwyczaje. Swoimi lekturami zaraża czytelników tym zachwytem i sprawia, że wiele osób z chęcią sami zajrzeliby do któregoś z tych maleńkich hiszpańskich „końców świata”. Jest autorką nie tylko książek kulinarnych, ale również publicystką w przewodniku ExpatFocus.com, dla którego relacjonuje życie Angielki mieszkającej w Hiszpanii.

Mija ponad pięć lat od przeprowadzki Joego i Victorii do słonecznej Andaluzji. Jednak wkrótce ich życie ma ulec kolejnym zmianą. Jedna z nich jest związana z przyjazdem pod sąsiedni dom furgonetki z napisem „Ufarte. Ryby”, z której to zamiast świeżych ryb wyłania się typowo hiszpańska rodzina. Spokój l Hoyo, a tym bardziej głównej bohaterki i autorki książki zostaje zagrożony. Jacy będą nowi sąsiedzi i co zafundują kolejne dni życia w hiszpańskiej wiosce? Oraz: Jakie zmiany mogą jeszcze czekać małżeństwo?

Kiedy czyta się drugą część jakiejkolwiek powieści, zawsze ma się obawy, że nie dorówna ona poprzedniczce. Przyznam, że po niewątpliwym oczarowaniu jakie zafundowała mi Pani Victoria w pierwszej części, miałam niewielkie obawy, czy znajdę coś nowego, które również będzie miało to „coś”, w kolejnej powieści angielskiej pisarki. Bo przecież: Co jeszcze może dziać się w maleńkiej hiszpańskiej wiosce? O czym autorka mogła jeszcze nie opowiedzieć? Takie i inne pytania mnożyły się w mojej głowie, jednak po lekturze stwierdzam, że zupełnie niepotrzebnie.

Cieszę się, że po raz kolejny, w codziennych czynnościach, mogła mi towarzyszyć ta niezwykła powieść, która pokazuje uroki hiszpańskiego miasteczka i niesamowitą atmosferę hiszpańskich rodzin. Wielką radość sprawiło mi to, że mogłam wrócić do małej wioski wewnątrz jednego z najpiękniejszych europejskich krajów, jednocześnie nie zaznając nudy, gdyż Pani Victoria pokazała zupełnie inne oblicza życia mieszkańców i ich problemów. Po raz kolejny zwykłe życie i problemy, jakie mogą dotknąć każdego, w połączeniu z magią Hiszpanii wciągnęły mnie na tyle, że już nie mogę się doczekać kolejnej części. A mam nadzieję, że takowa się ukaże.

Tamtego dnia usiedliśmy z Joem na tarasie z drinkiem w dłoni. Wieczory w El Hoyo są piękne. Kiedy zachodzi słońce, maluje niebo na wszystkie pastelowe odcienie różu, a morze w oddali iskrzy się różowymi światełkami Różowe światło omywa zbocza gór , tajemniczo podkreślając wgłębienia i kontury. Nad głowami krążą eskadry jaskółek polujących na owady.”

W powieści „Andaluzja, Olé” nie zabrakło niczego, co odnalazłam w pierwszej części. Historia, po raz kolejny obfituje ogromną dawką humoru, niesamowitych wrażeń po przeczytaniu opisów andaluzyjskiego krajobrazu, a także swoistą swobodą. Oczywiście i w tej części nie obyło się bez przepisów, wśród których znalazłam swojego faworyta – recepta na gorącą czekoladę po kastylijsku. Co ciekawa – Pani Victoria dodała również kilka nowych „smaczków” w postaci opisu typowo hiszpańskich zwyczajów świątecznych, ciekawostek na miarę światową i grama, albo raczej kilograma tajemniczości. To ostatnie szczególnie przypadło mi do gustu, gdyż sama głowiłam się o co może tak na prawdę chodzić.

Zanim zdążyliśmy dotrzeć do rynku, już mogłyśmy usłyszeć odgłosy rozgrywanego tam meczu piłki nożnej. Joe zawsze twierdził, że futbol jest uniwersalnym językiem znoszącym wszelkie bariery międzynarodowe i międzypokoleniowe. Miałyśmy tego najlepszy dowód.”

Nie posiadałam się z radości, kiedy w pozycji odkryłam fragmenty dotyczące Mundialu 2010, który Hiszpania wygrała. Kolejne linijki tekstu czytałam z wypiekami na twarzy, przypominając sobie ich tegoroczne popisy na Euro 2012. Strasznie spodobało mi się to, jak bardzo Pani Victoria oddała atmosferę, która towarzyszyła tamtejszym kibicom podczas rozgrywek ukochanej drużyny. Muszę przyznać, że wszystko wypadło znakomicie, a nawet przyznaję, że dzięki Pani Twead zrozumiałam, że na całym świecie kibice z takim samym zaangażowaniem oglądają poczynania swoich zawodników.

Hiszpanię i El Hoyo ogarnęła mundialowa gorączka. Nikt o niczym innym nie rozmawiał, nawet Carmen-Bethina przyznała, że modli się w kościele o zwycięstwo dla Hiszpanii!”

Szczególnie spodobał mi się rozdział, w którym autorka opisywała jak to jest zobaczyć swoją własną książkę, a co dopiero – trzymać ją rękach. Przyznam, że ten opis nie tylko ciekawi, ale może i wzruszać wrażliwszych czytelników, gdyż jest to według mnie wisienką na torcie, którym jest niewątpliwie sukces napisania, a przede wszystkim wydania własnej powieści.

Dotąd nie widziałam swojej książki, a tym bardziej nie miałam jej w ręce – to Ginowe Bliźniaczki przywiozły mi pierwszy egzemplarz. Nie mogłam powstrzymać się od wąchania jej i macania, przerzucania stron, głaskania okładki.”

Bardzo polubiłam nowych bohaterów, którzy odsłonie szturmem wkroczyli na karty lektury. Mimo że jeden z synów małżeństwa Ufarte grał w piłkę nożną, bardziej polubiłam bliźniaczki, które często towarzyszyły podczas dnia Joemu i Victorii, ana dodatek zawsze nosiły identyczne stroje, które zazwyczaj szyła im je Babcia Ufarte. W tej publikacji znalazł się też bohater, który działał mi na nerwy równie mocno, jak Joemu – piesek Fifi, będący mały złośliwym stworzeniem, które chętnie „uczepia się” ludzkich kostek (skąd ja to znam? ;D).

Podsumowując, muszę przyznać, że dawno żadna pozycja nie napełniła mnie tak ogromną dawką pozytywnej energii, która przyda się z pewnością nie tylko w indywidualnych planach i celach, ale również podczas nadchodzących dni nowego roku szkolnego. Pani Victoria narobiła mi również apatytu na to, by wybrać się w przyszłości do Hiszpanii i samemu zasmakować choć przez jakiś czas tej tradycji, kultury i atmosfery, jaką tworzą hiszpańskie rodziny.

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Pascal.

------------------

Żródło
Z okazji DNIA BLOGA, który obchodzimy właśnie dzisiaj 31 sierpnia, chciałabym życzyć każdemu Blogerowi bez wyjątków przede wszystkim wytrwałości w prowadzeniu, doglądaniu i upiększaniu swojego małego miejsca ma świecie; osób, dzięki którym będziecie mogli poczuć, że to co robicie jest ważne nie tylko dla was, ale również przynosi przyjemności innym; radości z każdego komentarza, który będzie nie tylko naprawdę coś znaczył, ale być może nawet wzbudzi dyskusję oraz wszystkiego, co sobie wymarzycie, wyśnicie i zapragniecie by się spełniło ;)

niedziela, 8 lipca 2012

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA #1

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA to Cotygodniowy cykl na blogu u Meme, podczas którego będziecie mogli poznać kolejne kraje nie tylko od strony zabytków czy sławnych postaci, ale przede wszystkim LITERATURY. Będziecie mogli nie tylko przeczytać moje spostrzeżenia na temat wybranych dzieł, ale również liczę, że uda się podyskutować o Waszych przygodach literackich „w danym państwie” ;)

Przed rozpoczęciem wakacji obiecałam wakacyjnego zastępcę cyklu „Cudze chwalicie, swego nie znacie...”. I tak zrodził się całkiem nowy pomysł – Literackie podróże, podczas których, jak to w lecie przystało, będziemy podróżować. Podróżować pomarańczowym samochodzikiem poprzez poszczególne kraje, wioząc ze sobą bagaż książek (także na dachu, jak widać ;D), zebranych na poszczególnych etapach wycieczki. Kiedy paliwo już w baku (moje chęci), a morze pozycji i niesamowite zakątki świata czekają na odkrycie – RUSZAJMY ;D

W pierwszej odsłonie cyklu postanowiłam wybrać się w dość daleką wycieczkę – do Anglii. Dlaczego wybrałam to miejsce? Zaraz zobaczycie ;)

Z czym kojarzy Wam się Anglia? Mi przede wszystkim z popołudniową herbatką i monarchią. A i jeszcze z niezwykle deszczową pogodą. Po chwili namysłu przychodzą mi na myśl liczne zabytki i maleńkie miasteczka kuszące swymi urokliwymi krajobrazami, ale również pełnią społeczeństwa – każdy każdego zna. Piłka nożna (i jej gwiazdy), Rugby czy Polo również stały się wyrazistą wizytówką tego państwa. Nie mniejszy prestiż tej krainy ukazuje wręcz batalia niesamowitych twórców literatury angielskiej: od Szekspira, Dickensa i Frances Hodgson Burnett po Lewisa i Joanne Kathleen Rowling. Dalej widzę oczami swej wyobraźni niesamowity Londyn, który ma dwojakie znaczenie. Po pierwsze jest niezwykłą mieszanką kulturową – kiedy moja kuzynka mieszkała w Anglii, opowiadała, że spotkać można tam niemal każdego: od Chińczyka po Amerykanina – sama też chodziła do klasy z Afroamerykanką ;) Z drugiej strony Londyn jest chyba jednym z najbardziej urokliwych, mimo swojej wielkości i masy ludzi, jaka w nim miesza, miast na całym świecie. Wbrew pozorom, co jest przypisywane dużym metropoliom – Londynu nie kojarzymy z centrami handlowymi czy czy wieżowcami, w których rozgrywają się sprawy biznesowe ogromnej wagi, jak to bywa w przypadku Nowego Jorku (kolejnej ogromnej aglomeracji) lecz z zabytkami (Przepiękny, utrzymany w stylu wiktoriańskiego gotyku Parlament, Katedra Westminsterska, Buckingham Pałac, zwodzony most Tower Bridge, Trafalgar Square).
Kraj ten jest stosunkowo niewielki, ale największy ze wszystkich czterech wchodzących w skład Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Anglia dzieli się na hrabstwa: London, South East, South West, West Midlands, North West, North East, Yorkshire i Humber, East Midlands i East of England. Co jest na prawdę ogromnym osiągnięciem Anglików: współcześni mieszkańcy, mimo dwukrotnej zmiany granic od czasów wojennych, są nadal dumni ze swojej przeszłości.

Anglia to również niesamowite i jedyne na całym świecie potrawy. Jakie? Zobaczcie sami! - wybrałam smakołyki, które często jadali bohaterowie angielskiej literatury.

Mocno cytrynowe, mięsiste, dość wilgotne. Ze słodką polewą cytrynową. Mało skomplikowane.



Składniki:
• 150 g miękkiego masła
• 200 g brązowego cukru (najlepiej drobnego)
• 3 jajka + 1 żółtko
• 4 cytryny, skórka i sok
• 2 łyżki maku
• 300 g mąki
• 2 łyżeczki proszku do pieczenia
• 1 łyżeczka sody oczyszczonej
• szczypta soli

Polewa:

• 1 łyżka drobnego cukru
• 1/2 cytryny, wyciśniętej
• 1 łyżka "lemon curd" *
• 1 łyżka brązowego cukru


Wykonanie:
  • Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Okrągłą formę o średnicy 20 cm wyłożyć papierem do pieczenia.
  • Mikserem utrzeć miękkie masło z cukrem na puszysty krem (około 8 minut).
  • W drugiej misce lekko ubić jajka i żółtko. Wlewać je małymi porcjami do utartego masła, ciągle miksując.
  • Dodać skórkę i sok z cytryny oraz mak. Delikatnie wymieszać z mąką, proszkiem do pieczenia i sodą.
  • Ciasto wlać do przygotowanej formy i piec przez około 60 minut lub nieco dłużej, aż patyczek wetknięty w środek będzie suchy. Piec aż ciasto będzie lekko brązowe.
  • Polewa: Wymieszać cukier z sokiem z cytryny. Polać po cieście. Rozsmarować "lemon curd" i posypać cukrem.
Składniki, 10 sztuk:
• 250 g mąki
• 1 łyżka proszku do pieczenia
• 30 g masła, schłodzonego i pokrojonego
• 185 ml mleka

Nadzienie:• 40 g sera koziego w ruloniku, pokrojonego na kawałeczki
• 40 g tartego Parmezanu
• 40 g tartego sera żółtego
• 2 łyżki posiekanej natki pietruszki
• 1 łyżeczka świeżych listków tymianku

Przygotowanie:
  • Piekarnik nagrzać do 220 stopni. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Mąkę przesiać do miski wraz z proszkiem do pieczenia i solą. Dodać masło i palcami rozcierać je z mąką, aż powstanie kruszonka przypominająca okruchy chleba. Dodać mleko i za pomocą noża kroić i mieszać ciasto łącząc składniki.
  • Wyłożyć ciasto na posypaną mąką stolnicę i obsypanym w mące wałkiem rozwałkować ciasto na prostokąt o wymiarach 20 x 25 cm. Posypać serem kozim, następnie Parmezanem i serem żółtym, a na koniec natką pietruszki i tymiankiem.
  • Zaczynając od dłuższego boku zwinąć ciasto w rulonik. Pokroić na 2 cm kawałki i ułożyć je na przygotowanej blasze w 2 cm odstępach. Piec przez 12 minut lub do czasu aż będą złociste i w środku upieczone. Wyłożyć na metalową siatkę i podawać gorące lub ciepłe.

Jeszcze ciepłe, przekrojone na połówki smarować masłem, dżemem truskawkowym oraz gęstą śmietaną lub jogurtem.
Na śniadanie z kawą, po południu z herbatą.

Składniki na około 8 szt bułeczek:
  • 250 g mąki
  • 4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 50 g miałkiego cukru (do wypieków)
  • 50 g masła, posiekanego w kostkę
  • 1 duże jajko
  • około 100 ml mleka
  • 50 g rodzynek
Wykonanie:
  • Piekarnik nagrzewam do 220 stopni.
  • Mąkę przesiewam dwa razy na stolnicę, dodaję masło, proszek do pieczenia, sól i cukier. Rozcieram składniki palcami.
  • Jajko ubijam i dodaję tyle mleka, aby otrzymać 140 ml płynnej mieszanki.
  • Dodaję około 2/3 jej ilości do sypkich składników ciasta na stolnicy, pozostawiając resztę do posmarowania bułeczek po wierzchu. Dodaję rodzynki i szybko zagniatam jednolite ciasto. W razie potrzeby dodaję trochę mikstury z jajka i mleka lub podsypuję dodatkową mąką.
  • Na stolnicy podsypanej mąką rozwałkowuję ciasto na wysokość 1,5 cm. Metalową foremką lub ostrą szklanką wycinam pojedyncze ciastka. Układam na wyłożonej papierem do pieczenia blasze. Smaruję resztą ubitego jajka. Piekę przez 10-12 minut na złoty kolor. Podaję ciepłe, z masłem, dżemem i śmietaną.

Choć nie dane mi było czytać podobno genialnej serii o Harrym Potterze, sądzę że istnieje masa, równie wielkich twórców literatury angielskiej, a ich pozycje czyta się z zapartym tchem. Po przeczytaniu kilkunastu pozycji literatury angielskiej odnalazłam naprawdę niezwykłe znakomitości. O jakich książkach mowa?

Pierwsza do tablicy zostaje wywołana Frances Hodgson Burnett i jej niesamowita powieść „Tajemniczyogród”. Co w tym czytadle zachwyca? Dlaczego uważam tę pisarkę za mistrzynię swego fachu? - poniżej możecie przeczytać fragmenty mojej opinii sprzed prawie dwóch lat.

„ (…) Ale przychodzi mi na myśl jeszcze jedno pytanie : Czy "Tajemniczy ogród" jest dzisiaj tajemniczy? Czy istnieje współcześnie dziecko albo dorosły, którzy jeszcze nie znają tej książki? Frances Hodgson Burnett stworzyła powieść, która weszła już na stałe do klasyki literatury dziecięcej i której po prostu nie wypada nie znać. Autorka wyczarowała historię zbliżoną do baśni (...)”

„"Tajemniczy ogród" jest piękną opowieścią o tym, jak wielki wpływ na nas mają ludzie, którzy są blisko nas i jak wiele może się zmienić w życiu, jeśli tylko uwierzymy, że to możliwe. Tak jak ogród potrzebuje pielęgnacji, żeby pokazać swoje piękno, tak człowiek potrzebuje ciepła, uczucia i wsparcia, żeby rozkwitnąć szczęściem (...)”

Druga mistrzyni to raczej „cicha bohaterka” - jej powieść jest mniej znana od „Tajemniczego ogrodu” i dotyczy zupełnie innej tematyki, ale jest napisana równie genialnym piórem, jak książka Burnett. Mowa tu oczywiście o Zinie Rohan i „Córce oficera”. Tym razem pozycja dotyczy czasów wojennych, a do napisania tego typu pozycji jest potrzebna zimna krew, by idealnie ukazać emocje bohaterów i odzwierciedlić tło historyczne. Oto jak spisała się autorka według mnie:

„ (…) Porywająca opowieść o wojnie, miłości i wierności własnym ideałom, napisana z prawdziwie epickim rozmachem. Życie daje tej młodej kobiecie trudną lekcję pokory i uświadamia, że pochopne decyzje mogą w dramatyczny sposób wpłynąć nie tylko na nas, ale i na tych, których kochamy. Książka, ta wywarła na mnie ogromne wrażenie. Od samego początku strasznie mnie wciągnęła i nie mogłam się opanować pochłaniając coraz to więcej rozdziałów.”

„Dla mnie to piękna historia dziewczyny, która podczas zawieruchy historycznej sama stara się uporać ze sobą, swymi uczuciami, życiem i wszystkimi trudnościami, która wiele nie rozumie a charakter jej sprawia, że nie jest jej łatwiej. Tak, o miłości jest powieść. O miłości, która poświęciła się, by nie zranić kochanej osoby. Ale nie tylko. To także powieść o trwaniu, o wierze w lepsze jutro, o solidarności, i o walce z przeciwnościami. O rozłące i samotności, i o mierzeniu się z kolejnymi stratami bliskich. Powieść o trudnych wyborach, o tym, jak skomplikować życie może jedna błędna decyzja, jeden pochopnie wyciągnięty wniosek i urażona duma. „ Córkę oficera” mogę więc śmiało zaliczyć do właśnie do takich dobrych, porządnie napisanych książek o lekcjach, które nieustannie daje nam życie (...)”

Nawet pośród „najstarszych” opinii, które miałam możliwość napisać, odnajdujemy kolejnego artystę. Sądzę, że jego saga fantasty mogłaby równać się z cyklem Joanne Kathleen Rowling. Zapewne ciekawi licznych fanów HP, kto może być lepszy – zapraszam do lektury fragmentów, jak i całości wypowiedzi na temat pierwszej części sagi Philipa Pullmana ;)

„ (…) Wartka akcja, ciekawi bohaterowie i przede wszystkim niesamowity świat, w którym żyją, z całą jego symboliką sprawiają, że trudno odłożyć książkę choć na chwilę. Lyra wyrusza na niebezpieczna wyprawę do mrocznych pustkowi Północy, by uratować swojego najlepszego przyjaciela Rogera. Po drodze napotka przerażające, opancerzone niedźwiedzie polarne, długowieczne czarownice i wiele innych zagadek. Spodobało mi się też, że w historii brali udział ludzie różnych grup społecznych- Cyganie, Uczeni oraz Czarownice.”

I na koniec, choć nie należy odczytywać w tym mniejszej wielkości talentu autora, C. S. Lewis – człowiek, który niesamowicie potrafi grać ludzkimi emocjami (fragment recenzji „Smutku”):

„ Z pewnością mogę stwierdzić, iż z taką lekturą się jeszcze nie spotkałam. Porusza ona nie tylko kwestie smutku, jaki czujemy po stracie bliskiej osoby, ale również cierpienia. To również nieodłączne uczucie człowieczeństwa. Choć według Wikipedii to tylko negatywny stan psychiczny, bądź fizyczny i emocjonalny doświadczany często jako ból czy nieprzyjemne doznanie ciała, każdy z nas przeżywa swoje „katusze” w inny sposób. Jeden zapija smutki w alkoholu, drugi próbuje to wszystko sobie jakoś racjonalnie wyjaśnić, a jeszcze inny roztkliwia się nad swoi losem (…)

Zapraszam też do zapoznania się z pozostałymi opiniami lektur angielskich autorów.

Dzisiejsza podróż, nie tylko literacka, ale również kulinarno-kulturowa dobiega końca. Mam nadzieję, że osoby, które wsiadły do pomarańczowego samochodu, wysiadły nie tylko pełne wrażeń, ale również obładowane rozmaitymi pozycjami ;D

Powyższe zdjęcia pochodzą STĄD: 1 |2 |3 |4 |5 |6 |7 |8 |9 |10
Przepisy są podlinkowane do strony pochodzenia.