Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eric-Emmanuel Schmitt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eric-Emmanuel Schmitt. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 lipca 2012

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA #2


LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA to Cotygodniowy cykl na blogu u Meme, podczas którego będziecie mogli poznać kolejne kraje nie tylko od strony zabytków czy sławnych postaci, ale przede wszystkim LITERATURY. Będziecie mogli nie tylko przeczytać moje spostrzeżenia na temat wybranych dzieł, ale również liczę, że uda się podyskutować o Waszych przygodach literackich „w danym państwie” ;)

Przychodzi czas na pierwszy cykl pod moją nieobecność. Choć ja wybieram się dziś do Niemiec, Was postanowiłam zabrać w inne, ale równie urokliwe (nie tylko pod względem literatury) miejsce. O jakim kraju mowa?

Dziś wyruszyliśmy w nieco bliższą podróż niż ostatnio – mianowicie do Francji. Wielu z Was ten kraj kojarzy się zapewne z Wieżą Eiffla i beretami z antenką, w które odziani są francuscy malarze – eh, te stereotypy. A może warto zakłębić się, bo ten kraj jest zgoła inny?


Francja, a właściwie Republika Francuska to kraj o powierzchni ponad 675 tys. km2. Jest drugim co do wielkości krajem w Europie. Państwo tworzą część metropolitarna, leżąca w Europie Zachodniej oraz terytoria zamorskie na innych kontynentach. „Francja jest Republiką niepodzielną, świecką, demokratyczną i społeczną. To zapewnia równość wszystkich obywateli wobec prawa, bez względu na pochodzenie, rasę czy religię. Szanuje wszystkie przekonania religijne. Główną jednostką administracyjną we Francji są regiony. Jest ich 22: Akwitania, Alzacja, Bretania, Burgundia, Centralny, Franche-Comté, Île-de-France, Korsyka, Langwedocja-Roussillon, Limousin, Lotaryngia, Midi-Pyrénées, Nord-Pas-de-Calais, Dolna Normandia, Górna Normandia, Owernia, Pays de la Loire, Pikardia, Poitou-Charentes, Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże, Rodan-Alpy i Szampania-Ardeny. Emblematem narodowym jest trójkolorowa flaga, niebiesko-biało-czerwona. Hymnem narodowym jest Marsylianka. Dewizą Republiki jest: „Wolność, Równość, Braterstwo”. Jej regułą jest: rządy ludzi, przez ludzi i dla ludzi.” Świętem narodowym we Francji jest dzień 14 lipca, który to upamiętnia zburzenie Bastylii w 1789r. Symbolem Republiki jest Marianne, czyli wolność, przedstawiana alegorycznie jako kobieta w czapce frygijskiej.



Francja zachwyci nas szczególnie wysoką kultura bycia. W sklepie, w hotelu, restauracji zostaniemy obsłużeni co najmniej grzecznie,a nawet z wielką uprzejmością i starannością. Jednak trzeba przestrzegać pewnych zasad. Częściej niż w Polsce używać zwrotów grzecznościowych: bonjour czyli dzień dobry, merci, czyli dziękuję, au revoir, czyli do widzenia. Kiedy jesteśmy na targu, w sklepie nie możemy dotykać owoców, warzyw ani kwiatów, chyba, że sprzedawca wyraźnie to zaproponuje. Jeśli jeszcze nie poruszymy tematu pensji naszego rozmówcy i nie podepczemy trawników, wszystko będzie w porządku. Choć wiele osób uważa, że tam jest tylko Paryż, a potem długo, długo nic – jest w błędzie. Marsylia, Lyon, Tuluza, Bordeaux, Strasburg, Lille, Nicea. Każde z tych miejsc ma magiczny klimat i wiele do zaoferowania.

Teraz kilka słów bardziej ogólnikowo na temat dań przygotowywanych przez Francuzów.

Le petit dejenuer - śniadanie to maślany rogalik - croissant, ciepła bułeczka z masłem - brioche, kawałek bagietki, kromka chleba z masłem i dżemem, ciastko z café au lait, czyli gorącą kawą z mlekiem albo mała czarna kawa lub gorąca czekolada.
Le dejenuer
- obiad składa się z dania głównego i deseru, ewentualnie przystawki i dania głównego z deserem jako dodatek. Dzisiaj tradycyjny, duży posiłek w środku dnia podawany jest wyłącznie w regionach wiejskich, a wyjątek stanowi niedzielny obiad. W miastach na lunch składa się raczej kanapka, sałatka, omlet lub inny mały posiłek w kawiarni lub w domu. Lunch serwuje się także w restauracjach, winiarniach, kawiarniach, barach bistro i piwiarniach. Miejska moda na lunch uderza w oferujące bogate dania restauracje w dawnym stylu. Francuzi żyją ostatnio zdrowiej, porcje są znacznie mniejsze.
Le diner - Typowa francuska kolacja, główny posiłek dnia, składa się z conajmniej trzech potraw. Zaczyna się od przystawki - hors d'oeuvre: zupa, sałatka, danie z jaj lub terrine. Danie główne - le plat to ryba, mięso, drób, podawane zazwyczaj z sosem, z ziemniakami, makaronem lub ryżem i warzywami lub sałatką. Do kolacji podaje się również sery i/lub deser.

Po raz kolejny postanowiłam również zaprezentować przepis z ciekawej strony internetowej, który planowałam pokazać Wam na zdjęciach we własnym wydaniu. Jednak czas okazał się moim sprzymierzeńcem ;P Postaram się przyrządzić ten smakołyk po powrocie do domu.


Jabłka z kruszonką

Składniki:

• 1,5 kg jabłek (najlepiej renet lub innych dobrych do pieczenia)
• 2 łyżki rodzynek
• 2 łyżki rumu
• 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu

Kruszonka:

• 90 g masła
• 125 g mąki
• 80 g cukru pudru (a najlepiej miałkiego brązowego)
• szczypta soli

Wykonanie:

Rodzynki włożyć do miseczki, zalać rumem, wymieszać i odstawić.
Przygotować kruszonkę: na płaski talerz wyłożyć masło, mąkę, cukier i sól. Kroić wszystkie składniki nożem na jak najmniejsze kawałeczki, aż drobinki masła pokryją się mąką z cukrem.
Piekarnik nagrzać do 150 stopni. Naczynie żaroodporne (14 x 17 cm) grubo wysmarować masłem.
Jabłka obrać, pokroić na ćwiartki i wykroić gniazda nasienne. Każdą ćwiartkę jabłka pokroić na 4 cząstki i rozłożyć w naczyniu.
Rodzynki osączyć, ułożyć na jabłkach i oprószyć cynamonem. Owoce równomiernie posypać kruszonką.
Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec przez około 45 minut. Jeśli po tym czasie wierzch ciasta nie będzie nadal zarumieniony, zwiększyć temperaturę do 190 stopni i piec na złoty kolor (ja piekłam jeszcze przez kolejne 15 minut, kruszonka się zrumieniła a jabłka były idealnie upieczone.



Twórców literatury francuskiej jest naprawdę wielu, jednak tylko niektórzy znani są w Polsce. Jednym z podstawowych pisarzy pochodzących z Francji jest Antoine de Saint-Exupery. Jego pozycja pt. „Mały Książę” zachwyca nie tylko mniejszych czytników, ale przede wszystkim tych większych. Bo jak można oprzeć się tej niezwykłej historii? Poniżej prezentuje fragmenty mojej recenzji tej rewelacyjnej książki.


„ (...)Utwór Antoine de Saint-Exupery to pozycja, do której, mimo dorastania, powracamy przez całe życie w poszukiwaniu przednich wartości życiowych takich jak: miłość, wierność czy przyjaźń. Autor ukazuje nam w swej powieści przykładem małego chłopca, potrzebę jaką ma każdy z nas- posiadanie przyjaciela. To mu możemy się zwierzyć gdy coś nas gnębi, to on pomaga nam kiedy jest trudno. Nasz powiernik również cieszy się razem z nami z naszych sukcesów, dopinguje nas w ważnych chwilach naszego życia. Oczywistością jest więc to, że on oczekuje tego samego od nas. A często nie doceniamy naszego przyjaciela, raniąc go słowami lub czynem, będąc zazdrosnym o to, że mu się coś udało, a nam nie; ciesząc się z jego niepowodzeń. Jednak czym było by życie bez naszego kompana?  Więc pamiętajmy i doceniajmy to co mamy, bo, tak jak mówił Ralph Waldo Emmerson : 'Przyjaciel - ktoś, przed kim można głośno myśleć.'”

„'Jedynie sercem można wszystko poznać jasno. To co najważniejsze skrywa się przed wzrokiem' – te dwa zdania zapadły w mej pamięci po przeczytaniu mojej ostatniej lektury i myślę, że nie zapomnę ich do końca życia.”

Bardziej współczesnym francuski autorem dla dzisiejszego społeczeństwa jest Eric – Emmanuel Schmitt, którego dane było mi czytać kilka publikacji. Każda z nich równie silnie zachwycała. Jednak „Pan Ibrahim i kwiaty Koranu” - pierwsza lektura tego spod pióra tego Pana, którą czytałam, zostawiła najtrwalszą rysę w mojej pamięci. Dlaczego? Sami zobaczcie poniżej:


„ (…) Ogromnie spodobały mi się także dobrze zarysowane postaci, a zwłaszcza Pan Ibrahim. Był on niezwykłym człowiekiem. Pokazywał chłopcu i nam jak należy żyć by nie zmarnować tego co dał nam Bóg .  Jest to jedna z najbardziej wartościowych postaci w literaturze jaką znam. Daje ona nam wielką lekcję życia- życia dobrze wykorzystanego. Chłopiec odkrywa, że sprzedawca posiada cechy, których nie ma nikt z jego bliskich. Potrzebował on kogoś, kto stanie się dla niego drogowskazem i znalazł taką osobę. Pan Ibrahim był jego nauczycielem i mistrzem. Nigdy jednak nie prowadził go za rękę, ale zawsze był obok i podpowiadał, co jeszcze warto w życiu poznać. Nie zabrania mu też spotykania się z prostytutkami. Wie bowiem, że zakazany owoc smakuje najlepiej. Pan Ibrahim dąży do tego, żeby chłopiec poznał świat dorosłych zarówno od tej dobrej jak i od złej strony. Ostateczny wybór drogi, jaką będzie chciał wybrać pozostawia jemu samemu. W 100% zgadzam się z nim. Najpierw my, młodzież musimy zasmakować dorosłego życia, żeby potem stwierdzić co jest dla nas najlepsze, jakim człowiekiem chcemy być. I to nic, że czasem popełniamy błędy, schodzimy na złą drogę. Wszystko może się zmienić, możemy stać się lepsi, wystarczy tylko wybrać właściwą drogę. Ale teraz nachodzi na myśl kolejne pytanie: Która droga jest tą właściwą?? Właśnie. Według mnie odpowiednio wybierzemy jeżeli pokierujemy się własnym serce i rozumem, jeśli pójdziemy za tym do czego nas ciągnie.”

Niezwykle wzruszyła mnie również pozycja pt. „Oskar i Pani Róża” - ty razem pierwsza książka autora, która zagościła w mojej domowej biblioteczce na stałe. Poniżej prezentuje fragmenty mojej opinii kolejnego dzieła, które po prostu MUSICIE PRZECZYTAĆ ;)


„(...) Podczas czytania tej książki nieraz zakręciła mi się łza w oku, ale również śmiałam się z wypowiedzi Oskara i pani Róży. Zaskakujące było dla mnie jak ta kobieta przemawiała do Oskara. Była jak doświadczony psycholog. Pomogła uwierzyć chłopcu, że mimo , iż pozostało mu niewiele życia może je przeżyć tak jak wszyscy. Dzięki niej poznał smak pierwszej miłości, smak życia jako dojrzewający nastolatek, a także nauczył się godzić się z niepowodzeniami jakie mogłyby spotkać dorosłego człowieka. Chłopiec żył z dnia na dzień, choć dobrze wiedział, że umrze. Czy , gdybyśmy teraz znaleźli się w takiej sytuacji jak on, potrafilibyśmy przezwyciężyć lęk i strach przed tym, że koniec jest tak blisko? Muszę szczerze przyznać, że dla mnie byłby to najprawdopodobniej nie wykonalne. Trudno byłoby mi się rozstać z tym czego dobrego doznałam i z tymi, których kocham. Jednak autor specjalnie w ten sposób napisał swoją książkę. Eric-Emannuel Schmitt chce przekazać czytelnikom prawdę o czekającej na nas wszystkich śmierci. Pragnie pokazać nam, że jesteśmy naprawdę wielkimi „szczęściarzami", że nie chorujemy na tak straszliwe choroby, które zabierają z tego świata cudowne osoby . Autor posłużył się dzieckiem, żeby ukazać to, co najważniejsze. Odkrywa on nasz egoizm i strach. Przypomina nam, że ukrywając się przed samym sobą i przed światem niczego nie osiągniemy – możemy tylko skrzywdzić siebie i innych. Chce, żebyśmy choć na chwilę się zatrzymali i popatrzyli na świat oczami dziecka, które codziennie patrzy na świat, jakby oglądało go po raz pierwszy. Tylko w ten sposób dostrzeżemy to, co w życiu najważniejsze.”

I tak kolejna podróż dobiega końca, choć Meme nadal podróżuje ;) Zadowoleni? A może macie propozycje, do jakiego zakątka świata chcielibyście się wybrać? Piszcie śmiało – zajrzę tu zaraz po powrocie do domu ;)

niedziela, 4 grudnia 2011

[79] Eric – Emmanuel Schmitt „Kiki van Beethoven”

Wyd. Znak literanova
Kraków 2011
Ocena: 7/10 Dobra

Siedzę, nucąc sobie pod nosem kolejny z setek utworów jakie słyszałam. Muzyka jest nie tylko dla mnie, ale również dla mas ludności Ziemi ważną rzeczą. Jednak czy zastanawialiśmy się kiedyś, co zrobilibyśmy, gdyby po prostu jej nie było, gdybyśmy nie słyszeli kolejnych nut, niegdyś zapisanych na kartkach ? Pozostałą by cisza. Cisza, która wręcz dudniłaby Nam w uszach, a serce ściskał żali i tęsknota za tym, co zawsze było znajome...

Eric – Emmanuel Schmitt to pisarz, którego wręcz nie idzie nie znać. Każdy z Nas, chwytając za powieści owego Pana, zakocha się bez pamięci w jego prozie. Ten bardzo dobry autor urodził się  28 1960 roku w Sainte-Foy-les-Lyon w rodzinie sportowców - jego matka była mistrzynią Francji w sprincie, a ojciec – uniwersyteckim mistrzem boksu. Wychowywał się w rodzinie ateistycznej. Kiedy rozpoczął studia filozoficzne, porzucił ateizm dla gnozy, którą zamykał w formule: nie wiem. Jednak w każdym dłuższym wywiadzie pisarz powraca do wydarzenia, które nieodwracalnie zmieniło jego życie duchowe – wydarzenia, w które wszedł jako niewierzący, a z którego wyszedł jako wierzący. Eric-Emmanuel Schmitt to nie tylko doktor filozofii, autor naukowej rozprawy o Diderocie, poczytnych powieści i oglądanych przez szeroką publiczność sztuk. To także – a może przede wszystkim – człowiek nieustający w rozwoju, baczny obserwator życia i świata.*

Kiki kiedy zauważa w sklepie ze starociami znajomą maskę, kupuje ją bez chwili zastanowienia. Zaabsorbowana pokazuje ją swoim czterem przyjaciółką. I tu wszystko się zaczyna. Bo przecież ile można trwać w drętwocie, zanim zorientujesz się, że coś jest nie tak ? Zapomniana melodia staje się początkiem rozmyślań Kiki nad życiem, które każdego czytelnika popychają do refleksji nad własnym życie. Jednak koniec opowiadania nie zamyka pozycji i dalej możemy przeczytać zapiski autora, które wywołują w czytelniku jeszcze więcej emocji ;)

Kiedy po powrocie do domu zobaczyłam na biurku ogromną paczkę, bardzo się ucieszyłam i jak najszybciej chciałam ją rozpakować. Choć koleżanka rozpakowała za mnie przesyłkę, dobrze wiedziałam za którą książkę chwycę najpierw. Zaintrygowała mnie ta folia w którą była zapakowana (żart) ;P A tak naprawdę byłam ogromnie ciekawa nie tylko samej pozycji, ale również płyty – pełna entuzjazmu przystąpiłam do lektury.

Przyznam, że po raz kolejny nie zawiodłam się na tym francuskim pisarzu. Pan Schmitt udziela Nam tym razem nie tylko lekcji muzyki, ale również możemy odbyć mały wykład o życiu. Najbardziej spodobało mi się to, że autor jako główną bohaterkę osadził osobę starszą ;) Przyznam, że dawno nie czytałam powieści z perspektywy starszego człowieka, tym bardziej byłam ciekawa jak potoczą się dalsze losy Kiki. Cieszę się, że Pan Eric - Emmanuel Schmitt ukazując niedługą historię przekazał Nam tak wiele.

"Piękno jest nie do zniesienia (...). 
Jeżeli chce się spokojnie żyć, lepiej trzymać się z daleka od piękna;
 inaczej, przez kontrast, dostrzega się mizerność życia, 
jego zerową wartość. 
Słuchać Beethovena to jak założyć buty geniusza
 i zdać sobie sprawę, że mamy inny rozmiar."

Mogliśmy nie tylko zastanowić się nad wagą muzyki w naszym życiu, ale również symboliką pewnych obrazów przeszłości. Przyznam, że nigdy nie zastanawiałam się, czy to, co robię w tej chwili, będzie odgrywać w przyszłości ważną rolę. Myślę, że po lekturze pozycji, choć trochę zmienił się mój stosunek do tego co robię, myślę i czuję. Teraz z pewnością zarejestruje i „poukładam” w odpowiednich szufladkach każde słowo, każde zdarzenie.

Idąc dalej, należy wspomnieć tle lektury – traumatyczne przeżycia kształtują nie tylko naszą osobowość, ale również wpływają na nasze dalsze życie i nasze ruchy bezwarunkowe. Pisząc te słowa mam na myśli nie tylko historię rodziny Kiki, ale również to co przeżyli bliscy Rachel. Wycieczka do Auschwitz poruszyła również mnie – chociaż nie byłam tam jeszcze domyślam się jakie byłyby moje odczucia na widok tych wszystkich okropieństw jakie przeżyli ludzie tacy jak my.

Z moim entuzjazmem spotkałam się również druga część książki, aczkolwiek żałuję, że te, wywołujące w człowieku wiele rozmyślań, fragmenty, czytałam ze znacznie mniejszym zapałem niż historię Kiki. Moim zdaniem pierwsza część książki była znacznie żywsza, a rozdział „od autora”, znacznie spokojniejszy, mimo wszystko idealnie podsumował pozycję.

Podsumowując, przyznaję, że publikacja spod pióra Erica – Emmanuela Schmitt,
pomimo lepszych i gorszych momentów nie powiewa nudą i kształtuje każdego, kto chwyci ją w ręce. Ponadto chwile czytania ubogaca Nam płyta z utworami niesamowitego i zawsze pozostającego w pamięci Beethovena. Myślę, że zarówno Pisarz jak i samo wydawnictwo (mam ty na myśli głównie okładkę), po raz kolejny spisali się na medal ;)

* Opis pochodzi ze strony Wydawnictwa ;)


Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak literanova




Drugie losowanie za nami. Myślę, że zwycięzcy będą zadowoleni. I tak z 9 osób do losowania, szczęśliwcami są numerki: 8, 3, 9, 7, czyli : Klaudia, Rapisodia, Sara i Xx Zaczytana xX ;) Bardzo proszę Was, dziewczyny o kontakt na mojego maila: meme@poczta.onet.eu
A już dziś rusza kolejna edycja ;) W komentarzu proszę o magiczne słówko zgłaszam się ^^ Szansę na wygranie kodu rabatowego 30% zniżki na dowolne książki w Wydawnictwie ZNAK macie do 10 grudnia. Powodzenia ;)

środa, 20 kwietnia 2011

[55] Eric-Emmanuel Schmitt „Trucicielka”

                                                                Wyd. Znak literanova
Kraków 2011, 246 str.
Ocena: 8/10 Bardzo dobra

Nie pierwszy raz miałam do czynienia z Panem Schmittem, przeciwnie była to już 4 przygoda, którą mogłam dzięki niemu przeżyć. Eric-Emmanuel Schmitt urodził się 28 marca 1960 roku w Sainte-Foy-les-Lyon w rodzinie sportowców. Wychowywał się w rodzinie ateistycznej. Kiedy rozpoczął studia filozoficzne, porzucił ateizm dla gnozy, którą zamykał w formule: nie wiem. Jednak w każdym dłuższym wywiadzie pisarz powraca do wydarzenia, które nieodwracalnie zmieniło jego życie duchowe – wydarzenia, w które wszedł jako niewierzący, a z którego wyszedł jako wierzący. Sześć lat po studiach Schmitt wybrał się wraz ze znajomymi na pustynię Hoggar. Wszedłszy z grupą na szczyt góry Tahar, zdecydował, że będzie wracać samotnie. Szedł bardzo szybko, a im szybciej szedł, tym bardziej czuł się zagubiony. Gdy zapadła noc, zrozumiał, że zabłądził. Schował się za skałą, aby ochronić się przed wiatrem, i przysypał piaskiem, by nie marznąć. Kiedy przebywał na pustyni, towarzyszył mu nie strach, ale niezwykła siła, której – do dziś jest o tym przekonany – on sam nie mógł być źródłem. Schmitt nazywa noc na pustyni doświadczeniem Absolutu, doświadczeniem, którego żadna religia nie powinna przywłaszczać, doświadczeniem Boga bez właściwej Mu religii. Była to noc, której Bóg mówił do niego, że istnieje. To właśnie wydarzenie zmotywowało go do lektury świętych tekstów wielkich religii – buddyzmu, judaizmu, islamu i chrześcijaństwa – które już znał, lecz które czytał jako filozof, jako sceptyk, jako butny dwudziestolatek. Eric-Emmanuel Schmitt to nie tylko doktor filozofii, autor naukowej rozprawy o Diderocie, poczytnych powieści i oglądanych przez szeroką publiczność sztuk. To także – a może przede wszystkim – człowiek nieustający w rozwoju, baczny obserwator życia i świata. Do jego najbardziej znanych dzieł możemy zaliczyć m.in. znakomitą powieść „Oskar i Pani Róża” czy „Przypadek Adolfa H.”. 

Już od jakiegoś czasu miałam chrapkę na tę publikacje, gdyż przeczytałam wiele pochlebstw na jej temat. Poza tym Pan Schimitt był mi dobrze znany i czułam, że gdybym chwyciła za tę książkę nie zawiodłabym się. Często zastanawiałam się czy samej sobie jej nie sprezentować , jednak i bez tego udało mi się ją przeczytać – wszystko za sprawą wydawnictwa Znak literanova, od którego otrzymałam te dzieło w ramach współpracy. „Trucicielka” Erica- Emmanuela Schmitta to zbiór czterech wyjątkowych opowiadań, w których autor porusza kwestie poszukiwania miłości, nadziei, zwątpienia, ale tym razem wzbogaca je o coś nowego. O namiętność, analizę naszych najskrytszych pragnień, emocji. Uczuć, które w jednej chwili mogą nas wyzwolić lub doprowadzić do zbrodni.
 
Nietuzinkowi i często budzący zdziwienie bohaterowie utrwalają się w pamięci czytelnika nie pozwalając o sobie zapomnieć nawet przy czytaniu kolejnej historii. Czy ów lektura mi się spodobała ? Myślę, że tak pomimo że nie czytuje zbyt wielu opowiadań ( najczęściej na lekcjach języka polskiego) pozytywnie oceniam lekturę . Ale historii był aż cztery, więc nasuwa się kolejne pytanie – Która jest według mnie najlepsza? Teraz z kolei odpowiedź jest trudniejsza. Według mnie, każda z nich miała w sobie to coś.

W pierwszej, której główną bohaterką jest Trucicielka swoich trzech mężów, kobieta bezwzględna, ale wyrachowana. Ta opowiastka uwiodła mnie tym, że człowiek pod wpływem różnych osób może się zmienić (choćby na jakiś czas) diametralnie. Jedynym minusem było dla mnie to, że Marie ostatecznie nie przyznała się do winy i po wyjeździe księdza Gabriela żyła tak jak przed ich wielokrotnymi rozmowami – sama z swym kłamstwem skrytym głęboko w jej sercu, o którym wiedziała tylko starsza pani i duchowny. Czy w dzisiejszym świecie nie ma także osób, które żyją same w swoim kłamstwie? Osób, które tak jak Marie mogłyby się otworzyć i naprawić błędy swojej przeszłości? Myślę, że Pan Schmitt świetnie pokazał przez swoją historię, że człowiek może zmienić swój żywot i odwrócić księgę życia na nową niezapisaną kartkę, która może zostać zapisana zupełnie innymi słowami niż poprzednia strona.

Z kolei drugi tekst opowiadający o Gregu pływającym w dalekie morskie podróże zaczarował mnie swoją prostotą. Informacja o śmierci jednej z jego córek pozwoliła mu przekonać się, że tak naprawdę wszyscy potomkowie są dla niego równie ważni. Mężczyzna zdał sobie także sprawę, że za mało czasu poświęca swojej rodzinie i musi to zmienić po powrocie. Autor po raz kolejny przedstawia bardzo rzeczywistą sytuację, która może przede wszystkim pouczać. W XXI w. ludzie są coraz bardziej zabiegani, zapominają o tym co najważniejsze – o rodzinie. A ona jest przecież tak ważna – z niej wynosimy wiele ważnych wartości i to ona buduje naszą osobowość.

Trzecie opowiadanie pozostawiło we mnie ogromne wrażenia, których w stanie nie była poskromić żadna rzecz. Pozornie niewinny i nic nie zapowiadający tytuł - „Koncert Pamięci anioła” - jest nie tylko idealny, ale i mylący dla czytelnika. Chris i Axel to dwie przeciwności. Chris – zawistny i samolubny, Axel – sympatyczny i delikatny. Pod wpływem pewnych wydarzeń ich role się zmieniają, a pragnienie zemsty staje się czymś co Axel poszukując Chrisa chce zaspokoić. Ta poruszająca historia pokazuje nam, że to wydarzenia, w których uczestniczymy kształtują naszą psychikę i oddziaływają pozytywnie lub negatywnie na naszą przyszłość. A wystarczyło, żeby Kain lub Abel wyciągnął rękę na zgodę i zrozumiał, że zemsta nie jest właściwą rzeczą.

Ostatnia z zapisek Schmitta mówi o parze prezydenckiej. Na pozór wzorowa miłość przeżywa kryzys, aż do tego stopnia, że mąż nawet zleca wypadek żony. Dopiero choroba rozkłada na łopatki Catherine. Po jej śmierci okazuje się jednak co tak naprawdę łączyło Parę prezydencką – nie nienawiść ( jak myślał Henri) tylko wielka gorąca miłość. Myślę, że miało to nam pokazać, że mimo załamań każdego związku jest on zawsze tak samo silny i pełen uczucia jak na początku, nawet jeżeli niszczy je sława czy kłótnie.

Po tych jakże długich rozważaniach stwierdzam, że moim faworytem jest opowiadanie pt.” Koncert Pamięci anioła”. Ono poruszyło mnie najbardziej i pozostawiło rysę w pamięci, którą trudno będzie wybawić podczas czytania innych dzieł. Poza tym przypadł mi o gustu rozdział zatytułowany „Pamiętnik autora”. Pierwszy raz spotkałam się z takim czymś, dlatego też myślę, że świetnie wzbogaca to publikację i ukazuje prozę autora w jeszcze lepszym świetle. Lekko i zrozumiale piszący Schmitt nie zawiódł mnie i z chęcią chwycę za jego inne dzieła ;)

Podsumowując stwierdzam, że autor bestselerów pisząc życiowe lektury, ukazuje dobre i złe strony człowieczeństwa i to co mogłoby ulec korekcie. Na koniec chciałabym przytoczyć największe słowa wypowiedziane o człowieku, które tak jak zbiór opowiadań Schmitta mają kształtować naszą postawę jako istoty ludzkiej zapisującej czyste kartki w księdze swojego życia – wypowiedź Jana Pawła II : „Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi.”.

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak literanova


----------------------------
Kochani! Niezmiernie się cieszę, gdyż mogę Wam powiedzieć, że WRÓCIŁAM, i to na stałe ;) Wiem, ze mam ogromnie zaległości i muszę przeczytać Wasze recenzje – postaram się to zrobić jak najszybciej. Poza tym mam dla Was wiele nowych przemyśleń na temat książek, które przeczytałam, gdy przez 4 tygodnie nie było komputera. Chciałabym też w najbliższym czasie przedstawić m.in. stosik po urodzinowy ;) Mam nadzieję, że w miarę zręcznie uda mi się wszystko załatwić. Pozdrawiam ;D

wtorek, 7 grudnia 2010

[42] Eric- Emmanuel Schmitt „Oskar i Pani Róża”


                                                        Wyd. ZNAK
 Luty 2004, 78 str.
Ocena: 10/10 Perełka

 O czym:
                                                                                                    
Czy w ciągu dwunastu dni można poznać smak życia i odkryć jego najgłębszy sens? Dziesięcioletni Oskar nie wierzył, że to możliwe, aż do spotkania z tajemniczą panią Różą, która ma za sobą karierę zapaśniczki i umie znaleźć wyjście z każdej sytuacji... Piękna, mądra i niepozbawiona humoru opowieść o tym, jak pokonać strach, odnaleźć wiarę i nie poddać się w obliczu nieszczęścia. Ta książka da Wam siłę i nadzieję, a kto wie?, może nawet zmieni Wasze życie...

Moje zdanie:
 
Z zamiarem przeczytania „Oskara i Pani Róży” nosiłam się dosyć długo. Po moim pierwszym spotkaniu ze Schmittem zakochałam się w jego prozie i postanowiłam przeczytać wszystkie jego książki. Jakiś rok temu chwyciłam za „Dziecko Noego” które wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Sądzę, że obok niej nie powinno się przejść obojętnie. Postanowiłam więc ( co prawa po roku) powrócić do książek Schmitta. Nie mogąc znaleźć najlepszej książki Schmidta- oczywiście chodzi mi tu o „Oskara i Panią Róże” -  sięgnęłam po „Pana Ibrahima i Kwiat Koranu”. Tą książką także się nie zawiodłam. Jednak nadal nie mogłam sobie wybaczyć, że nie przeczytałam jeszcze tej najważniejszej powieści i kiedy robiąc z koleżankami zakupy kupiłam ją, była pewna, że szybko ją przeczytam. Ale zatrzymała mnie lektura i konkurs. Mimo to tak niezwykle miło się złożyło, że „Oskar i Pani Róża” była właśnie na liście lektur do II etapu konkursu ! ;) Pełna entuzjazmu przystąpiłam więc do czytania . I po raz kolejny nie zawiodłam się. „Oskar i Pani Róża” to przepiękna powieść o życiu, które od razu można uznać za przegrane. Oskar mimo tego, za namową Pani Róży postanawia żyć pełnią życia. Mogę też śmiało wysunąć wnioski, że jest to także lektura o tym jak właściwie wykorzystać dany nam czas na ziemi i przygotować się na śmierć. Podczas czytania tej książki nieraz zakręciła mi się łza w oku, ale również śmiałam się z wypowiedzi Oskara i pani Róży. Zaskakujące było dla mnie jak ta kobieta przemawiała do Oskara. Była jak doświadczony psycholog. Pomogła uwierzyć chłopcu, że mimo , iż pozostało mu niewiele życia może je przeżyć tak jak wszyscy. Dzięki niej poznał smak pierwszej miłości, smak życia jako dojrzewający nastolatek, a także nauczył się godzić się z niepowodzeniami jakie mogłyby spotkać dorosłego człowieka. Chłopiec żył z dnia na dzień, choć dobrze wiedział, że umrze. Czy , gdybyśmy teraz znaleźli się w takiej sytuacji jak on, potrafilibyśmy przezwyciężyć lęk i strach przed tym, że koniec jest tak blisko? Muszę szczerze przyznać, że dla mnie byłby to najprawdopodobniej nie wykonalne. Trudno byłoby mi się rozstać z tym czego dobrego doznałam i z tymi, których kocham. Jednak autor specjalnie w ten sposób napisał swoją książkę. Eric-Emannuel Schmitt chce przekazać czytelnikom prawdę o czekającej na nas wszystkich śmierci. Pragnie pokazać nam, że jesteśmy naprawdę wielkimi „szczęściarzami", że nie chorujemy na tak straszliwe choroby, które zabierają z tego świata cudowne osoby . Autor posłużył się dzieckiem, żeby ukazać to, co najważniejsze. Odkrywa on nasz egoizm i strach. Przypomina nam, że ukrywając się przed samym sobą i przed światem niczego nie osiągniemy – możemy tylko skrzywdzić siebie i innych. Chce, żebyśmy choć na chwilę się zatrzymali i popatrzyli na świat oczami dziecka, które codziennie patrzy na świat, jakby oglądało go po raz pierwszy. Tylko w ten sposób dostrzeżemy to, co w życiu najważniejsze. Historia ta tłumaczy nam także , że życie to tylko pożyczka, którą się wykorzystuje w pełni lub tylko trochę i wcześniej czy później trzeba za nią zapłacić. Czy my zdołamy przeżyć życie tak jak powinniśmy?? Nie wiemy tego. Jednak musimy pamiętać, żeby być wrażliwym na cierpienie innych, pomagać bliźnim w trudnościach, współ weselić się z radościami naszych przyjaciół. Tak  jak Oskar musimy znaleźć coś w życiu, co  pomoże nam kroczyć krętymi ścieżkami. Gorąco polecam książkę nie tylko za jej wspaniałą fabułę i metaforyczne przesłanie, ale także za niezwykłą formę jaką są listy. Nie są to zwyczajne listy. Chłopiec opowiada w nich Bogu o tym jak mija jego życie i jak Pani Róża pomaga mu walczyć z niepowodzeniami. Podsumowując po raz kolejny mówię: PRZECZYTAJ! NA PEWNO SIĘ NIE ZAWIEDZIESZ. I tak jak Oskar „ codziennie patrz na świat, jakbyś oglądał go po raz pierwszy” a na pewno się przegrasz życia potykając się przez łatwą do ominięcia kłodę.

Ulubione cytaty :

„Byle kretyn może cieszyć się życiem w wieku dziesięciu, dwudziestu lat, ale kiedy człowiek ma sto lat, kiedy już nie może się ruszać, musi uruchomić swoją inteligencję.”

„ (...) życie to taki dziwny prezent. Na początku się je przecenia: sądzi się, że dostało się życie wieczne. Potem się go nie docenia, uważa się, że jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W końcu kojarzy się, że to nie był prezent, ale jedynie pożyczka. I próbuje się na nie zasłużyć.”
„Myśli, których się nie zdradza, ciążą nam, zagnieżdżają się, paraliżują nas, nie dopuszczają nowych i w końcu zaczynają gnić. Staniesz się składem starych śmierdzących myśli, jeśli ich nie wypowiesz.”

„Najciekawsze pytania wciąż pozostają pytaniami. Kryją w sobie tajemnicę. Do każdej odpowiedzi trzeba dodać ‘być może’. Tylko na nieciekawe pytania można udzielić ostatecznych odpowiedzi.”

piątek, 10 września 2010

[31] Eric-Emmanuel Schmitt “Pan Ibrahim I Kwiaty Koranu”


                                                              Tytuł oryginalny: „Monsieur Ibrahim
 et les fleurs du Coran”
Wydawnictwo Znak,
Kraków  2004, 62 str.
Ocena: 9/10 Niecodzienna

O czym:

Kiedy mały Momo podkrada smakołyki w sklepie pana Ibrahima, nawet nie podejrzewa, że stary Arab, który tak naprawdę wcale nie jest Arabem, stanie się wkrótce jego przyjacielem i duchowym przewodnikiem. Siła przypowieści Schmitta tkwi w prostym, choć nie dla wszystkich oczywistym przesłaniu: nie jesteś skazany na swój los, możesz świadomie wpływać na swoje życie. To, czy jesteś szczęśliwy, zależy przede wszystkim od ciebie.

Moje zdanie:

Książkę wypożyczyłam w bibliotece zaraz po założeniu w niej karty. Jest to moje pierwsze spotkanie z książkami Schmitta i śmiało mogę powiedzieć, że na pewno nie ostatnie. Bo książka po prostu urzekła mnie. Niby taka niepozorna, bo krótka i na jedno popołudnie. Jest jednak niezwykła, porusza niezwykle ważne i dość poważne sprawy. Autor pokazuje nam piękna historię życia, dzięki której możemy się wiele nauczyć. Jej przewodnią myślą jest postrzeganie i "przeżywanie" życia tak, aby nie przeciekło ono nam przez palce i nie umknęło w jednej chwili (czytający spostrzegą tą ukrytą wymowę książki). Schmitt poprzez tę krótką historię Momo chce przekazać, że to ludzie są reżyserami własnego życia. Sami decydują o tym, czy przejdą przez świat po cichu, niezauważeni i nieszczęśliwi czy każdą chwilę wykorzystają jak najpiękniej potrafią. Nikt nie jest bowiem skazany na swój los, choć nie wszyscy z nas o tym wiedzą. Jeśli tylko bardzo tego chcemy, możemy wszystko zmienić. Ogromnie spodobały mi się także dobrze zarysowane postaci, a zwłaszcza Pan Ibrahim. Był on niezwykłym człowiekiem. Pokazywał chłopcu i nam jak należy żyć by nie zmarnować tego co dał nam Bóg .  Jest to jedna z najbardziej wartościowych postaci w literaturze jaką znam. Daje ona nam wielką lekcję życia- życia dobrze wykorzystanego. Chłopiec odkrywa, że sprzedawca posiada cechy, których nie ma nikt z jego bliskich. Potrzebował on kogoś, kto stanie się dla niego drogowskazem i znalazł taką osobę. Pan Ibrahim był jego nauczycielem i mistrzem. Nigdy jednak nie prowadził go za rękę, ale zawsze był obok i podpowiadał, co jeszcze warto w życiu poznać. Nie zabrania mu też spotykania się z prostytutkami. Wie bowiem, że zakazany owoc smakuje najlepiej. Pan Ibrahim dąży do tego, żeby chłopiec poznał świat dorosłych zarówno od tej dobrej jak i od złej strony. Ostateczny wybór drogi, jaką będzie chciał wybrać pozostawia jemu samemu. W 100% zgadzam się z nim. Najpierw my, młodzież musimy zasmakować dorosłego życia, żeby potem stwierdzić co jest dla nas najlepsze, jakim człowiekiem chcemy być. I to nic, że czasem popełniamy błędy, schodzimy na złą drogę. Wszystko może się zmienić, możemy stać się lepsi, wystarczy tylko wybrać właściwą drogę. Ale teraz nachodzi na myśl kolejne pytanie: Która droga jest tą właściwą?? Właśnie. Według mnie odpowiednio wybierzemy jeżeli pokierujemy się własnym serce i rozumem, jeśli pójdziemy za tym do czego nas ciągnie. Ja także będę miała w życiu wiele ważnych decyzji. Pierwszą z nich będzie wybór kolejnej szkoły Ja jestem już zdecydowana- chciałabym iść do LO. Ale tym niezdecydowanym chciałabym powiedzieć jedno: Nie idźcie za tłumem, zdecydujcie sami, bo macie wolną wolę. Książka ta jest jedną z niewielu, która wzbudziła we mnie tyle pozytywnych odczuć, a zarazem skłoniła do rozmyślań na moim życiem. Młodość, dorastanie, postrzeganie świata przez drastycznie różnych ludzi... Okazuje się, że przyjaciele są wśród nas, być może rozmawiamy z nimi na co dzień, nawet o tym nie wiedząc... Każdy z nas powinien mieć właśnie taką osobę, której może powiedzieć wszystko, która nie naciskając na nas pomoże nam wybrać to co dla nas najlepsze. Podsumowując, chcę życzyć każdemu, żeby spotkał swojego Pana Ibrahima, przyjaciela i powiernika tajemnic, który bez względu na wszystko nigdy nas nie opuści i będzie nam pomagać. Chciałabym także wyrazić stokrotne podziękowanie i uznanie, a wręcz podziw dla Erica Emmanuela Schmitta za "Pana Ibrahima i kwiaty Koranu". Teraz jestem pewna: W najbliższym czasie sięgam za długo wyczekiwaną książkę : „Oskar i Pani Róża”. I oczywiście wszystkim, którzy jeszcze nie czytali żadnej książki Schmidta tę polecam jak najbardziej ;)

Ulubione cytaty :

„ - [...] uśmiech [...] jest dla ludzi szczęśliwych.
- I tu się mylisz. Bo właśnie uśmiech daje szczęście. [...] Spróbuj się uśmiechnąć, to zobaczysz.”

„Autostrady mówią człowiekowi: jedź, nie ma na co patrzeć. Są dla idiotów, którzy chcą jak najszybciej dostać się z jednego punktu do drugiego.”

„Miłość, jaką [...] żywisz, jest twoja. Należy do ciebie. Jeżeli ona jej nie chce, to i tak nic nie może zmienić. Po prostu z niej nie korzysta. To, co dajesz, [...] pozostaje twoje na zawsze; to, co zachowujesz, jest na zawsze stracone!”

---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam was, że tak zaniedbałam mój blog. Aż tydzień się do was nie odzywałam… Ale obiecuję- nadrobię to. Zaczął się rok szkolny , ale chcę obiecać, że nie porzucę bloga i postaram się wstawiać nowe recenzję przynajmniej dwa razy w tygodniu ;)