Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura hiszpańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura hiszpańska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA #4

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA to Cotygodniowy cykl na blogu u Meme, podczas którego będziecie mogli poznać kolejne kraje nie tylko od strony zabytków czy sławnych postaci, ale przede wszystkim LITERATURY. Będziecie mogli nie tylko przeczytać moje spostrzeżenia na temat wybranych dzieł, ale również liczę, że uda się podyskutować o Waszych przygodach literackich „w danym państwie” ;)

Niedzielny cykl w poniedziałek - Rodzinne świętowanie imienin sprawiły, że dopiero dziś zapraszam na podróż do niezwykle urokliwego kraju również pod względem literackim. Apetyt rośnie w miarę jedzenia – dziś zaprezentuję część literatury, miejsc oraz jedzenia, które mnie zaintrygowało, bo w niedalekiej przyszłości planuję poznać go trochę bliżej. Rozważam też naukę języka. Jakiego? Hiszpańskiego, bo dziś wybieramy się do słonecznej Hiszpanii ;D

Z czym kojarzy Wam się Hiszpania? Bo mi z ogromnymi upałami, przemiłymi ludźmi, niesamowitymi domami w „tym” stylu, a przede wszystkim z piłką nożną ;) Do tego dochodzą magiczne miasteczka, niesamowite smaki i wiele, wiele innych rzeczy, o których mogłam przeczytać w niesamowitych pozycjach Victorii Twead, która opowiada o swoim życiu w Andaluzji ;) Hiszpania jest położona na Półwyspie Iberyjskim. od zachodu graniczy z Portugalią, a od wschodu, poprzez pasma Pirenejów, z Francją. Liczy 41 mln. Mieszkańców, ale dodatkowo każdego roku przyjmuje ponad 58 milionów turystów, co jest z pewnością liczbą niebagatelną. Największym miastem i zarazem stolicą jest Madryt. Państwo dzieli się na 17 niezależnych pod siebie regionów, a te z kolei na 50 prowincji. Hiszpania jest oddzielona od Europy Pirenejami, na południu nieomal sięga Afryki. Hiszpania to również niesamowite widoki, które aż zapierają dech w piersiach i wysokie wzniesienia, które warto pokonać, choćby dla widoku na górze ;) Ze względu na rozpiętość geograficzną oraz różnorodne ukształtowanie Hiszpanię charakteryzuje też bardzo różnorodny klimat, od pokrytych śniegiem pirenejskich szczytów, poprzez zielone łąki położone w Galicji i gaje pomarańczowe w Walencji i do pustynnej Almerii. Najbardziej charakterystycznymi miejscami w tymże kraju jest Madryt i Barcelona – dwie stolice futbolu, niesamowitych zabytków i strasznie pozytywnej atmosfery. Dla mnie niezwykłym miejscem wt Hiszpanii, za sprawą lektury powieści Pani Victorii jest El Hoyo.

Hiszpania to również niesamowite smaki, których od tak się nie zapomina. Dziś postanowiła przedstawić potrawę, o której dowiedziałam się za sprawą pozycji Pani Twead – gorąca czekolada po kastylijsku. Smakuje obłędnie.


„55 g niesłodzonego kakao w proszku
180 g cukru
7 łyżeczek mąki kukurydzianej
140 ml wody
1 litr mleka

Wymieszać kakao z cukrem. Rozpuścić mąkę kukurydzianą w wodzie i połączyć z mieszanką kakao i cukry w średniej wielkości rondelku. Mieszać, dopóki nie zrobi się gładka pasta. Podgrzać miksturę na średnim ogniu, bez przerwy uderzając trzepaczką. Stopniowo dolewać mleka. Doprowadzić do wrzenia, stale mieszając. Gotować na wolnym ogniu przez 10 minut, stale mieszając aż napój stanie się gęsty, gładki i lśniący. Gorącą czekoladę podawać w kubkach lub szklankach”*

*”Andaluzja Olé!” str. 166


Moje pierwsze spotkanie z literaturą hiszpańską miało miejsce za sprawą jednego z najbardziej znanych, współczesnych pisarzy. Wielu blogerów, a także kilku moich znajomych było oczarowanych jego prozą, więc i ja, jakieś dwa lata temu, zdecydowałam się na lekturę „Cieniu wiatru” Zafona. A jakie były wrażenia?

„Bardzo się cieszę, że w  „Cieniu wiatru” pojawiło się to co niezwykle doceniam w fabule książki - przeszłość, tajemnica, smaczki językowe. Powieść jest nieskończonym przenikaniem się świata fikcji i fabularnej rzeczywistości: życie bohaterów bywa podporządkowane literaturze, literatura za to przedstawia egzystencję postaci w niezmienionej formie.”

„Zafon urzekł mnie swą prozą, umiejętnością przyciągnięcia czytelnika jak i tym, że do samego końca nie spodziewałam się rozwiązania akcji. Autor wprowadza do akcji szereg interesujących, różnorodnych i doskonale scharakteryzowanych postaci, z których przyjaciel Daniela -  Fermin przebija wszystkich swoim humorem i skłonnością do niekonwencjonalnych pomysłów. No właśnie, bohaterzy… Wspaniałe postaci, o których nie da się zapomnieć.”

Jedną z rzeczy, która niewątpliwie oczarowała mnie w tym, jak pisze ten hiszpański autor, był dobór słów. Wiele ze sformułowań, zdań czy refleksji bohaterów tworzyło uniwersalnego cytaty, którymi chciałabym się z Wami ponownie podzielić:

„– Ludzie są obrzydliwie źli. (...)
– Są głupi a nie źli.(...) Głupi. To nie to samo. Zło zakłada jakąś moralną determinację, jakiś zamiar i pewną myśl. A głupiec nie pomyśli ani się nie zastanowi. Działa instynktownie, jak zwierzę, przekonany, że robi dobrze, że zawsze ma rację; dumny, że przypierdala, za przeproszeniem, każdemu, kto widzi mu się inny od siebie samego, i wszystko jedno, czy dlatego, że innego koloru, wyznania, języka, narodowości, czy też (...) dlatego, że lubi inaczej spędzać czas wolny. Źli ludzie jeszcze mają swoje miejsce na świecie, zbyteczni są skończeni głupcy.”


„Niewiele rzeczy ma na człowieka tak wielki wpływ jak pierwsza książka, która od razu trafia do jego serca. Owe pierwsze obrazy, echa słów, choć wydają się pozostawać gdzieś daleko za nami, towarzyszą nam przez całe życie i wznoszą w pamięci pałac, do którego, wcześniej czy później – i nie ważne, ile w tym czasie przeczytaliśmy książek, ile nowych światów odkryliśmy, ile się nauczyliśmy i ile zdążyliśmy zapomnieć – wrócimy.”


„Są osoby, które się pamięta, i osoby, o których się śni.”


Kolejne spotkanie z Hiszpanią nie miało miejsca poprzez rodzimego autora (właśnie zaczynam pozycję Mayorala, a książkę Carmen Martin Gaite również wypożyczyłam z biblioteki i czeka na swoją kolej), ale poprzez angielską pisarkę, która razem z mężem zamieszkała w maleńkiej wiosce El Hoyo i wspólnie z czytelnikami odkrywała uroki tego kraju. Po rozmowie z Moreni postanowiłam, że pozycje Victorii Twead po prostu muszą dołączyć do odsłony o Hiszpanii, gdyż zarówno „U mnie zawsze świeci słońce” jak i „Andaluzja Olé!” pozwalają czytelnikowi idealnie poznać jeden z piękniejszych krajów ;) Sami zobaczcie:

( z recenzji „U mnie zawsze świeci słońce”)

Pani Victoria pisząc lekkim piórem serwuje czytelnikowi nie tylko dawkę pozytywnych emocji, ale również humoru. Bardzo spodobało mi się to, jak została podzielona pozycja, a każdy kolejny rozdział pokazywał nam kolejny etap w nowym życiu pisarki i jej męża. Spodobało mi się również to, że po tytule rozdziału czytelnik mniej więcej wiedział co może zastać, a jednak i tak został czymś pozytywnie zaskoczonym: czy to żartem, smakowitym przepisem, czy nawet rozbrajającym zwrotem akcji ;)”

„Cieszę się też, że Pani Victoria poprzez swoją pozycję pokazuje Nam, iż warto spełniać marzenia, nawet, jeśli z pozoru wydają się nierealne. Dzięki niej mogłam przekonać się ile daje upór w dążeniu do realizacji naszych pragnień. Myślę że Pani Twead potrafi każdemu czytelnikowi dać nie tylko wspaniałą lekturę, ale również dawkę pozytywnych emocji i siłę do wytrwałości w drodze do swych celów ;)”

„Podsumowując, muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak dobrej, a zarazem zwykłej pozycji. Co najlepsze – z trudem znaleźć mi w niej choćby najmniejszy błąd. Z pewnością wrócę do niej, kiedy będę miała słabszy dzień, a za oknem zobaczę tylko wielkie kałuże ;) Z czystym sumieniem polecam tą publikację każdemu, kto pragnie uciec w krainę marzeń i po prostu się zrelaksować tym co piękne – czytaniem ;D”

(z jeszcze nieopublikowanej recenzji „Andaluzja Olé!”)

„ (…) Niezwykła powieść, która pokazuje uroki hiszpańskiego miasteczka i niesamowitą atmosferę hiszpańskich rodzin.”

„ Nie posiadałam się z radości, kiedy w pozycji odkryłam fragmenty dotyczące Mundialu 2010, który Hiszpania wygrała. Kolejne linijki tekstu czytałam z wypiekami na twarzy, przypominając sobie ich tegoroczne popisu na Euro 2012.”

I tak, nieco krótsza podróż dobiega końca. Krótsza, ponieważ do Hiszpanii na pewno zabiorę Was jeszcze raz, kiedy tylko przeczytam kilka pozycji, które mam zapisane na liście ;) A w przyszłym tygodniu ostatnia wakacyjna odsłona cyklu z krajem, który ma równie niesamowita atmosferę.

środa, 20 października 2010

[36] Carlos Ruiz Zafon „Cień wiatru”

                                                           Wyd. Muza
Warszawa 2005, 516 str. 
Ocena: 10/10 Perełka


O czym:

W letni świt 1945 roku dziesięcioletni Daniel Sempere zostaje zaprowadzony przez ojca, księgarza i antykwariusza, do niezwykłego miejsca w sercu starej Barcelony, które wtajemniczonym znane jest jako Cmentarz Zapomnianych Książek. Zgodnie ze zwyczajem Daniel ma wybrać, kierując się właściwie jedynie intuicją, książkę swego życia. Spośród setek tysięcy tomów wybiera nieznaną sobie powieść "Cień wiatru" niejakiego Juliana Caraxa. Zauroczony powieścią i zafascynowany jej autorem Daniel usiłuje odnaleźć inne jego książki i odkryć tajemnicę pisarza, nie podejrzewając nawet, iż zaczyna się największa i najbardziej niebezpieczna przygoda jego życia, która da również początek niezwykłym opowieściom, wielkim namiętnościom, przeklętym i tragicznym miłościom rozgrywającym się w cudownej scenerii Barcelony gotyckiej i renesansowej, secesyjnej i powojennej.

Moje zdanie:

Pamiętam jak dziś, jak wypożyczałam tę książkę. Dużo innych lektur znajdowało się na mojej liście „muss lesen ”. Lecz duża liczba pozytywnych komentarzy na temat powieści, słyszana przeze mnie ostatnimi czasy, sprawiła, że postanowiłam się z nią zapoznać. I oczywiście, przez długi czas nie mogłam jej „dopaść”. A gdy zobaczyłam ją na półce w szkolnej bibliotece, ochoczo jak mała dziewczynka, która widzi dużego lizaka, patrzyłam na nią zacierając ręce na dobrą powieść. Do teraz pamiętam jak koleżanka się ze mnie śmiała, gdy niespodziewanie podbiegłam do regału, by jak najprędzej mieć powieść w swoich rękach. Ostatnio książka stała się popularna, o czym przekonałam się widząc wiele recenzji na blogach moich koleżanek. Chciałam sprawdzić, czy Zafon rzeczywiście stworzył coś tak wspaniałego, czy ludzie przesadzają, a niemal jej wszechobecność to skutek tego, że stała się po prostu modna (a wiadomo, że „modne” nie znaczy zawsze „dobre”). Teraz po ukończeniu lektury z całą odpowiedzialnością stwierdzam, iż Cień wiatru w stu procentach zasłużył na dużą popularność oraz niezliczoną liczbę pochlebnych opinii i recenzji.
 „- Więc to jest historia o książkach.- O książkach? - O książkach przeklętych, o człowieku, który je napisał, o postaci, która uciekła ze stron powieści, żeby ją następnie spalić, o zdradzie i utraconej przyjaźni. To historia o miłości, nienawiści i marzeniach żyjących w cieniu wiatru”. Choć często musiałam przerywać jej czytanie ze względu na szkolną lekturę, książkę z biblioteki, którą musiałam oddać w dość szybkim terminie, jak i pozycję pożyczony od Cioci. Mimo to, fabuła nie pozostawałam mi obca i za każdym razem gdy do niej wracałam nie mogłam się opanować pochłaniając niezliczoną liczbę stron. Gdy znalazłam dwa lżejsze popołudnia, 300 stron jakie mi pozostało w mgnieniu zamieniło się w jakże fascynujący jednostronicowy epilog. 500 stronicową cegłę czyta się praktycznie jednym tchem. Nie jest to jednak tempo połykania amerykańskich bestsellerów nastawionych na sukces, ale stonowane rozsmakowywanie się w meandrach akcji oraz w poszczególnych zwrotach językowych. Bardzo się cieszę, że w  „Cieniu wiatru” pojawiło się to co niezwykle doceniam w fabule książki - przeszłość, tajemnica, smaczki językowe. Powieść jest nieskończonym przenikaniem się świata fikcji i fabularnej rzeczywistości: życie bohaterów bywa podporządkowane literaturze, literatura za to przedstawia egzystencję postaci w niezmienionej formie. Daniel ma wrażenie, że jego życie jest modyfikacją życia Juliana Caraxa. Historie powtarzają się, zwykle w dość podobnej formie. Wszystko zmierza do udowodnienia, że nie ma w życiu miejsca na przypadek. Zafon urzekł mnie swą prozą, umiejętnością przyciągnięcia czytelnika jak i tym, że do samego końca nie spodziewałam się rozwiązania akcji. Autor wprowadza do akcji szereg interesujących, różnorodnych i doskonale scharakteryzowanych postaci, z których przyjaciel Daniela -  Fermin przebija wszystkich swoim humorem i skłonnością do niekonwencjonalnych pomysłów. No właśnie, bohaterzy… Wspaniałe postaci, o których nie da się zapomnieć. Oczywiście moje serce zdobył Fermin, gdyż był niezwykle wesołym i pełnym entuzjazmu człowiekiem. Mimo, iż spotkało go w życiu tak wiele zła, nie poddawał się. Polubiłam także Daniela- głównego bohatera, który dorastając, stawał się coraz dojrzalszym młodzieńcem. Umiał podejmować trudne decyzje, przecierpieć bez słowa przykrości i był szczery wobec swoich bliskich. Wielu współczesnych chłopców mogłoby posiadać chociaż niektóre z jego cech. Postaciami, które mnie po prostu przerażały był Fumero i człowiek bez twarzy – Coubert, który jednocześnie był bohaterem książki Caraxa . Gdy dowiedziałam się całej prawdy o tej postaci nie mogłam uwierzyć, że taki był bieg wydarzeń. Czarno-białe zdjęcia autorstwa Francesco Catala-Roca znakomitego fotografika XX wieku podkreślają atmosferę Barcelony lat pięćdziesiątych. Podkreślają one akcje i pozwalają czytelnikowi sobie wszystko lepiej wyobrazić. Cień wiatru” to pozycja, której nie znać po prostu nie wypada. Urzekająca, tajemnicza i ciekawa – cokolwiek by się o niej napisało, w porównaniu z samą książką brzmieć będzie płasko i bezbarwnie. Przytaczając cytat z ksiązki –„Istnieją takie miejsca i rzeczy , które trzeba i można oglądać jedynie w ciemnościach.” mogę wam z pewnością zapewnić, że książki nie musie czytać po ciemku ;P  Polecam wszystkim ;)

Ulubione cytaty :

„– Ludzie są obrzydliwie źli. (...)
– Są głupi a nie źli.(...) Głupi. To nie to samo. Zło zakłada jakąś moralną determinację, jakiś zamiar i pewną myśl. A głupiec nie pomyśli ani się nie zastanowi. Działa instynktownie, jak zwierzę, przekonany, że robi dobrze, że zawsze ma rację; dumny, że przypierdala, za przeproszeniem, każdemu, kto widzi mu się inny od siebie samego, i wszystko jedno, czy dlatego, że innego koloru, wyznania, języka, narodowości, czy też (...) dlatego, że lubi inaczej spędzać czas wolny. Źli ludzie jeszcze mają swoje miejsce na świecie, zbyteczni są skończeni głupcy.”

„Niewiele rzeczy ma na człowieka tak wielki wpływ jak pierwsza książka, która od razu trafia do jego serca. Owe pierwsze obrazy, echa słów, choć wydają się pozostawać gdzieś daleko za nami, towarzyszą nam przez całe życie i wznoszą w pamięci pałac, do którego, wcześniej czy później – i nie ważne, ile w tym czasie przeczytaliśmy książek, ile nowych światów odkryliśmy, ile się nauczyliśmy i ile zdążyliśmy zapomnieć – wrócimy.”

„Są osoby, które się pamięta, i osoby, o których się śni.”