Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura australijska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura australijska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 stycznia 2012

[84] John Marsden „Jutro 4. Przyjaciele mroku”

Wyd. Znak literanova
Kraków 2011
Ocena: 8/10 Bardzo dobra 
 

Oblicza wojny są wszelakie. Jednak to nie tylko krew, ból i zagłada To również tęsknota za bliskim, których nie widzieliśmy od wielu dni. To także strach, lęk przed tym, czy Ci, których kochamy, którzy są Nam bliscy i nie wyobrażamy sobie bez nich życia, jeszcze żyją. A jak poradzić sobie ze świadomością, że nigdy więcej już ich nie zobaczymy? Że pozostaje man teraz tylko klęknąć przy kopczyku, odmawiając modlitwę ?

Kolejna część bestsellerowej serii niesie ze sobą kolejna dawkę silnych emocji. Poznani przez nas bohaterowie, którzy w momencie zaatakowania Australii przez wroga muszą dorosnąć i wziąć odpowiedzialność za swoją każdą, nawet najdrobniejszą decyzję, stając przed kolejną próbą. W czwartej części postanawia wrócić do Wirrawee wraz z grupą Nowozelandczyków, aby zadać kolejny cios wrogowi. Ich celem jest rozbudowane lotnisko. Jednak profesjonaliści z Nowej Zelandii, którzy udali się na akcję, nie dają znaku życia. Ellie i jej przyjaciele postanawiają po raz kolejny wrócić do gry. Zdecydowanie nie będzie to spokojna, a przede wszystkim bezpieczna wędrówka...


Nie wolno iść na łatwiznę i nie wolno żyć bez celu.”

Pan Marsden kolejny raz zabiera Nas w świat, z którym nie mamy do czynienia na co dzień. I obyśmy nie mieli. Co tym razem może zachwycić potencjalnego czytelnika? Czym wyróżnia się ta część od innych? Autor, posługując się prostym, a zarazem wyrazistym językiem świetnie wyodrębnia uczucia, które towarzyszą przyjaciołom. Dzięki temu z każdą kolejną stroną wczuwamy się w sytuację bohaterów – razem z nimi czujemy gorycz porażki, wagę smutku i uciążliwość pustego żołądka.

Strach czyni z człowieka egoistę.”

John Marsden
W tej części została wyeksponowana przede wszystkim tęsknota. Czytając poszczególne rozdziały i rozważania Ellie na temat przemijania, sama zaczęłam się zastanawiać nad tym, że nawet we współczesnym świecie, aby stracić bliskich wystarczy chwila. Nie mówię tu tylko o śmierci, czy tragicznym wypadku, ale również przyziemnych codziennych sprawach, jakimi są kłótnia czy odległość. Przyznaję, że dzięki bohaterom uświadomiłam sobie, że należy walczyć o to co kochamy i tych, którzy są dla Nas ważni. Nie powinna nam być straszna nie tylko tęsknota, ale także strach, przed reakcją innych. Myślę, ze postawa tych młodych ludzi, a moich rówieśników, powinna Nas zmobilizować do działania, kiedy najzwyczajniej w świecie boimy się co się stanie. Moim zdaniem trzeba nie tylko działać, ale również wierzyć we własne możliwości ;)

Zrozumiałam, że tak naprawdę to bez znaczenia, że miłość może przezwyciężyć te wszystkie głupie nieporozumienia, że ktoś, kto naprawdę cię kocha, wie, co masz w sercu, więc nieważne, czy popełniłeś jakiś błąd. Patrzy ponad twoimi słowami i odczytuje to, co naprawdę czujesz. Jeśli to mu się spodoba, jeśli uzna to za coś dobrego, jest w stanie ci wybaczyć dosłownie wszystko.”

Idąc dalej chciałabym również wspomnieć o tym, że w życiu odgrywany pewne role. Dziś jesteśmy matką, ojcem, synem czy córką, a jutro możemy być nawet budowlańcem, żołnierzem czy nauczycielkom. Również bohaterowie bestsellerowej serii „Jutro” odgrywają rolę. Jednak czy to wpływa na zmianę ich charakteru ? Według mnie ukrywając się przed okupantem i walcząc z nim, piątka przyjaciół po prostu odkrywa w sobie z czasem własne przywary. Myślę, że autor dokonał świetnego zabiegu, pokazując czytelnikowi, że Ellie, Homer, Lee, Fi i Kevin, mimo trudnych warunków w jakich im przyszło żyć, potrafią pozostać sobą. Jednak na myśl nasuwa się pytanie: „Jak to pozostać sobą? Czy wcześniej mieli w sobie tyle odwagi by zabić?” Uważam, że te cechy również w nich były, a wojna po prostu pomogła im je wyciągnąć na wierzch. Dlatego też, po raz kolejny „Jutro” daje Nam radę - „Pomimo wszystko, pozostań sobą” - której nie wolno odrzucić.

Gdyby ukazał nam się Bóg, Homer powitałby go słowami: 'Słuchaj, koleś, kiepsko się spisałeś, jeśli chodzi o mój pępek. I po co nam dałeś palce u nóg? Jaki z nich pożytek? Ciągle tylko cholernie przeszkadzają'.”

Reasumując, muszę przyznać, że kolejna powieść Pana Marsdena nie zwodzi czytelnika. Znów możemy poczuć się jak partyzanci biegający między zaroślami, planując jak uprzykrzyć życie wrogowi. Ponadto bestseller daje Nam kolejne słowa pouczenia i drogowskazy, które mają pomóc kroczyć krętymi drogami życia. Nieprzewidywalność i wartka akcja, czyli główne cechy książki sprawiają, że czytelnicy masowo chwytają za publikację i stają się uczestnikami przygód piątki bohaterów. Podkreślając, że „wszystko jest dla ludzi”, nie tylko pragnę zaznaczyć, że warto przeczytać serię, ale również powiedzieć, że sama nie mogę się doczekać kolejnej, już piątej części ;)


Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak literanova



--------------
Kochani, strasznie przepraszam, że tak zaniedbałam życie w blogowej sferze. Obiecuję się poprawić, a luty – dla mnie miesiąc związany z feriami, upiększyć nie tylko recenzjami ;) Ponadto muszę się pochwalić, że razem z Etą wybieramy się w najbliższą sobotę na Targi Książek w Poznaniu. Oczywiście nie obędzie się bez fotorelacji ;P

poniedziałek, 12 grudnia 2011

[80] John Marsden „Jutro 3. W objęciach chłodu” + GARŚĆ Informacji ;)

Wyd. Znak literanova
22 wrzesień 2011, 269 str.
Ocena: 10/10 Perełka

Recenzje: Jutro 1 i Jutro 2

Wojna, choć nie przebiera w środkach, to nie tylko walka. To strach o jutro, o to czy obudzimy się następnego dnia, czy może zamykając oczy ujrzymy świat po raz ostatni. To również czas, który doświadcza nie tylko naszą wytrzymałość na ból fizyczny, ale również ten psychiczny. Z każdą chwilą człowiek staje się mniej odporny na stres, a rodzina, przyjaźń, czy inne relacje budowane na przestrzeni czasu zostają wystawione na ogromną próbę. Krótko mówiąc – wojna uczy Nas, że lepiej obejrzeć się trzy razy za siebie, niż zginąć bezmyślnie.

John Marsden – australijski pisarz - podbił serca milionów ludzi na całym świecie serią ,,Jutro'', serią która stała się fenomenem. Seria otrzymała kilkadziesiąt nagród w Australii, Stanach Zjednoczonych, Szwecji i Niemczech. W USA znalazła się na liście najlepszych książek dla młodzieży, a w Szwecji na pierwszym miejscu na liście książek polecanych przez nastolatków. W Polsce pierwsza i druga część serii stały się bestsellerami.

Kolejna seria ukazuje Nam już nie zwykłych nastolatków, ale bohaterów, którzy podjęli się bardzo niebezpiecznych akcji. Jednak czy bohaterowie nadal mogą nimi pozostać? Co dalej mogą zrobić, aby pomóc swoim rodakom w niewoli ? Jednak oni, mimo strachu czują coś gorszego. Przez cały czas towarzyszy im lęk o najbliższych, który wręcz narasta od odległych kontaktów z ludźmi. Młodzież również dręczy to, jak dlatego będą się w stanie posunąć w swoich działaniach i czy one choć trochę pomogą rodzinom. Od inwazji minęło pół roku i nadciąga chłód – zima. Mimo to Ellie i jej przyjaciele wiedzą, że nie będzie to chłodny czas, lecz gorący i pełen trudnych decyzji.

Kilka miesięcy temu doszlibyśmy pewnie do wniosku, że poczernianie twarzy, kamuflaż i synchronizowanie zegarków to lekka przesada w stylu hollywoodzkich filmów, ale teraz robienie takich rzeczy wydawało nam się czymś oczywistym.”

Czym ta część wyróżnia się od dwóch pozostałych ? Myślę, że autor, nadal pisząc lekkim, ale wyrazistym językiem, „dodał” szczyptę więcej emocji, co nie tylko zaostrzyło napięcie, ale również bardziej wciągało czytelnika w lekturę. Tutaj nie ma czasu na nudę, na zastanawianie się, czy czsem nie skończyć rozdziału jutro. Z każdą stroną miałam ochotę na kolejną, choć dobrze wiedziałam, że siostra zaraz będzie kazała mi zgasić światło, bo już dochodzi 23:00....

Myślę, że autor w trzeciej części tej fenomenalnej serii pokazał Nam – młodzieży, że szkoła jednak się na coś przydaje, nawet fizyka, często nielubiana wśród moich rówieśników. Tym Pan Marsden mnie zdobył – nigdy nie myślałam, że dla wielu bezsensowne lekcje mogą się w końcu przydać ;) Pomysł Kevina był na tyle genialny, że byłam pełna podziwu nie tylko dla jego intelektu, ale również sprytu. Wiele osób, które znam z pewnością główkowałoby od strony militarnej jak zatrzymać ciężarówkę, a tu możliwe było wręcz tak proste rozwiązanie ;) Czytając ten fragment od razu przypomniały mi się słowa Pani Profesor od chemii na temat przydatności obliczeń molowych: „ - Jak będziecie w Milionerach i Hubert Urbański zada wam pytanie ile wynosi liczba Avogadra, z uśmiechem mu odpowiecie, wygrywając milion ;)
- Pani Profesor i pozdrowimy Panią. - odpowiedział jej ktoś z uczniów”

Kolejną rzeczą, która zdobyła moje uznanie była akcja w Zatoce Szewca. Muszę przyznać, że była ona na miarę nie tylko Akcji pod Arsenałem z „Kamieni na Szaniec”, ale również zasadzką, którą trudno byłoby przeprowadzić nawet dorosłym. Z napięciem czytałam kolejne wersy powieści nie mogąc nadziwić się ogromu odwagi tych młodych ludzi. Czy my też zrobilibyśmy to co oni ? Czy może wolelibyśmy skryć się w lesie zdała od zagrożeń ?

Moim zdaniem autor fenomenalnie pokazał Nam czym jest odwaga. I nie mówię tu tylko o poszczególnych akcjach, ale o WIELKIM czynie Robyn. Owa bohaterka zawsze wydawała mi się niepozorna, jednak kojarzyła mi się z silną, dobrze zbudowaną, młodą kobietą. A kim okazała się w trzeciej części serii ? Myślę, że ta niezwykła dziewczyna zasługuje ma miano najodważniejszej i liczę na to, że w kolejnych częściach pojawi się wzmianka o niej i o tym, jaką odwagą się wykazała, dobrze znając konsekwencje własnych czynów.


Podsumowując, muszę powiedzieć, że emocje i napięcie rośnie wraz z każdą częścią, a jedna przebija następną. Przyznaję, że liczę na to, iż autor nie zwolni „tępa”, a kolejna cześć, tak samo jak poprzednie pozwoli mi zastanowić się nad tym co robię, kim jestem i czy byłabym zdolna do walki ramię w ramię z Ellie i jej przyjaciółmi.

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak literanova


-----------------------

Trzecie losowanie za nami. Myślę, że zwycięzcy będą zadowoleni. I tak z 10 osób do losowania, szczęśliwcami są numerki: 5, 8, 6, 1, czyli : Elwika, Eta, Pinko i Domi. ;) Bardzo proszę Was, dziewczyny o kontakt na mojego maila: meme@poczta.onet.eu
Ostatni moment na uzyskanie dostępu do kodu będą miały osoby, które złożą pod tą notką komentarz o pełnej godzinie do dnia 14 grudnia ;) Jeśli osób będzie więcej niż 4, przeprowadzę losowanie ^^
-------------------
Tyn, ty ryn, ty, tyn … ^^

Nadszedł czas ogłosić wyniki świątecznego konkursu ze Znakiem. Choć zgłosiło się zaledwie 7 osób, trudno było wybrać zwycięzców ;) I tak:


I Miejsce: Przepowiednia
Święta Bożego Narodzenia kojarzą mi się ze śniegiem. Gdy byłam mała święta zawsze spędzałam u dziadków, a tam, na dużym podwórku zawsze były duże zaspy. Można było lepić bałwana, zjeżdżać na sankach i rzucać się śnieżkami. A to wszystko kiedy tylko się zapragnie, bowiem w święta nie chodzimy do szkoły. Święta to także dla mnie rodzina, bowiem rodzice tego dnia zawsze mieli dla mnie czas, czytali mi bajki, bawili się ze mną. Wspólnie zasiadaliśmy do wigilijnego stołu i ubieraliśmy choinkę. Odwiedzaliśmy także krewnych, których nie widzieliśmy przez cały rok.
Na Wigilijnym stole nie może zabraknąć opłatka i świeczki z Caritasu. Bez tego stół wigilijny, nie jest stołem wigilijnym.
Oczywiście dobrze by było, gdyby pojawiły się tam pierogi z kapustą i grzybami. Jestem osobą wybredną, jeśli chodzi o jedzenie, ale akurat na to danie mam oddzielny żołądek.

W jej wypowiedzi najbardziej ujęło (czytaj rozbawiło) mnie podkreślone zdanie: ;D

II Miejsce: Eta
Święta to nie tylko trzy dni zaznaczone w kalendarzu na czerwono. To nie tylko góra jedzenia, rodzina przy boku i góra prezentów pod choinką. Święta Bożego Narodzenia to niesamowity klimat. W Wigilię od rana u mnie zawsze wiele się dzieje. Niemal wszyscy - mama, tata, ja i siostra, która przychodzi koło 9 rano - kręcą się wokół kuchni. Coś trzeba dokończyć, coś doprawić a coś wyjeść z miski palcem. W tle lecą kolędy, prezentów pod choinką przybywa, z kuchni dochodzą anielskie zapachy, za oknem prószy śnieżek. Coś pięknego. Na wigilijnym stole MUSZĄ być makiełki. Zawsze się o nie upominam, zawsze są robione na samym końcu i zawsze najszybciej znikają ze stołu. Sposób w jaki je jemy zabawnie wygląda - każdy wyciąga z miski po jednej widelcem, bez nakłada na swój talerzyk ;)” 
 
Cały czas ciekawią mnie MAKIEŁKI, których nigdy nie jadłam, jednak nagroda należy się za podkreśloną część ;)

+ dodatkowa nagroda specjalna za ogromny indywidualizm otrzymuje Aleksandra ;D Ja również postanowiłam nagrodzić drobnym prezencikiem.
Naszą rodzinną, świąteczną tradycją jest własnoręczne
upieczenie chleba. Jego wyjątkowość polega na tym, że pieczemy go tylko
na Boże Narodzenie. Tradycję tę wprowadziła moja prababcia Leokadia-
moja ukochana Lola. Przepis jest bardzo prosty i dostępny chyba w każdej
książce kucharskiej i portalach o gotowaniu.
Składniki: 500g mąki pszennej,150g maki żytniej,2 łyżki cukru,2
łyżki soli,1,5 szklanki wody, 2 łyżki oliwy lub oleju,1 torebka suszonych drożdży.
Ze składników ugnieść ciasto, odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia
(około 20 min). Ugnieść ciasto i uformować z niego bochenek chleba,
bochenek układamy blaszce z papierem do pieczenia. Pieczemy w temperaturze
około 200 stopni sprawdzając wykałaczką czy chlebek w środku jest już
suchy.Pod koniec pieczenia smarujemy wierzch chleba rozmieszanym białkiem
z jajka i jeszcze podpiekamy do zarumienienia.
Po upieczeniu, chlebem pachnie cały dom. I właśnie wtedy wiem, że
Święta się zaczęły i będą wspaniałe.
Długo myślałam dlaczego
nasz chleb tak wybornie smakuje. Teraz już wiem. Cała miłość i
doświadczenie mojej prababci, babci a potem mamy zawarta jest w tym
chlebie.
Atmosfera Świąt i podniosłość Wigilii jest najlepszą
przyprawą. Ja już założyłam własną rodzinę i wiem ,że tę
tradycję chcę zachować i przekazywać dalszym pokoleniom. Chcę by i oni
poczuli magię świąt i miłość, oddanie rodziny.”

Tutaj nie byłam obojętna na NIEZWYKŁE – podkreślone zdania ;)

Dziewczyny proszę Was o podesłanie adresów. Jutro rano (przed siódmą) wyślę do Was informację z powiadomieniem o wygranej, gdyby któraś z Was nie zajrzała na bloga ;)

---------------------

Kochani,

korzystając z okazji, chciałabym zachęcić Was do korzystania z przeglądarki prezentów, którą specjalnie dla swoich klientów przygotowało Wydawnictwo Znak. 



Moim zdaniem to świetny pomysł i przyznaję – Sama już z niej korzystałam i jest naprawdę wielką pomocą ;) 
 

sobota, 19 listopada 2011

[77] John Marsden „Jutro 2. W pułapce nocy” + mini-konkurs

Wyd. Znak literanova
Kraków 2011, 269
Ocena: 10/10 Perełka

Z czym kojarzy Wam się noc? Mi z ciemnością i chłodem, który owiewa nasze ciało, gdy idziemy ulicą. Ze strachem, że ktoś może czaić się za nami niezauważalny. A pułapka ? To z kolei identyfikuje z klatką, z której nie mogłabym wyjść oraz z zasadzką, którą z trudem idzie ominąć. Ale czy właśnie wojna, zwłaszcza kiedy zajdzie słońce, nie jest swoistą „Pułapką nocy”?

Druga część przygód Ellie opowiada nam o zdarzeniach, kiedy zostaje ich tylko sześcioro. Nastolatkowie, zamartwiając się o przyjaciół, starają się dowiedzieć, czy Ci żyją. Planują ich nawet odbić, choć ich plan, mógłby wydawać się niedoskonałym. W kolejnej części bohaterowie poznają oblicze śmierci i doświadczają jak trudno jest zabić. Książka pokazuje nam również, że nawet w czasie wojny można się zakochać. Dowiemy się również, dlaczego dorośli są dla nas oporą i co robi się, by uciec od trudów życia.

Pan Marsden zaczął pisać, ponieważ uczniowie w prestiżowej szkole, w której pracował, nie chcieli czytać. Jego debiut So much to tell you powstał w zaledwie trzy tygodnie, ale natychmiast trafił na listy bestsellerów. Po pierwszym sukcesie Marsden przez kilka lat łączył karierę pisarską z pracą pedagoga. Później zrezygnował z pracy w szkole, ale nie z pracy z młodzieżą - organizował warsztaty pisarskie, w których brali udział także młodzi ludzie z Turcji czy Indonezji. Sukces tych warsztatów zainspirował go do założenia w 2006 roku szkoły, w której nie tylko pełni funkcję dyrektora, ale też prowadzi lekcje. *

Pełna podekscytowania chwyciłam za kolejną część kultowej serii, która nie tylko w Polsce spotyka się z wielkim uznaniem. Przyznaję – trochę bałam się, że zawiedzie mnie druga odsłona oblicza wojny, gdyż niejednokrotnie druga część z serii okazywała się gorszą. Dlatego też do pozycji podeszłam z małą rezerwą. Jednak już po niecałych dwudziestu stronach znów poczułam ten niesamowity klimat, który tworzy proza pisarza i w pełni zostałam pochłonięta przez lekturę.

Jutro 2, tak jak poprzednia część, jest pisane lekkim, ale pełnym życiowej mądrości językiem. Ponadto czytelnik może poczuć się, jakby to on był jednym z sześciorga przyjaciół i razem z nimi pokonywał przeciwności losu. Przyznam, że bardzo się cieszę, że kontynuacja bestsellerowej serii jest nadal opisywana z punktu widzenia Ellie – nie tylko polubiłam bohaterkę, ale również odnalazłam w niej trochę siebie. Cieszę się, ze po raz kolejny mogłam wręcz „utopić się” w tym trudnym świecie i przemyśleć sobie, czym tak naprawdę jest moje życie i dlaczego powinniśmy szanować to co mamy.

Ktoś powiedziałby pewnie: siedem części? Przecież nawet w dwóch publikacjach trudno byłoby opisywać wojnę. Przecież to cały czas to samo. Walka,a jedni przegrywają lub wygrywają. Myślę, że książka Pana Johna jest idealnym przykładem na obalenie takowych wniosków. Pisarz idealnie rozgrywa wydarzenia, pokazując coraz to nowe możliwości obrony (lub jej braku) i wojny. Szczególnie spodobało mi się to, że bohaterowie spotkali innych ludzi, którzy (teoretycznie) tak jak oni próbowali się bronić i szkodzić wrogowi. Autor świetnie ukazał stosunek młodzieży do dorosłych. W swoim utworze pokazał Nam, że każdy z Nas potrzebuje oparcia, jakie mogą dać nam dorośli. Zaznaczył również, że łatwiej jest Nam – młodym, kiedy ktoś kieruje nami w trudnych chwilach.

Idąc dalej, pragnę wspomnieć o ważnych rzeczach, jakie autorowi udało się ująć w publikacji. Pan Marsden świetnie pokazał Nam, jak często myślimy o przyszłości. Bo czym ona właściwie jest? Czy możemy zmienić jej, z góry zapisany bieg? Myślę, że autor idealnie porównał to co będzie z czystą kartką papieru. W pełni popieram jego idee i myślę, że moja, pewnie krzywo zapisana strona, okaże się tym, czego oczekuje każdy z nas – szczęściem ;)

"- A co mogę powiedzieć? Przyszłość jest... sam nie wiem, jaka jest przyszłość. To czysta kartka papieru, na której rysujemy kreski, ale czasem osuwa nam się eka i kreski nie wychodzą tak, jakbyśmy chcieli"

Rozważania Ellie nad śmiercią i zabijanie, choć wprawiły mnie w nastrój zadumy i niejakiego smutku, myślę, ze były potrzebne w publikacji. Dzięki temu pisarz pokazał Nam, jak trudno jest zabijać, nawet wtedy, kiedy jest to dla Nas ostatecznością. Razem z bohaterami zrozumieliśmy również, że to nie tylko wojna zabija walczących, ale również samotności i chęć ucieczki przed tym trudnym czasem.

Z moim uznaniem spotkało się również to, jak pisarz przedstawił Nas – nastolatków. Pan John pokazał poprzez sytuację Ellie i Lee, że młodzież to nie tylko osoby nie myślące o konsekwencja swoich czynów, ale również jednostki, które nie stawiają życia na jedną kartę. Cieszę się również, że Pan Marsden opisał „pierwszy raz” nastolatków nie tylko momentami gorąco, ale również z silną dawką emocji bohaterów. Spodobało mi się również to, że miłość dwojga nastolatków, nie przerodziła się w stereotypowe wygłaszanie formułek, ale pełne czułości, a zarazem namiętne uczucie.

Poświęcając chwilę nowym bohaterom, którzy pojawiają się w drugiej części, muszę przyznać, że od razu, od pierwszych stron wątku, w którym pojawia się major Harvey, nie polubiłam tego człowieka. Wydawał mi się zimnym, ale pełnym jakiejś nietypowej powagi połączonej ze strachem. Myślę, że pisarz ciekawie ukazał spolegliwość człowieka. Mimo to mam nadzieję, że w kolejnych częściach owy bohater otrzyma zasłużoną nagrodę...

" (...) czułam się upokorzona tym, że ja - Ellie, która wysadza w powietrze mosty, stałam się dziewczyną na posyłki u tej kurduplowatej imitacji Hitlera."

Podsumowując, stwierdzam, że kolejna część nie jest dobra – jest o wiele lepsza od pierwszej ;) Autor pokazuje w tej części coś nowego, świeżego, co daje czytelnikom lekcję życia. Cóż mogę więcej powiedzieć ? Chyba tylko zachęcić Was, moi drodzy czytelnicy, do lektury zarówno pierwszej, jak i kolejnych części „Jutra” ;)

* Opis pochodzi ze strony wydawnictwa ;)

---------------------

Uwaga, uwaga! Obiecałam i jest - Mam dla Was konkurs, który będzie organizowany raz na tydzień, do 15 grudnia. Będziecie mieli cztery okazje by wygrać atrakcyjną nagrodę ;)


Już za tydzień - 26 listopada maszyna losująca (ja lub któraś z moich sióstr) rozlosuje wśród czytelników mojego bloga  kod rabatowy 30% zniżki na dowolne książki w Wydawnictwie ZNAK. Zasady są proste, wystarczy zgłosić się w komentarzu (anonimy proszone są o adres mailowy). Do 3 wylosowanych osób wyślę kod rabatowy, który użyć można będzie do 15 grudnia.

Konkurs trwa do soboty –  ;)
No to na miejsca, gotowi, START ^^

Przypominam również o konkursie świątecznym ;)

wtorek, 14 czerwca 2011

[58] John Marsden „Jutro. Kiedy zaczęła się wojna”

                                                                 Wyd. Znak literanova
Kraków 2011, 271 str.
Ocena: 8/ 10 Bardzo bobra

Literatura to bezkres i codziennie możemy oglądać miliony okładek nowych egzemplarzy. Codziennie niezliczona liczba osób otwiera przed sobą książkę, by razem z bohaterami przeżywać ich problemy, troski i radości. Ale dlaczego człowiek czyta? Wydaje mi się, że słowa polskiej Noblistki Wisławy Szymborskiej mówią same za siebie : „Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła.”. Dlatego też pełna entuzjazmu przystępuje do lektury kolejnych pozycji. Tym razem na mojej drodze stanęła znakomita powieść Johna Marsdena - „Jutro. Kiedy zaczęła się wojna”. Autor ni był mi znany przed lekturą, Oczywiście moja nieposkromiona ciekawość nie pozwoliła mi tak tego zostawić i musiałam się czegoś o Panie Marsdenie dowiedzieć ;)

John Marsden zaczął pisać, ponieważ uczniowie w prestiżowej szkole, w której pracował, nie chcieli czytać. Jego debiut „So much to tell you” powstał w zaledwie trzy tygodnie, ale natychmiast trafił na listy bestsellerów. Po pierwszym sukcesie Marsden przez kilka lat łączył karierę pisarską z pracą nauczyciela. Jednak z czasem zrezygnował z pracy w szkole. Mimo to nadal chciał pracować z młodzieżą - organizował warsztaty pisarskie, w których brali udział także młodzi ludzie z Turcji czy Indonezji. Sukces owych warsztatów przyczynił się do założenia w 2006 roku szkoły, w której nie tylko pełni funkcję dyrektora, ale też prowadzi lekcje. Książka opowiada o siódemce nastolatków, którzy za zgodą rodziców, wybierają się w swoją pierwszą samotną wycieczkę. Wyruszają do Piekła – niedostępnego miejsca w górach. Ta podróż i czas, który tam spędzą ma być próbą przyjaźni. Kiedy Ellie wraz z szóstką przyjaciół wraca z wakacyjnej wyprawy, zastaje opustoszałe miasteczko i umierające z głodu zwierzęta. Tajemnicza armia zaatakowała ich kraj i uwięziła jego mieszkańców. Ich świata już nie było. Wszystko się zmieniło, a nastolatki starają się żyć, by przeżyć i stworzyć własne jutro. 
 
Muszę przyznać, ze do lektury przystąpiłam pełna obaw. Uwielbiam książki o wojnie – pozwalają one docenić człowiekowi XXI wieku własne życie i rozumieć, że to co ma może stracić w ciągu kilku minut. Bałam się więc, że moje uczucia, co do publikacji o wojnie zmienią się przez to, że to już nie będzie ta sama wojna co zawsze. Mimo, to postanowiłam, że nawet jeżeli początek nie przypadnie mi do gustu przeczytam ją do końca. Pan Marsden pisze prostym, ale również wymownym językiem i pozwala czytelnikowi wniknąć w świat Ellie i jej przyjaciół. Wszystkie wydarzenia opisywane są z perspektywy dziewczyny, co jest dla mnie chyba największym plusem. Dzięki temu świetnie ukazane są emocje i uczucia jakie towarzyszył nastolatką w tej sytuacji. 
 
Bardzo polubiłam także bohaterów. Najbardziej przypadła mi do gustu Ellie, która nie była delikatną dziewczynką, tylko prawdziwą „mocną” dziewczyną wychowaną na wsi. Myślę, że była też osobą bardzo inteligentną i czułą zarazem, mimo swojego mocnego charakteru. Z miłą chęcią czytałam więc o sercowych problemach dziewczyny. Moją sympatię zdobyli właśnie dwaj wybrankowie Ellie – Homer i Lee. Chłopcy byli jak ogień i woda – jeden zwariowany młodzieniec, którego wszędzie było pełno, drugi – spokojny, ułożony, delikatny, nie rzucający się w oczy nastolatek. Nie dziwię się głównej bohaterce, a zarazem narratorce całej książki, że w każdym widziała to „coś”. Każda dziewczyna w jej wieku chciałaby młodzieńca zwariowanego z poczuciem humoru, a zarazem spokojnego i ułożonego, kiedy trzeba. Myślę, że ostateczna decyzja Ellie, może pokazać każdemu z nas, że nie powinno się kogoś oceniać po pozorach, wyglądzie czy zachowaniu. Każdy człowiek jest inny, ale nie powinniśmy go oceniać po cechach wewnętrznych, ale po tym co ma w środku ;)

Czytając o pechu i szczęściu młodzieży, która zmuszona jest walczyć o lepsze jutro, zaczęłam się zastanawiać co ja zrobiłabym w obliczu wojny. Wielokrotnie, przy lekturze jakichkolwiek książek o II WŚ zastanawiam się co by było gdybym żyła w tamtych czasach. Jednak nigdy do głowy nie przyszło mi, co bym zrobiła gdybym, budząc się rano ujrzała czołgi czy strzelających żołnierzy z innego państwa. Nie od dziś wiadomo, że zdarzały się w naszej historii człowieczeństwa wojny, spowodowane nie tylko konfliktami, ale także chęcią zdobycia władzy przez bezwzględnych dyktatorów. Nasz dom, miasto czy kraj wydają się być spokojnym miejscem i nie zastanawiamy się nad wojną, nie martwimy się, że jutro możemy się obudzić w zupełnie innym świecie. Tak samo było z siódemką przyjaciół, którzy wyszyli na wakacje do Piekła. Oni nie myśleli, że takie coś byłoby możliwe. A jednak. Mimo, to nie poddawali się i chcieli walczyć o „swoje”. A co my zrobilibyśmy? Czy walczylibyśmy? A może schowalibyśmy się w najgłębszy nieznany przez ludzi skrawek na tej Ziemi? Powieść Pan Marsdena nie jest zwykłą książką o wojnie. Opowiada ona o odwadze, przyjaźni, oddaniu, cierpieniu... Autor pokazuje nam, że w obliczu śmierci każdy z nas może się zmienić. Chce nam także powiedzieć, że na zaufaniu możemy zbudować most do nowego życia, który bez współdziałania z przyjaciółmi w trudnych sytuacjach zawaliłby się tak jak konstrukcja z zapałek. Australijski pisarz pisząc o wojnie pokazuje nam również jakim trudnym procesem jest dojrzewanie i ilu wyrzeczeń potrzeba by stać się człowiekiem dojrzałym. 
 
Podsumowując chciałabym stwierdzić, że Pana Johna Marsdena z pewnością możemy uważać za wybitnego pisraza. Z pewnością mogę też stwierdzić, że „Jutro” to idealna pozycja do promowania czytania wśród młodzieży, bo nie tylko wciągnie i zainteresuje czytelnika, ale również ukaże masę ważnych problemów życiowych. Śmiało mogę więc stwierdzić, że publikacja Australijczyka jest idealna dla każdego – i dużego i małego, gdyż pokazuje nam czym jest odwaga, zaufanie przyjaźń. Chcą zakończyć recenzję puentą pozwolę sobie przytoczyć fragment powieści, który z pewnością zachęci każdego do lektury: „ Prawdziwa odwaga polega na tym, że robisz coś mimo wielkiego strachu”.

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak literanova


--------------------------
Zapraszam również do zapoznania się z informacją o spotkaniu autorskim i konkursie. Wystarczy kliknąć TU ;)



czwartek, 17 czerwca 2010

[007] Markus Zusak „Złodziejka książek”

Tytuł oryginału: The Book Thief
Wyd. Nasza Księgarnia , 
Styczeń 2008, 496 str.
Ocena: 10/10 Perełka

O czym :

Rok 1939. Dziesięcioletnia Liesel mieszka u rodziny zastępczej w Molching koło Monachium. Jej życie jest naznaczone piętnem ciężkich czasów, w jakich dorasta. A jednak odkrywa jego piękno - dzięki wyjątkowym ludziom, których spotyka, oraz dzięki książkom, które kradnie.
Nietrudno się przekonać, że autor „Złodziejki książek” odpowiada bez słów – albo raczej słowami swoich bohaterów: tak, trzeba! Trzeba, bo nie możemy zapominać, że człowiek zdolny jest nie tylko do wielkich czynów i osiągnięć, ale także do podłości, okrucieństwa, negowania człowieczeństwa innego człowieka; trzeba, bo musimy zrozumieć, jakie uwarunkowania wyzwalają w nim te, a nie inne instynkty.

Moje Zdanie:

Szczerze mówiąc , boję się śmierci. Dlatego gdy dowiedziałam się że narratorem jest śmierć trudno było mi podejść do lektury. Ale jednak przełamałam się . Książka bardzo mnie zaskoczyła. Gdy zaczęłam ją czytać po prostu zakochałam się w tej cudownej historii małej Liesel.
To piękna, poruszająca opowieść o miłości, przyjaźni, odpowiedzialności, lojalności – uczuciach, które żyją nawet wtedy, gdy świat wokół umiera. A także o tym, jaką rolę odgrywają słowa w relacjach między ludźmi. Autor potrafi pisać o tym w sposób bardzo wyrazisty, nasycony emocjami, a równocześnie tak prosty, że przyjemnie się czyta.
II wojna Światowa nie tylko dla nas była „czasem krwi, rozbitych samolotów i pluszowych misiów”. Nie tylko my cierpieliśmy, ale także inni.
Byłam ogromnie zdziwiona, że Niemcy tak źle postrzegali tę wojnę. Wcześniej nie sądziłam, że dla nich też była tak okrutna i trudna. Te pięćset stron, które opowiadają historie niemieckiej dziewczynki , której życie podczas wojny zmieniło się diametralnie urzeka. Dziewczynka mimo tego, że pokochała Hansa i Rosę, musiała ich stracić. Opis bombardowania jej ulicy czytałam ze łzami w oczach. Jestem osobą bardzo wrażliwą i ta śmierć moich ulubionych bohaterów wywarła na mnie piorunujące wrażenie.

Oryginalna technika przerywania narracji wyodrębnionymi cytatami, uwagami, definicjami – wbrew pozorom nie zaburza jej jednolitości, podkreślając tylko najważniejsze elementy akcji.

Książka pokazuje, że kiedy nadchodzi taki czas , nieważne, czy jesteś po wygrywającej stronie. Ważne, czy okażesz się człowiekiem. Czy podasz umierającemu z głodu kawałek chleba albo przechowasz w piwnicy obcego, ściganego za nie popełnione winy, czy przygarniesz cudze dziecko lub zostawisz otwarte okno biblioteki, czy umiesz być ojcem, dzieckiem, sąsiadem, przyjacielem…

 Cytaty:

„Bierz mnie – mówili i nie było możliwości, aby ich powstrzymać. (…). Znali zbyt wiele sposobów, byli bardzo pomysłowi i skuteczni (..) czy pozwoliłby, by dusze tych, którzy pragnęli żyć i zasługiwali na życie, wpychano mu w ramiona bez końca, minuta po minucie, natrysk po natrysku ?? „

„Rasa ludzka od czasu do czasu przechodzi sama siebie. Powstaje wówczas nadprodukcja martwych ciał, a wraz z nimi i dusz”