Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meme podsumowuje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meme podsumowuje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 stycznia 2016

Jaki był miniony rok, czyli słowem podsumowania o roku 2015.

Witajcie w 2016 roku! Choć niemal codziennie zaglądam na bloga, ostatni post pojawił się w połowie grudnia. Nie oznacza to znów kolejnego kryzysu czy chwilowego porzucenia bloga (byłam, jestem i będę) :) Jak minął mój miesiąc bez pisania o książkach? Święta były dla mnie czasem, gdy postanowiłam po prostu odpocząć - nie zamartwiać się licznymi pracami i nadchodzącą sesją, zostawić pisanie recenzji na ponoworoczne dni. Czytać tylko dla przyjemności nie pod batutę kanonu. Boże Narodzenie spędziłam jak co roku - w gronie rodzinnym. Przyznaję, że uwielbiam ten czas zwłaszcza za niezwykłą atmosferę domów, w których bywam, jak i chwile spędzone przy żłóbku - zwłaszcza śpiewając kolędy przy obopólnej radości, a pomimo zimna panującego w kościele. Sylwester spędziłam ze znajomymi, a po świętowaniu Nowego Roku, a jeszcze przed świętem Trzech Króli, rozpoczęłam przygotowania na uczelnię (czytaj: pisanie prac i czytanie artykułów).

 Świąteczne wspominki...

Ale przechodząc do meritum - PODSUMUJMY ROK 2015.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Meme podsumowuje – 12 miesięcy miał rok 2014...

Nawet nie zdążyliśmy się obrócić, a kolejne dwanaście miesięcy mamy już za pasem. Jak każdy był on sumą smutków i radości, czasem spełnienia mniejszych i większych marzeń, niekiedy goryczy porażki. Mimo potknięć żegnam rok 2014 z uśmiechem, w nadziei spoglądając na nadchodzący, oby nie gorszy :)

Długo się zastanawiałam, czy tak jak dawniej napisać wyczerpujące sprawozdanie, które dostarczało mi dotąd wiele radości. Ten rok nie był jednak tak obfity w doświadczenia kulturalne i społeczne, jak w ubiegłych latach. Wiele było w nim nerwów, niepewności, smutków i słabości. Jakim rokiem był dla mnie 2014?

Styczeń był najtrudniejszy pod względem prywatnym. Ale ni zabrakło też pozytywnych akcentów. Blog obchodził ku mojej ogromnej radości już czwarte urodziny! Jak zwykle zaczęłam się zastanawiać, kiedy minęło tyle czasu. Miesiąc ten był też okresem, w którym przeczytałam „Ogród Afrodyty” - świetną książkę, która długo przeleżała na mojej półce, nim doczekała się swoich dni świetności. W styczniu odbyła się też moja studniówka, z której teraz wspominam poloneza, moc balonów wypełniających salę i wspaniałą zabawę ze znajomymi :)

Luty i przerwę zimową umiliły mi przygotowania do pracy maturalnej. Z rozmiłowaniem na twarzy wertowałam książkę Gruchmanowej i zbiór Sobierajskiego, które na stałe zagościły w mojej biblioteczce. Chociaż ciekawa publikacja o zespole ABBA to lektura styczniowa, opinia na jej temat pojawiła się dopiero w lutym. Wzbudziła ona liczne dyskusje wśród czytelników bloga, które niejednokrotnie dostarczyły mi wypieków na twarzy. Luty, który okazał się najbardziej obfitym miesiącem był także szaleństwem Igrzysk Olimpijskich. Głośne kibicowanie przed telewizorem, okrzyki radości nie mniejsze niż komentatorów sportowych oraz hymn śpiewany na stojąco – żyć nie umierać ;) Podczas olimpiady udało mi się między kolejnymi transmisjami przeczytać fenomenalnego „Mistrza i Małgorzatę”. Ach, co to za książka :)

W marcu, kiedy obchodzę urodziny zorganizowałam na blogu konkurs o chlubnej nazwie „Całkiem w połowie”. Jeszcze przed moimi urodzinami, bo 15 marca miałam okazję brać udział w przedsięwzięciu „PrzyTARGaj KSIĄŻKI” zorganizowanym przez Czytelnisko w Centrum Kultury ZAMEK w Poznaniu. Był to istny raj dla książkoholików! :) Tydzień później, bo 22 marca udałam się po raz kolejny do Poznania – tym razem na spotkanie z Panią Magdaleną Witkiewicz. Pełna optymizmu i energii pisarka z entuzjazmem opowiadała o pisaniu, życiu i swoich książkach. Byłam zachwycona!

Kwiecień był zwariowany – tylko miesiąc do matury, a tak dużo do zrobienia. Takie przynajmniej miałam wrażenie, kiedy on się zaczynał. Mimo gorączkowych przygotowań udało mi się sięgną za nadprogramowe lektury m.in. godną uwagi powieść Magdaleny Kordel „Malownicze. Wymarzony dom”. Mam już drugą część tej opowieści w domu, jednak jeszcze stoi na półce nieruszona. Sukcesem kwietnia było ukończenie „Zbrodni i Kary”, z którą nieźle się namęczyłam.

Majowe czytanie rozpoczęłam dopiero po egzaminach pisemnych. Tutaj znalazło się kilka autorek, które mnie zachwyciły. Witkiewicz zaciekawiła „Opowieścią niewiernej”, a Hauck wybitną „Suknią ślubną”. Trzecią z pisarek była Joanna Opiat-Bojarska, z którą miałam okazję po raz kolejny spotkać się i porozmawiać, gdy do końca „Blogostanu” zostało mi zaledwie kilka stron.

Czerwiec to czas, w którym odreagowywałam stresy maturalne. Spotkania z przyjaciółką i znajomymi oraz wyjazd do wuja, gdzie mogłam podziwiać piękne jezioro w Chodzieży, okazały się strzałem w dziesiątkę. To też miesiąc wielkich odkryć literackich. „Żółta sukienka” poruszyła emocjonalnie, a „Słodkich snów, Anno” wyzwoliła we mnie chęć odkrycia prawdy przed główną bohaterką. Kwintesencją i wisienką na torcie okazała się lektura „Migdałowego drzewa”.

Drugi miesiąc moich wakacji to ciąg dalszy uczty obcowania z literaturą. Tu fenomenem okazała się powieść Chamberlain, którą dosłownie pochłonęłam i publikacja Olgi Rudnickiej „Natalii 5”, przy której zabrakło mi słów (kiedy ciągle musiałam się śmiać) :) W lipcu przeczytałam też książkę „naszej” Kasi Meres, o której więcej pisałam tutaj. Ogromnie ucieszył mnie jej debiut i kibicuję wydaniu kolejnych opowieści.

W sierpniu, kiedy zaczęłam letnią pracę, pochłonęłam kolejną pozycję Chamberlain – tym razem „W słusznej sprawie”, którą to lekturę tak zachwalała Ewa – Książkówka. Wcześniej jednak chwyciłam za przedpremierowy egzemplarz „Czarnych skrzydeł”, z radością powracając do prozy Sue Monk Kidd, której nie czytałam już kilka lat. Trzecią sierpniową publikacją, którą najmilej wspominam jest „Święta tajemnica” Krzysztofa Koziołka, do której podchodziłam bardzo sceptycznie. Autor nie zawiódł i zasłużył na moje uznanie.

Wrzesień to czas przygotowań do studenckiego życia. Kompletowałam mój „przybornik” kupując skoroszyty, folie, zakreślacze, pisaki, fiszki i wiele innych. Między pracą a urządzaniem się w nowym pokoju starałam się czytać. Najwięcej emocji (i wylanych łez) pozostawiło po sobie czytanie powieści Forman „Jeśli zostanę”. Książka i jej ekranizacja to dwie najlepsze rzeczy we wrześniu :) Radością tego jesiennego miesiąca była też lektura debiutu Łukasza Zaranka i „Stu imion” Ahern. Obie dostarczyły wielu wrażeń, a książka Ahern sprawiła, że znów postanowiłam zagościć w kreowanych przez nią rzeczywistościach na dłużej, nabywając inne jej publikacje.

Październik i listopad okazały się ciężkim czasem dla blogowania. Na KSIĄŻKI-MEME nie trafiło za wiele recenzji i postów, a ja czułam się momentami bezsilna i zmęczona . Tygodnie niesamowicie szybko mi mijały, a i dni nie chciały się dłużyć. Niewiele czytałam dla czystej przyjemności, starając się na bieżąco czytać lektury na zajęcia. Czas umykał też przez weekendową pracę, którą podjęłam od września.

Grudzień był czasem mobilizacji. Może zbliżające się święta, a może poczucie winy, że zaniedbuje moich czytelników sprawiły, że postanowiłam przed końcem roku rozstrzygnąć wiele nurtujących mnie kwestii i na nowo zacząć cieszyć się życiem. Spisałam sobie listę i sumiennie wykreślałam kolejne punkty. Większą część udało się „zaliczyć”. Finisz roku, ostatnie kilka dni to bardzo płodny okres czytelniczy. Lektury i powieści wręcz topniały w moich rękach. Oby i tak było w styczniu! :)

W 2014 roku przekroczyłam zeszłoroczną granicę i przeczytałam więcej książek, a mianowicie 64 publikacje. Były też lektury, które czytałam podczas tego roku w mniejszych lub większych fragmentach. Na blogu pojawiły się ogółem 53 posty w tym 32 recenzje. Jestem zadowolona z polepszenia wyników, ale niepokoi mnie słaba końcówka roku. Obym w 2015 nie popadła w jesienne zmęczenie. Póki co życzę pomyślności w Nowym Roku i żegnam się, zapraszając w kolejnych dniach na recenzje. A jest ich sporo – sześć już w gotowości czeka na publikacje :)

środa, 3 grudnia 2014

"Zimowy sen"

Mój zimowy sen zaczął się jeszcze, nim nasz kraj ogarnęło to niesamowicie zimne powietrze, silny wiatr i mroźne moce. Zasnęłam, tracąc magię czytania. Zaczęłam męczyć się czytaniem, brakowało w niej tej pasji, co dawniej. Przez wrzesień i październik próbowałam walczyć z ogarniającym mnie zmęczeniem, ale była to walka niezbyt wyrównana. Listopad, choć bez grama śniegu w mojej okolicy, wydawał się czasem, gdy schron przysypany jest kilkumetrowymi zaspami. Zapędy czytelnicze budziły się we mnie tylko, gdy otwierałam często rozsypujące się (ku mojej uciesze, gdyż lubię stare książki), lektury i pozycje na zajęcia. Dopiero słowo „GRUDZIEŃ” obudziło mnie. 

W końcu czego nie zrobisz przed Nowym Rokiem, będzie ciągnęło się za Tobą przez cały kolejny.

Czuję, że skrzywdziłam kilka książek, kilku autorów, kilkudziesięciu czytelników mojego bloga i pozostałych bloggerów. Najbardziej żal mi jednak publikacji, bo przecież tym żyjemy my, książkoholicy (i początkujący filolodzy). Niewątpliwie żałuje, że przez moją absencje blogową niewiele osób poznało wartościową pozycję Łukasza A. Zaranka – jedyną recenzję, jaką udało mi się opublikować w listopadzie przeczytało niewielu. Od kilku dni trapi mnie też myśl o osobach, które pozostawiłam bez wiadomości oraz książkach, które przeczytawszy, porzuciłam między wydaniami Biblioteki Narodowej i chusteczkami higienicznymi na biurku. Wczoraj postanowiłam jednak dokonać swoistego rachunku sumienia. Spisać wszystko, co złe. Na liście nagromadziło się czternaście książek, kilka osób, wydawnictw, inspiracji, radości oraz spraw dla mnie ważnych, które uciekły mi gdzieś, między placami. Nie mam oczywiście zamiaru wysprzątać biurka na połysk, bo przecież:

Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko?

~ Albert Einstein 

Wracając do meritum – czasu pozostało niewiele, Święta Bożego Narodzenia co raz bliżej. Oby grudzień był łaskawy dla moich planów i abym wytrwała w nich do samego końca. Recenzja już jutro. Nie wiem, czy zdążę odwiedzić wszystkie blogi, ale spróbuję zajrzeć choć na kilka, dopijając resztkę już nieco zimnej kawy.


Gorąco pozdrawiam :)

niedziela, 2 listopada 2014

Meme podsumowuje - PAŹDZIERNIK 2014

Październik był dla mnie miesiącem, w którym mam wrażenie, że naprzemiennie czytałam lektury na studia, pisałam, dojeżdżałam (często solidnie przepełnionym) pociągiem i spałam. Kiedy tylko udało mi się złapać chwilę dłużej w domu, zaraz starałam się odpocząć. Dlatego też strasznie was przepraszam, że nie było mnie tutaj z Wami. Przepraszam też za niedopełnione obietnice bo takie zapewne były. Kiedy tylko uda mi się spokojnie usiąść do laptopa, będę tutaj zaglądać z dwa, trzy razy w tygodniu.

Wśród październikowych lektur znalazły się trzy pełne pozycje, o których koniecznie muszę wspomnieć. Pierwszą książką, którą skończyłam w miesiącu inauguracji studenckiej było „Sto imion” Ceceli Ahern. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem tej powieści, której pomysł może stanowić dalsze inspiracje dla wszystkich piszących – czy do szuflady, czy na księgarniane półki. Między artykułami, utworami poetyckimi i zbiorami poezji czy pieśni średniowiecznej bądź wstępami do nich udało mi się przeczytać październikowy zakup – publikację Pameli Ribon pt. „Twoja kolej”. W tym przypadku zaciekawił mnie rys fabularny, jaki przedstawili czytelnikom wydawcy na okładce. Ogromnie zaintrygowana rozpoczęłam czytanie, by razem z bohaterami śmiać się i płakać. W całości udało mi się też przeczytać „Kronikę polską”. Choć była to lektura na zajęcia, charakterystyczny język twórcy bardzo mnie wciągnął, umilając czytanie.

Listopad to miesiąc niezwykle melancholijny. Uroczystość Wszystkich Świętych i szaruga za oknem zdecydowanie sprawiają, że życie staje w miejscu, a do głowy przychodzą najdziwniejsze przemyślenia. Jest to też czas uporczywych katarów i wiecznie zimnych dłoni (jeśli nie nosi się rękawiczek). Dla mnie będzie to okres intensywnej lektury pozycji na zajęcia i mam nadzieję – książek dla przyjemności. Chcę w tym miesiącu też popisać trochę dla siebie, trochę dla was. Trzy recenzje udało mi się ukończyć dziś. Ustaliłam ich publikację, gdyż wracając ostatnim pociągiem, trudno od razu po powrocie nie położyć się po prostu do łóżka :)

piątek, 10 października 2014

Meme podsumowuje - WRZESIEŃ 2014

Wrzesień był dla mnie miesiącem wyczekiwania – kiedy wszyscy szturmem (choć nie zawsze najchętniej) ruszyli ku szkolnym bramą, ja pomiędzy dniami przepełnionymi pracą i czytaniem, oczekiwałam października. Ten, chowając się gdzieś w oddali na kartach kalendarza, zbliżał się bardzo powoli. W pierwsze jesienne popołudnia udało mi się jednak czasem ujarzmić myśli i oddać lekturze pozycji, których liczba w pokoju z każdym dniem zwiększała się.

Ku mojemu zaskoczeniu, po podliczeniu jakież to powieści umilały mi życie we wrześniu, doliczyłam się aż pięciu książek. Myślę, że ten wynik w moim przypadku jest jak najbardziej zadowalający, zwłaszcza, że czasu na czytanie nie miałam tyle, co zwykle. Bardzo się cieszę, że wśród przeczytanych przeze mnie publikacji znalazło się dzieło autorstwa Sue Monk Kidd, za której prozą już się stęskniłam. Ależ to była uczta! Źródłem pozytywnych doznań literackich była też wzruszająca powieść młodzieżowa autorstwa Formana. Nieprzesłodzona, jak bywało z książkami poruszającymi się w sferze problemów nastolatków, stonowana, a jednocześnie zapadająca w pamięć. Uśmiech na mojej twarzy wywołały też fragmenty książek Trzeciak i Zaranka. W jednym przypadku drugie spotkanie okazało się lepsze od pierwszego, z kolei w drugim – nie do końca mogłam odnaleźć cząstkę, która zafascynowała mnie przy pierwszym poznaniu. Kto zaciekawił, a kto nie do końca zaspokoił ciekawość? Wkrótce się dowiecie :)

Za mną już dziesięć październikowych dni. Pierwsze długie godziny spędzone na uczelni, pierwsze zajęcia, a na dodatek - „walka” z USOS-em zakończona zwycięsko. Mijający tydzień pechowca (tyle zrządzeń losu jest przecież aż niemożliwym) był niezwykle zbitką męczących chwil, w których bardzo brakowało mi bloga. Koniecznie muszę rozplanować sobie w nadchodzącym czasie, by mieć sposobność nie tylko do publikowania już gotowych opinii, ale także odwiedzania ulubionych stron w blogowym światku. Tymczasem kończę, by oddać się lekturze „Stu imion”. Ach, jak dobrze spoglądać przed siebie, kiedy na biurku czeka tyle fascynujących powieści :)

czwartek, 4 września 2014

Meme podsumowuje - SIERPIEŃ 2014

Ostatni dla wielu miesiąc wakacji minął mi błyskawicznie. Kiedy oglądam się za siebie, zastanawiam się, gdzie podziało się te trzydzieści jeden letnich dni. Dób, które minęły mi nie tylko na wakacyjnej pracy, ale również wielkim remoncie. W końcu przeprowadziłam się na zaadaptowany strych i będę miała swój kącik z książkami. Na półki jednak muszę trochę poczekać, a te pierwsze dni moje tomiszcza spędzają w kartonach, które zajmują znaczną część pokoju :) W sierpniu nie zapomniałam oczywiście o czytaniu i pisaniu. Każdego dnia, mimo natłoku spraw chwytałam książkę w dłoń albo przy dźwiękach panującej nocą ciszy, pisałam. Uwielbiam usiąść przed pustą kartką, kiedy wiem, że nikt nie będzie mi przeszkadzał. Lepiej mi się myśli słysząc miarowy oddech śpiącej obok siostry i docierające z pokoju rodziców pochrapywanie czasu. Ależ się rozpisałam! Czas teraz opowiedzieć Wam, jak to wyglądało u mnie sierpniowe czytanie :)

W tym miesiącu do przeczytanych mogę dopisać cztery książki. Mimo jednocyfrowej liczby jestem ogromnie zadowolona z tego wyniku, gdyż był to pierwszy z miesięcy, w którym „uczułam się” godzić pracę z pasją czytelniczą. Niewiele brakowało, a do grona pozycji, której ukończyłam w sierpniu dołączyłyby „Czarne skrzydła” Sue Monk Kidd, ale zostało mi jeszcze kilkadziesiąt stron na dzisiejszy wieczór :) Miesiąc rozpoczęłam „Rezydencją” Krzyśka Bieleckiego, o której już pisałam. Dalej na mojej drodze stanęła jedna z lepszych powieści, która zaintrygowała mnie u Książkówki – kolejna publikacja Chamberlain „W słusznej sprawie”. Nie chce nic zdradzać, bo moja opinia już wkrótce, ale uchylając rąbek tajemnicy – drugie spotkanie z jej prozą było jeszcze lepsze! :) Przenosząc się do nowego miejsca, wpadła mi w ręce „Święta tajemnica” pożyczona od znajomej, którą pochłonęła z wielkim podekscytowaniem, mimo że początkowo byłam sceptycznie nastawiona. W ciągu jednego niedzielnego popołudnia powróciłam na nowo, z odrobiną rezerwy, do Pani Izabeli Sowy. „Azyl” okazał się świetną odskocznią i niesamowitą dawką pozytywnej energii. „Czarne skrzydła”, o których przeczytacie w następnej recenzji, nie zawiodły i odnowiły w pamięci czar roztaczany przez Kidd. Jestem ciekawa, jak bardzo będę oczekiwać kolejnej powieści pisarki, kiedy ostatecznie zamknę książkę.

Jak widzicie sierpień był intensywny. Wrzesień zapowiada się podobnie, jednak liczę, że czytelniczo uda mi się poprawić choć odrobinkę. Zaraz za publikacją Literackiego planuję zacząć „Powrót” Izabeli Sowy, po którym spodziewam się wiele. Dalej czekają mnie pozycje biblioteczne tj. „Polichromia” Joanny Jodełki, „Nadyia” Łukasza Zaranka i „Sekretne życie CeeCee Wilkes” Diane Chamberlain. Prócz tego książka Marty A. Trzeciak i „Wymarzony czas” Pani Kordel, który tak jak przy pierwszej części, nieco odkładam w czasie, by cieszyć się lekturą i nie usychać z tęsknoty za dalszymi losami Magdy. Po zapełnieniu półek chciałabym też wybrać coś do lektury z powieści dotąd przeze mnie nie czytanych, ale czas pokaże, co uda się zrobić w nadchodzących dniach :)

PS. Recenzję „Czarnych skrzydeł” postaram się opublikować w niedzielę :)

piątek, 1 sierpnia 2014

Meme podsumowuje – LIPIEC 2014

Pierwszy miesiąc wakacji właśnie za nami. Dla mnie było to już ponad drugi wakacyjnej „laby”, jednak w lipcu naprawdę czuć było zewsząd ogarniającą wolność, nie tak jak w czerwcu. Minione trzydzieści jeden dni minęło mi pod znakiem remontów, gotowania, krótszych oraz dłuższych podróży samochodem i oczywiście czytania. Kurzu i sprzątania doświadczę jeszcze w sierpniu, ale w ciszy czterech pustych ścian (właściwie to nie czterech...) przyjemnie się czyta :) Prawdziwie odpocząć udało mi się dopiero podczas niemal tygodniowej wizyty Ety, by potem wrócić do domowej rutyny.

Moje lipcowe czytanie zaczęło się dość gwałtownie – pierwszą pozycję ukończyłam kiedy lipiec dopiero świtał. Oczarowana książką Chamberlain zarezerwowałam sobie oczywiście kolejna pozycję, którą już wczoraj zaczęłam czytać. Jeszcze większy zachwyt czekał mnie podczas lektury powieści Pani Rudnickiej „Natalii 5”. Była niesamowita – koniecznie muszę w najbliższym czasie „wyposażyć” swoje półki o jej książki ;) Z najnowszą publikacją Pani Jodełki "ARS Dragonia" było trochę trudniej, ale w końcu odnalazłam w niej fragment, który porwał mnie niczym silny wiatr i w kilka godzin znalazłam się na ostatnich stronach. Na koniec miesiąca zaserwowałam sobie jeszcze emocjonalną opowieść autorstwa Katarzyny Meres. Od początku czułam, że „nasza” Kasia pisze niesamowicie i nie przeliczyłam się. Mam nadzieję, że teraz podołam napisaniu o tej motywującej prostotą książeczce :) W ostatnich lipcowych godzinach zaczęłam też książkę Krzyśka i już wspomnianej na początku amerykańskiej pisarki. Obie pewnie nie zagrzeją długo miejsca przed moim nosem, gdyż strony topnieją w mgnieniu oka ;)

Na początku poprzedniego miesiąca miałam pokazać Wam co będę czytać, jednak wpadłam na genialny pomysł, który wymagał cierpliwego oczekiwania z mojej strony. Wkrótce zobaczycie efekt „weny twórczej” przy fotografowaniu tego, co było moją lekturą w lipcu i będzie w sierpniu. Co znajdzie się w wakacyjnym stosie? Zerkam obok na książki ułożone na biurku i bystry okiem dostrzegam tam takie publikacje jak „Wymarzony Czas” Magdaleny Kordel i „Bliżej, dalej” Marty A. Trzeciak – dwóch autorek, z których prozą miałam już do czynienia i mam ogromną ochotę na ponowne spotkanie. Chyba najbardziej cieszy spojrzenie nowa książka „Czarne skrzydła” Sue Monk Kidd, autorki rewelacyjnej powieści „Sekretne życie pszczół”, którą otrzymałam na dwa miesiące przed premierą :) W sierpniu będę pracować, jednak postaram się by nie zabrakło Wam recenzji do czytania, w końcu zebrało się ich aż cztery w kolejce do publikacji :) W poniedziałek pierwsza. Zgadnijcie jakiej książki! Pomoże Wam w tym aktualna lista przeczytanych. Powodzenia! ;D

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Meme podsumowuje - CZERWIEC 2014

Czerwiec, nie oszukując się, był miesiącem ogromnego stresu. Myślę, że moje gadanie „nie zdam” dawało się we znaki całej rodzinie, a słowo „Wesele” było powodem nerwów mojej przyjaciółki Ety. Wyłączeniu myśli zdecydowanie pomagała literatura, mniejsze oraz większe podróże i od dawien dawna wyczekiwany przeze mnie Mundial 2014. Nowi ludzi, rozmowy i przyroda działały kojąco na moje zmysły. 27 czerwca okazało się, że zdałam (!!!), a Pan vice-dyrektor wydając mi wyniki pogratulował matematyki, bo przecież dla wielu humanistów okazała się ona zmorą...

Czerwcowe czytanie zaczęłam „Żółtą sukienką”, od której z kolejnymi stronami nie mogłam się oderwać, a jej recenzję pisałam niezwykle emocjonalnie – część fragmentów powstała w trakcie lektury. Z radością zaczytywałam się w „Słodkich snów, Anno”, kiedy tylko otworzyłam paczkę, którą jak zwykle listonosz przyniósł mi z wielkim uśmiechem. Nie mogłam przestać przewracać kolejnych stron, odkrywać kolejnych tajemnic.. Ach, ta publikacja jest... niezwykła. W połowie czerwca wyruszyłam w podróż do wuja. Odkrywałam malownicze okolice Chodzieży, wsłuchiwałam się w ulubione melodie zespołu Natanael, podziwiałam niezwykle zapadające w pamięć obrazy Tytusa oraz rozmawiałam i miło spędzałam czas (także oglądając mecze!) z niezwykle wartościowymi ludźmi, z którymi mogłam dyskutować na przeróżne tematy od literatury, przez kino, kabarety i muzykę, po malarstwo. W torbę zapakowałam dwie książki „Dom nad smutnym jeziorem” i „Szansę na życie”, których nie skończyłam podczas pobytu, ale stanowiły znaczną cześć mojego czerwcowego czytania (pozostało mi jeszcze kilkadziesiąt stron). Po powrocie i Bożym Ciele czekała mnie lektura poruszającej powieści „Drzewo migdałowe”, którą przedstawię Wam jeszcze w tym tygodniu.

Kiedy myślę o lipcu, zdecydowanie spoglądam na „Natalii 5” Olgi Rudnickiej i „ARS Dragonia” Joanny Jodełki, które wypożyczyłam w zeszłym tygodniu z biblioteki, w dzień przed największą atrakcją Dni Obornik (przynajmniej dla mnie) – koncertem happysadu. Było przegenialnie ;) Co nieco napisałam o nim na stronie mojej miejscowości, na którą serdecznie Was zapraszam (choć jeszcze nie wszystko wygląda idealnie) ;) Prócz tych dwóch powieści czekają mnie książki z moich półek. Na co w tym miesiącu pragnę zwrócić swoja szczególną uwagę, pokażę Wam, prezentując w pierwszych dniach lipca niewielki stos. Tymczasem zabieram się za ostatnie strony do przeczytania w czerwcu ;)

środa, 4 czerwca 2014

Meme podsumowuje - MAJ 2014


Maj był miesiącem matur. Ku mojemu zaskoczeniu jego pierwsze trzy tygodnie, w których natężenie egzaminów było wyjątkowe, minął bardzo szybko. W tych początkowych dniach miesiąca kolejno towarzyszyły mi słowniki, podręczniki, zeszyty gromadzone przez lata nauki czy literatura fachowa. Gdy miałam już za sobą obowiązkową część, chętniej zagłębiałam się w „Atlas historii Polski” czy „Językoznawcze wędrówki nie tylko po Poznaniu” Moniki Gruchmanowej.

W maju przeczytałam w sumie 6 książek. Przy lekturze „Atlasu...” i pozycji Pani Moniki udało mi się połączyć przyjemne z pożytecznym. Poza nimi do listy przeczytanych dopisuję cztery powieści. Pierwszą z nich jest „Jajko z niespodzianką”, którą skończyłam w pierwszych dniach maja, jeszcze przed „ostatecznym starciem”. Moje dalsze czytanie literatury kobiecej ruszyło dopiero po 20 maja – po egzaminie z historii. W tych ostatnich dniach miesiąca przeczytałam „Opowieść niewiernej”. Za tę pozycje zdarzało mi się niejednokrotnie sięgać już wcześniej – wieczorami, ale gdy mogłam w pełni zagłębić się w książkę Pani Magdy, aż żałowałam, że jej czytanie mija tak szybko. „Blogostan” Joanny Opiat-Bojarskiej był z kolei publikacją, za którą chwyciłam, gdy znalazłam ją niepozornie schowaną pod tomami Jeżycjady. Zaczęłam czytać, a potem ku mojej uciesze – mogłam porozmawiać z autorką o tej, jak i innych jej powieściach. Kiedy zaś przyszło mi usiąść w już nie pierwszej w maju kolejce do lekarza razem z mamą, rozpoczęłam lekturę „Sukni ślubnej” Rachel Hauck. Przyznaję, że niektórzy dość dziwnie patrzyli na różową okładkę i tytuł ;) Ale co tam reakcje towarzyszących mi osób – warto było uśmiechać się, trwać w napięciu i ocierać łzy, czytając końcowe strony powieści już w domu. Pod koniec maja chwyciłam za „Żółtą sukienkę”, której teraz zostało mi kilkanaście stron.

Myśląc o czerwcu, rozglądam się po biurku, spoglądając na czekające na mnie pozycje. Zaraz po debiucie literackim Pani Beaty Gołembiowskiej, zacznę czytanie „Słodkich snów, Anno”, którą to książkę jakąś godzinkę temu odebrałam od listonosza. Dalej będę czytać „Dom nad jeziorem smutku”, który zaintrygował mnie szczególnie po zaczarowanej wręcz opinii Esy. Na piramidach książek, w których ginie mój laptop, dostrzegam także „Szansę na życie” wypożyczoną z biblioteki i ciągle oczekującą i „W jednej walizce”. Za te dwie pozycje szczególnie chciałabym chwycić jeszcze w czerwcu. Prócz tego kilka publikacji z ostatnio prezentowanego stosu... Ach, jaka uczta dla duszy! :)

czwartek, 1 maja 2014

Meme podsumowuje - KWIECIEŃ 2014

Kwiecień plecień, bo przeplata – trochę zimy, trochę lata” i w myśl tego pradawnego porzekadła znanego od pokoleń upłyną w moim odczuciu kwiecień. Miesiąc splatał spiralę pozytywnych i negatywnych chwil w mojej szkolnej codzienności, życiu prywatnym i czytelniczym. Był to czas ostatnich sprawdzianów, odpowiedzi ustnych, kartkówek... Chwila, w której tak naprawdę zdałam sobie sprawę, że to już koniec liceum, w którego mury weszłam nie tak dawno temu. Moment, od którego zaczęły się nerwy i co raz bardziej gorączkowe przygotowania do matury trwające po dziś dzień.

Czytelniczo miesiąc ten wypadł dość blado, jednak sama przed sobą mam powody do dumy. Największym jest oczywiście ukończenie „Zbrodni i Kary”, z którą to lekturą zatrzymałam się pewnego dnia na setnej stronie i dalej nie mogłam ruszyć. Kolejną lekturą, z którą musiałam się do końca „rozprawić” były opowiadania Borowskiego. Zakładka tkwiła przy „Bitwie pod Grunwaldem”. Tym razem złapałam wiatr w żagle i opowiadanie przeczytałam w pół godziny. Na deser czekała wisienka na torcie, której początkowo się bałam, ale o tym później - „Malownicze. Wymarzony dom” Pani Magdy... Ach, na sam tytuł publikacji, która nadal leży na moim biurku i nie pozwala chwycić w ręce kolejnej powieści, uśmiecha się buzia :)

A maj? Matura, matura, matura... Ach, nie myślałam, że tak prędko przyjdzie na mnie kolej, by stawić się na egzaminie dojrzałości. Mam nadzieję, że stawię czoła i przede wszystkim – nie zawiodę samej siebie. Wierzę też w opatrzność bożą, że tematy na rozszerzonym polskim i rozszerzonej historii okażą się przychylne. Ostatnie egzaminy mam dopiero 29 maja. W międzyczasie będę kończyć kolejne pozycje – te, które uparłam się skończyć jak np. „Cudzoziemkę” i czytane dla przyjemności jak „Jajko z niespodzianką”. Trzymajcie za mnie kciuki! :) Pozostałym maturzystom również życzę szczęścia w dni sądu :D

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Meme podsumowuje - MARZEC 2014

Kolejny miesiąc za pasem – jakże emocjonujący, pełen czytania, ciężkiej pracy i małych - wielkich radości wśród szarej codzienności. Od miesiąca cisza na blogu, choć czytam, piszę, a książek na półkach przybywa. Dziś opowiem, co wydarzyło się w tym miesiącu i jakie plany czekają na mnie w nadchodzących dniach kwietnia. 

Marzec był niewątpliwie bardziej intensywny od swoich poprzedników zwłaszcza, jeśli chodzi o szkołę (w której ganiali nas ostatnimi sprawdzianami i pracami klasowymi w dość nierzeczywistej liczbie, ale to chyba tak jak wszędzie wśród klas maturalnych) i czytanie oraz wszystkie przedsięwzięcia kulturalne z tym związane.

W marcu miałam okazję brać udział w przedsięwzięciu „PrzyTARGaj KSIĄŻKI” zorganizowanym przez Czytelnisko w Centrum Kultury ZAMEK w Poznaniu. Pierwszy raz brałam udział w tej imprezie, choć wiele już o niej słyszałam. Przyjmowanie tomiszczy zaczęło się już o 15:30, a gdy dotarłam na miejsce kilka minut po 16:00 zobaczyłam prócz uśmiechniętej Ani znanej mi z Debaty Blogerów, tłumy ludzi. Widok osób krzątających się po trzech salach między literaturą dziecięcą i młodzieżową, kobiecą i obyczajową, kryminalną i fantastyczną bił wręcz po oczach. Multum ludzi, stosy książek – istny raj dla książkoholika. Choć początkowo nie mogłam się odnaleźć w nowo poznanej rzeczywistości, teraz wiem, ze nie mogę się już doczekać kolejnej edycji :) (niżej prezentuję zdjęcie przed i po wymianą). 

Tydzień później, bo 22 marca udałam się natomiast na spotkanie z nikim innych jak autorką mojej ukochanej „Ballady o ciotce Matyldzie” - Panią Magdaleną Witkiewicz. Wychodząc, brakowało mi słów, ale dokładniej (nie mogę sobie poskąpić relacji ze spotkania, choć moje zdjęcie z Panią Magdą zabójcze nie jest) opowiem Wam o tych kilku godzinach, za jakiś czas. Na spotkaniu nabyłam „Szkołę Żon”, w którą prędko się zaczytałam. Prócz mnie po lekturze są już przyjaciółka i siostra. 

Jeśli chodzi o bilans przeczytanych książek – do listy mogę dopisać pięć pozycji. Muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona z marcowych lektur, zarówno szkolnych – zwłaszcza zachwyciłam się „Dżumą” Camusa – jak i własnych. Tu serce skradła Pani Magdalena Witkiewicz z swoją niezwykle motywującą „Szkołą Żon”. W pozostałych książkach także udało mi się znaleźć kilka wartościowo opisanych aspektów ludzkiego życia. W marcu zaczęłam również kończyć dwie zaległe lektury szkolne, z którymi mam nadzieję – uwinę się na dniach :) 

A kwiecień? Połowa już niemal za mną... Te ostatnie dni miesiąca i szkoły chciałabym przede wszystkim poświecić na systematyczne działania jeśli chodzi o ostatnie powtórki do matury, czytanie pozycji do pracy maturalnej, jak również po prostu pisanie. Będzie ciężko, ale motywacja jest ogromna. 


Edit: Ach, skleroza! Zapomniałam o wynikach konkursu. Szkoda, że tak niewiele osób wzięło udział w zabawie, ale liczę, że może następnym razem znajdzie się Was więcej. Dziś chciałabym pogratulować Ellenie D., która otrzymuje "Stalowe szpony" i Jowicie Zab, do której pofruną "Murzyni we Florencji" :) Dziewczyny, czekam na maile z adresami :D

czwartek, 6 marca 2014

Meme podsumowuje – LUTY 2014

Dawno nie pamiętam miesiąca, w którym mogłam po prostu tak zwyczajnie na chwilę się zatrzymać, trochę odpocząć. Takim „darem od losu” okazała się część lutego, w której miałam ferie zimowe i w końcu mogłam się wyspać, a co najważniejsze dla mnie jako książkoholika – mogłam czytać do późnych godzin nocnych. Choć nie ominęła mnie choroba, a i na pierwszy tydzień przypadło mi kilka zajęć fakultatywnych przed maturą, a także konsultacje z języka polskiego, nie pamiętam kiedy ostatnim razem mogłam oddać się lekturze z niekłamaną przyjemnością i brakiem pośpiechu.

Genialną sprawą podczas ferii było oczywiście pierwsze zagłębianie się w mój temat maturalny, który dotyczy tematu pochłaniającego mnie bez reszty, czyli gwary mojego regionu :) Z wielkim namaszczeniem i ogromną radością wertowałam nowo przybyłą do mnie książkę Pani Moniki Gruchmanowej czy publikację Zenona Sobierajskiego.

Niezwykle ważnym aspektem w moim małym odkrywaniu przyjemności codzienności, którego dostąpiłam w ferie, były zdecydowanie ponowne odkrywanie moich ukochanych utworów jak i odkrycia muzyczne zupełnie nowych, w których zatracałam się z kolejnymi dźwiękami. Dawid Podsiadło, Happysad, Myslovitz, Edyta Bartosiewicz czy Three Days Grace to artyści, w których piosenki zasłuchiwałam się z radością, jak dawniej. Z kolei Christina Perri i Skillet to wykonawcy, których w pewnym stopniu odkrywałam w lutym, nierzadko nie rozstając się z ich muzyką podczas czytania.

Za sobą mam lekturę sześciu utworów literackich. Nie jest to może apogeum moich możliwości (zwłaszcza zważywszy na ilość wolnego czasu), ale jestem szczególnie dumna z tego, iż przeczytałam dwie niesamowite i zdecydowanie godne uwagi powieści, które przychodzi znaleźć uczniom na listach pozycji obowiązkowych. Mowa oczywiście o fenomenalnym dziele Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata”, jak również o jednej z najprawdziwszych opowieści z okresu wojennego - „Innym Świecie” Herlinga-Grudzińskiego. Obie te publikacje były niezwykłe i zdecydowanie na zawsze zagościły w mojej pamięci. Poza tym nic nie pobije połączenia czytania tychże pozycji równolegle z oglądaniem Igrzysk Olimpijskich, którymi zachwycałam się na Fanpage KSIĄŻEK-MEME :)

Jeśli chodzi o marcowe plany czytelnicze – chciałabym z pewnością przeczytać choć jedną pozycję z półki, jak również oddać się czytaniu ostatnich lektur szkolnych. Najważniejszymi pozycjami marca będą oczywiście podręczniki od historii i wszelkie repetytoria – w końcu matura z tegoż przedmiotu zbliża się wielkimi krokami. Ponadto największa radość – studiowanie pozycji dialektologicznych. Co poza tym? Poczekam, będę patrzeć pozytywnie w niedaleką przyszłość i przekonam się, co przyniesie czas...

wtorek, 4 lutego 2014

Meme podsumowuje - STYCZEŃ 2014

Niedawno zaczął się nowy, 2014 roku, a teraz za Nami już styczeń.. Ach, jak szybko ten czas mija. Zdawać by się mogło, że wskazówki zegara czasem na chwilę zwolnią, gdy na coś czekamy, ale niebezpiecznie przyspieszają, gdy niespieszno człowiekowi do snu.. :)

Styczeń to miesiąc, który chcąc nie chcąc nieco mi się skrócił. Z trzydziestu jeden dni zrobiło mi się nieco ponad piętnaście. W pierwszej jego połowie szpitale polubiły moją rodzinę, przez co nie raz, nie dwa musiałam odłożyć książkę ze względu na obowiązki. Ostatni, nieco już spokojniejszy tydzień minął mi na gorączkowych przygotowaniach do Studniówki – z pewnością niezapomnianego wydarzenia, a jednocześnie „znaku”, że matura co raz bliżej...

Mimo trudności czytelniczo ten miesiąc nie wypadł wcale tak źle, patrząc na moje poprzednie „dokonania”. Wiadomo – zawsze chciałoby się lepiej, ale póki co trzeba się cieszyć z tego, co udaje się osiągnąć ;) Na listę przeczytanych lektur mogę wpisać siedem pozycji. Już w pierwszych dniach stycznia udało mi się przemęczyć „Szewców” oraz skończyć „ABBA. Fenomen i legenda”. W tymże miesiącu udało mi się też wrócić do Lewisa, a także zasmakować trochę polskiej, współczesnej poezji. Najbardziej zapadającymi w pamięci mimo wszystko będą lektury spod pióra Pana Borowskiego, do których powrócę także w lutym :)

A co w lutym? Właśnie zaczęłam ferie i przede wszystkim mam zamiar nadrobić nieprzeczytane lektury szkolne, a w następnej kolejności chwycić za pozycje, które od dawna leżą na moich półkach. Ambicje mam wielkie, czasu wyjątkowo też dużo – nic, tylko czytać :D

piątek, 3 stycznia 2014

Meme podsumowuje, czyli kilka słów o tym jaki był rok 2013

Ach, jeszcze niedawno wydawało się, ze rok dopiero się zaczyna, a przed sobą mam zeszyt z niezapisanymi trzysta sześćdziesięcioma pięcioma stronami, a przedwczoraj otworzyłam kolejny, zupełnie nowy i czysty, na kartach którego być może spełnią się moje mniejsze i większe marzenia :) Wiele przede mną, jak także wiele za mną. Dziś chciałabym opowiedzieć o tym, co pozostawiłam gdzieś za sobą (ale cały czas gdzieś blisko, można by rzec nawet, że w sercu)... A, że wspominać ostatnimi czasy bardzo lubię, obstawiam, iż rozgadam się na dobre, więc zaopatrzcie się w herbatę :D

Początek roku był oczywiście ambitnym startem – na blogu pojawiło się aż pięć recenzji, a w sumie osiem postów. Styczeń był też miesiącem, w którym KSIĄŻKI-MEME obchodziły (już!) swoje trzecie urodziny, co stało się dla mnie również motorem dla dalszego pisania :) Ze styczniowych lektur najmilej wspominam „Zawsze o tym marzyłam”. Wiele emocji dostarczyła mi też lektura „Ostatniej spowiedzi”, którą zdążyła mi podwędzić sprzed nosa siostra, gdy tylko dotarła paczka. Styczeń to także miesiąc „Rekonstrukcji” - kolejnej genialnej książki Krzyśka, jak i „Zablokowanego” - świetnej pozycji związanej z Formułą 1.

Źródło: Tydzień Obornicki
W lutym pierwsze podsumowanie – które potem stało się tradycjom i lektura „Inframundo” - powieści o kinie, która niewątpliwie pozytywnie mnie zaskoczyła. W marcu miałam też okazję przekonać się, jak miłą osobą jest sama Marta – autorka tejże książki.

Marzec był z kolei miesiącem, w którym wkroczyłam w dorosłe życie, kończąc osiemnaście lat (ach, jak ten czas minął?). Był to więc czas wspólnych chwil z przyjaciółmi i wielu miłych niespodzianek. W tymże miesiącu wzięłam także udział w spotkaniu autorskim z Panią Iwoną Walczak, Panią Joanną Opiat-Bojarską i Panią Joanną Jodełką. W marcowy wieczór zadzwonił też do mnie telefon z zaskakującą propozycją i tak na kilka dni przed moimi urodzinami w lokalnej prasie znalazł się artykuł o mnie i KSIĄŻKACH-MEME :)

W kwietniu lekturą ciekawej książki uraczył mnie Pan Jacek Getner, a mój blog zaczął zbierać fanów także na Facebooku. W kwietniu brałam także udział w spotkaniu z Panią Katarzyną Enerlich – chyba najsympatyczniejszą i pełną optymizmu pisarką, jaką znam :)

Maj to miesiąc, który obfitował w najlepsze lektury. Skończyłam czytać mistrzowską „Lalkę” Prusa, poznałam prozę Pani Witkiewicz i zanurzyłam się w wywiad rzekę z Arturem Barcisiem. W maju na blogu pojawił się też wywiad z Krzyśkiem – nie tylko jeden z najbardziej wyczerpujących, jak i ciekawych.

Czerwiec, ach czerwiec.. Wtedy to zakochałam się bez pamięci w... Bieszczadach. Wyjazd w góry w niewielkiej grupie, nowo poznaniu ludzie, podróż pociągiem TLK, niesamowicie spędzone (zaledwie) pięć dni i wiele chwil podczas wędrówki, kiedy znalazłam czas na przemyślenia nad własnym życiem. Bieszczadzkie piesze wycieczki były też czasem walki z samą sobą, z której myślę, że wyszłam zwycięsko. W tamte piękne strony podróżowała ze mną „Nadzieja”, która wzbudziła ciekawość współpodróżnych, jak i „Ciotki”, które wciągnęły jedną z koleżanek.

Lipiec i sierpień minęły mi wręcz niezauważalnie – na spotkaniach z przyjaciółmi, długich rozmowach do późnych godzin nocnych i lekturach czytanych w świetle lampki nocnej :) W sierpniu już drugie moje opowiadanie pt. „Tydzień wgłębi obrazu...”. Po raz kolejny opublikowałam mój tekst dzięki Pani Magdalenie Kordel w zbiorze zatytułowanym „Spotkania wczorajsze”.

Z rozpoczęciem roku szkolnego na blogu pojawiało się co raz mniej recenzji, bo zaledwie jedna miesięcznie aż do samego grudnia.. Choć czytałam kilka naprawdę niesamowitych pozycji, nie udało mi się ich opisać (muszę to oczywiście nadrobić). Ale zabierałam się za kolejne, bo.. nie mogłabym przeżyć bez czytania. Chyba mnie rozumiecie książkoholicy? :) Przez blog w tym czasie przewinęły takie książki jak nietuzinkowe „Torsje” Łukasza A. Zaranka, „Prezydent von Dyzma” Marcina Wolskiego, od której to publikacji wręcz nie mogłam się oderwać i „Niebieska trawa” wyjątkowo smaczny kąsek, zważywszy nie tylko na piłkę nożną w tle :)

Pod koniec października udało mi się poznać osobiście Łukasza – autora „Torsji” - z którym korespondowałam już od dłuższego czasu. Pisarz z moich okolic okazał się przesympatycznym człowiekiem i podarował egzemplarz swojej powieści na konkurs, który zorganizowaliśmy specjalnie dla Was – Moi Drodzy Czytelnicy.

Przed końcem roku – jeszcze w grudniu – już trzecie moje opowiadanie trafiło po raz kolejny do zbiorku utworzonego z inicjatywy Pani Magdy zatytułowanego „Gospoda pod choinką” . W kolejnym moim tekście pt. „Nigdy nie jest za późno, by uwierzyć” starałam się poruszyć istotne wg mnie problemy, które mogą dotknąć każdego z Nas. Jestem ciekawa jakie wrażenie zrobi ono na czytelnikach. Już trzecie opowiadanie... może teraz czas już na coś własnego? ;)

W Ostatnich dniach grudnia na nowo odnalazłam swoją pasję i motywacje do dalszej pracy. Nie tylko jeśli chodzi o bloga, ale także moje pisanie. Wiele zmian nastąpiło też w kwestii myślenia o moich marzeniach, tych mniejszych i większych za sprawą artykułu Gosiarelli :) Nabrałam wiary, że wszystko, czego pragnę, jest do spełnienia i przystąpiłam do działania :D

Znów rok pełen wrażeń za mną :) Mniej książkowych, ale równie znacznych w moim życiu. Jeśli chodzi o przeczytane książki bez problemu polepszyłam swój wynik z zeszłego roku, ale nie dobrnęłam do wyznaczonej liczby 52 – przeczytałam 50 książek. Na KSIĄŻKACH-MEME pojawiły się 24 recenzje przeczytanych przeze mnie powieści. W 2014 roku chciałabym nie tylko spełnić marzenia, ale i patrząc na niego jako książkoholik – nadrobić zaległości z powieściami, które od dawna stoją na mojej półce i zacząć częściej wypożyczać publikacje w bibliotekach.

Ze swojej strony pozostało mi jeszcze tylko życzyć niezwykłego 2014 roku, który wyraźnie zapisze się w Waszym życiu! :D