piątek, 13 sierpnia 2010

[26] Henryk Sienkiewicz „Krzyżacy” + Nagroda

Wydawnictwo Greg
Październik 2009, 537 str. 
Ocena: 7/10 Dobra

O czym:

W tynieckiej gospodzie Pod Lutym Turem dwaj rycerze z Bogdańca, Maćko i jego synowiec, młodziutki Zbyszko, spotykają się z dworem księżnej Anny Danuty. Zbyszko od pierwszego wejrzenia zakochuje się w jednej z dwórek księżnej, Danusi. Nie spodziewa się, jak bardzo dziewczyna zostanie skrzywdzona przez Krzyżaków, jeszcze nie wie, że w wielkiej wojnie z Zakonem, która wkrótce się rozegra on, Zbyszko, weźmie udział również z osobistych powodów….

Moje zdanie:

Do recenzji „Krzyżaków” jak i do samego ich przeczytania zabierałam się dość długo. Od wielu osób słyszałam, że ta lektura jest strasznie nudna i równie trudną ją się czyta jak „Syzyfowe prace”. Mimo to postanowiłam zapytać domowników o ich odczucia co do tej książki. I doczekałam się odpowiedzi, która mnie zachęciła do czytania. Mama stwierdziła, że to jedna z niewielu lektur, która zrobiła na niej takie wrażenie. Więc zaczęłam czytać.

Początki wydawały mi się ciągną w nieskończoność. Długie opisy początkowo mnie strasznie nudziły. Na całego zaczęłam czytać dopiero gdy Zbyszko napadł na posłów. Według mnie dopiero tam zaczęło się coś dziać. Bardzo spodobało mi się jak autor opisuje wszystkie wydarzenia i mimo dość trudnego języka nasyconego archaizmami książka coraz bardziej zaczęła mnie wciągać. Nie zauważyłam jak przebrnęłam przez pierwszy, a potem drugi tom. 

Lektura jest pełna przeróżnych wątków, które swoją intrygą i zmiennością akcji zaciekawiają czytelnika. Na tle znaczących wydarzeń historycznych autor opisuje dzieje barwnych postaci. Bohaterami powieści są m.in. : Jurand ze Spychowa i jego córka Danusia, a także polski rycerz Maćko i jego bratanek Zbyszko z Bogdańca. Przyznaję, “ Krzyżacy” książką idealną nie są. Są momenty genialne, zapierające dech w piersiach. Są również chwile  przeciętne, niczym się nie wyróżniające. 

Główną uwagę zwróciłam na atmosferę  książki oraz charaktery bohaterów. Nieraz miałam wrażenie, iż jestem jednym z nich, że razem z nimi pędzę ma koniu , przeżywam  liczne przygody , tkwiąc w Średniowieczu po uszy. Fabuła ciekawa, nie nudzi, czasami wzrusza. Intrygujące opisy . Różnorodne postacie, niektóre szczególnie utkwiły mi w pamięci. 

Przyznam się, że w ogóle nie polubiłam Danuśki i nawet trochę się cieszyłam, że umarła, a Zbyszko ożeni się z ciepłą, wesołą, pogodną Jagienką. Dlatego też od początku uważałam, że idealną panną dla Zbyszka byłaby Jagienka, ponieważ była dziewczyną szczera i nigdy nikomu źle nie życzyła (nawet Danusi). Poza tym cechowała ją odwaga i cierpliwość. Jagienka zrozumiała ślub Zbyszka i Danusi i nie próbowała się temu przeciwstawić. Dziewczyna byłaby mu towarzyszką w podróżach i kompanem na wojnę. 

Uważam, ze fabułą „Krzyżaków” H. Sienkiewicz jak najbardziej mogła  pokrzepiać serca Polaków. Jak wszyscy wiemy nasz naród był w niewoli, gdy pisarz stworzył to dzieło. Zwycięska bitwa pod Grunwaldem, jaką w swojej powieści ukazał Sienkiewicz, dawała Polakom nadzieje na wyzwolenie. Nasi rodacy dzięki tej książce mogli czuć, że tak jak ich przodkowie godnie dadzą radę pokonać swoich przeciwników. Treści zawarte w lekturze pozwalały im wierzyć, że wyzwolą się spod panowania zaborców. Henryk Sienkiewicz swoją powieścią dał zrezygnowanym ludziom siły do walki i tchnął w nich nowego ducha. Polacy dzięki niemu uwierzyli w siebie biorąc przykład z wojsk Jagiełły i starali się zwyciężyć wroga. Sądzę, że teraz możemy być wolni właśnie przez takie wspaniałe osoby jak Sienkiewicz, który dał swoim rodakom wiarę w to, że Zasze możemy wygra ć z przeciwnościami losu. 

Dla mnie „Krzyżacy” to jedna z lepszych lektur. Więc skąd taka niechęć do “ Krzyżaków” ? Być może ma to związek ze stereotypowym przylepianiem lekturom etykietki “ nudny”. Nie oszukujmy się, robi tak wiele osób. Dla mnie lektura jednak jest synonimem książki dobrej, wartościowej i sprawdzonej przez pokolenia. I taką właśnie książką są “ Krzyżacy”.

Ulubione cytaty :

„ Wolej pójdę pod sąd, niżlibym się miał Krzyżakowi pokłonić! Nie przystoi mojej czci szlacheckiej. (…)Nie daj Bóg, abych ja hańbę od śmierci wolał. Jam to uczynił: Zbyszko z Bogdańca!”  

„Więc tobie, wielka, święta przeszłości, i tobie, krwi ofiarna, niech będzie chwała i cześć po wszystkie czasy!”

-------------------------------------------------------------------------------------

Choć dziś 13-ego i do tego w piątek , to dla mnie nieco przesądnej osoby ten piątek jest szczęśliwym. Jeszcze takiego 13-stego nie pamiętam ( zawsze jakoś objawiał się ten pech ;P). A szczęśliwy dlatego, że nareszcie doszła do mnie długo oczekiwana przesyłka – Nagroda w konkursie od serwisu na kanapie . Książka ta nosi tytuł „Tajny wywiad Cara Grocha” . Za lekturę zabieram się jak tylko skończę „Córkę oficera” . Oczywiście podzielę się z wami wrażeniami po jej przeczytaniu. Proszę tu macie jej zdjęcie ;D



wtorek, 10 sierpnia 2010

[25] Maria Nurowska „Listy miłości”

Wyd. W.A.B.
Warszawa 2010, 261 str.
Ocena: 10/10 Perełka

O czym:

Nastoletnia Żydówka Elżbieta Elsner, by uchronić siebie i ojca od śmierci głodowej w getcie, decyduje się na prostytucję. Jeden z klientów domu publicznego, wysoki rangą esesman, załatwia jej kenkartę i organizuje ucieczkę na aryjską stronę. Bohaterka, już jako Krystyna Chylińska, za sprawą przypadku trafia do mieszkania doktora Korzeckiego. Pomiędzy żydowską dziewczyną a polskim lekarzem, późniejszym adresatem nie wysłanych listów, rodzi się uczucie, które przetrwa dziesiątki lat. Nowa rodzina, związek z ukochanym mężczyzną, praca tłumaczki – można by pomyśleć, że wszystko to gwarantuje szczęście. Tyle że wojenna trauma wciąż jest żywa. Poza tym nieoczekiwanie pojawia się ten drugi – niczym upiorny cień z getta…

 Moje zdanie:

Kiedy kupowałam tę książkę, po opisie z tyłu okładki spodziewałam się , że będzie to coś w rodzaju serialu „ Czas Honoru” emitowanego na TVP2. Ale kiedy już ją otworzyłam i zaczęłam czytać, okazało się, że tematyka jest nieco inna niż się spodziewałam. Mimo to w kilka wieczorów pochłonęłam całą.

Początkowo byłam zaskoczona, że młoda Elżbieta jest prostytutką. Dopiero po głębszym zastanowieniu stwierdziłam, że dziewczyna zrobiła to tylko dlatego, by ratować siebie i ukochanego ojca od głodu. Wtedy zaczęłam ją uważać, nie za osobę bez skrupułów, ale za kogoś odpowiedzialnego i kochającego swoich bliskich. 

Wbrew podejrzeniom wielu z was to nie jest jakiś tam romans z happy endem, gdzie od początku do końca wiadomo co się stanie. Tu jest tylko główna bohaterka opisująca swoje życie i ludzi, którzy się z nią zetknęli i mieli bezpośredni wpływ na jej losy. Poznajemy jej ojca nauczyciela i matkę Niemkę, z która bohaterka zrywa kontakt wybierając życie w getcie z ojcem. Pierwsza praca, realia wojny, pierwszy mężczyzna, który kształtuje jej pogląd na miłość. Śmierć ojca, ucieczka z "tamtego świata" i spotkanie z niezwykłą kobietą i jej wnuczkiem, dla których staje się niemal jak matka i córka. A kiedy w końcu pojawia się ten ON, kiedy pojawia się miłość i wielka próba, przed którą stają oboje to jej wynik nie jest już taki pewny. Lata wolności przeplatają się ze wspomnieniami z okupacji. Powracają wspomnienia i koszmary a w środku jest ONA i ON... 

Jedną z moich ulubionych scen w książce była reakcja małego Michasia gdy dowiedział się, że babcia umiera. Powiedział tylko jedno „Teraz zostaniemy sami” i włożył swoją małą rączkę w rękę nieznajomej kobiety, która od kilku miesięcy mieszkała z nim. Wiedział, że będą oni skazani teraz tylko na siebie, że tylko ona może się nim zaopiekować do czasu powrotu ojca z wojny. Wiedział, że teraz ani ona- Krysia ani on nie mieli nikogo poza jego babcią. Od tego momentu bardzo polubiłam postać chłopca. W obliczu śmierci zachował się dojrzale, choć wtedy miał dopiero 5 lat ! Dalej krocząc przez życie z Krysią także okazał swoją mądrość i zrozumienie. Gdy dziewczyna prowadziła lekcje języków obcych sam uczył się słuchając w ciszy i nie przeszkadzając w pracy swojej żywicielce. Dlatego też jest on moją ulubioną postacią, ze względu na swoją dojrzałość umysłu i czynów. 

Elżbietę, a później już Krysię gdy wyszła z getta też podziwiałam. Ale jedynie w niektórych sytuacjach.  Bardzo cieszyłam się gdy razem z ojcem Michasia- Doktorem Korzeckim pobrali się . Według mnie byli dobraną parą. Jednak potem w ich życiu, a zwłaszcza w życiu Krystyny zaczęły się dziać różne rzeczy. Była okropnie zawiedziona postawią bohaterki, gdy powrotem wróciła do swojego dawnego „zawodu”. Myślałam sobie jak może tak zdradzać męża?? Ale potem w życiu bohaterki pojawiły się kolejne kłody i zaprzestała tego haniebnego zachowania.

Gdy żona doktora Korzeckiego ciężko zachorowała pomyślałam, że to kara za te wszystkie nieprzyzwoitości. Potem jednak zrobiło mi się jej żal . Znów gdy zdradziła męża w czasie rehabilitacji zaczęłam ją źle postrzegać. Ale po raz kolejny moje nastawienie co do głównej bohaterki zmieniło się gdy przystąpiła do chrztu. Tak więc co do Elżbiety- Krystyny mam mieszane zdanie, chociaż wydawała się być osobą dojrzałą. 

Książka ta nie skupia się głownie na przeżyciach wojennych, ale na dramacie skrzywdzonej kobiety, kobiety, która tak naprawdę jest samotna. Pod postacią pani Chylińskiej, wykształconej, szczęśliwej i zamężnej, chowa się wiele osobistego bólu. Bohaterka zdaje sobie sprawę, że jakaś część jej samej pozostała uwięziona w gettcie warszawskim. Całe jej życie jest gettem, więzieniem, z którego nie może się uwolnić lub wybrać odpowiedniej dla siebie drogi.

Listy miłości Marii Nurowskiej są także spowiedzią kobiety hańbionej i otaczanej czułością, wplątanej w tryby Historii i noszącej znamiona postaci tragicznych. To książka, którą czyta się jednym tchem, i która później żyje w nas, swoim własnym życiem. Intensywna, piękna, dotyka głębi serca. Jej się po prostu nie zapomina. 

Ta powieść zrobiła na mnie ogromne wrażenie! Ta książka pokazuje, jaki człowiek jest słaby i że przeszłość nie jest osobnym, zamkniętym epizodem naszego życia. Raczej przyszłość jest harmonijnym następstwem tego, co było kiedyś. Listy Miłości to lektura, która powinna znaleźć się w każdym domu. Tak naprawdę to książki Nurowskiej odkryłam niedawno ale już wiem, że będzie to jedna z moich ulubionych autorek. Już przymierzam się do pochłonięcia jej kolejnej pozycji.  Polecam każdemu, nie tylko osobą mającym w życiu trudno aby podnieść się na duchu, że Zasze może być lepiej, ale także ludziom, którzy wiodą spokojne życie.

Ulubione cytaty :

„Przyzwyczaisz się (…) Sama widzisz. Zresztą, co tam … co się przejmować. Śmierć stoi za plecami…”
 
„ Dlaczego- mówiłam- uczyłeś mnie, jak trzeba umierać, dlaczego mi nie powiedziałeś, jak trzeba żyć? Książka, którą trzymał wtedy na kolanach, to były Rozmyślania o śmierci Marka Aureliusza. Umierając trzymał przed sobą instrukcję… A ja? Co ze mną?  Przecież ja chciałam żyć. (…) Udawałam, że śmierci nie ma, że jej nie widzę. Mimo, że natykałam się na nią co krok, przecież na drugie imię miała Getto.” 

środa, 4 sierpnia 2010

[24] Moony Witcher „Nina i tajemnica Ósmej Nuty”

Wyd. PANTEON
Listopad 2005, 283 str.
Ocena: 8/10 Bardzo dobra

O czym:

   Lato się skończyło, ale w Wenecji opowiada się wciąż o pewnym szczególnym dniu sprzed dwóch miesięcy, kiedy to wiele osób widziało, jak statua Skrzydlatego Lwa wzbija się do lotu. Rzeczywistość czy fantazja? Obwieszczenie nowego syndyka ucisza wszystkie plotki, kładzie kres wszelkim podejrzeniom - statua cały czas stała nieruchomo na swoim miejscu. Ktokolwiek odważy się choćby wspomnieć o magii, zostanie skuty łańcuchami i wtrącony do mrocznych cel więzienia Piombi. Ale Nina De Nobili wie jakie mroczne tajemnice kryje jej miasto ...  

Moje zdanie:

Książka ta stosunkowo długo leżała na półce i czekała na swoją kolej. Otrzymałam ją w konkursie w zeszłym roku tuż przed samym końcem roku szkolnego. Stwierdziłam, że będzie to ciekawa pozycja na wakacje. Jednak z braku czasu porzuciłam książkę około setnej strony i znów leżała na półce czekając na swoją kolej. Aż w końcu się doczekała! 

Książkę zaczęłam czytać od nowa by przypomnieć sobie początek historii Niny. Powieść bardzo mi się spodobała. Była taka magiczna- pełna fantazji, czarów i zaklęć. Czytając ją, tak nierzeczywisty świat alchemii wydawał się bliski mojej duszy i sercu. Autorka pisała dość regularnym i prostym językiem, dlatego książkę czyta się dość szybko. 

Robert Rizzo, który pisze pod pseudonimem Moony Wicher ciekawie też opisuje przygody dzieci, ich podróże w przeszłości, przykre incydenty i wiele innych sytuacji. Moim ulubionym wątkiem była podróż w przeszłości- Podróż do Starożytnego Egiptu. Byłam zachwycona, że autorka wybrała akurat Starożytny Egipt. Lubię tę kulturę, ich niesamowite dzieła sztuki jak trzy piramidy w Gizie czy Sfinksy. Dla mnie- osoby, która kocha sztukę była to także niepowtarzalna wycieczka. Mimo, że tylko w wyobraźni. Strasznie spodobały mi się także trzy magiczne kostki. Były one niezwykłe i śliczne.

Kolejną rzeczą, która porwała moje serce był Planeta na której mieszkał zmarły dziadek Niny- Szósty Księżyc. Strasznie spodobał mi się alfabet Szóstego Księżyca i ilekroć było coś napisane w tym języku korzystając z zakładki starałam się sama rozszyfrować zdanie. Kolejną rzeczą, która mnie zainteresowała były zwierzęta z magicznej Planety – Pąpuś Mydlinek i Błogopłoszka. Pąpuś Mydlinek wytwarzał bańki na, których każdy mógł usiąść i przenosić się wraz z powiewem wiatru. Zaś Błogopłoszka umiała naśladować każdy kłos na świecie. Czyż to nie wspaniałe?! Oba zwierzaki pomogły Ninie i jej czwórce przyjaciół w walce ze złem.

Najbardziej niesamowitym miejscem było zaś Acqueo Profundis – leżące na morskim dnie laboratorium należące do posiadłości Niny, w którym mieszkał dobry Android Max 10-pl . Bardzo polubiłam postać miłego Androida Maxa, który by móc dalej żyć musiał jeść marmoladę. Bardzo też polubiłam postać Bezy- opiekunki Niny. Była zabawna, jednak zawsze wiedziała co trzeba zrobić i powiedzieć w danej sytuacji.

Lektura ta pokazuje nam, że dobro zawsze zwycięża. Nina mimo, że czasami potykała się przez pułapki jakie stawały na jej drodze wygrała i zdobyła kolejny Arka, który miał uratować Xorax. Książka ta wywarła na mnie ogromne wrażenia i nie sposób opisać jest tego wszystkiego co przykuło moją uwagę.

Jedyną rzeczą jaka mi się nie spodobała było to, że przygoda Niny nie zakończyła się i urwała się . Ale zobaczymy co się wydarzy w trzeciej części, która ma się niebawem ukazać. Szkoda, że nie dane było mi jeszcze przeczytać pierwszej części, ale obiecuję sobie, że jak najszybciej ją odnajdę, by poznać początki tej niezwykłej historii. Także z niecierpliwością będę czekać na kolejną część i rozwiązanie problemów Niny i jej przyjaciół.

Ulubione cytaty :

„ Wyobraź sobie, że jesteś w pokoju pełnym luster odbijających Twoje ciało. Jak udowodnisz, że to ty jesteś prawdziwą Niną a pozostałe to twoje odbicia? (…)  Jeśli przepadkiem przyszedł Ci do głowy pomysł, by potłuc lustra, by zniszczyć odbicia, popełniasz błąd. Przemoc nigdy nie prowadzi do Prawdy. Mogłabyś pokaleczyć się odłamkiem luster. Rozwiązanie jest prostsze. Jeżeli chuchniesz na lustra, pokryją się one parą. Odbicia znikną i tylko Ty, prawdziwa Nina, będziesz widoczna. ”

 „ Prawda jest w Myśli. Myślenie jest zatem tworzeniem prawdy. (…) Prawda nie potrzebuje się ukrywać, pokazuje się taka jaka jest. Dlatego też wszelka prawda jest przejrzysta. ”
 

sobota, 31 lipca 2010

[23] Dorota Terakowska „Tam gdzie spadają anioły”

Wydawnictwo Literackie,
Marzec 2007, 314 str. 
Ocena: 9/10 Niecodzienna

O czym:

Ave spadł na Ziemię w głębi lasu dokładnie w tej samej sekundzie, w której mała Ewa wpadła do głębokiego kłusowniczego dołu. Jeszcze jedna ludzka Istota, tracąc Anioła Stróża, została skazana na kaprysy losu. Rodzina dziewczynki nie przywiązuje do tego wielkiej wagi. Pewnego popołudnia niedaleko zamieszkania Ewki schronienie znajduje Bezdomny. Jaką rolę odegra w życiu dziewczyny Bezdomny? Co on ma wspólnego z Aniołem? Co stanie się z Ewą, pozbawioną niewidocznej, lecz czujnej opieki nadprzyrodzonego stróża? Co pocznie strącony, okaleczony Ave, utraciwszy anielską moc?
 Moje zdanie:

Gdy zaczynałam czytać książkę przed moimi oczami miałam jedno pytanie - Czy wierzę w istnienie Anioła Stróża? Teraz już wiem na pewno, że tak. Wierzę, że ktoś się mną cały czas opiekuje, że dba bym miała w życiu jak najlepiej. A czy zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdyby nagle opuścił nas osobisty Anioł Stróż? Mała dziewczynka z powieści Doroty Terakowskiej właśnie tego doświadcza. Fakt utraty Anioła powoduje szereg niebezpiecznych sytuacji, ale jednocześnie przywraca utraconą wiarę.

To pasjonująca opowieść o odwiecznej walce dobra ze złem. Uświadamia także, że każdy z nas ma w sobie jednocześnie, wzajemnie uzależnione od siebie pierwiastki: dobro i zło. Książka dla tych, którzy wierzą, chcą wierzyć lub nigdy nie wierzyli w istnienie aniołów.

Szczerze powiedziawszy, gdy przeczytałam tę książkę zainteresowała mnie angelologia. Zaczęłam szperać w Internecie, żeby dowiedzieć się czegoś ciekawego. Tak jak ojciec Ewy zaczęłam odwiedzać różne ciekawe strony itp. Spodobało mi się to.

Idąc dalej trzeba powiedzieć, że fabuła rozwija się w dwóch przenikających się poziomach: pierwszy ziemski, gdzie rozgrywa się historia dziewczynki, która utraciła swego Anioła Stróża i stara się go odzyskać. Drugi kosmiczny, gdzie Anioł Stróż walczy ze swym ciemnym bratem bliźniakiem i pozbawiony mocy spada na ziemię. Powieść zarówno dla młodzieży jak dorosłych, jest próbą przedstawienia złożonych relacji pomiędzy dobrem a złem, między porządkiem ziemskim a boskim, wiarą i wiedzą, między człowieczeństwem a boskością.

Powieść Terakowskiej to także niesamowita opowieść o dziewczynce, której Anioł Stróż stał się pół człowiekiem i pół Aniołem wskutek ataku Czarnego Anioła. Bardzo podobało mi się jak autorka opisywała cały bieg wydarzeń z dwóch różnych stron – ze strony Ave i Ewy. Spodobało mi się także, że Autorka ukazuje nam cudowną historię życia człowieka, zmian w nim zachodzących i potęgę wiary. Książka ta wywarła na mnie ogromnie wrażenie.

Opowiada ona o walce z chorobą i o tym jak ważna jest nadzieja i wsparcie bliskich. Pokazuje też, że czasami trzeba dokładnie przeanalizować problem, a nie od razu przekreślać rozwiązania, które z pozoru wyglądają na irracjonalne. Mogą się one bowiem okazać słuszne. Jest to historia, w której nie brak smutnych wątków, jednak dobro ostatecznie zwycięża. Lektura pozostawia po sobie wiele przemyśleń, gdyż poruszane są tu tak kruche kwestie jak te dotyczące wiary.

Powieść pisana jest lekkim językiem, dlatego niezauważywszy przebrnęłam przez nią wciągu kilku godzin. Czyta się ją wspaniale, a treść od samego początku jest ciepła i ludzka i powoli zmienia się w jeszcze cieplejszą i budzącą pokłady nadziei oraz wiary.

Najbardziej pozytywną postacią byłą dla mnie babcia Ewy. Zawsze służyła pomocną dłonią nie tylko rodzinie, ale także nieznajomym. Opiekowała się Ewą i wierzyła, że jeżeli jej Anioł odzyska siły Ewa także wyzdrowieje. Drugą postacią, o której nie potrafiło się zapomnieć był bezdomny. Chociaż tak niepozorny wydawał się być kimś wartościowym. I był. Ave, który był pod postacią bezdomnego na ziemi także dawał dziewczynce siłę i wiarę, że da rade, że pokona chorobę i razem z nim zwycięży nad złem.

Terakowska w tej książce ukazuje niesamowity i niejednoznaczny świat aniołów, łącząc go ze światem ludzi. Książka ta jest jedną z najcudowniejszych, jakie czytałam. Myśląc o niej, wciąż jestem pod jej wrażeniem. Myślę więc, że mogę ją polecić ludziom szukającym czegoś w życiu. A ja zapamiętam z niej, że nigdy nie mogę się poddawać i zawszę muszę dźwigać moje kamienie życia bez względu na wszystko.
 
Ulubione cytaty :

„Ludzkie łzy to z jednej strony wyraz ogromu cierpienia, lecz z drugiej także ulga. Razem z łzami wypływa cierpienie, by zrobić miejsce na nową, kolejną falę bólu. Inaczej ból przestałby się w nim mieścić.”

„Cierpienie należy do życia. Jeśli cierpisz, znaczy, że żyjesz. Pogódź się z tym mała dziewczynko.”

„Jest bowiem kilka odmian ciszy: najlepsza jest ta, która zapada z wyboru człowieka, a nie przeciw niemu.”
 
„Wiedza jest wtedy, gdy o czymś nie tylko wiesz, lecz możesz to zobaczyć, opisać, zdefiniować, a nawet dotknąć. A wiara, gdy nie widzisz, nie zobaczysz, nie dotkniesz, a mimo to jesteś pewien, że jest.”

środa, 28 lipca 2010

[22] Karen Liebreich „List w butelce”

Wyd. Dolnośląskie
Sierpień 2007, 192 str.
Ocena: 9/10 Niecodzienna

O czym:

Plaża w hrabstwie Kent, butelka w kształcie łzy, a w środku tajemniczy list. Wbrew pozorom nie jest to historia o piratach, ale fabularyzowane wspomnienie poszukiwań autorki listu - kobiety opłakującej śmierć syna. Karen Liebreich, poruszona jej losem, rozpoczyna regularne śledztwo. Bada dowody materialne, sprawdza statystyki samobójstw, przeszukuje kroniki policyjne i archiwa. Angażuje nawet do współpracy Interpol, wróżkę i prywatnego detektywa. Żadna z osób, którą prosi o pomoc, nie odmawia. Ale czy uda się rozwikłać zagadkę? Czy uda się dotrzeć do kobiety, która swym listem poruszyła tyle serc?
  Moje zdanie:

List w butelce, poszukiwania, tajemnica, zagadka – o tak. Ta książka jest wspaniała. Otrzymałam ją jako nagrodę w konkursie. Widząc tytuł myślałam, że będzie to ckliwy romans, który może nie przypaść mi do gustu. Jednak gdy przeczytałam opis z tyłu książki byłam pewna, że to coś dla mnie.

Czytają książkę, a zarazem śledząc poszukiwania Karen czułam się jakbym sama szukała tej kobiety, jakbym sama była detektywem. Bardzo spodobał mi się ten zagadkowy klimat oraz poszukiwania u wielu wybitnych osób. Szczególnie zainteresowała mnie wróżka i specjalistka od włosów. Całe opisane odwiedziny u wróżki, wydawały się być nie tylko emocjonalnym wydarzeniem nie tylko dla Karen, ale także dla tej  niezwykłej specjalistki. To jak ona dochodziła tożsamości kobiety od listu, jak bolała ją głowa było bardzo ciekawe. Nawet mimo, iż nie odnalazła tej niezwykłej Francuzki.

Zainteresowałam mnie także specjalistka od włosów, gdyż wydawała się najbardziej możliwym środkiem odnalezienia matki Maurice’a. Chociaż jej także się nie udało bardzo zaciekawiła mnie jej praca i ogromne możliwości odnalezienia człowieka za pomocą cebulki włosa.

Zafascynowała mnie jeszcze ta niezwykła butelka. Bardzo różniła się od butelek jakie kiedykolwiek widziałam. Ciągle przyciągała moje zainteresowanie. Szczerze powiedziawszy sama taką chciałabym mieć. Ta historia pokazała, nie tylko nieszczęście kobiety, która straciła syna czy nieudane poszukiwania Karen, ale także to, że na plaży można znaleźć wiele niezwykłych rzeczy nie tylko muszelki. Ja osobiście nigdy nie znalazłam butelki, jedynie kluczyki , jednak postanowiłam, że kiedy następnym razem będę nad morzem porządnie się rozejrzeć w poszukiwaniu czegoś niezwykłego.

Zmierzając dalej muszę także powiedzieć o tym co nie spodobało mi się. Jedyną rzeczą jaka nie przypadła mi do gustu było to, że panią , która odnalazła na plaży butelkę autorka wciąż nazywa „ Kobietą spacerującą z psami”. Wydawało mi się to być bardzo dziwne, gdyż autorka czasie trwania akcji wspominała, ż ów kobieta jest jej przyjaciółką. Dlaczego nie nazywała ją po imieniu?? Niestety, nie dowiemy się.

Zmierzając ku końcowi książki jedno zastanawia - czy znajdzie kobietę czy nie, ale wtedy ktoś zrozumie że nie jest ważne to co znajdzie ale jej poszukiwanie. Szczerze powiedziawszy zawiodłam się, że Karen nie odnalazła tej zrozpaczonej Francuzki. Nie spodziewałam się akurat takiego zakończenia, i takich wniosków jakie wysnuwa Karen.... Jednak po głębszy zastanowieniu stwierdziłam, że jej opowieść, że cała książka ma sens. Bo może matka Maurice’a przeczyta tę książkę i zgłosi się do autorki???

Książka jest prawdziwą historią kobiety szukającej innej kobiety i odbiciem miłości, straty i macierzyństwa. To także bardzo ciekawa książka, pełna emocji, napięcia i tajemnicy. Wzruszająca i pełna ciepła. Do samego końca trzyma w napięciu. Z książki trzeba wyciągnąć jedno – że zawsze tak jak Karen musimy nie poddawać się i brnąć do celu.

Ulubione cytaty :

"Bieg życia niektórych ludzi zatacza idealne koło, ale są inni, których koleje są nieprzewidywalne, czasem nie do pojęcia. To, co było w moim życiu smutkiem utraty, nauczyło mnie poznawać to, co najcenniejsze, tak jak nauczyło mnie tej miłości, za którą mogę być wdzięczna."

„Do wszystkich statków na morzu, do wszystkich portów, gdzie da się zawinąć, do mojej rodziny, do wszystkich przyjaciół i nieznajomych. To jest przesłanie , modlitwa. Przesłanie, które mówi, że cierpienia nauczyły mnie wielkiej prawdy.”