Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W.A.B.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W.A.B.. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 marca 2011

[52] Stephen Clarke „Merde! Rok w Paryżu”

                                                     Wyd. W.A.B
Warszawa 2006, 354 str. 
Ocena: 8/10  Bardzo dobra

W mojej okolicy jest organizowany od kilku lat powiatowy konkurs czytelniczy „Mól książkowy” . W tym roku będę brała w nim udział po raz drugi, gdyż po zeszłorocznej edycji jestem przekonana, że po raz kolejny przeczytam wiele ciekawych pozycji. Jedną z pierwszych książek jakie póki co przeczytałam jest książka Stephena Clarke’a pt. „ Merde! Rok w Paryżu”. Pan Stephen Clarke urodził się w 1959 roku w Wielkiej Brytanii. Studiował zaś w Oksfordzie. Od kilkunastu lat mieszka i pracuje w Paryżu jako dziennikarz i redaktor naczelny gazety Today in English. W 2004 roku wydał na własny koszt pierwszą powieść, Merde! Rok w Paryżu, która szybko stała się bestsellerem - również we Francji. Kontynuacją przygód Brytyjczyka Paula Westa jest Merde! W rzeczy samej. Wkrótce ukaże się trzecia powieść tego cyklu, Merde! chodzi po ludziach. Prawa do jej przekładu kupiły wydawnictwa z kilkunastu krajów, w przygotowaniu jest również adaptacja filmowa.

Powieść ta opowiada o Paulu Wescie, który jest typowym Brytyjczykiem - Hugh Grant połączony z Davidem Beckhamem. Przyjeżdża on do Paryża, by pomóc w otwarciu sieci angielskich herbaciarni. Spędza tam dziewięć miesięcy, podczas których na własnej skórze odczuwa wady i zalety bycia cudzoziemcem we Francji - kraju, gdzie rok zaczyna się we wrześniu, najczęściej uprawianą dziedziną sportu są strajki, a z powodu psich odchodów zostawianych na ulicach do szpitala trafia ponad sześciuset paryżan rocznie. Niezbyt dobre stosunki ze współpracownikami, którzy chcą go oczernić w oczach szefa, tylko utrudniają mu pracę. Jak się później okazuje sam szef, początkowo sprawiający sympatyczne wrażenie, również ma na sumieniu kilka niecnych postępków. Merde! Rok w Paryżu to nie tylko wciągająca i niezwykle zabawna powieść przygodowa. Książka jest również doskonałym przewodnikiem, radzącym, jak skutecznie składać zamówienia w kawiarni, jak przyrządzić sos vinaigrette, żeby się nie zważył, jak kochać francuskie kobiety i wreszcie dlaczego na pewno nie należy kupować domku na wsi.

Muszę przyznać, że mimo pozytywnej opinii mojej koleżanki Ety zastanawiałam się czy książka przypadnie mi do gustu. Trochę się z nią ociągałam, ale w końcu postanowiłam przeczytać książkę w ferie. Czytanie szło mi niestety dość wolno, pomimo że książka przypadła mi do gustu ( to za spawem choroby) ale udało się dobić do końca.  Teraz po lekturze muszę przyznać, że nie dziwię się, że ów pozycja dość szybko stałą się bestsellerem – to bardzo dobra książka. Autor pisze prostym językiem, dzięki czemu numery stron zmieniają się niezauważalnie. Ponadto rozdziały są podzielone w dość ciekawy sposób i w każdym z nich możemy dowiedzieć się coś nowego o Francji i Francuzach.

Najbardziej urzekło mnie w powieści to, że mogłam dzięki niej poznać nieco odległą mi Francję. Mimo to przyznaję, że nie jest to przewodnik po owym kraju. Razem z Paulem poznajemy jednak zakątki stolicy, jej dzielnice i historie. Razem z głównym bohaterem idziemy ścieżką starając się omijać psie kupy i nie wdepnąć w inne niespodzianki na drodze. Autor wykonał kawał dobrej roboty, gdyż w większości sytuacji widziałam oczami głównej postaci obraz Paryża nie tylko pięknego, ale także nękanego przez różnorakie strajki, psie odchody na ulicach i inny bałagan na ulicach. Spodobało mi się też to, że każdy kelner odróżni Francuza od cudzoziemca choćby po tym jak zamawia kawę. Choć to może wydawać się śmieszne wystarczy nie taki zwrot, a  kawę możemy dostać w kociołku wielkim jak krater wulkanu, a nie w filiżance. Muszę przyznać, że słowa trzeba dobierać dobrze, nie tylko w obcym kraju, ale nawet w innym mieście. Dla przykładu wspomnę o tacie mojej koleżanki, który będąc w Warszawie ( a jest z okolic Poznania) nie mógł dogadać się z kelnerem prosząc go o galat czy gzik. Jak się później okazało nasz wielkopolski gzik to ser ze śmietaną, a galat nazywany jest w centralnej Polsce zimnymi nóżkami ;)

Kolejną rzeczą, która spodobała mi się w publikacji jest to, że naszpikowano ją francuskimi wtrąceniami. Niektóre są tłumaczone, niektóre nie, ale w większości idzie się domyślić o co chodzi. Owe wtrącenia wzbudziły tym bardziej moje zainteresowanie, że nigdy nie uczyłam się francuskiego, a w tym języku umiem tylko powiedzieć merci ;) Czytając książkę poznałam kilka ciekawych francuskich zwrotów i stwierdziłam, że z chęcią nauczyłabym się francuskiego, choćby na tyle, żeby móc porozmawiać z Francuzem. Już kiedyś byłam zafrasowana owym językiem – wydawał mi się tak niezwykle elegancki i dostojny. Od dłuższego czasu planuję się go nauczyć, gdyż z chęcią udałabym się w podróż po wielu fascynujących krajach i miastach Europy i innych kontynentów.

Jedynym minusem pozycji jest to, że kończy się w najbardziej ciekawym momencie, a wiele wątków pozostaje nie rozwiązanych. Wiem, wiem, że to pierwsza część przygód Paula, ale czuję jednak pewien niedosyt, gdyż na koniec powieści wszystko wygląda tak jak na początku, z tym szczegółem, że Paul już nie ma pracy.

Podsumowując stwierdzam, ze książka jest idealna nie tylko dla tych, którzy są zakochani we Francji i francuskim, ale również osób nie przepadających za owym krajem lub tych, którzy jeszcze nie wyrobili sobie zdania na temat kraju i jego kultury. Jednym słowem mówiąc książka jest dla każdego, kto chce spróbować coś nowego i przekonać, się czy mu również wpadnie to w oko.

------------------------------------------------------

Przyznaję się bez bicia, że już dawno nic nie pisałam. Spowodowane to było nie lenistwem czy brakiem weny, ale brakiem czasu. Ostatnie dwa tygodnie był dla mnie dość emocjonujące i pracowite już od pierwszego ich dnia. Wszystko zaczęło się od tego jak 21 lutego napisałam konkurs Wiedzy o Wielkopolsce pewna, że nie ma co liczyć na kolejny etap. Ku mojemu zdziwieniu dowiedziałam się następnego dnia, że udało mi się przejść dalej ! Po raz kolejny przekonałam się, że jestem człowiekiem małej wiary ;P Awans do etapu rejonowego zobowiązał mnie do pozostawania po lekcjach na zajęciach dodatkowych i mój dzień wyglądał tak, że po powrocie do ze szkoły siadałam do lekcji, trochę poczytałam i zmęczona zasypiałam. „Przygody Tomka….” Szły mi dlatego dość opornie, ale już niedługo kończę czytać i chwytam najprawdopodobniej za Pawlikowska ;) Obiecuje też zrehabilitować się w aktywności blogowej i jeszcze na tygodniu dodać jedną recenzję ;) 

wtorek, 10 sierpnia 2010

[25] Maria Nurowska „Listy miłości”

Wyd. W.A.B.
Warszawa 2010, 261 str.
Ocena: 10/10 Perełka

O czym:

Nastoletnia Żydówka Elżbieta Elsner, by uchronić siebie i ojca od śmierci głodowej w getcie, decyduje się na prostytucję. Jeden z klientów domu publicznego, wysoki rangą esesman, załatwia jej kenkartę i organizuje ucieczkę na aryjską stronę. Bohaterka, już jako Krystyna Chylińska, za sprawą przypadku trafia do mieszkania doktora Korzeckiego. Pomiędzy żydowską dziewczyną a polskim lekarzem, późniejszym adresatem nie wysłanych listów, rodzi się uczucie, które przetrwa dziesiątki lat. Nowa rodzina, związek z ukochanym mężczyzną, praca tłumaczki – można by pomyśleć, że wszystko to gwarantuje szczęście. Tyle że wojenna trauma wciąż jest żywa. Poza tym nieoczekiwanie pojawia się ten drugi – niczym upiorny cień z getta…

 Moje zdanie:

Kiedy kupowałam tę książkę, po opisie z tyłu okładki spodziewałam się , że będzie to coś w rodzaju serialu „ Czas Honoru” emitowanego na TVP2. Ale kiedy już ją otworzyłam i zaczęłam czytać, okazało się, że tematyka jest nieco inna niż się spodziewałam. Mimo to w kilka wieczorów pochłonęłam całą.

Początkowo byłam zaskoczona, że młoda Elżbieta jest prostytutką. Dopiero po głębszym zastanowieniu stwierdziłam, że dziewczyna zrobiła to tylko dlatego, by ratować siebie i ukochanego ojca od głodu. Wtedy zaczęłam ją uważać, nie za osobę bez skrupułów, ale za kogoś odpowiedzialnego i kochającego swoich bliskich. 

Wbrew podejrzeniom wielu z was to nie jest jakiś tam romans z happy endem, gdzie od początku do końca wiadomo co się stanie. Tu jest tylko główna bohaterka opisująca swoje życie i ludzi, którzy się z nią zetknęli i mieli bezpośredni wpływ na jej losy. Poznajemy jej ojca nauczyciela i matkę Niemkę, z która bohaterka zrywa kontakt wybierając życie w getcie z ojcem. Pierwsza praca, realia wojny, pierwszy mężczyzna, który kształtuje jej pogląd na miłość. Śmierć ojca, ucieczka z "tamtego świata" i spotkanie z niezwykłą kobietą i jej wnuczkiem, dla których staje się niemal jak matka i córka. A kiedy w końcu pojawia się ten ON, kiedy pojawia się miłość i wielka próba, przed którą stają oboje to jej wynik nie jest już taki pewny. Lata wolności przeplatają się ze wspomnieniami z okupacji. Powracają wspomnienia i koszmary a w środku jest ONA i ON... 

Jedną z moich ulubionych scen w książce była reakcja małego Michasia gdy dowiedział się, że babcia umiera. Powiedział tylko jedno „Teraz zostaniemy sami” i włożył swoją małą rączkę w rękę nieznajomej kobiety, która od kilku miesięcy mieszkała z nim. Wiedział, że będą oni skazani teraz tylko na siebie, że tylko ona może się nim zaopiekować do czasu powrotu ojca z wojny. Wiedział, że teraz ani ona- Krysia ani on nie mieli nikogo poza jego babcią. Od tego momentu bardzo polubiłam postać chłopca. W obliczu śmierci zachował się dojrzale, choć wtedy miał dopiero 5 lat ! Dalej krocząc przez życie z Krysią także okazał swoją mądrość i zrozumienie. Gdy dziewczyna prowadziła lekcje języków obcych sam uczył się słuchając w ciszy i nie przeszkadzając w pracy swojej żywicielce. Dlatego też jest on moją ulubioną postacią, ze względu na swoją dojrzałość umysłu i czynów. 

Elżbietę, a później już Krysię gdy wyszła z getta też podziwiałam. Ale jedynie w niektórych sytuacjach.  Bardzo cieszyłam się gdy razem z ojcem Michasia- Doktorem Korzeckim pobrali się . Według mnie byli dobraną parą. Jednak potem w ich życiu, a zwłaszcza w życiu Krystyny zaczęły się dziać różne rzeczy. Była okropnie zawiedziona postawią bohaterki, gdy powrotem wróciła do swojego dawnego „zawodu”. Myślałam sobie jak może tak zdradzać męża?? Ale potem w życiu bohaterki pojawiły się kolejne kłody i zaprzestała tego haniebnego zachowania.

Gdy żona doktora Korzeckiego ciężko zachorowała pomyślałam, że to kara za te wszystkie nieprzyzwoitości. Potem jednak zrobiło mi się jej żal . Znów gdy zdradziła męża w czasie rehabilitacji zaczęłam ją źle postrzegać. Ale po raz kolejny moje nastawienie co do głównej bohaterki zmieniło się gdy przystąpiła do chrztu. Tak więc co do Elżbiety- Krystyny mam mieszane zdanie, chociaż wydawała się być osobą dojrzałą. 

Książka ta nie skupia się głownie na przeżyciach wojennych, ale na dramacie skrzywdzonej kobiety, kobiety, która tak naprawdę jest samotna. Pod postacią pani Chylińskiej, wykształconej, szczęśliwej i zamężnej, chowa się wiele osobistego bólu. Bohaterka zdaje sobie sprawę, że jakaś część jej samej pozostała uwięziona w gettcie warszawskim. Całe jej życie jest gettem, więzieniem, z którego nie może się uwolnić lub wybrać odpowiedniej dla siebie drogi.

Listy miłości Marii Nurowskiej są także spowiedzią kobiety hańbionej i otaczanej czułością, wplątanej w tryby Historii i noszącej znamiona postaci tragicznych. To książka, którą czyta się jednym tchem, i która później żyje w nas, swoim własnym życiem. Intensywna, piękna, dotyka głębi serca. Jej się po prostu nie zapomina. 

Ta powieść zrobiła na mnie ogromne wrażenie! Ta książka pokazuje, jaki człowiek jest słaby i że przeszłość nie jest osobnym, zamkniętym epizodem naszego życia. Raczej przyszłość jest harmonijnym następstwem tego, co było kiedyś. Listy Miłości to lektura, która powinna znaleźć się w każdym domu. Tak naprawdę to książki Nurowskiej odkryłam niedawno ale już wiem, że będzie to jedna z moich ulubionych autorek. Już przymierzam się do pochłonięcia jej kolejnej pozycji.  Polecam każdemu, nie tylko osobą mającym w życiu trudno aby podnieść się na duchu, że Zasze może być lepiej, ale także ludziom, którzy wiodą spokojne życie.

Ulubione cytaty :

„Przyzwyczaisz się (…) Sama widzisz. Zresztą, co tam … co się przejmować. Śmierć stoi za plecami…”
 
„ Dlaczego- mówiłam- uczyłeś mnie, jak trzeba umierać, dlaczego mi nie powiedziałeś, jak trzeba żyć? Książka, którą trzymał wtedy na kolanach, to były Rozmyślania o śmierci Marka Aureliusza. Umierając trzymał przed sobą instrukcję… A ja? Co ze mną?  Przecież ja chciałam żyć. (…) Udawałam, że śmierci nie ma, że jej nie widzę. Mimo, że natykałam się na nią co krok, przecież na drugie imię miała Getto.” 

piątek, 18 czerwca 2010

[009] Sue Townsend „Bolesne dojrzewanie Adriana Mole’a”

Wyd. WAB ,
Lipiec 2004, 248 str.
Ocena: 6/10 Niezła

O czym:

Adrian usiłuje zapomnieć o swych piętnastych urodzinach i fatalnej wpadce z modelem samolotu, który tak pechowo przykleił sobie do nosa. Niestety, złośliwy los nie szczędzi mu dalszych upokorzeń. Już samo dojrzewanie jest nieznośną katorgą, uwłaczającą wybitnym intelektualistom - takim jak Adrian, który bądź co bądź, zrozumiał niemal wszystkie słowa z naukowej audycji radiowej. Do tego zupełnie postrzeleni rodzice, grupa szkolnych wesołków poszukujących ofiary, siostra z piekła rodem i ogólnoświatowy spisek wymierzony w młodych, uzdolnionych literatów. A w dodatku boska Pandora wciąż traktuje go jak powietrze. Jak w takich warunkach rzucić świat na kolana? Całe szczęście, że Adrian nie przestał prowadzić swego sekretnego dziennika.

Moje Zdanie:

Książka ta nadaje się nie tylko dla młodzież i każdego potrafi rozbawić. Bo przecież kto nie dojrzewał?
Zabawny pamiętnik młodego "intelektualisty", może nie tylko poprawić nam humor, ale także pokazać, że nie tylko my przeżywany „te trudne chwile”. Chłopak opisuje swoje codzienne życie, życie polityki, miasta i państwa. Odkrywa "uroki" dorastania. Odkrywa także istnienie dziewczyn. Zakochuje się. Opisuje wszystko zabawnie, w formie pamiętnika.

Książka ta bardzo mi się podobała, chociaż początkowo nie byłam do niej przekonana . Polecam ;) Idealna do poduszki i na deszczowe popołudnia.

Ulubiony cytat:

„Gdyby ojciec oświadczył, że jest rosyjskim agentem, a mama postanowiła uciec z cyrkowcem, nawet bym nie mrugnął okiem".