Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Opiat-Bojarska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Opiat-Bojarska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 lipca 2014

[150] Joanna Opiat-Bojarska „Słodkich snów, Anno”


Wydawnictwo Filia,
Poznań 2014, 392 str.
Ocena: 9/10 Niecodzienna

Początkowo dwa, a potem już trzy trupy, których nikt tak naprawdę ze sobą nie wiąże. Pierwszego zapewne zamordowano, jednak policji nie są znane personalia sprawców i ich motyw. Drugi – pijany, pomylił szczere pole ze stacją, na której wysiada od lat (przecież to takie oczywiste...). Ostatni był wiekowym mężczyzną, którego życie zakończył zawał. Nic podejrzanego w oczach policji. Wystarczy szybko spisać protokoły, zakończyć śledztwa i po sprawie – pojawią się przecież kolejne, ważniejsze, nie cierpiące zwłoki. Tylko młoda Rogozińska nie ma czasu się zastanawiać – nadchodzą kolejne maile, śmierć czeka kolejne osoby.

„Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że ostatnio na jej skrzynkę e-mailową przychodziły wiadomości absurdalne i logiczne jednocześnie. Przy pierwszym czytaniu sprawiały wrażenie nic nie znaczącego bełkotu, jednak przy drugim słowa zyskiwały tajemniczy blask sprawiający, ,ze ich znaczenia trzeba było szukać gdzieś między literami, spacjami i wersami. Jakby pisane były jakimś szyfrem, którego nie jest w stanie złamać osoba niepowołana.”*

Pani Joanna to osoba, która swoją przygodę literacką zaczęła od książki „Kto wyłączy mój mózg?” Tą szczerą powieścią przekazała obraz rzadkiej choroby, która ją dotknęła i dała świadectwo potrzebującym wsparcia. Trudno było jej się rozstać ze spisywaniem słów w historie – nie wyobrażała sobie życia bez pisania i tak pozostało jej do dziś. Na rynku wydawniczym pojawiło się już pięć książek opatrzonych nazwiskiem Pani Opiat-Bojarskiej, a ku uciesze stałych czytelników to jeszcze nie koniec śmiałych i niezwykle inteligentnych powieści poznańskiej pisarki.

„Dziewczyna nie jest ładna. Nie, nie jest też brzydka. Jej urodę można określić jako coś zwyczajnie przeciętnego. Typ piękna, którego można nie zauważyć na ulicy, minąć, wlepiając wzrok w kosz na śmieci. Ale ma w sobie coś niesamowitego. Bijącą wewnętrzną poświatę.”*

Anka Rogozińska to atrakcyjna, trzydziestoparolatka będąca dziennikarką TV. Kobieta jest żądna sukcesu, chciała by zaistnieć w ogólnokrajowej telewizji. Kiedy trafia na trop afery lekarskiej, czuje, że za chwile może mieć asa w rękawie. Już oczyma wyobraźni widzi siebie na wielkim ekranie. Koniecznie musi odkryć prawdę, nawet jeśli ma ucierpieć na tym jej życie prywatne. Razem z Łukaszem – kolegą ze studiów ruszają śladami dwóch lekarzy, próbując przypisać do historii ostatnio zabitych ludzi. Kiedy jednak umiera starszy człowiek, wszystko przestaje o siebie pasować, a niezwykle tajemnicze maile, prowadzą Annę ku zaskakującej historii sprzed lat.

Kolorowa zakładka ;)
Pisząc recenzję najczęściej pod pierwszy osąd idzie język, początek, bohaterowie. W przypadku „Słodkich snów, Anno” postanowiłam zrobić wyjątek, z racji, że tak, jak nieszablonowa będzie moja opinia, tak nieszablonowa jest najnowsza powieść Pani Opiat-Bojarskiej. Nie ma tu zbyt wiele krwi, a czymże przecież jest mocny kryminał bez kilku zwłok, na które z obrzydzeniem spoglądają nawet policjanci. Brak również szybkości słońca w kolejno następujących wydarzeniach. Nawet nie pojawił się niesamowicie brutalny w swoich działaniach morderca. Bo Bezdenny Kapelusznik nie oczekuje długich cierpień ofiar i mnóstwa czerwonej mazi. Wszystko ma nastąpić wszystko i sprawnie. Największy ból dopiero przyjdzie...

Muszę przyznać, że nie znam (póki co) żadnego innego pisarza, który tworzy takie, jak Pani Joanna, wysublimowane zakończenia. Zazwyczaj współczesna literatura ma to do siebie, iż na ostatniej stronie powieści zastajemy happy end. Niby częste, nawet trochę oklepane, ale jakże pożądane przez czytelników! Poznańska pisarka stawia na słodko-gorzki wariant, który nie tylko częściowo zaspokaja pragnienia czytelnika w związku z pozytywnym rozwiązaniem akcji, ale również otwiera on możliwości przed samym autorem. W głowie tworzy się, literka po literce, myśl: „A może...” - przecież życie Anki nie skończyło się, coś jeszcze musi się wydarzyć.

„Kochaj siebie (…). Nie ma znaczenia jak wyglądasz, ważne jest tylko to, jak siebie widzisz.”*

Wielkim atutem jest postać głównej bohaterki, której kreacja została dopięta na ostatni guzik. Anka Rogozińska to silna kobieta, w której życiu czasem brak czasu na takie wartości jak miłość czy rodzina. Nie ma takich marzeń, jak większość kobiet w jej wieku – zamiast dziecka, pragnie sukcesu zawodowego. Świadomość własnej atrakcyjności i kobiecych atutów dodaje jej pewności siebie, sprawiając, iż mogłaby góry przenosić. Wnętrze, idealnie wykreowany portret psychologiczny pokazują jednak, że nawet najsilniejsza osoba ma w sobie kruchą dziewczynkę, która od czasu do czasu przysiada na kanapie z kubkiem gorącej czekolady z pianką.. 

Postacią, która oczarowała mnie swoim zewnętrznym opanowaniem, a jednocześnie niesamowitą emocjonalnością był ojciec Anny – Stanisław. Kiedy pojawiały się fragmenty związane z jego znieczulaczem pozwalającym uśmierzyć ból wrytej głęboko w serce niepewności, byłam oczarowana. Choć wokół panowała względna cisza, słyszałam delikatne i mocniejsze takty muzyki klasycznej, którą niejednokrotnie poznawałam po przeczytaniu rozdziału, bądź wspominałam z uśmiechem.

„Gdy Stanisław Rogoziński zamknął za sobą drzwi gabinetu, poczuł się bezpieczniej. Założył na uszy bezprzewodowe słuchawki i podszedł do półki szczelnie wypełnionej płytami CD. Na chybił trafił wybrał jedną z nich, włożył do odtwarzacza i wdusił niewielkie przyciski 'random' oraz 'play'. Czekając na pierwsze takty losowo wybranego utworu, opadł na fotel i zamknął oczy.”*

Z pianką... - według przepisu Anki Rogozińskiej ;)
Uwielbiam prozę, jaką tworzy Pani Joanna. Niezwykle cenię sobie w tym, co pisze, iż wszystko zostało dokładnie przemyślane, a kolejno następujące po sobie sceny nie są zabiegiem losowym, lecz w pełni zaplanowanym. Czytając z taką świadomością kolejno stawiane słowa czułam się jakby pisarka stała nieopodal mnie, uśmiechając się z każdym grymasem na mojej twarzy zwiastującym burzę emocji rozgrywają się w moim wnętrzu. Nie mogłam jej jednak zobaczyć, była niewidzialnym świadkiem moich wzlotów w odkrywaniu prawy i upadków, kiedy okazywało się, iż nie miałam racji z moimi przypuszczeniami. Wydawać by się mogło, ze to uporczywe spojrzenie denerwuje, ale nie – każde zdanie sprawiało, że niepisana walka na linii pisarz – bohater – czytelnik była fascynująca.

„Bądź, kim się zdajesz lub, jeśli wolisz prościej: nie myśl sobie, że nie jesteś kimś innym, niż mogłoby się wydawać inny, że będąc, kim jesteś lub mogłabyś być, nie byłabyś kimś innym, niż byłabyś, gdybyś wydawała im się kimś innym.”*

Dawno nie czytałam kryminału, który toczyłby się tak niespiesznie jak „Słodkich snów, Anno”. Co ciekawe pozycja sprawiała jednocześnie, że czytelnik gnał do przodu, nie patrząc na mijane strony, rozdziały i godziny. I nie trzeba było do tego hektolitrów krwi czy wyrafinowanych morderstw. Pisarka genialnie pokazała, iż minimalizm również się opłaca. Świetnie rozegranie kontaktu na linii zabójca – dziennikarz jak najbardziej sprzyjało treści, nadając jej tajemniczości i zagadkowości. Na dodatek z każdą kolejna wiadomością od Bezdennego Kapelusznika miałam ochotę jak najszybciej chwycić w swoje dłonie „Alicję z Krainy Czarów”, która po dziś dzień chodzi mi po głowie ;)

„Sprawdzenie (…), czy jest na tyle bystra, by rozwiązać zagadkę i znaleźć się we wspomnianych przez Bezdennego Kapelusznika trzech procentach populacji, stało się dla niej wyzwaniem.” *

Myślę, że niejeden czytelnik powie, iż poznańska pisarka idealnie odnajduje się w tej formie, dając Polakom przyjemność wypływającą z lektury jej dzieł. W moich oczach jej proza wypadła znacznie lepiej w przypadku „Słodkich snów, Anno”, niżeli „Blogostanu”. Książki z pewnością dzieli nie tylko czas i kolejne doświadczenia, jednak myślę, że wszystko zmierza w dobry kierunku, by Wielkopolska była utożsamiana z takimi autorami jak Pani Opiat-Bojarska.

Trudno nie polecić tak wciągającej, niczym w wir, powieści poznańskiej powieściopisarki. Muszę powiedzieć, że dawno nie spotkałam się z prozą o zacięciu kryminalno-detektywistycznym, której mogłabym nic nie zarzucić. Z uśmiechem patrzę na okładkę od kilkunastu dni, próbując ubrać w słowa to, jakiego apetytu na kolejną część z Anką narobiła mi Pani Joanna. Wiem, że pewnie nie stanęłam na wysokości zadania, ale musicie sami przekonać się dlaczego tyle emocji wzbudziła we mnie ta niepozorna niemal czterystostronnicowa publikacja. A dla samej Autorki mam jedno konkretne życzenie: Pani Joanno koniecznie proszę pisać tylko i wyłącznie takie obyczajowe kryminały. ;)

Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia, za co serdecznie dziękuję ;)

Cytaty pochodzą kolejno ze stron: 279, 129, 73, 146, 314, 345.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Meme na Salonach, czyli spotkanie z Panią Joanną Opiat-Bojarską :)

Plakat pochodzi ze strony FB Galerii
 
Nie wiem czy tylko dla mnie nie lada gratką jest ten krótki moment, kiedy mogę wysłuchać odpowiedzi na pytania autora czytanej przeze mnie powieści. Uwielbiam spotkania autorskie za niebywały klimat, z którym dotąd miałam do czynienia, za ciepło bijące od pisarza, wokół którego zgromadziły się rzesze czytelników i czytelniczek.

Z obrazem ostatniego spotkania z Panią Joanną w Bibliotece Miejskiej w pobliskich Obornikach Wielkopolskich, wybrałam się na wydarzenie organizowane w Galerii Panorama w Poznaniu. Autobus, pociąg i tramwaj oraz dwie godziny w zapasie idealnie sprzyjał dokończeniu lektury „Blogostanu”. Jednak tuż przed szesnastą, kiedy to miało zaczynać się spotkanie, zaczęłam się denerwować – żadnych stolików, krzeseł czy foteli, a przede wszystkim nie mogłam także dojrzeć pisarki! Nagle wypatrzyłam znajomą twarz Pani Opiat-Bojarskiej i w końcu miałam pewność, że nie pomyliłam daty/godziny. Mimo to okazało się, że spotkanie, nie będzie wyglądać tak jak zwykle...

Początkowo byłam bardzo, ale to bardzo zawiedziona. W końcu zdecydowałam się podejść do autorki, która siedząc przy stoliku czekała na swoich czytelników, mających okazję chwilę porozmawiać z nią. Po moim „dzień dobry” usłyszałam słowa, które w mig przywróciły mi uśmiech na twarzy: „Dzień dobry. A my się znamy, prawda? Meme? Książki Meme, tak?”. Krótka wymiana zdań, podpis w mojej książce – po chwili odeszłam, a oczekując na pytania od prowadzącego, postanowiłam przeczytać ostatnie strony „Blogostanu”. Nie wytrwałam jednak w oczekiwaniu i po piętnastu minutach ponownie podeszłam do autorki, tym razem już na dłużej.

Nie mam pojęcia jak długo rozmawiałam z Panią Joanną. W pierwszej kolejności pytałam o Sylwię, pomysł na perypetie bohaterki i inne sprawy związane z „Blogostanem”, o którym nasłuchałam się już trochę na spotkaniu w Obornikach. O dziwo – dowiedziałam się wielu nowych faktów :) Potem przyszła kolej na powieści z wątkiem kryminalnym - „Gdzie jesteś, Leno?” i „Słodkich snów, Anno”, na które mam ogromniastą ochotę. W toku rozmowy okazało się, że pisarce wielką przyjemność sprawia pisanie w kryminalnym nurcie, przeplatane wybitnie obyczajowymi fragmentami. Po minutach, w których nasza pogawędka krążyła wokół dwóch, wcześniej wymienionych książek, mam jeszcze większą ochotę na historię Leny (koniecznie muszę sobie sprawić tę książkę) i Anny (jak dobrze, że niedługo pozycja będzie już u mnie!) ;)

Nie poskąpiłam sobie także pytań na temat warszawskich targów, na które się w końcu nie wybrałam (ale sobota upłynęła mi mimo wszystko równie emocjonująco na pierwszym w moim życiu meczu na stadionie Lecha Poznań :D). Kiedy zobaczyłam radość na twarzy Pani Joanny, trochę żałowałam, jednak w mig dowiedziałam się, że w Katowicach jest także klimatycznie, a na krakowskie Targi już ostrzę sobie ząbki.

Na koniec kilka słów o wydawnictwie, które mnie intryguje – Filii i planach literackich poznańskiej autorki. Jednym słowem – mimo że spotkanie nie wyglądało jak zawsze, dawno nie wyszłam tak zadowolona. I znacznie bardziej satysfakcjonująca okazała się rozmowa, a nie podpis upamiętniający to wydarzenie :D

*Post był napisany już jakiś miesiąc temu, zaraz po spotkaniu, jednak przyszło mi trochę poczekać na zdjęcie zrobione obiektywem fotografa Radia Zet Gold. Dlatego dopiero dziś dzielę się tymi emocjami z Wami ;)

piątek, 6 czerwca 2014

[147] Joanna Opiat-Bojarska „Blogostan”


Wyd. Replika
Zakrzewo 2012, 308 str.
Ocena: 7/10 Dobra

Prowadzenie bloga w dzisiejszych czasach jest niezwykle popularne nie tylko wśród młodszych użytkowników internetu, ale również wśród tych starszych. W sieci spotkamy się ze stronami na tematy motoryzacyjne, sportowe, literackie, fotograficzne czy po prostu stanowiące swoisty pamiętnik osób siedzących po drugiej stronie ekranu. W ostatnim przypadku śmiało można stwierdzić, że współcześnie znacznie łatwiej jest ludziom podzielić się swoimi problemami i troskami z kimś zupełnie obcym, najlepiej takim, kto nigdy nie widział nas na oczy.

Pani Joanna to osoba emanująca ciepłem i życiowym entuzjazmem. Z jej oczu biją wręcz iskierki, kiedy opowiada o tworzeniu i swoich powieściach. Choć wydawać by się mogło, że to typowa humanistka, jest umysłem ścisłym. Ukończyła Akademię Ekonomiczną w Poznaniu i od wielu lat działa na rynku nieruchomości. Jej pisanie rozpoczęło się tuż po jakże trudnych przeżyciach spisanych na kartach „Kto wyłączył mój mózg?”. Pani Opiat-Bojarska wspomniała, że pisarstwo miało być początkowo jednorazowym działaniem, jednak teraz nie wyobraża sobie życia bez pisania. Ma na swoim koncie pięć powieści ocierających się o niezwykle różne gatunki. „Blogostan” jest jej drugą powieścią, po której nie mogła już utrzymać na uwięzi siedzących w jej głowie słów ;)

Od początku wiedziałam jak zakończy się książka – to właśnie od jej zakończenia powstał pomysł na stworzenie „Blogostanu”, jak opowiadała Pani Joanna na spotkaniu. Bodźcem do jego powstania był wpis na jednym z blogów, że jego autorka kończy z sobą. Potem zrodziła się idea pełnego wątku głównej bohaterki, mająca dać do myślenia czytelniczką książki. Aż w końcu wszystko zostało zebrane, słowa spisane, a powieść oprawiona w okładkę w pastelowych kolorach, którą do rąk może chwycić czytelnik...

Centralną postacią powieści, osobą prowadzącą potajemnie bloga jest Sylwia. Internet staje się dla niej ucieczką od problemów z ukochanym, szefem zalegającym z comiesięczną wypłatą i ojcem, którego nigdy nie było, a który nagle umiera. Dodatkowym ogniwem układanki życiowej jest matka nadal walcząca z zadrą w sercu po zdradzie Wiesława, która na nieszczęście Sylwii, niezbyt przepada za specyficznym Patrykiem, (nie)będącym chłopakiem głównej bohaterki.

„(...) autor bloga pisze swego rodzaju pamiętnik. Publikuje go w sieci. Każdy może wejść, przeczytać jego wpisy, skomentować. I to wszystko anonimowo. Dzięki temu blog ot miejsce, w którym można zobaczyć kawałek prawdziwego życia, prawdziwych emocji.
- Tak Big Brother, ale do czytania? - Jarek nadal nie mógł zrozumieć.”
- Dokładnie. Lecz wciąga dużo bardziej...
- To już rozumiem. - Jarek ucieszył się. - Wy po prostu lubicie podglądać ludzi!”

Pozycję nabyłam z wymiany tuż przed Wiosennym Piknikiem z książką w obornickiej bibliotece. Dotarła ona jednak nie w porę – już po spotkaniu, a potem podczas przestawiania mojego książkowego dobytku, znalazła się w niezbyt widocznym zakamarku, przez co zupełnie zapomniałam o jej lekturze. Ostatnio znów robiłam porządki (moja siostra uwielbia przestawiać meble) i tak trafiłam na „Blogostan”, za którą to publikacje zabrałam się zaraz po maturze z historii. Podczas czytania po raz pierwszy zaopatrzyłam się w karteczki, na których skrzętnie zapisywałam swoje uwagi, o których chciałabym Wam wspomnieć. Prócz tego tradycyjnie fiszki i... można było czytać. W pociągu, autobusie, na dworcu i w galerii. Trochę w łóżku, przy biurku, a nawet na trawie.

Toksyczna miłość to motyw, który chyba po raz pierwszy spotkałam w książce aż na taką skalę. Czasem bywało, że autorzy traktowali to pobieżnie, tu jednak stało się to tematem przewodnim. Sposób w jaki pisarka postarała się ukazać negatywne skutki uczucia na kartach powieści zdecydowanie stanowi o sukcesie. Pani Opiat-Bojarska zdecydowanie, krok po kroku utwierdza w przekonaniu swoich czytelników, że z takim związkiem po prostu trzeba skończyć. Co niezwykle mi się podoba – ma ona świadomość, że nie jest to łatwe. Podsuwając pod nos bohaterki kolejne teksty z blogów, umila nie tylko lekturę, ale i stara się przekazać prawy życiowe niezwykle przystępnie.

„Większość problemów damsko-męskich powstaje właśnie dlatego, że facet jest twardzielem lub go dobrze udaje.” 

Prócz świetnego tekstu o toksycznym związku, zbudowanego na pięciu krokach umożliwiających powrót do „normalności”, serwuje świetne rozważania na temat równouprawnienia w kwestii „dzwonić? Nie dzwonić? Kobieta czy mężczyzna?”. Z wielkim uśmiechem czytałam dyskusje jaka wywiązała się pod dość spontanicznie rzuconym pytaniem przez Sylwię. Bardzo spodobała mi się idea bloga jako pogotowia ratunkowego przedstawiona przez pisarkę. W końcu czy z nami, blogerami (nawet piszącymi o książkach!) nie jest czasem tak, że radzimy się siebie wzajemnie w problemach z przeglądarką, programem do pisania, blogrollem czy innymi funkcjami?

„Zadowolona kliknęła przycisk 'zapisz zmiany'. Momentalnie jej ciemny, smutny blog zmienił się w ocean – ocean jej piekących emocji, skrywanych marzeń i wstydliwych lęków.”

Najsłabszym punktem powieści są rozważania „rybki” na tematy nieruchomości. Wydawać by się mogło, że znacznie uwiarygodnią one postać i całą pozycję, jednakże czasem ciągnące się przez całą stronę monologi głównej bohaterki działają nieco nużąco. Z czasem już nawet mnie denerwowało, gdy autorka bloga, zamiast pisać swoim jakże barwnym i przystępnym językiem teksty na tematy wybitnie antropologiczne, zagłębiała się w swoje gdybanie o karierze „w akwarium”.

Zdecydowanym plusem powieści, o którym koniecznie muszę wspomnieć jest warstwa językowa. Genialnie zostały podzielone kompetencje narratora i Sylwii piszącej bloga. Pani Joanna zadbała o to, by styl tych dwóch ogniw powieści nie pokrywał się. Stanowiło to ciekawe urozmaicenie lektury zwłaszcza, że i blogowe wpisy, jak i właściwa treść książki stworzone zostały z niesamowitą lekkością, tworząc spójną i klarowną całość.

„Ruch na jej blogu zmniejszył się gwałtownie, dyskusje przycichły, liczba gości malała. Sylwii zrobiło się smutno. Czuła się, jakby impreza, którą zorganizowała, przygotowując ciastka, kanapki, sałatki i napoje, nagle padła, a goście zaczęli się masowo ewakuować.”

Wydawać by się mogło, że znając zakończenie, nie czeka mnie nic nieprzewidywalnego. Choć mniej więcej wiedziałam co się wydarzy, Pani Opiat-Bojarska zaimponowała mi tym, jak skończyła powieść. W pierwszej chwili czytelnikowi wydaje się, że to już koniec, niestety tym razem bez happy endu. Jednak po chwili na namysłu zdaje sobie sprawę, że nic nie zostało powiedziane wprost, a on wręcz oczekiwałby wyjaśnienia (?). Tu także pisarka zdążyła się popisać – losy Sylwii możemy dalej śledzić w „Klubie Wrednych Matek”.

Moje pierwsze spotkanie z prozą jakże sympatycznej poznanianki oceniam na plus, choć jeszcze jestem chłonna pełnego oczarowania jej prozą. Skrycie mam nadzieję, iż lepiej odnajdę się w jej kryminalnych powieściach. Liczę też, że w kolejnych przeze mnie czytanych powieściach Pani Joanny odkryję też więcej moich rodzinnych stron, gdyż z „Blogostanu” pozostało mi jedynie nieznacznie wspomniane Junikowo. Cieszę się, że ktoś postanowił w jakimś stopniu ujarzmić w ramy słowne jakże rozległą blogosferę. Podziwiam samą idee i chęć podjęcia się tego, nieco trudnego mimo wszystko zadania. Myślę, że „Blogostan” jak najbardziej jest godną uwagi pozycją, którą w szczególności należy polecić osobą zainteresowanym wątkiem toksycznego związku. Poprowadzony on został znakomicie drogie Panie i Panowie, także... do czytania! :)

*Cytaty pochodzą z książki „Blogostan”; kolejno strony: 11, 121, 104, 279

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Wiosenny Piknik z Książką ;)

Kto znajdzie Meme na widowni?
Wydarzenie chlubnie nazwane piknikiem, miało miejsce, jeszcze kiedy zima stałą oporem, a wiosna grzecznie czekała na swoją kolej. 8 marca 2013 roku o godzinie osiemnastej, choć wiał zimny wiatr, razem z trzema niezwykłymi pisarkami w wywoływanie wiosny za pomocą ciepłej, rodzinnej atmosfery, zabrali się wszyscy zgromadzeni na spotkaniu autorskim w pobliskiej Bibliotece Miejskiej w Obornikach Wielkopolskim. Prócz gości honorowych – Pani Iwony Walczak, Pani Joanny Opiat-Bojarskiej i Pani Joanny Jodełki, znalazłam się tam i ja, jako obserwator rozmów prowadzonych przez Panie, ku coraz większej uciesze Nas – widowni ;)

Po raz pierwszy udało mi się wziąć udział w spotkaniu organizowanym przez „moją” bibliotekę. Nigdy nie wiedziałam, ze tego typu przedsięwzięcia są organizowane częściej, a szkoda, bo to coś naprawdę niezwykłego ;) Gdyby nie Marta, z pewnością za szybko nie zasmakowałabym tego, co sprawiło mi tyle radości w ten piątkowy wieczór.

Ale zacznijmy od początku. Wiklinowe fotele, wiosenna nuta w tle – wchodząc do biblioteki mogłam się poczuć, jakby wokół była wiosna, choć szyję okalał ciasno związany szalik. Szybko zdjęłam kurtkę i weszłam do środka. Choć początkowo publiczność była niezbyt wielka, z czasem kolejne miejsca zaczęły się zapełniać. Po kliku minutach weszły Autorki...

Prowadzenie przejęła Pani Opiat-Bojarska – niezwykle pozytywna osoba, tryskająca ogromem energii, choć przeżyła w życiu wiele. Zaczynając od pogody, sprawnie przeszła do książek, pytając pozostałe pisarki o pory roku występujące w ich dziełach. Słuchającemu pojawiał się tym większy uśmiech na twarzy, kiedy spoglądał na panujący za oknem ziąb. Każdej historii towarzyszył entuzjazm opowiadających, a zarazem radość obcowania z czytelnikami ich „dzieci”. 

Czytając...
Najmilszym akcentem spotkania było przeczytanie przez Panie fragmentów powieści. Jedna z czytelniczek siedząca na widowni była na tyle spostrzegawcza, że zauważyła moment, w którym Autorki sięgały po swoje publikacje i instynktownie przyciągały je ku sobie ;) Tą charakterystyczną sytuację, którą można by porównać do troski matki o dziecko, zapamiętam do końca życia ;)

Bardzo się cieszę, że Panie weszły w dialog z siedzącymi na widowni i śmiało odpowiadały na nasze pytania. Niestety prędzej czy później musiał nastąpić koniec rozmów. Czas na autografy, wspólne zdjęcia i prywatne rozmowy z Paniami minął mi równie mile i chyba był jeszcze bardziej ekscytująco, zwłaszcza, że po raz pierwszy odważyłam się powiedzieć komuś spoza znanych mi na co dzień osób o moim blogu, jednocześnie spotykając się z wieloma słowami uznania, co strasznie podbudowało mnie – dziewczynę z niską samooceną ;D Mam nadzieję, że przyjdzie Nam się spotkać jeszcze nie raz. 

A póki co – czekają na mnie dwie książki wprost ze spotkania: „Nagie myśli” z autografem Pani Iwony i „Blogostan”, który niestety dotarł dzień po powstaniu. Mimo to nie powstrzymałam się od zebrania podpisów od Pani Opiat-Bojarskiej i Pani Jodełki ;)

Więcej zdjęć znajdziecie na Facebookowym profilu Biblioteki Miejskiej, a także wkrótce - na Fanpage Ksiazek-Meme, którego końcowe etapy tworzenia nastąpią w tym tygodniu ;)