piątek, 31 sierpnia 2012

[100] Victoria Twead „Andaluzja, Olé”

Wyd. Pascal,
Bielsko-Biała 2012, 416 str.
Ocena: 10/10 Niecodzienna

Codzienne życie wydaje się dla wielu ludzi takie nudne i zupełnie mało ważne, że aż czasem trudno twierdzić,iż może być ono jednak niezwykłe. Rano budzimy się, jemy śniadanie, obiad itd. w międzyczasie wykonując rozmaite domowe obowiązki jak zaprawianie ogórków czy robienie porządków w salonie. Więc dlaczego śmiem uważać taką codzienność niezwykłą,a pozycję Pani Twead jedną z najbardziej klimatycznych książek, jakie czytałam?

Victoria Twead, która urodziła się i wychowała w Dorset w Wielkiej Brytanii, od ponad siedmiu lat mieszka w maleńkiej górskiej wiosce położonej w południowej Hiszpanii. Stało się to za sprawą szybkiej decyzji i chęci spełnienia najskrytszych marzeń. Panią Twead fascynuje wszystko co hiszpańskie: kultura, kuchnia, zwyczaje. Swoimi lekturami zaraża czytelników tym zachwytem i sprawia, że wiele osób z chęcią sami zajrzeliby do któregoś z tych maleńkich hiszpańskich „końców świata”. Jest autorką nie tylko książek kulinarnych, ale również publicystką w przewodniku ExpatFocus.com, dla którego relacjonuje życie Angielki mieszkającej w Hiszpanii.

Mija ponad pięć lat od przeprowadzki Joego i Victorii do słonecznej Andaluzji. Jednak wkrótce ich życie ma ulec kolejnym zmianą. Jedna z nich jest związana z przyjazdem pod sąsiedni dom furgonetki z napisem „Ufarte. Ryby”, z której to zamiast świeżych ryb wyłania się typowo hiszpańska rodzina. Spokój l Hoyo, a tym bardziej głównej bohaterki i autorki książki zostaje zagrożony. Jacy będą nowi sąsiedzi i co zafundują kolejne dni życia w hiszpańskiej wiosce? Oraz: Jakie zmiany mogą jeszcze czekać małżeństwo?

Kiedy czyta się drugą część jakiejkolwiek powieści, zawsze ma się obawy, że nie dorówna ona poprzedniczce. Przyznam, że po niewątpliwym oczarowaniu jakie zafundowała mi Pani Victoria w pierwszej części, miałam niewielkie obawy, czy znajdę coś nowego, które również będzie miało to „coś”, w kolejnej powieści angielskiej pisarki. Bo przecież: Co jeszcze może dziać się w maleńkiej hiszpańskiej wiosce? O czym autorka mogła jeszcze nie opowiedzieć? Takie i inne pytania mnożyły się w mojej głowie, jednak po lekturze stwierdzam, że zupełnie niepotrzebnie.

Cieszę się, że po raz kolejny, w codziennych czynnościach, mogła mi towarzyszyć ta niezwykła powieść, która pokazuje uroki hiszpańskiego miasteczka i niesamowitą atmosferę hiszpańskich rodzin. Wielką radość sprawiło mi to, że mogłam wrócić do małej wioski wewnątrz jednego z najpiękniejszych europejskich krajów, jednocześnie nie zaznając nudy, gdyż Pani Victoria pokazała zupełnie inne oblicza życia mieszkańców i ich problemów. Po raz kolejny zwykłe życie i problemy, jakie mogą dotknąć każdego, w połączeniu z magią Hiszpanii wciągnęły mnie na tyle, że już nie mogę się doczekać kolejnej części. A mam nadzieję, że takowa się ukaże.

Tamtego dnia usiedliśmy z Joem na tarasie z drinkiem w dłoni. Wieczory w El Hoyo są piękne. Kiedy zachodzi słońce, maluje niebo na wszystkie pastelowe odcienie różu, a morze w oddali iskrzy się różowymi światełkami Różowe światło omywa zbocza gór , tajemniczo podkreślając wgłębienia i kontury. Nad głowami krążą eskadry jaskółek polujących na owady.”

W powieści „Andaluzja, Olé” nie zabrakło niczego, co odnalazłam w pierwszej części. Historia, po raz kolejny obfituje ogromną dawką humoru, niesamowitych wrażeń po przeczytaniu opisów andaluzyjskiego krajobrazu, a także swoistą swobodą. Oczywiście i w tej części nie obyło się bez przepisów, wśród których znalazłam swojego faworyta – recepta na gorącą czekoladę po kastylijsku. Co ciekawa – Pani Victoria dodała również kilka nowych „smaczków” w postaci opisu typowo hiszpańskich zwyczajów świątecznych, ciekawostek na miarę światową i grama, albo raczej kilograma tajemniczości. To ostatnie szczególnie przypadło mi do gustu, gdyż sama głowiłam się o co może tak na prawdę chodzić.

Zanim zdążyliśmy dotrzeć do rynku, już mogłyśmy usłyszeć odgłosy rozgrywanego tam meczu piłki nożnej. Joe zawsze twierdził, że futbol jest uniwersalnym językiem znoszącym wszelkie bariery międzynarodowe i międzypokoleniowe. Miałyśmy tego najlepszy dowód.”

Nie posiadałam się z radości, kiedy w pozycji odkryłam fragmenty dotyczące Mundialu 2010, który Hiszpania wygrała. Kolejne linijki tekstu czytałam z wypiekami na twarzy, przypominając sobie ich tegoroczne popisy na Euro 2012. Strasznie spodobało mi się to, jak bardzo Pani Victoria oddała atmosferę, która towarzyszyła tamtejszym kibicom podczas rozgrywek ukochanej drużyny. Muszę przyznać, że wszystko wypadło znakomicie, a nawet przyznaję, że dzięki Pani Twead zrozumiałam, że na całym świecie kibice z takim samym zaangażowaniem oglądają poczynania swoich zawodników.

Hiszpanię i El Hoyo ogarnęła mundialowa gorączka. Nikt o niczym innym nie rozmawiał, nawet Carmen-Bethina przyznała, że modli się w kościele o zwycięstwo dla Hiszpanii!”

Szczególnie spodobał mi się rozdział, w którym autorka opisywała jak to jest zobaczyć swoją własną książkę, a co dopiero – trzymać ją rękach. Przyznam, że ten opis nie tylko ciekawi, ale może i wzruszać wrażliwszych czytelników, gdyż jest to według mnie wisienką na torcie, którym jest niewątpliwie sukces napisania, a przede wszystkim wydania własnej powieści.

Dotąd nie widziałam swojej książki, a tym bardziej nie miałam jej w ręce – to Ginowe Bliźniaczki przywiozły mi pierwszy egzemplarz. Nie mogłam powstrzymać się od wąchania jej i macania, przerzucania stron, głaskania okładki.”

Bardzo polubiłam nowych bohaterów, którzy odsłonie szturmem wkroczyli na karty lektury. Mimo że jeden z synów małżeństwa Ufarte grał w piłkę nożną, bardziej polubiłam bliźniaczki, które często towarzyszyły podczas dnia Joemu i Victorii, ana dodatek zawsze nosiły identyczne stroje, które zazwyczaj szyła im je Babcia Ufarte. W tej publikacji znalazł się też bohater, który działał mi na nerwy równie mocno, jak Joemu – piesek Fifi, będący mały złośliwym stworzeniem, które chętnie „uczepia się” ludzkich kostek (skąd ja to znam? ;D).

Podsumowując, muszę przyznać, że dawno żadna pozycja nie napełniła mnie tak ogromną dawką pozytywnej energii, która przyda się z pewnością nie tylko w indywidualnych planach i celach, ale również podczas nadchodzących dni nowego roku szkolnego. Pani Victoria narobiła mi również apatytu na to, by wybrać się w przyszłości do Hiszpanii i samemu zasmakować choć przez jakiś czas tej tradycji, kultury i atmosfery, jaką tworzą hiszpańskie rodziny.

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Pascal.

------------------

Żródło
Z okazji DNIA BLOGA, który obchodzimy właśnie dzisiaj 31 sierpnia, chciałabym życzyć każdemu Blogerowi bez wyjątków przede wszystkim wytrwałości w prowadzeniu, doglądaniu i upiększaniu swojego małego miejsca ma świecie; osób, dzięki którym będziecie mogli poczuć, że to co robicie jest ważne nie tylko dla was, ale również przynosi przyjemności innym; radości z każdego komentarza, który będzie nie tylko naprawdę coś znaczył, ale być może nawet wzbudzi dyskusję oraz wszystkiego, co sobie wymarzycie, wyśnicie i zapragniecie by się spełniło ;)

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA #4

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA to Cotygodniowy cykl na blogu u Meme, podczas którego będziecie mogli poznać kolejne kraje nie tylko od strony zabytków czy sławnych postaci, ale przede wszystkim LITERATURY. Będziecie mogli nie tylko przeczytać moje spostrzeżenia na temat wybranych dzieł, ale również liczę, że uda się podyskutować o Waszych przygodach literackich „w danym państwie” ;)

Niedzielny cykl w poniedziałek - Rodzinne świętowanie imienin sprawiły, że dopiero dziś zapraszam na podróż do niezwykle urokliwego kraju również pod względem literackim. Apetyt rośnie w miarę jedzenia – dziś zaprezentuję część literatury, miejsc oraz jedzenia, które mnie zaintrygowało, bo w niedalekiej przyszłości planuję poznać go trochę bliżej. Rozważam też naukę języka. Jakiego? Hiszpańskiego, bo dziś wybieramy się do słonecznej Hiszpanii ;D

Z czym kojarzy Wam się Hiszpania? Bo mi z ogromnymi upałami, przemiłymi ludźmi, niesamowitymi domami w „tym” stylu, a przede wszystkim z piłką nożną ;) Do tego dochodzą magiczne miasteczka, niesamowite smaki i wiele, wiele innych rzeczy, o których mogłam przeczytać w niesamowitych pozycjach Victorii Twead, która opowiada o swoim życiu w Andaluzji ;) Hiszpania jest położona na Półwyspie Iberyjskim. od zachodu graniczy z Portugalią, a od wschodu, poprzez pasma Pirenejów, z Francją. Liczy 41 mln. Mieszkańców, ale dodatkowo każdego roku przyjmuje ponad 58 milionów turystów, co jest z pewnością liczbą niebagatelną. Największym miastem i zarazem stolicą jest Madryt. Państwo dzieli się na 17 niezależnych pod siebie regionów, a te z kolei na 50 prowincji. Hiszpania jest oddzielona od Europy Pirenejami, na południu nieomal sięga Afryki. Hiszpania to również niesamowite widoki, które aż zapierają dech w piersiach i wysokie wzniesienia, które warto pokonać, choćby dla widoku na górze ;) Ze względu na rozpiętość geograficzną oraz różnorodne ukształtowanie Hiszpanię charakteryzuje też bardzo różnorodny klimat, od pokrytych śniegiem pirenejskich szczytów, poprzez zielone łąki położone w Galicji i gaje pomarańczowe w Walencji i do pustynnej Almerii. Najbardziej charakterystycznymi miejscami w tymże kraju jest Madryt i Barcelona – dwie stolice futbolu, niesamowitych zabytków i strasznie pozytywnej atmosfery. Dla mnie niezwykłym miejscem wt Hiszpanii, za sprawą lektury powieści Pani Victorii jest El Hoyo.

Hiszpania to również niesamowite smaki, których od tak się nie zapomina. Dziś postanowiła przedstawić potrawę, o której dowiedziałam się za sprawą pozycji Pani Twead – gorąca czekolada po kastylijsku. Smakuje obłędnie.


„55 g niesłodzonego kakao w proszku
180 g cukru
7 łyżeczek mąki kukurydzianej
140 ml wody
1 litr mleka

Wymieszać kakao z cukrem. Rozpuścić mąkę kukurydzianą w wodzie i połączyć z mieszanką kakao i cukry w średniej wielkości rondelku. Mieszać, dopóki nie zrobi się gładka pasta. Podgrzać miksturę na średnim ogniu, bez przerwy uderzając trzepaczką. Stopniowo dolewać mleka. Doprowadzić do wrzenia, stale mieszając. Gotować na wolnym ogniu przez 10 minut, stale mieszając aż napój stanie się gęsty, gładki i lśniący. Gorącą czekoladę podawać w kubkach lub szklankach”*

*”Andaluzja Olé!” str. 166


Moje pierwsze spotkanie z literaturą hiszpańską miało miejsce za sprawą jednego z najbardziej znanych, współczesnych pisarzy. Wielu blogerów, a także kilku moich znajomych było oczarowanych jego prozą, więc i ja, jakieś dwa lata temu, zdecydowałam się na lekturę „Cieniu wiatru” Zafona. A jakie były wrażenia?

„Bardzo się cieszę, że w  „Cieniu wiatru” pojawiło się to co niezwykle doceniam w fabule książki - przeszłość, tajemnica, smaczki językowe. Powieść jest nieskończonym przenikaniem się świata fikcji i fabularnej rzeczywistości: życie bohaterów bywa podporządkowane literaturze, literatura za to przedstawia egzystencję postaci w niezmienionej formie.”

„Zafon urzekł mnie swą prozą, umiejętnością przyciągnięcia czytelnika jak i tym, że do samego końca nie spodziewałam się rozwiązania akcji. Autor wprowadza do akcji szereg interesujących, różnorodnych i doskonale scharakteryzowanych postaci, z których przyjaciel Daniela -  Fermin przebija wszystkich swoim humorem i skłonnością do niekonwencjonalnych pomysłów. No właśnie, bohaterzy… Wspaniałe postaci, o których nie da się zapomnieć.”

Jedną z rzeczy, która niewątpliwie oczarowała mnie w tym, jak pisze ten hiszpański autor, był dobór słów. Wiele ze sformułowań, zdań czy refleksji bohaterów tworzyło uniwersalnego cytaty, którymi chciałabym się z Wami ponownie podzielić:

„– Ludzie są obrzydliwie źli. (...)
– Są głupi a nie źli.(...) Głupi. To nie to samo. Zło zakłada jakąś moralną determinację, jakiś zamiar i pewną myśl. A głupiec nie pomyśli ani się nie zastanowi. Działa instynktownie, jak zwierzę, przekonany, że robi dobrze, że zawsze ma rację; dumny, że przypierdala, za przeproszeniem, każdemu, kto widzi mu się inny od siebie samego, i wszystko jedno, czy dlatego, że innego koloru, wyznania, języka, narodowości, czy też (...) dlatego, że lubi inaczej spędzać czas wolny. Źli ludzie jeszcze mają swoje miejsce na świecie, zbyteczni są skończeni głupcy.”


„Niewiele rzeczy ma na człowieka tak wielki wpływ jak pierwsza książka, która od razu trafia do jego serca. Owe pierwsze obrazy, echa słów, choć wydają się pozostawać gdzieś daleko za nami, towarzyszą nam przez całe życie i wznoszą w pamięci pałac, do którego, wcześniej czy później – i nie ważne, ile w tym czasie przeczytaliśmy książek, ile nowych światów odkryliśmy, ile się nauczyliśmy i ile zdążyliśmy zapomnieć – wrócimy.”


„Są osoby, które się pamięta, i osoby, o których się śni.”


Kolejne spotkanie z Hiszpanią nie miało miejsca poprzez rodzimego autora (właśnie zaczynam pozycję Mayorala, a książkę Carmen Martin Gaite również wypożyczyłam z biblioteki i czeka na swoją kolej), ale poprzez angielską pisarkę, która razem z mężem zamieszkała w maleńkiej wiosce El Hoyo i wspólnie z czytelnikami odkrywała uroki tego kraju. Po rozmowie z Moreni postanowiłam, że pozycje Victorii Twead po prostu muszą dołączyć do odsłony o Hiszpanii, gdyż zarówno „U mnie zawsze świeci słońce” jak i „Andaluzja Olé!” pozwalają czytelnikowi idealnie poznać jeden z piękniejszych krajów ;) Sami zobaczcie:

( z recenzji „U mnie zawsze świeci słońce”)

Pani Victoria pisząc lekkim piórem serwuje czytelnikowi nie tylko dawkę pozytywnych emocji, ale również humoru. Bardzo spodobało mi się to, jak została podzielona pozycja, a każdy kolejny rozdział pokazywał nam kolejny etap w nowym życiu pisarki i jej męża. Spodobało mi się również to, że po tytule rozdziału czytelnik mniej więcej wiedział co może zastać, a jednak i tak został czymś pozytywnie zaskoczonym: czy to żartem, smakowitym przepisem, czy nawet rozbrajającym zwrotem akcji ;)”

„Cieszę się też, że Pani Victoria poprzez swoją pozycję pokazuje Nam, iż warto spełniać marzenia, nawet, jeśli z pozoru wydają się nierealne. Dzięki niej mogłam przekonać się ile daje upór w dążeniu do realizacji naszych pragnień. Myślę że Pani Twead potrafi każdemu czytelnikowi dać nie tylko wspaniałą lekturę, ale również dawkę pozytywnych emocji i siłę do wytrwałości w drodze do swych celów ;)”

„Podsumowując, muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak dobrej, a zarazem zwykłej pozycji. Co najlepsze – z trudem znaleźć mi w niej choćby najmniejszy błąd. Z pewnością wrócę do niej, kiedy będę miała słabszy dzień, a za oknem zobaczę tylko wielkie kałuże ;) Z czystym sumieniem polecam tą publikację każdemu, kto pragnie uciec w krainę marzeń i po prostu się zrelaksować tym co piękne – czytaniem ;D”

(z jeszcze nieopublikowanej recenzji „Andaluzja Olé!”)

„ (…) Niezwykła powieść, która pokazuje uroki hiszpańskiego miasteczka i niesamowitą atmosferę hiszpańskich rodzin.”

„ Nie posiadałam się z radości, kiedy w pozycji odkryłam fragmenty dotyczące Mundialu 2010, który Hiszpania wygrała. Kolejne linijki tekstu czytałam z wypiekami na twarzy, przypominając sobie ich tegoroczne popisu na Euro 2012.”

I tak, nieco krótsza podróż dobiega końca. Krótsza, ponieważ do Hiszpanii na pewno zabiorę Was jeszcze raz, kiedy tylko przeczytam kilka pozycji, które mam zapisane na liście ;) A w przyszłym tygodniu ostatnia wakacyjna odsłona cyklu z krajem, który ma równie niesamowita atmosferę.

sobota, 25 sierpnia 2012

Garść informacji ;)

Mam dwa ogłoszenia, które z pewnością zainteresują niejednego blogera – również wg mnie to interesujące pomysły. Ale o co chodzi? Sami zobaczcie!

Krzysztof Spadło
Na pierwszy rzut niesamowita inicjatywa Pana Krzysztofa Spadło – autora „Marzycieli i Pokutników”. Postanowił on zaangażować czytelników do współtworzenia ebooka. Przeczytajcie:


Moi Drodzy,
kiedy doszło do papierowego wydania "Marzycieli i Pokutników" pomyślałem, że za jakiś czas trzeba się będzie poważnie zastanowić na publikacją w wersji elektronicznej. Najpierw był tylko mglisty zarys, potem pojawił się ogólny plan tego przedsięwzięcia, aż wreszcie koncepcja stała się na tyle dojrzała i konkretna, iż z radością przystępuję do jej realizacji. E-book "Marzycieli i Pokutników" to nie będzie tylko konwersja pliku tekstowego do formatów obsługiwanych przez czytniki elektroniczne i na tym koniec. Ooo nie! To będzie coś zdecydowanie innego, nowego, nowatorskiego! To będzie coś, przez duże "C". Coś, czego jeszcze nikt wcześniej nie zrobił. Więc pora przetrzeć szlak! :-) Wersja elektroniczna zostanie wzbogacona o dwie atrakcje. Pierwszą atrakcją, tą mniejszego kalibru, będą wykonane przez moją skromną osobę przypisy do każdego z zamieszczonych tam opowiadań. Pokuszę się o kilka zdań w których zdradzę, jak to się stało, że napisałem taką historię i dlaczego. Natomiast drugą, tą Mega-Właściwą-Atrakcją jest propozycja, która dla niektórych z Was będzie stanowić nie lada frajdę i wyzwanie. Oto sedno sprawy, myślę, że jeśli wypunktuję będzie bardziej czytelne :-) :

Debiutanckie dzieło Pana Krzysztofa
1. Jeżeli jesteś osobą, która nosi w sobie potencjał twórczy, osobą, która robi zdjęcia, grafiki, szkice, rysunki lub maluje obrazy to powinno Cię to zainteresować!
2. Każdy z Was kto czuje się na siłach w dziedzinach wymienionych w pkt.1 ma szansę opublikować swoją pracę w e-booku "Marzyciele i Pokutnicy".
3. Warunek jest taki, że temat pracy musi konkretnie nawiązywać do treści któregoś z 10 opowiadań zawartych w zbiorze opowiadań "Marzyciele i Pokutnicy".
4. Autor pracy decydując się na udział w tym przedsięwzięciu, oświadcza jednocześnie, że jest wyłącznym twórcą dzieła i właścicielem praw autorskich.
5. Prace muszą spełniać następujące wymagania techniczne: 300 dpi, jpg, A4
6. Prace proszę wysyłać na adres: post@krzysztofspadlo.com
7. W tytule proszę wpisać "e-book"
8. W treści wiadomości proszę podać swoje imię i nazwisko. Jeżeli posiadasz własną stronę, bloga, wizytówkę, portal etc. i jeśli chcesz się lepiej zaprezentować, to podaj również swój adres internetowy.
9. Prace wysłane przez anonimowego użytkownika nie wezmą udziału w przedsięwzięciu.
10. Praca musi nosić tytuł opowiadania do którego się odnosi.
11. Uczestnik może wysłać dowolną ilość prac.
12. Ostateczny termin nadsyłania prac upływa - 31.10.2012
13. Prace pod względem artystycznym i technicznym zostaną ocenione przez:
Krzysztof Spadło - autor książki
Hektor Werios - artysta fotografik
14. Najlepsze prace zostaną opublikowane w e-booku "Marzyciele i Pokutnicy".
15. Autor opublikowanej pracy zgadza się podpisać ją własnym imieniem i nazwiskiem.
16. Autor opublikowanej pracy oświadczaja, że nie będzie domagać się jakichkolwiek roszczeń finansowych czy też innych gratyfikacji, związanych z publikacją jego pracy w e-booku "Marzyciele i Pokutnicy".
17. Wydawcą e-booka "Marzyciele i Pokutnicy" jest: Wydawnictwo Internetowe e-bookowo.pl z siedziba w Będzinie.
18. Premiera e-booka "Marzyciele i Pokutnicy" jest planowana na 29.11.2012

To chyba tyle, jeśli chodzi o pełną informację i jej formalny charakter. Mam nadzieję, że pomysł przypadł Wam do gustu i Ci, którzy czują się na siłach chętnie wezmą udział i odważnie zaprezentują swoją twórczość. Jeżeli uważasz, że ta inicjatywa nie jest dla Ciebie ale podoba Ci się idea tego przedsięwzięcia, pomyśl przez chwilę o gronie swoich przyjaciół, znajomych. Przekaż informację dalej, może dzięki Tobie dotrze ona do kogoś, kto stwierdzi: - No, nareszcie coś dla mnie! Jeżeli uważasz, że realizacja tego pomysłu jest godna uwagi i warta rozpowszechniania, skopiuj zawartość tego listu, wyślij innym lub wklej na swoim profilu, stronie, blogu, portalu... Chcę również serdecznie podziękować wszystkim osobom które przyczyniają się do propagowania tej akcji. Jeśli natknąłeś się na treść Listu Otwartego na stronie internetowej, której adres brzmi inaczej niż moje imię i nazwisko to wiedz, że właścicielem tej witryny jest właśnie osoba, której teraz bardzo dziękuję :-) 
 
 

Oraz drugi – równie ciekawy pomysł - Akcja Społeczna "Dzielę się książkami 2012"



Jeszcze tylko kilkanaście dni dzieli nas od kolejnej, trzeciej już edycji Akcji Społecznej „Dzielę się książkami”, organizowanej w 2012 roku przez Fundację „Dziecko i Kultura” (w roku ubiegłym przez firmę Qlturka.pl) we współpracy z Silesia Expo (organizatorem Targów Książki w Katowicach), portalem Qlturka.pl i Fundacją „Miasto Słów”.
Sponsorami Akcji są DPD Polska i Firma Księgarska Olesiejuk.
Od 7 do 9 września, przez cały czas trwania Targów Książki w Katowicach, czekać będziemy na wszystkie chętne dzieci (i dorosłych też), które zechcą przynieść wybraną ze swoich zbiorów książkę i podarować ją dzieciom pozbawionym kontaktu z literaturą, przebywającym w domach dziecka, szpitalach, hospicjach, a także pod opieką świetlic środowiskowych. Część książek przekażemy także do małych wiejskich bibliotek i do tworzących się biblioteczek polonijnych, m.in. w Danii i na Ukrainie.
W stoisku portalu Qlturka.pl/Fundacji „Dziecko i Kultura” będzie można nie tylko zostawić przyniesioną książkę, ale także wziąć udział w twórczych działaniach.
Gorąco zachęcamy rodziców, nauczycieli i wychowawców do przekazywania informacji o naszej Akcji dalej, do drukowania plakatu, a także osobistego – wraz z dziećmi, udziału w zbiórce.
Targi Książki w Katowicach
Data i miejsce:
7-9 września 2012
7 września 2012 (piątek) - 10:00 - 17:00
8 września 2012 (sobota) - 10:00 - 18:00
9 wrzesnia 2012 (niedziela) - 10:00 - 16:00
Hala Widowiskowo-Sportowa SPODEK
Al. Korfantego 35
Katowice
Pierwsza edycja akcji społecznej „Dzielę się książkami”, przeprowadzona przez firmę Qlturka.pl we współpracy z Fundacją „Miasto Słów” w 2011 roku podczas Targów Książki dla Dzieci w Krakowie (2- 5 czerwca) spotkała się z ogromnym zainteresowaniem. Udało się zebrać ponad tysiąc książek, które dzięki firmie DPD Polska, sponsorowi Akcji, zostały dostarczone do 50 placówek (domów dziecka, hospicjów, szpitali i świetlic środowiskowych) na terenie całego kraju.
Głównymi darczyńcami były dzieci, które przynosiły wybrane przez siebie książki, chcąc podarować je potrzebującym. Akcję wsparły także wydawnictwa, przekazując egzemplarze; dużo książek podarował też organizator konkursu na Najlepszą Książkę Dziecięcą „Przecinek i Kropka”. Akcja spotkała się z dużym zainteresowaniem mediów – Radio Kraków, „Dziennik Polski”, Biblionetka.pl itp.
Podczas pierwszej tegorocznej edycji, zorganizowanej podczas Warszawskich Targów Książki (9-13 maja) zebraliśmy 2 tys. książek, które trafiły do 50 placówek w całym kraju.
Serdecznie zapraszam do udziału w Akcji, a także do kontaktu, gdy będzie taka konieczność,

Ewa Świerżewska

Prezes Fundacji „Dziecko i Kultura”
Koordynatorka Akcji społecznej „Dzielę się książkami”
Więcej o Akcji:



czwartek, 23 sierpnia 2012

[99] Jacek Getner „Brzydka miłość”

Wyd. Najlepszy Seler
2005, str. 184
Ocena: 8/10 Bardzo dobra

Życie człowieka nieustannie biegnie do przodu i nieraz nie zauważamy drobnych, ale często znaczących chwil, momentów, sytuacji. Bo przecież: Czy tak ważne jest, że mijamy starszego mężczyznę z laską w ręku albo podświadomie źle komuś życzymy? Przecież to nic nie znaczące incydenty, które po kilku godzinach uciekają z pamięci. A co gdyby takie drobnostki zaważyły na naszym życiu lub istnieniu drugiego człowieka?

Pan Jacek Getner był mi postacią nieznaną, dopóki nie otrzymałam od niego maila i nie zajrzałam na jego stronę. Przez wiele lat pracujący jako copywriter mężczyzna jest scenarzystą sitcomu „Daleko od noszy” oraz serialu komediowego „Ale się kręci”. Co na pewno zaciekawi wiele osób – pisuje on również dialogi serialu "Klan". W 2003 roku ukazała się jego powieść „Trzynasty Minister” - sensacyjna komedia z gatunku political fiction, którą można przeczytać na jego stronie.
Z kolei w 2005 roku światło dzienne ujrzał kryminał „Dajcie mi jednego z was”. Oprócz tych dwóch „większych” utworów, autor ma na swoim koncie dwa zbiory opowiadań: "Brzydka miłość" i "Sextelefon", a także wiele nagród m.in. za opowiadanie „Mój kolega Rainman” w konkursie Polityki i Jerzego Plicha.

Co zapewne widać w środowisku blogerów – rzadziej czytujemy krótkie formy literackie. Więc dlaczego postanowiłam chwycić za zbiór opowiadań Pana Jacka? Na wstępie przyznaję: nie były to pobudki typu: o darmowa książka itd. Zawsze staram się dobierać literaturę wg własnych upodobań czytelniczych, a nie możliwości ustawienia egzemplarza na półce. Za każdym razem oceniam też szczerze, bo wiele dla mnie znaczy taka prawdziwa recenzja, także na innym blogu. Dlaczego postanowiłam zaryzykować i zdecydować się na lekturę „Brzydkiej miłości”? Przyznaję, że nieco na moją decyzję wpłynęła ostatnia lektura zbioru opowiadań „Marzyciele i Pokutnicy”, w której przekonałam się, że opowiadanie też może być dobre. Drugim i zdecydowanie przeważającym czynnikiem było kilka opowiadań, które przeczytałam na blogu Pana Jacka. I tak doszło do „spotkania”, które z pewnością odmieniło nieco moje spojrzenie na teoretycznie niewiele znaczące momenty.

- Widzisz, Łukasz – układałem sobie powoli w głowie swoją wypowiedź. – Dawno temu Wielki Informatyk – pokazałem palcem do góry – tak zaprogramował świat, żeby wszystko było na nim proste i zrozumiałe. Ale potem haker, o imieniu Lucyfer, włamał się do systemu o nazwie Kobieta i nieźle tam namieszał. Od tej pory, niestety, jak ktoś naciśnie na niej klawisz enter, to zamiast zalogować się, restartuje system, albo go nawet wyłącza.”

Strasznie przypadł mi do gustu styl Pana Getnera. Mówiąc, że był lekki, powiedziałabym mało, ponieważ autor pisał nie tylko bardzo swobodnie, ale również prosto, zrozumiale i bardzo życiowo. Z każdym kolejnym opowiadaniem czułam się, jakby pisarz siedział obok mnie i sam opowiadał wszystkie historie, czasami zamaszyście przy tym gestykulując i posługując się sugestywną mimiką twarzy. Wszystko sam zaobserwował, a potem podzielił się tymi wydarzeniami ze mną, jak rodzina opowiadająca sobie przy kolacji, co spotkało ich tego dnia. Myślę, że pozwalało mi to czytać tę pozycję z niezwykłym spokojem i pewnością co się zaraz wydarzy, a jednocześnie z dozą niesamowitości i niezwykłości, choć bohaterami byli zwykli ludzie, tacy jak ja.

(...) sami potrafimy kochać miejsca i osoby na jakiejś irracjonalnej podstawie, ale miłość innych potrafimy sobie wytłumaczyć tylko racjonalnymi metodami.”

Oprócz lekkości opowieści Pana Jacka mają to w sobie, że z każdego z nich płynie jakaś złota myśl, pouczenie, morał. Wiele słów autora pokazuje również, jak ludzie popadają często w stereotypy i starają oceniać się niektóre sprawy jak wszyscy, nie mając, jak przystało na wolnego człowieka, własnego zdania. Myślę, że poprzez swoją prozę pisarz starał się uzmysłowić wielu ludziom, jakie proste błędy popełniamy, kiedy mamy nieograniczone możliwości oraz jak nasze, nawet nieistotne słowa czy zachowania mogą wpłynąć na życie innych.

(...) człowiek przecież najdłużej żyje w pamięci innych ludzi.”

Niewątpliwym minusem były dla mnie dwa, może trzy opowiastki, które nie tylko wydawały się nie pasować do pozostałych, pouczających lub nieco zabawnych historyjek. Były one nieco jakby zbyt małe, żeby mogły towarzyszyć pozostałym. Były one pisane równie swobodnym stylem, a jednak brakowało im tego czegoś.

Przyznaję – były opowiadania, które wprawiły mnie w zachwyt, ale bywały też takie nieco dziwne i mniej warte. Wiele z tych opowieści pozostało mi w pamięci i chętnie dzielę się nimi, choćby przekazują je ustnie, ze znajomymi, rodziną. Lekturę skończyłam już dobre kilka dni temu, jednak zdarzyło mi się wrócić do dwóch, trzech opowiadań, które czytałam po raz kolejny z takim samym zafascynowaniem, jednocześnie będą świadoma, co za chwilę się zdarzy. Największe wrażenie wywarły na mnie historie opatrzone tytułami: „Mój kolega, Rainman” oraz „Brzydka miłość”, które z pewnością poleciłabym każdemu bez wahania.

Podsumowując, muszę przyznać, że Pan Jacek stworzył niemal trzydzieści fascynujących opowiadań, które niosły ze sobą, nie tylko ogromne pokłady dobrej energii, ale również masę wskazówek, dzięki którym łatwiej będzie nie omijać tego, co jest tak naprawdę ważne. Z ręką na sercu polecam tą niewielką książkę, ponieważ ona wiele wnosi w szare życie, jednocześnie opisując właśnie to „szare życie” ;)

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Panu Jackowi Getner.

niedziela, 19 sierpnia 2012

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA #3

LiTeRaCKie PoDrÓżE DoOkoŁA ŚwiAtA to Cotygodniowy cykl na blogu u Meme, podczas którego będziecie mogli poznać kolejne kraje nie tylko od strony zabytków czy sławnych postaci, ale przede wszystkim LITERATURY. Będziecie mogli nie tylko przeczytać moje spostrzeżenia na temat wybranych dzieł, ale również liczę, że uda się podyskutować o Waszych przygodach literackich „w danym państwie” ;)

Kochani! Nawet nie wiecie jak się cieszę, że w końcu wracam do Was z moim ulubionym cyklem, bo sama uwielbiam także podróżować, nie tylko palcem po mapie. W tejże odsłonie, mimo niesamowitej wycieczki do Niemiec, postanowiłam pokazać Wam zupełnie inną część świata, która jest bardzo, ale to bardzo obfita w literackie perełki. Dlatego dziś wybieramy się aż za ocean – do Stanów Zjednoczonych Ameryki (USA). Mam nadzieję, że zasmakujemy nie tylko dobrej przez duże D literatury, ale również niesamowitych potraw, a także zobaczymy niezwykłe widoki i podłapiemy trochę słonka ;)

Jak wiadomo - Stany Zjednoczone Ameryki, obok Chin i Rosji, jest jednym z największych mocarstw na świecie, dlatego nie powinno nas dziwić, że tak wielu wspaniałych pisarzy pochodzi właśnie stamtąd. Co z pewnością może zachwycać w USA – jego powierzchnia jest na tyle wielka, by pomieścić rozmaitych przyjeżdżających od racjonalnych biznesmenów, po zwariowanych wizjonerów. Tworzy to naprawdę ogromną mozaikę kulturową. Stany Zjednoczone to również kraj bogaty pod względem typów krajobrazu. Znajdziemy tu nie tylko nizinne wybrzeża Atlantyku, Appalachy ciągnące się z północy na południe na wschodzie, centralne równiny, ale także przecinające terytorium kraju z północy na południe Kordyliery na zachodzie oraz góry Adirondacks w stanie Nowy Jork. Istnieje niezliczona ilość miejsc, które trzeba zwiedzić w USA, jednak ze wględu na rozległość kraju nie sposób dotrzeć do każdego z nich. Jednak są zakątki, którym nie powinno się omijać w czasie podróży poprzez Stany USA ;) Myślę, że ja, gdybym miała możliwość takiej podróży, na pewno nie odpuściłabym sobie Wielkiego Kanionu w Arizonie.
Ten cud natury liczy dobie 446 kilometrów długości, 29 kilometrów szerokości oraz prawie 2 kilometry głębokości. Kusi nie tylko nietypowością, ale również niesamowitymi widokami. Kolejny przystanek na trasie mojej wycieczki miałby miejsce z pewności w Parku Narodowym Yellowstone. Ten najstarszy obiekt na świecie pokazuje piękno przyrody w całej swej okazałości – od gejzerów, wodospadów i gorących źródeł, po dzikie lasy pełne niespotykanych gatunków zwierząt i roślin. Oczywiście, podczas takiej podróży nie zapomniałabym również o Las Vegas – mieście hazardu i niekończącej się imprezy, Nowym Jorku – światową, kulturalną stolicę USA oraz San Francisco – jedne z najpiękniejszych, pod względem architektonicznym, miast.

Kuchnia Amerykańska wbrew pozorom to nie tylko fast food, dlatego postanowiłam przedstawić Wam dziś dwa słodkie Amerykańskie przysmaki ;)

Pierwszy przepis, pochodzący ze strony Ugotuj.to na przepyszne ciasto Key Lime Pie:

Składniki:

Spód:
niecałe półtorej szklanki pokruszonych półsłodkich herbatników
2 łyżki cukru
5 łyżek stopionego masła

Masa:
1 puszka (450 ml) słodzonego mleka skondensowanego
4 żółtka
1/2 szklanki soku z limonek lub cytryn (świeżo wyciśniętego)
+ 3/4 szklanki schłodzonej śmietany kremówki

Sposób przygotowania:
Przygotuj masę na spód ciasta: rozgrzej piekarnik do 175°C. Wymieszaj okruchy herbatników z masłem i cukrem. Masę równomiernie rozłóż na dnie formy na tartę (najlepiej szklanej) o średnicy 26 cm. Piecz 10 minut, a potem wyjmij i ostudź. Nie wyłączaj piekarnika. Przygotuj masę: połącz skondensowane mleko z żółtkami, dodaj sok z limonek lub cytryn i bardzo dokładnie wymieszaj. Rozsmaruj na podpieczonym spodzie, piecz jeszcze 15 minut. Formę z ciastem odstaw do ostygnięcia (dopiero ostudzona zaczyna tężeć). Przykryj, wstaw na 8 godzin do lodówki. Bezpośrednio przed podaniem ubij na sztywno śmietanę kremówkę. Ciasto posmaruj bitą śmietaną, pokrój na porcje i od razu podawaj.


Z kolei drugie to przepis z Domowych Wypieków na sernik nowojorski:

Składniki:

Spód:
165g ciasteczek digestive
90g margaryny lub masła

Masa serowa:
1400g serka kremowego typu Philadelphia*
250g cukru
64g mąki pszennej
5 jajek
200g gęstej, kwaśnej śmietany

Sposób przygotowania:
Tortownicę (o średnicy 26cm) owinąć (od zewnętrznej strony) parokrotnie i szczelnie w folię aluminiową. (Sernik pieczony będzie w kąpieli wodnej). Ciasteczka rozkruszyć na bardzo drobno. (W tym celu najlepiej włożyć je do woreczka do mrożenia i przy pomocy wałka rozkruszyć lub zrobić to blenderem). 90g masła (lub margaryny) roztopić. Rozkruszone ciasteczka połączyć z roztopionym masłem i wyłożyć do tortownicy. Wstawić na 30min. (lub dłużej) do lodówki. Rozgrzać piekarnik do 180°C. Przygotować masę serową. Wszystkie składniki dokładnie zmiksować. Nie trzeba miksować długo, tylko do połączenia składników. Zagotować dużą ilość wody. Masę wylać na spód. Tortownicę wstawić do większego, żaroodpornego naczynia. Ostrożnie nalać do niego wrzątek do połowy wysokości tortownicy. Piec 45min. Po tym czasie zmniejszyć temperaturę do 160°C i piec kolejne 30min. (Podczas pieczenia przykryłam sernik z góry folią aluminiową, aby pozostał biały). Po tym czasie sernik powinien być upieczony. (Sprawdzić środek dotykając delikatnie opuszkiem palca lub patyczkiem. Ciasto powinno być na środku ścięte). Sernik pozostawić na 1 godz. w piekarniku, przy lekko uchylonych drzwiczkach. Kolejno wyciągnąć i pozostawić we formie do całkowitego ostygnięcia. Następnie wstawić na noc do lodówki.

I na koniec, po smacznym posiłku, jeszcze „smaczniejsze” lektury.

Na pierwszy rzut pozycja Pana Richarda Paula Evansa, który oczarował wszystkich, także mnie - „Stokrotki w śniegu”:

Podsumowując, muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak dobrej pozycji, która wywoływałaby w czytelnika tak skrajne emocje, począwszy od złości, po łzy. Bez cienia wątpliwości mogę powiedzieć, że jestem ciekawa pozostałych pozycji tego autora i z pewnością przeczytam je w 2012roku ;) Myślę, że ta dawka pozytywnej energii, zawarta na kartach „Stokrotek w śniegu” przyda się każdemu z Nas na ten Nowy, 2012 rok. I choć ostatni rozdział możesz, drogi Czytelniku, czytać ze łzami w oczach (tak było w moim przypadku), na pewno kiedy odłożysz pozycję, nie powiesz: „Żałuję, że przeczytałem tą książkę”...”

Kolejna, równie refleksyjna pozycja kolejnego świetnego autora - Williama Whartona - który oczarował mnie nietuzinkową publikacją „Wieści” traktującą nie tylko o świętach, ale także ludzkich problemach:

„Po przeczytaniu pozycji nie mogłam ochłonąć, gdyż autor naprawdę postarał się, Ukazał nam rodzinę, która utożsamiała każdego z nas i pokazał, że nawet w najpiękniejszy dzień roku, jakim są Święta Bożego Narodzenia, mogą trapić nas zmartwienia dnia codziennego.”

„Powieść, która przekazuje nam wiele wartościowych rzeczy, pisana jest prostym i lekkim językiem, dlatego książkę czyta się szybko i z uśmiechem na ustach. Wharton szczególnie ujął mnie podział rozdziałów ( z pewnością nie zdradzę wam co i jak – musicie zobaczyć to sami ;D ).”

w moim „krótkim” wywodzie nie mogę zapomnieć o Panu Khaledzie Hosseini, który wzbudził we mnie nie tylko zachwyt, ale również wycisnął łzy, kiedy czytałam „Chłopca z latawcem”. Sami zobaczcie:

„Mimo że na początku trudno mi się było w nią wciągnąć, potem nie mogłam się wręcz od niej oderwać. "Chłopiec z latawcem" to książka, przez którą człowiek gotowy jest zarwać noc byle tylko dowiedzieć się co dalej. Uwielbiam takie historie, trochę rzewne, trochę sentymentalne (ale czy można inaczej pisać o swoim kraju żyjąc z dala od niego?) takie zwyczajnie niezwyczajne, a przy okazji naprawdę dobrze napisane. Według mnie to przepiękna opowieść o winie i odkupieniu, o miłości do ojca, do ojczyzny. O przyjaźni. Smutna i dramatyczna. Ale i niosąca nadzieję. Po prostu niezwykła.”

„Największe wrażenie zrobił na mnie jednak psychologiczny obraz głównego bohatera, często nie podobało mi się jego postępowanie, głównie dlatego, że sam był świadomy, że robi źle, chciał lepiej, a jednak dokonywał takich a nie innych wyborów, które przyszło mu później odpokutować. Niespodziewany telefon wzywający do Peszawaru jest jak głos z przeszłości, od której nie można uciec. A przecież Amir zawsze wiedział, że kiedyś będzie musiał wrócić do kraju dzieciństwa, by odnaleźć jedyną rzecz, jakiej nie znalazł w swoim nowym świecie: nadzieję na odkupienie. Na zmazanie grzechu tchórzostwa i zdrady. Na wybaczenie samemu sobie.”

I na koniec – książka, którą zrecenzowałam jako jedną z pierwszych i choć moja opinia nie jest doskonale skonstruowana, uwielbiam ją czasami ponownie podczytywać ;) Zapraszam na fragmenty recenzji pozycji Sue Monk Kidd pt. „Sekretne życie pszczół ”:

„To ciepła, sentymentalna powieść - dla tych, którzy potrafią i lubią się wzruszyć (...)”

„Wszystkie rozdziały tej pasjonującej książki mają wspólny element - opatrzone są notkami o życiu i obyczajach pszczół.”

I tak nasza podróż dobiegła końca ;) Przyznam, że dawno nie odbyłam tak ciekawej wycieczki. Już nie mogę doczekać się kolejnej. (Wyjątkowo długo zeszło mi dodawanie tego posta - jestem tak spalona, że hej ;P)

środa, 15 sierpnia 2012

[98] Daniel Radziejewski „Grzech ojca”

Wyd. Novae Res
Gdynia 2012, 338 str.
Ocena: 8/10 Bardzo dobra

We współczesnym świecie gazety są jedną z możliwości zaznajomienia się z nowinkami, raportami czy skandalami na arenie narodowej i międzynarodowej. Wiele osób nie ma jednak zaufania do dziennikarzy, a nawet uważa, że często przeinaczają oni prawdę. Być może tak jest, jednak na pewno nie w każdym przypadku. W końcu są oni tak jak my – zwykłymi ludźmi. Na dodatek borykają się nie tylko z problemami prywatnymi, ale również zawodowymi. Bo przecież: Czy tak łatwo jest napisać prawdziwy artykuł, kiedy podczas dochodzenia do sedna sprawy rzucane są przysłowiowe kłody pod nogi?

Wszystko zaczyna się, kiedy dziennikarz Przemysław Próchnicki przygotowuje się do napisania artykułu na temat niejasnej zbiórki pieniędzy na ratowanie Stoczni Gdańskiej, przeprowadzonej przez kontrowersyjnego księdza, Eugeniusza Szafrona – właściciela Radia Wiara. Wydawać by się mogło, że prywatne śledztwo Przemka kończy się fiaskiem, gdy w dziwnych okolicznościach umiera jedno z jego źródeł. Mężczyzna jednak dalej chce stworzyć „artykuł życia”. Z czasem jednak sprawy zaczynają się coraz bardziej komplikować. Podejrzana śmierć, anonimowe groźby oraz próby zamachu na życie Próchnickiego i jego bliskich wykazują podobieństwo do okoliczności tajemniczych morderstw mających początek w latach 80. Przemysław odkrywa, że za wszystkie zgony odpowiedzialna jest ta sama grupa ludzi – dawna komórka Służb Bezpieczeństwa. Główny bohater, mając najważnejszy dowód obciążający winą ojca Szafrona postanawia wyjaśnić sprawę do końca. Jednak jak wygrać, kiedy pętla zaciska się na naszej szyi, a walka toczy się nie w jednej lecz trzech bataliach?

Przeczytany opis na długo pozostawiał w szoku odbiorcę. Dlaczego? Bo to prawdziwa opowieść? Bo zasmakujemy emocji zafundowanych na różnych frontach? Już wtedy wiedziałam, że nie będę mogła podarować sobie tej lektury. Przez długi czas jedno zdanie: „powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami” odbijało się echem w mojej głowie. W momencie, gdy otworzyłam pozycję i przeczytałam pierwsze całkiem zwykłe zdanie, liczyłam na to, że nie będzie to zwykła opowieść i na długo pozostanie w mojej pamięci. I po raz kolejny mój czujny nos, baczne spojrzenie, serce rządne wrażeń i nieodporny rozum odnalazły niezwykłe dzieło.

Choć niewiele udało mi się znaleźć na temat Pana Daniela (wcześniej zadebiutował powieścią „Metodyk” - jak sam pisze kryminałem obyczajowym) po lekturze jego najnowszej publikacji mogłabym z łatwością scharakteryzować go, jako artystę. Trzydziestoparoletni pisarz posługuje się lekkim stylem, mimo że często wkracza na „wyboistą” ścieżkę. Za każdym razem przedstawiając kolejne sytuacje stara się tak dobierać słowa, aby nie tylko przyciągnąć czytelnika, ale również zawrzeć w danym fragmencie odrobinę tajemniczości. Choć siła stylu nie utrzymuje się niestety przez całą powieść, a czasem pojawiają się drobne niedopatrzenia językowe, pozwala to spędzić czytelnikowi długie godziny z Przemkiem i jego otoczeniem, nie zwracając uwagi na mijający czas i to, że właśnie zachodzi słońce albo zaczyna padać. Mimo niewyrafinowanych pojęć, a nawet dzięki prostym słowom Pan Daniel przekazuje czytelnikowi wiele ważnych, ale na co dzień niezauważalnych zjawisk tworząc uniwersalne złote myśli.

„Dusza pogniotła się jak kartka papieru. Nie potrafił opisać swojej sytuacji. Dla jednych była to proza życia, smutna strona egzystencji, dla innych dramat, a dla jeszcze innych jedna wielka chujnia. Niezależnie od nazewnictwa była to bezradność jednostki pogrążonej w depresji. Był zniszczony, ale nie martwy. 'Życie znów posłało mnie na deski. Ale wstanę i będę walczył do końca!'”

Co ciekawe – Pan Daniel, oprócz historii inspirowanej prawdziwymi wydarzeniami pokazuje czytelnikowi nader realne „kolory” życia dziennikarza, jego codzienne problemy zawodowe i trudności, jakie muszą pokonać by nie tylko być wiarygodnym źródłem dla czytających, ale również wiarygodnym dla siebie i jednością ze swoim sumieniem i moralnością. W XXI wieku, kiedy pracownicy gazet bardzo często uważani są za koloryzatorów rozmaitych wydarzeń, pisarz świetnie pokazuje poprzez wykreowaną przez niego postać, że nie wszystkich, choć są „po jednym fachu”, można mierzyć jedną miarą. Na dodatek, za co również należy się Panu Danielowi plus – przedstawił również zabawniejsze sytuacje z życia dziennikarza.

- Czy mogę poprosić o jakiś dowód tożsamości? - wtrącił się nagle Urbański, wpatrując się podejrzliwie w Próchnickiego.
Przemek wręczył starszemu mężczyźnie dowód osobisty wraz z prawem jazdy. Urbański spojrzał na dane i zdjęcie, które faktycznie odpowiadało małej fotce dziennikarza tuż nad artykułem w starym numerze magazynu.
- To rzeczywiście pan, ale jaja!(...)”

Wielką radość sprawiło mi to, że Pan Radziejewski wyraźnie zarysował życie prywatne głównego bohatera. Dzięki temu jego dzieło z powieści sensacyjnej przerodziło się w pouczającą pozycję obyczajową pełną rozmaitych emocji począwszy od współczucia, smutku, bólu po wytrwałość i siłę z przewodzącym wątkiem sensacyjnym. Na bardzo dobrym poziomie były opisywane nie tylko rozgrywki psychologiczne, ale również bezsilność, którą doświadcza czasami każdy z Nas. Szczególnie zadowolona byłam również, kiedy odnalazłam fragmenty po niemiecku – na ich lekturze spędziłam trochę więcej czasu, starając się samodzielnie je przetłumaczyć. Udało mi się również zapisać wiele nowych, nieznanych dotąd słówek ;)

Bardzo spodobało mi się również to, iż fabułę budował nie tylko wątek artykułu o ojcu Szafronie, ale wiele innych pozornie nie związanych z głównym, a jednak łączących się w jedną całość. Dzięki temu pisarzowi udało nieco wodzić czytelnika za nos, by efektownie zmienić bieg akcji i wprowadzić w zdziwienie, kiedy będzie czytać zakończenie. Przyznaję, że to świetnie wyszło, a ostatni rozdział nie tylko poruszył, ale również stał się „wisienką na torcie”.

Podsumowując muszę stwierdzić, że dawno nie czytałam tak dobrej pozycji opisującej nieco realne, a jednak ubarwione fikcją literacką, wydarzenia. Lekturę mogę śmiało polecić nie tylko osobom rządnym wstrząsy, jak przystało na utwór sensacyjny, ale również chętnym zasmakować nader emocjonalnej opowieści o życiu zwykłego człowieka. Jeżeli chodzi o mnie – nie mogę się doczekać, kiedy chwycę za debiut Pana Daniela „Metodyka”.

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Novae Res