niedziela, 31 lipca 2011

[65] C. S. Lewis „Smutek”

Wyd. Esprit
Kraków 2009, 119 str.
Ocena: 6/ 10 Niezła

Życie rządzi się tym prawem - rodzimy się, po to by zasmakować „ziemskości” i umrzeć. Śmierć bliskiej nam osoby zawsze niesie ze sobą smutek i rozpacz. Trudno jest się nam pogodzić, że jej lub jego nie będzie już z nami. Nie możemy uwierzyć w to, iż nie usłyszymy więcej z ust tego człowieka choćby jednego słowa. Ta bolesna prawda, to temat, który porusza w swojej publikacji Pan C. S. Lewis. Mogłoby się wydawać, że każdy z nas mógłby napisać po stracie żony, męża, siostry, brata , a nawet zwykłego znajomego podobna powieść. Ale czy łatwo jest pisać o smutku ?

Clive Staples Lewis to nie tylko brytyjski pisarz, historyk, filozof i teolog, ale również członek grupy Inklingów i znany wykładowca Uniwersytetu Oksfordzkiego. Jednym z jego najbardziej znanych dzieł jest cykl fantasty dla dzieci „Opowieści z Narnii” - historii o magicznym świecie kryjącym się za drzwiami szafy pewnego profesora. Jednak pisuje on nie tylko dla dzieci czy młodzieży. Pan Lewis to również autor powieści przeznaczonych dla dorosłych czytelników, które ukazują do z nieco innej strony – jako pisarza chrześcijańskiego. To także autor wielu cenionych książek z dziedziny literaturoznawstwa i religioznawstwa. Podczas pracy uniwersyteckiej zaprzyjaźnił się z innym znanym profesorem, J. R. R. Tolkienem i stał się pierwszym czytelnikiem i recenzentem „Władcy Pierścieni”. Choć zmarł w 1963 roku, współcześni czytelnicy z wielki entuzjazmem sięgają za pozycje jego autorstwa.

Smutek” C. S. Lewisa jest uznawany za najlepszą książkę dla ludzi przeżywających utratę bliskiej osoby, żałobę i cierpienie. Słynny pisarz, autor cyklu Opowieści z Narnii, napisał ją po śmierci ukochanej żony, Joy Gresham, która odeszła po dwóch i pół roku walki z rakiem. „Smutek” jest niezwykłą książką. Jej siła zniewala czytelnika, nie pozwala się oderwać, nie daje się zlekceważyć. „Smutek” to także dyskusja z Bogiem – Lewis podejmuje temat sprzeczności pomiędzy miłosiernym, opiekuńczym Bogiem, a niedoskonałym, przepełnionym bólem światem. Stara się pogodzić cierpienie (także cierpienie Chrystusa) z Boską dobrocią, nie zgadza się jednak na łatwe kompromisy. Odpowiedź nie przekreśla bólu, nie podważa istoty pytań – świat, w którym żyjemy jest światem sprzeczności. Autor stawia czytelnika przed najważniejszymi pytaniami w życiu: konfrontuje go z cierpieniem po utracie ukochanej osoby, z doświadczeniem śmierci, zwątpieniem. Jest to jednocześnie książka, która unika prostych odpowiedzi i potrafi w nadzwyczajny, empatyczny sposób przeżywać smutek i żałobę wraz z czytelnikiem. Nie popada w banały, lecz subtelnie kieruje w stronę nadziei i pocieszenia. Na podstawie książki i wydarzeń z życia Lewisa, które ją zainspirowały, powstał wzruszający, wielokrotnie nagradzany film Richarda Attenborough „Cienista dolina” z Anthonym Hopkinsem i Debrą Winger.

Po sukcesie w moich oczach publikacji "W poszukiwaniu króla. Powieść o Inklingach", obiecałam sobie chwycić za prozę C. S. Lewisa i J. R. R. Tolkiena, o których również mogłam przeczytać w powieści Pan Downinga. Choć wydawali mi się oni oddalonymi o „miliony lat świetlnych” postaciami, bez problemu znalazłam książkę Lewisa na półce w pobliskiej bibliotece. Moje pierwsze spotkanie z tym pisarzem nie było wyborem przypadkowej książki. Każdy, kto przyglądał mi się w bibliotece, kiedy wybierałam lekturę, mógłby pomyśleć, że nie zastanowiłam się ani chwili. Jednak pozory często mylą. Zdecydowałam się na „smutek”, gdyż sama straciłam ostatnio ciocię, a ponadto chciałam odskoczyć od pozycji, które czytałam w ostatnich chwilach.

Po lekturze śmiało mogę stwierdzić, iż nie zawiodłam się na Panu Lewisie. Jego płynny, a zarazem wyrazisty styl nie pozostawił po sobie cienia niedosytu. Z chęcią zaczytywałam się w kolejne strony tego czytadła. Spodobało mi się to, jak autor napisał książkę – jest to dziennik, jednak bez dat. W sumie to cztery notesy, które pisarz zapisał po śmierci swojej żony. Z każdą stroną możemy, wraz z oksfordzkim wykładowcą rozważać sens naszego istnienia i naszej wiary. Dzięki niemu mogliśmy przeczytać niesamowite historie i zadać sobie znaczące pytania. Przyznam szczerze, że nadal targają mną silne emocje, gdyż to nie jest pozycja, za którą chwyta się od tak.

Z pewnością mogę stwierdzić, iż z taką lekturą się jeszcze nie spotkałam. Porusza ona nie tylko kwestie smutku, jaki czujemy po stracie bliskiej osoby, ale również cierpienia. To również nieodłączne uczucie człowieczeństwa. Choć według Wikipedii to tylko negatywny stan psychiczny, bądź fizyczny i emocjonalny doświadczany często jako ból czy nieprzyjemne doznanie ciała, każdy z nas przeżywa swoje „katusze” w inny sposób. Jeden zapija smutki w alkoholu, drugi próbuje to wszystko sobie jakoś racjonalnie wyjaśnić, a jeszcze inny roztkliwia się nad swoi losem.

„ Musiałem się jeszcze nauczyć, że wszystkie relacje międzyludzkie kończą się cierpieniem – oto cena, jakiej nasza niedoskonałość pozwoliła Szatanowi zażądać za nasze prawo do miłości”

Pan Lewis porusza także w swojej książce temat wiary. We współczesnym świecie istniej wiele wyznań. Jedni wyznają jednego Boga, inni wielu. Są też tacy, którzy nie mają żadnej wiary lub stoją gdzieś pomiędzy. Pisarz pokazuje, że nawet najgorliwszy chrześcijanin może się zawahać, zwłaszcza kiedy odejdzie człowiek, który obok był od zawsze. Istotą ludzką jest niepewność i właśnie z takim powątpiewaniem boryka się autor. Bo przecież , jak mawia nie tylko młodzież XXI wieku : „ Gdzie on jest, kiedy go potrzebuję ?!”

„Oczywiście dość łatwo jest powiedzieć, że Bóg wydaje się nieobecny, gdy Go najbardziej potrzebujemy, bo Go w ogóle nie ma, bo nie istnieje. Ale dlaczego wobec tego wydaje się tak bardzo bliski, kiedy, mówiąc szczerze, nie pragniemy Jego obecności ?”

Podsumowując, muszę przyznać, że choć powieść Lewisa może zapierać dech w piersiach, jest książką specyficzną – trzeba ją przeczytać w odpowiednim czasie naszego żywota. Z pewnością inaczej będzie patrzył ktoś, kto dotąd nie miał nic do czynienia ze śmiercią bliskiego, a inaczej ten, kto właśnie stracił ważnego w swoim życiu człowieka. Polecam więc pozycję ludziom, którzy borykają się właśnie z takim smutkiem jak pisarz. Moim skromnym zdaniem, książka na pewno zyskałaby w moich oczach jeszcze lepszą ocenę, kiedy dotknęła by mnie śmierć współmałżonka. Kończąc, chcę powiedzieć, że „Smutek” Lewisa, będzie dla mnie publikacją, za którą na pewno chwycę w przyszłości ^^


poniedziałek, 25 lipca 2011

[64] Anna i Siergiej Litwinowie „Wycieczka na tamten świat”

Wyd. Oficynka
Gdańsk 2011, 311 str.
Ocena: 8/10 Bardzo dobra

Nieraz wspominałam już, że lubię pozycje z dreszczykiem. Pozwalają one odskoczyć od tego co mamy na co dzień – od zwykłego życia, często szarego jak papier oraz przenoszą Nas w świat trudnych wyborów, skomplikowanych sytuacji i niewątpliwej zagadki. Każdy chciałby przeżyć w swoim życiu coś wyjątkowego, co na długo pozostałoby w naszej pamięci i byłoby przygodą, o której będziemy opowiadać swoim dzieciom czy wnukom. Po przeczytaniu opisu książki, czułam, że muszę przeczytać tę publikację. Domyślałam się, że to może być taka „moja mała przygoda”, o której opowiem rodzinie, podając do ręki „Wycieczkę na tamten świat” Anny i Siergieja Litwinów, by też spróbowali tego kryminału. Mimo to przyznam się, że miałam pewne obawy, iż ta rosyjska literatura nie spełni moich, dość wygórowanych oczekiwań.

Kiedy spojrzałam na autorów książki, bez zwątpienia mogłam stwierdzić, że to nasi sąsiedzi, zza rosyjskiej granicy. Zastanawiałam się co ich łączy i dlaczego publikację napisali razem. Na stornie Wydawnictwa Oficynka udało mi się przeczytać, że Anna i Siergiej Litwinowie to rodzeństwo pisarzy, które zadebiutowało w 1999 roku, wygrywając ogłoszony przez dziennik „Komsomolska Prawda” konkurs na najlepsze opowiadanie kryminalne. Przyznam, że byłam zaskoczona ich pokrewieństwem. Byłam niemalże pewna, że jest to małżeństwo. Jak widać myliłam się. Pani Anna jest z wykształcenia dziennikarką, w wolnym czasie uprawia spadochroniarstwo. Z kolei Pan Siergiej, inżynier energetyk, pasjonuje się archeologią. Wspólnie są autorami ponad czterdziestu powieści i czterech zbiorów opowiadań. Ich książki osiągnęły w Rosji nakład ponad 6 milionów egzemplarzy. Okazuje się również, że cykl o Tani Sadownikowej został zekranizowany.

Kolejny kryminał, który mogłam czytać w tym roku, traktuje o trójce pasażerów, którzy zostają oskarżeni o spowodowanie wybuchu w samolocie lecącym do Archangielska. Przypadkowi znajomi – piękna Tania Sadownikowa, dziennikarz Dmitrij Połujanow i zawodowy karciarz Iwan Starych poszukiwani są nie tylko przez milicję i służby specjalne. Ich tropem podążają również mafia. Zdezorientowani, bez możliwości bezpiecznego powrotu do Moskwy, podejmują brawurową ucieczkę. Jednocześnie usiłują wyjaśnić tajemniczą historię, która całkowicie odmieniła ich życie.

Z radością muszę stwierdzić, że pozycja mnie nie zawiodła. Rosyjskie rodzeństwo pisze prosto i zrozumiale, a zarazem ich proza ma w sobie to „coś”, co nie pozwala czytelnikowi odłożyć książki i dokończyć rozdziału później. Ta pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, napięcia i intrygi pozycja jak magnes przyciąga czytelnika. Choć kilkadziesiąt początkowych stron zwiastowało niechybną porażkę – długie opisy postaci ciągły się w nieskończoność – postanowiłam się tak łatwo nie poddawać. I dobrze, bo przecież ile bym straciła ;)

Jednym z najważniejszych aspektów lektury są główni bohaterowie. Choć każdy z nich jest inni, świetnie komponują się w spójną całość. Autorzy przedstawili nam kolejno każdą postać, dzięki czemu mogliśmy, dowiedzieć się o nich kilu szczegółów. Jedyna kobieta w gronie naszych uciekinierów - Tania Sadownikowa to 25-letnia pracownica agencji reklamowej, która już od 15 roku życia uprawia spadochroniarstwo. Ma na swoim koncie setki skoków ze spadochronem, a kilka razy pilotowała nawet samolot. Kocha wygodę i komfort, dlatego spotyka się z bogatym wdowcem – Weberem. Świadoma swojej urody Rosjanka chce przeżyć, w czasie swojego miesięcznego urlopu, przygodę życia. Poza Tanią, na drodze ucieczki przed mafią i milicją jest Dmitrij Połujanow – 25-letni dziennikarz, który od początku swojej przygody z pisaniem, szuka sensacyjnego tematu, który przyniesie mu sławę i pieniądze. Dostaje zlecenie, aby napisać tekst o grupie spadochroniarskiej, wybierającej się na biegun. Trzecią, ale równie ważną kreacją w książce rosyjskiego rodzeństwa jest Iwan Starych – 31-letni, bardzo inteligenty moskwianin, a zarazem zawodowy karciarz. Nie jest on jednak oszustem szukającym okazji, ale posiada doskonałą pamięć matematyczną, z której umiejętnie korzysta grając w karty. Trójki przypadkowo poznanych przyjaciół, po prostu nie można nie polubić. To właśnie dzięki ich osobowości, czytelnik z chęcią nie rozstaje się z lekturą.

Potencjalnego czytelnika może również zainteresować tajemnica, która dopiero pod koniec zostaje ujawniona. Wybuch świecy dymnej i trzy osoby wyskakujące z samolotu pasażerskiego. Wszystko wskazuje na winę „latających w przestworzach”. Ale tak naprawdę dlaczego zaatakowali stalowego ptaka, skoro nic nikomu, na pierwszy rzut oka, nie zginęło ? Dlaczego oprócz milicji, rozpaczliwie uciekających młodych ludzi ściga mafia ? O co w tym chodzi ? To właśnie jedne z wielu pytań, które chodziły mi po głowie i aż do dwieście którejś strony pozostawały bez odpowiedzi. Podoba mi się, że Anna i Siergiej Litwinowie zastosowali w swoim kryminale właśnie taką, długo niewyjaśnioną niewiadomą – ona zapewne wielu z współczesnych czytelników zachęci do przeczytania pozycji ;)

„ (…) „Czasem niezastanowienie lepiej nam służy niż najumiejętniej skombinowane plany !”
- Kto to powiedział ? - machinalnie zapytał Dima
- Hamlet. Dziennikarze nie czytują Szekspira ? (…)
- „Co dowodzi, że jakieś dobre bóstwo kształt nadaje naszym działaniom z grupa obciosanym”- kpiącym tonem wyrecytował Dima zakończenie fragmenty Hamleta. (…)”

Wartka akcja i nieustanna, pełna przygód ucieczka, tak mnie zainteresowała, że czułam się, jakbym razem z bohaterami mknęła „piątką” poprzez Rosję. Mimo takich wrażeń, jest coś (niestety) co było dla mnie dość uciążliwe. Mianowicie chodzi mi o ogrom przewijających się bohaterów drugoplanowych. Same postacie były bardzo przyjemnym dodatkiem do głównego wątku, ale męczyły mnie coraz to nowe rosyjskie nazwiska. Przyznam się, że z tego wszystkiego, w pewnym momencie nie mogłam połapać się kto jest kim, gdyż nasi porucznicy, majorzy, mafiozi czy inne osoby mieli podobne nazwiska ;/ Mimo tej „wady” pozycję czytałam z uśmiechem na ustach i iskierką zafascynowania w oku ;)

Podsumowując z pewnością przyznaję, że „Wycieczka na tamten świat” będzie dla mnie zawsze niezapomnianą podróżą rosyjskimi szosami. Z ręką na sercu mogę polecić tę publikację wszystkim, którzy lubią czytywać nie tylko o intrygach, ale również o zaskakującej legendzie, która okazuje się motorem całej ucieczki. To idealna pozycja nie tylko dla osób lubujących się w kryminałach, ale również dla fanów wartkiej akcji i niesamowitej przygody. Już nie mogę się doczekać, kiedy chwycę za kolejną część z cyklu o przygodach Tani. Mówiąc krótko – przeczytajcie, bo warto ;D


Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości serwisu nakanapie.pl, za co bardzo dziękuję ;)


czwartek, 21 lipca 2011

One Lovely Blog Award ;)

Jest mi bardzo miło, gdyż zostałam nominowana do One Lovely Blog Award przez:

  
Bardzo dziękuję dziewczyny ! ;) Nie spodziewałam się ani jednej nominacji, a co dopiero tylu ;P Jakiś czas zastanawiałam się czy wziąć udział w tej zabawie i rozważywszy wszystkie za i przeciw jednak się zdecydowałam ;) Głównym argumentem było to, że nie brałam udziału w poprzedniej zabawie „ujawniającej” prawdy o sobie i postanowiłam, że przybliżę czytelnikom mojego bloga postać Meme ;D

Zasady:

- napisz u siebie podziękowania i wklej link blogera, który cię nominował,
- napisz o sobie siedem rzeczy,
- nominuj
szesnaście innych, cudownych blogerów (nie można nominować osoby, która cię nominowała),
- napisz im komentarz, by dowiedzieli się o nagrodzie i nominacji.

No to zaczynamy ;P

1. Wielu z Was zastanawia się pewnie skąd mój pseudonim – Meme. W rzeczywistości mam na imię Michalina ( nietypowe imię, nie ? ;D), więc w żaden sposób nie kojarzy się on z moim imieniem. Nie jest jednak tak, że to przypadkowy wybór z barku pomysłu. A więc tak : Kiedy byłam mała w dziwny sposób nazywałam różne rzeczy. Na samą siebie mówiłam Meme Jugu ;P Wiem, wiem mądra jestem ^^ Ale nie śmiejcie się, bo krzesło nazywałam nie lepiej – kun kun xD Kiedy zakładałam bloga postanowiłam, że od teraz będę znana jako Meme ;D

2. Jestem niewysoką (165 cm to nie dużo ;P) brunetką, mieszkającą w Wielkopolsce, na wsi, 30 km od Poznania. Moje włosy niezależnie od pogody kręcą się. Mam dwie młodsze siostry, które są, według znajomych nieco do mnie podobne ( wizualnie, bo z charakteru raczej nie ;P) Mam również kotkę – Rózię, którą kocham nażycie. Wielokrotnie rodzina śmieje się, że jestem Kocią Mamą, bo wszystkie czworonogi do mnie przylgną ;) Od września będę uczennica klasy o profilu humanistycznym ( wybrałam ją nie tylko z zamiłowania do pisania, ale również dlatego, że uwielbiam historię ;d).

3. Książki czytam odkąd pamiętam. Zawsze uwielbiam zagłębiać się w świat literatury i razem z bohaterami przeżywać przygody oraz poznajamiać nowe miejsca na Ziemi. Pozwala mi to uciec od rzeczywistości, zwłaszcza gdy mam gorszy dzień. Zawsze kiedy chwytam za pozycję, towarzyszy mi muzyka, która również odgrywa ważną rolę w moim życiu. Do pisania recenzji namówiła mnie koleżanka, która również należy do blogowej społeczności – Eta ;) Na początku były to kilku zdaniowe opinie, które w niczym nie przypomniały prawdziwych recenzji. Z czasem, nie tylko przeniosłam się z Onetu na Blogspota, ale również wprawiłam się i piszę lepiej ( przynajmniej takie jest moje zdanie) ^^

4. Moją przyszłość chciałabym ( chyba jak każdy) powiązać z zainteresowaniami. Kiedy chodziłam do podstawówki, chciałam iść w kierunku mojej artystycznej części duszy, a mianowicie na ASP. Jednak moje „rysowanie” to tylko hobby ;) Teraz, jako 16-letnia dziewczyna, myślę o germanistyce lub dziennikarstwie. Choć jestem nieśmiałą, uwielbiam poznawać nowych ludzi i stąd to ;) Od zawsze chciałam uczyć w szkole, jednak nie od dziś wiadomo, ze to „trudny” zawód. Młodzież jest jaka jest. Mimo, to z chęcią uczyłabym niemieckiego w gimnazjum lub liceum ;P Co do dziennikarstwa, zawsze chciałam przeprowadzać wywiady i podróżować po świecie, będą najszybciej w miejscach, gdzie coś się dzieje ;)

5. Choć w większości osób jestem uważana za porządną osobę i kujona ( jak ja nienawidzę tego określenia ;/ ) Wcale nie jestem taka święta, jakby się mogło wydawać. I nie siedzę tylko z nosem w podręcznikach, jak to myślą niektórzy. Moje największe wady to straszny upór i nieposkromiona ciekawość. Kiedy chcę się czegoś dowiedzieć, mogę męczyć człowieka godzinami, aż mi powie ^^

6. Jedną z rzeczy, którą wiele osób nie spodziewałoby się po mnie jest to, że lubię sport. Choć chyba gram tylko dobrze w szachy, z chęcią oglądam F1 i kibicuję Kubicy czy przesiaduję przed tv oglądając galę i trzymając kciuki za Adamka. Uwielbiam oglądać poczynania siatkarzy ( ale nie tylko naszych). Zawzięcie kibicuję pewna wiary w zwycięstwo, jednak czasami nie obejrzę meczu do końca ( mowa tu o ostatnim starciu z Włochami w Lidze Światowej ;/). Poza siatkówką, wiernie śledzę nowinki i mecze jednego z polskich zespołów – Lecha Poznań. Dziewczyna oglądająca piłkę nożną to nietypowe, ale ja lubię „odreagować” oglądając tą dziewięćdziesięciominutową rywalizację i wykrzykując na cały pokój xD Jak to moja siostra mawia: „W czasie meczy z pięć razy usłyszę cały skład” ;D

7. Moja głowa zawsze była pełna 100 pomysłów na minutę. Dlatego też, interesuje się wieloma rzeczami. Uwielbiam podróżować ( choć najdalej byłam w Niemczech) i marzy mi się podróż dookoła świata lub choćby do Włoch, Grecji czy Hiszpanii ;) Chciałbym spróbować kiedyś małży lub krewetek ( nowe smaki, zawsze mile widziane). Kiedy byłam mniejsza bałam się pająków, ale teraz prócz głębokości i ciemności nie ma rzeczy, która mi straszna. Za żadne skarby nie wyjdę z domu, kiedy jest ciemno (chyba, że nie sama).

No i dobiliśmy do 7 ;) Choć nieźle się rozpisałam to i tak nie wszystko ;P Przechodząc dalej, chciałabym nominować ( kolejność przypadkowa):


A to moja Rózia ;)

I znów Rózia ;D

poniedziałek, 18 lipca 2011

[63] Anna Onichimowska „Hera, moja miłość”

Wyd. Świat Książki
Grudzień 2007, 160 str.
Ocena: 10/10 Perełka

Dzisiejsze społeczeństwo boryka się z wieloma nałogami. Jedni mają problem z alkoholem, inni z narkotykami czy nikotyną. Śmiało można też powiedzieć, że jednak niektórym udaje się z tego wybrnąć – rzucają z używką lub/i poddają się odwykowi. Kolejna pozycja, która miałam możliwość przeczytać porusza właśnie problem, jakim jest nadużywanie narkotyków. Na publikację nie trafiłam przypadkowo – była to lektura w konkursie „Mól książkowy”, o który wspominałam kilka miesięcy temu. Autorkę kojarzyłam głównie z książek dla dzieci, które często widziałam na bibliotecznych półkach ;)

Pani Anna Onichimowska, która pochodzi z Warszawy, tworzy literaturę dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Pisze też sztuki teatralne, scenariusze, słuchowiska radiowe. Ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Po studiach podjęła pracę w wydawnictwie dziecięcym, gdzie zajmowała się oceną maszynopisów. Jej debiutem książkowym był zbiór wierszy „Gdybym miał konia”, wydany w 1980. Do swoich czytelników podchodzi bardzo poważnie. Sugestie dzieci są dla niej wyjątkowo cenne i bywało, że wpływały na kształt jej książek. Zachęca najmłodszych, by pisali do niej listy. Pytana o inspiracje, mówi: „Pomysły leżą na ulicy, trzeba tylko umieć je podnieść.” Lubi otwarte zakończenia swoich utworów, ponieważ uważa, że to jeszcze bardziej przywiązuje czytelnika do kreowanych przez nią postaci. Ogromny wpływ miała na nią twórczość J. Korczaka, o którym napisała pracę magisterską. Została za nią nagrodzona w konkursie na prace naukowe o twórczości dla dzieci. Dziś jest już profesjonalną pisarką (literatura to jej główne źródło utrzymania), posiadającą w swoim dorobku wiele prestiżowych nagród, m. in. Nagrodę Literacką im. K. Makuszyńskiego za „Dobry potwór nie jest zły” czy też Książka Roku 2001 za „Sen, który odszedł”. Jej powieści dla młodzieży „Hera moja miłość” i „Lot komety” stały się bestsellerami. Książki Onichimowskiej przetłumaczono na wiele języków, np. niemiecki, włoski, chiński.

Ten niesamowity bestseller kolejnej polskiej autorki, którą czytam traktuje o losach siedemnastoletniego Jacka, który nie tylko pochodzi z bogatej rodziny, ale również dobrze się uczy i ma dziewczynę. W przyszłości chce studiować psychologię. Ponadto pali trawkę od czasu do czasu dla lepszego samopoczucia. Uważa, że nie grozi mu uzależnienie. Udaje mu się zachować tajemnicę przed rodzicami, ale nie przed młodszym bratem... Nie zdaje sobie sprawy, jak krótka jest droga od spróbowania narkotyku do nałogu i tragedii. Wstrząsająca, znakomicie napisana opowieść dla młodzieży i ich opiekunów, nie zawsze poświęcających wystarczająco dużo uwagi swoim dzieciom. Może być przestrogą dla osób, najczęściej zabieganych, zajętych własnymi sprawami i codziennymi kłopotami.

(...) Oni się tylko mijają - myśli. Ciągle gdzieś pędzą, a nawet kiedy są na miejscu, każdy zamyka się u siebie. Tu nigdy nie ma otwartych drzwi.”

Przyznam szczerze, że gdy chwytałam za „Hera, moja miłość” nie miałam wygórowanych oczekiwań, ale miałam nadzieję, że będzie to kolejna perełka, którą przyniesie mi konkurs. I nie pomyliłam się. Pozycję „połknęłam” w zaledwie dwa, może trzy wieczory, pełna wrażeń i wszelakich emocji. Za dzieło Pani Onichimowskiej chwyciła także moja siostra, która również uległa urokowi tej lekkiej, ale nie pozbawionej wdzięku prozy. Choć publikację czytałam dobre trzy, cztery miesiące temu, pamiętam z niej każdy szczegół. No może prawie każdy ;P Krótko mówiąc – to lektura, której nie zapomina się od tak.

Po pierwsze przypadł mi do gustu, nie tylko styl autorki, ale również to jak cała książka jest napisana. Mianowicie Pani Anna podzieliła swoją publikację na dwie części: w pierwszej opisuje rodzinę i czas, kiedy Michaś żyje, w drugiej zaś przedstawia wszystko po tym tragicznym wydarzeniu i powolny rozpad rodziny. Moją uwagę przeciągnęły tytuły poszczególnych podrozdziałów. Nigdy nie spotkałam się z takim podziałem i to chyba dlatego z tak wielkim entuzjazmem zaczytywałam się w pozycję ;) Lubię, gdy pisarz zaskoczy mnie czymś nowym i niespotykanym, a zarazem intrygującym.

Pani Anna Onichimowska
Atutem lektury jest nie tylko wspomniany przeze mnie podział,a le również bohaterzy. Spodobało mi się, jak Pani Onichimowska wprowadziła nas w ich świat – każdego przedstawiła w osobnym podrozdziale, dzięki czemu czytelnikowi łatwiej było zorientować się w sytuacji, nie tylko całej rodziny, ale również każdego z osobna. Myślę, że takie posunięcie było bardzo dobre, gdyż czytelnik może poznać punkt widzenia wszystkich postaci. Oczywiście, jak w każdej pozycji, i tu miałam swoje ulubione postaci. Polubiłam Michasia – wydawał mi się od początku nie tylko mały dzieckiem, ale również mądrym i rozsądnym chłopcem. Żal mi go było, że zginął z takiej przyczyny i w ten sposób. Kolejną osobą, która przypadła mi do gustu była siostra Komenty, tzn. Ali – Dorota. Od początku zaimponowała mi tym, że mimo nałogu siostry nie odwróciła się od niej, ale starała się jej pomóc. Za samym Jackiem, który jest głównym bohaterem, przepadałam, ale było mi szkoda tego chłopaka, że nałóg go wciągnął. Ciekawym posunięciem Pani Anny był wybór zainteresowań siedemnastolatka. Robienie zdjęć nieznanym osobą i wymyślanie ich historii, było jedną z wielu rzeczy, które mnie zaintrygowały.

Przechodzą dalej chcę wspomnieć o temacie pozycji. Narkotyki to jedna z wielu używek dostępnych w dzisiejszych czasach. Ale czyt tak naprawdę wiemy o nich wystarczająco dużo ? Pod koniec trzeciej klasy gimnazjum, na zajęciach z Panią Dyrektor, mieliśmy możliwość, wraz z moim rówieśnikami, dowiedzieć się więcej na ich temat. Narkotyki to nic innego jak środki odurzające, które mogą prowadzić do bolesnych skutków. Myślę, że pisarka świetnie opisała wszystkie sytuacje i choć się na tym nie znam, w moich oczach wszystko wypadło bardzo realnie. Wiadomo, że z narkotykami jest pewnie tak jak w tym cytacie:

"(...) Bywają takie dni i noce, które zmieniają wszystko.
Bywają takie rozmowy, własne lub usłyszane, które są w stanie
wywrócić do góry nogami cały nasz świat.
Nie możemy ich przewidzieć.
Nie możemy się na nie przygotować.
Czyhają gdzieś na nas, zapisane w łańcuchu pozornych przypadków,
nieuchronne jak świt po ciemności"

Mimo to, powinniśmy trzymać się od nich z daleka, bo wątpię, żeby to był „zakazany owoc” warty spróbowania.

Ostatnią rzeczą, o której chciałam wspomnieć, jest zakończenie. Pani Onichimowska zastosowała zakończenie otwarte. Pomimo że czytelnik czuje się przez to nie do końca nasycony, moim zdaniem to ciekawy pomysł. Każdy z nas może dzięki temu wymyślić własny, dalszy ciąg zdarzeń, a co za tym idzie – przywiązuje się do wykreowanych przez pisarkę bohaterów. Ponadto może to też zwróci uwagę na kolejną część, którą, jak powiedziała Pani Anna na spotkaniu autorskim, można czytać również niezależnie.

Podsumowując, śmiało mogę stwierdzić, że kolejna polska autorka wykonała kawał bardzo dobrej pracy ;) Nie tylko pokazała niezwykłą, ale i przykrą historię pewnej rodziny, ale również przedstawiła swoim czytelnikom czego warto unikać. Na koniec chciałabym przytoczyć jeszcze jeden cytat, który z pewnością zachęci choć niektórych do tej lektury:

(...) Składam ten świat po kawałku, ponieważ lustro, w którym się kiedyś odbijał, rozsypało się na drobny mak. Bo wystarczy, że zabraknie jednego kawałka puzzli, a obraz nigdy nie będzie kompletny.”

czwartek, 14 lipca 2011

[62] Ewa Nowak „Lawenda w chodakach”

Wyd. Egmont Polska
Warszawa 2006, 232 str.
8/10 Bardzo dobra

Życie – każdy z nas ma je inne. Jedni żyją w biedzie, inni opływają w luksusach. Nasz żywot jest zawsze aktualnym, a razem uniwersalnym tematem na książkę. O niczym innym, jak nie o życiu pisze jedna z pisarek, które darzę ogromną sympatią – Pani Ewa Nowak. Kolejną powieścią tej znakomitej autorki, którą miałam możliwość przeczytać jest czwarta w cyku powieść pt. „Lawenda w chodakach”. Muszę niezmiernie podziękować Ecie za jej udostępnienie, gdyż ta lektura na pewno pozostanie na długo w mojej pamięci.

Pani Ewa Nowak jest z wykształcenia pedagogiem terapeutą. Jej felietony, opowiadania i odpowiedzi na listy można czytać w pismach: "Cogito", "Victor Gimnazjalista", "Victor Junior", "Magazyn 13-tka", "Edukacja Twojego Dziecka." Współpracuje też z "Filipinką". W 2002 r. nakładem wyd. Pracownia Słów ukazał się jej debiut książkowy pt. „Wszystko, tylko nie mięta”, od 2003 roku pisarka współpracuje z wydawnictwem Egmont. Obecnie na rynku dostępnych jest już ponad dwadzieścia tytułów. Jej twórczość podpowiada jak sobie radzić w domu i w szkole, w dobrych i złych chwilach, z przyjaciółmi i z rodzicami. Odnosi się do wartości takich jak uczciwość, szczerość wobec siebie i innych, przyjaźń, miłość i szacunek dla drugiego człowieka.
Zadebiutowała w 1997 r. w „Filipince” tekstem dotyczącym zdawania egzaminów ustnych pt. 100% skuteczności. Mieszka z mężem i córką na warszawskim Tarchominie (wcześniej na Bródnie).

Lawenda w chodakach” to już czwarta, czytana przeze mnie (wcześniej czytałam „Wszystko tylko nie mięta”, „Diupa” i „Krzywe 10”), powieść wszechstronnej pisarki, w której wysyła dwie zakochane pary na wspólną wakacyjną podróż po Europie. Magda i Kuba są już zaręczeni, a Wiktor i Damroka niedawno się poznali. Ten wyjazd ma nie tylko zobaczenie ciekawych zakątków naszego kontynentu, ale także umocnienie związków obu par. W czasie tych beztrosko zapowiadających się chwil bohaterowie powieści będą musieli odpowiedzieć sobie na wiele pytań. Dowiedzą się także co to znaczy być razem i czego wolno wymagać od osób, które kochamy. Zdadzą sobie również sprawę z tego jak właściwie być uczciwym wobec samego siebie oraz znajdą sposób na omijanie uczuciowych pułapki, które zastawiają inni ludzie ;)

Przyznam się, że uwielbiam czytywać o tym, co może spotkać każdego z nas. Jeżeli do tego dochodzi podróżowanie, to po prostu nie mogę sobie odpuścić pozycji. Tak też było w tym przypadku. Kolejna książka Pani Nowak nie zawiodła mnie. Bez wytchnienia zaczytywałam się w przygody najbardziej lubianych przeze mnie bohaterów – Magdy, Kuby, Wiktora i Damroki. Pisarka, nie tylko świetnie rozegrała sytuacje między postaciami, ale również znakomicie wplotła nowe kreacje. Wielkim plusem był dla mnie także czas rozgrywającej się akcji – wszystko dzieje się równocześnie z wydarzeniami w „Krzywym 10” .

Jednym z atrakcyjnych aspektów publikacji, o którym już nieco wspominałam, jest wprowadzenie przez autorkę nowych postaci. Dwie pary, podróżujące po Europie, spotykają, na którymś z kolei kempingu, Polaka, Jacka Lambertza – współczesnego patriotę. Żartobliwie nazywany przez Wiktora i Kubę Soplicą Jacek, wyrusza w dalszą podróż z zakochanymi. Choć chłopcy są przeciwni (Jacek zauważalnie podrywa Damrokę i Magdę) wyrzuty sumienia Damroki nie dają za wygraną. Muszę przyznać, że ten nietypowy, jak na te czasy, chłopak na początku strasznie działał mi na nerwy. Autentycznie zabiegał o względy dziewczyn, a na dodatek ciągle przekomarzał się z Wiktorem. I ten jego patriotyzm. Wszystko co widział, było gorsze niż w Polsce. Mazury, Wieliczka czy inne polskie zabytki nie umywały się do pól lawendy czy Luwru. Jedyne co go ujmowało za granicą to bezkresne morze. Chciałabym ogromnie pogratulować Pani Ewie, gdyż nie łatwo jest stworzyć postać, która targa naszymi emocjami, zarówno tymi pozytywnymi jak i do skrajności negatywnymi. Do końca życia nie zapomnę jego powiedzonka :

(...) Takie jest moje zdanie i ja się z nim zgadzam.”

W trakcie trwania akcji poznajemy również siostry Grzegorzewskie, dzięki którym również w lekturze nie powiewa nudą. Znaczącą postacią, o której nie należy zapominać jest Robert – chłopak Izy Grzegorzewskiej. Choć mówię, że nie należy go pominąć, ja najchętniej wyrzuciłabym z pamięci takiego „typka”. Robert to po prostu szowinista. Ze strony na stronę nie mogłam znieść jego „paplaniny”o tym co kobiecie wolno, a czego nie. Według niego, Iza powinna go w ogóle całować po nogach, że na nią spojrzał. Dziewczyny, myślę, że Pani Ewa chce ostrzec swoje czytelniczki przed takimi młodzieńcami. Wierzcie mi, każda z Nas ma w sobie coś pięknego i prędzej czy później jakiś wartościowy mężczyzna okaże się naszą drugą połówką ;)

Pani Ewa w swojej powieści traktuje nie tylko o pięknie naszego kontynentu (bohaterowie zwiedzają kilka naprawdę genialnych miejsc i czytelnikowi aż żal, że nie zabrał się z nimi w ta podróż), ale również o miłości. W tej części, pisarka wystawia na próbę uczucia naszych bohaterów, jak również pokazuje jak ważne jest zaufanie. Choć dziewczęta są początkowo bardzo adorowane przez Jacka, nie tracą trzeźwości umysłu i nadal udowadniają swoim partnerom, że nie są im obojętni:

(…) ten niekontrolowany wybuch zazdrości sprawił mi przyjemność.
- Kochasz czy nie? Nie drażnij mnie.
- Kocham, i to bardzo.
- Na pewno?
- Na pewno.
- Daj dowód.
- Przepraszam, tutaj? - Magda parsknęła śmiechem.
- Popatrz na mnie i powtórz: "Ten Soplica to debil".
- Soplica? Dobrze, że też na to nie wpadłam! No, rzeczywiście Soplica! Pasuje jak ulał. Ten Soplica to debil.
- I brzydal.
- No, taki brzy... Oj, nie szczyp! I brzydal. Całkiem ładny brzydal, ale brzydal. (…)”

Idąc dalej należy także powiedzieć o tym jak ważna jest pomoc ze strony bliskiej osoby, kiedy borykamy się z problemami. Pani Ewa, pisząc lekko i swobodnie, tak, że czytelnik nie może odejść obojętnie od książki i powiedzieć: „skończę później”, pokazuje nam, że nie tylko słowami, ale również gestami można komuś pomóc. Bardzo zaimponowała mi w tej części postać Magdy ( wcześniej trochę wydawała mi się przemądrzała), która podaje pomocną dłoń nie tylko Damroce, borykającej się z swoim obżarstwem, ale również Jackowi i … - tego dowiedzcie się sami, bo myślę, że byłabym niemiła zdradzając najbardziej zaskakujący wątek ;P

Podsumowując, stwierdzam, że powieść Pani Ewy Nowak, to nie tylko zwykła młodzieżówka czy jedno z wielu wakacyjny czytadeł, ale również publikacja, która porusza tak ważne kwestie jak miłość, zaufanie, alkoholizm, szowinizm czy zazdrość. Pisarka pokazuje poprzez swoją powieść czego warto unikać i jak można wybrnąć z trudnych sytuacji. Myślę, że publikacja Pani Nowak to książka dla każdego, kto chce przeczytać o tym, co może spotkać każdego z nas. Z wielkim entuzjazmem polecam tą lekturę i mam nadzieję, że jak najszybciej będę mogła przeczytać kolejną część ;)

środa, 6 lipca 2011

Wywiad z Panią Joanną Bujak – Autorką książki pt. „Lista”

Pamiętacie mój wywiad z Anią Andrew – autorką „Kronik Niebios” ? Po rozmowie z młodą pisarką i jej opublikowaniu na blogu obiecałam sobie, że powtórzę taką konwersację z innym pisarzem jeszcze w tym roku. I udało się! ^^ Skontaktowałam się z Panią Joanną, której książka pt. "Lista" wzbudziła we mnie tyle zachwytu. Pani Bujak z przyjemnością zgodziła się ze mną porozmawiać ;) Myślę, że dzięki tej rozmowie i wy dowiecie się kilku ciekawych rzeczy na temat tej debiutującej pisarki ;D

Joanna Bujak


Meme: Witam serdecznie Pani Joanno i ogromnie dziękuję, że zgodziła się Pani udzielić mi wywiadu. Bardzo spodobała mi się Pani debiutancka powieść. Czytuje różne książki, choć muszę przyznać, że publikacje kryminalne ( mimo że lubię) rzadziej. Chciałabym więc zapytać dlaczego kryminał, a nie np. romans czy powieść obyczajowa jest Pani debiutem ?

Joanna Bujak:
Witam.
Od dziecka bardzo dużo czytałam. Najpierw baśnie, bajki i krótkie opowiadania. Potem przyszła kolej na wypożyczane w bibliotekach książki, oraz te, które znajdowały się w domu. Któregoś razu mój tata, który pracował w bibliotece, przyniósł jedną z książek Mastertona. Zaintrygował mnie tytuł „Manitou”, więc otworzyłam pierwszy rozdział i… tak się zaczęło. Najpierw pochłaniałam horrory, a potem kryminały oraz powieści sensacyjne. Pomiędzy książkami tego gatunku przewijały się również inne np. przygodowe, obyczajowe, naukowe i fantastyka. Jednakże wciąż największą przyjemność sprawia mi czytanie powieści „z dreszczykiem”. Stąd wybór tematyki.

Meme: Dlaczego zaczęła Pani pisać ? Co Panią do tego skłoniło : było to może jakieś wydarzenie ?

Joanna Bujak:
Cóż, na szczęście w moim życiu nie było jakiś traumatycznych wydarzeń, i oby tak zostało. Jako dziecko sam wymyślałam bajki, którymi gnębiłam później moją babcię i młodszą siostrę. Potem przyszedł czas na pisanie pamiętników, krótkich opowiadań i baśni. W szkole średniej przymierzałam się nawet do większej powieści, ale tak na prawdę zabrałam się do tego dopiero na studiach. Nigdy nie miałam odwagi pokazać swoich prac. Wreszcie doszłam do wniosku, że może będzie lepiej gdy przeczyta je ktoś obcy. Zawsze miałam wrażenie, że ocena kogoś z rodziny lub przyjaciół nie będzie obiektywna, a właśnie na takiej opinii mi zależało. Chciałam wiedzieć czy z tego pisania coś będzie, czy lepiej zająć się czyś innym i skończyć bujać w obłokach. Zamieściłam kilka rozdziałów pierwszej powieści na dużym serwisie literackim w internecie. Prawdę mówiąc byłam przekonana, że powieść się nie spodoba. Że zostanie nisko oceniona i wtedy wszystko będzie jasne. Tymczasem dostawałam bardzo wysokie oceny, pochwały i prośby o kolejne rozdziały, wysyłane bezpośrednio na skrzynkę pocztową. Każdy pisał, że powinnam ten tekst wydać, więc odważyłam się, wysłałam do wydawnictwa... no i tak się zaczęło...

Meme: Kolejną rzeczą, która mnie nurtuje jest fabuła Pani publikacji. Każdy pisarz stara się, by poszczególnymi wydarzeniami w życiu bohaterów wciągnąć czytelnika w świat literatury i nie pozwolić odejść od lektury. Moje pytanie brzmi więc: Skąd pomysł na takową fabułę publikacji oraz na te wszystkie zabójstwa?

Joanna Bujak:
Zapewne jest to efekt zdecydowanie za bardzo wybujałej fantazji, podsycanej dodatkowo poprzez czytanie książek o zbliżonej tematyce. Oczywiście to, co się dzieje w moich powieściach nijak się nie ma do życia codziennego. Nie mam morderczych zapędów, nie biegam po domu z tasakiem…

Meme: Kiedyś, na pewnym spotkaniu autorskim usłyszałam od pisarki, że książkę można pisać na kilka sposobów. Pisze się ją od końca, częściami, których kolejność ustala się później lub „tradycyjnie” od deski do deski. A jak Pani pisała „Listę” ? Czy miała Pani od początku zaplanowane, jak potoczy cię akcja, jakie przygody będą przeżywać bohaterowie i jakie trudności będą ich spotykać ? Czy może w trakcie pisania wszystko samo nabrało kolorów?

Joanna Bujak:
Podczas pisania „Listy” zajmowałam się dwójką swoich dzieci. Kiedy maluchy zajęły się bajką, zabawkami czy rysowaniem, ja dopadałam klawiatury i pisałam. Można powiedzieć, że „lista” powstawała z „doskoku”.
Jeżeli chodzi o techniczną stronę tworzenia powieści… cóż, rzeczywiście każdy autor robi to na swój sposób. Ja nie trzymam się przyjętej na początku fabuły. Zaczynając powieść mam w myśli jedynie jej ogólny zarys. Sama nie wiem, kto będzie w końcu tą „złą” postacią. Uważam, że tworzenie w ten sposób – na bieżąco – jest lepsze, bardziej naturalne.
Często jest tak, że opisując osobę, którą z góry uważamy za postać negatywną używamy takich sformułowań, że czytelnik z kontekstu i tak się domyśla, iż to właśnie ta postać jest „czarną owcą”. Jeżeli autor sam nie jest do końca pewien, kim okaże się wybrana postać, wówczas charakteryzacja takiego bohatera będzie wykonany bardziej neutralne, a co za tym idzie, czytelnikowi będzie trudniej ocenić, kto w końcu jest przestępcą. Zapewne dzięki takiemu wybiegowi powieść jest bardziej zaskakująca.

Debiutancka publikacja Pani Joanny
Meme: Niedawno czytaliśmy na lekcji języka polskiego fragment wywiadu z Arturem Barcisiem, w którym mówił jak buduje postać. Wspomniał, że często przygotowując się do roli, obserwuje różnych ludzi, jednak nie tylko z tego składa się odgrywana przez niego kreacja . „Sporo wprowadzam w postać siebie” - mówił. Choć telewizja i literatura to dwa różne oblicza sztuki, w każdym ważny jest bohater. Jak Pani stworzyła swoich ? Skąd pomysł na ich imiona, pracę, historię ?

Joanna Bujak:
Większość bohaterów jest wymyślona. Raczej nie wzoruję się na bliskich mi osobach. A nazwiska wybieram na chybił trafił. Oczywiście staram się nie powielać kilku imion i nazwisk w jednej książce.

Meme: Początkowe pytania dotyczyły książki, ale ważny jest także pisarz. Jedni piszą książki, bo jest to ich marzenie, czy życiowy cel, inni chcą pokazać światu, że to nie jest wcale takie trudne i oni też potrafią. Są też tacy, którzy piszą, bo skłoniło ich do tego jakieś wydarzenie. A Pani, Pani Joanno, dlaczego pisze ? Dla przyjemności, czy może jest to „sposób” na życie?

Joanna Bujak:
Robię to dla przyjemności. W Polsce chyba jest bardzo trudno utrzymać się tylko z pisania powieści. Podobno jest niewielu takich autorów. Tak, więc na razie jest to hobby, a później… kto wie?

Meme: Krytyka to coś nieuniknionego w dzisiejszym świecie. Jak Pani reaguje na nią ?

Joanna Bujak:
Oczywiście zależy to od rodzaju krytyki. Jeżeli ktoś wytyka błędy, albo niespójności tekstu, wówczas dziękuję takim osobom za pomoc. Tak zdarzało się na serwisie „opowiadania.pl”, gdzie zawsze można liczyć na sugestie i wskazówki innych początkujących pisarzy.
Bardziej drażniące są komentarze osób, które piszą, że lubią czytać np. powieści historyczne, a ta książka się im nie podoba. Wtedy zastanawia mnie, czy aby opis nie jest zbyt skąpy, że niektórym osobom trudno domyślić się, z jakiego gatunku literackiego jest dana powieść.
Jeżeli ja nie lubię danego rodzaju literatury, to po prostu po nią nie sięgam, lub nie wypowiadam się na jej temat.


Meme: Nie tylko ja jestem zafascynowana Pani powieścią. Mój entuzjazm do „Listy” podziela moja siostra, która przeczytała ją w zaledwie trzy dni. Obie zgodnie stwierdziłyśmy, że historia Mateusza i Michaliny byłaby dobrym materiałem na genialny film. Gdyby zaproponowano Pani nakręcenie ekranizacji książki i miałaby Pani prawo wyboru odtwórców głównych ról, kogo by Pani wybrała?

Joanna Bujak:
Bardzo się cieszę, że powieść się paniom tak spodobała. Jeżeli chodzi o ekranizację, to prawdę mówiąc nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Film powstały na podstawie „Listy” byłby chyba zbyt brutalny.

Meme: Zmierzając ku końcowi pragnę zapytać o to, co zapewne ciekawi wszystkich fanów „Listy” i Pani prozy – Kiedy będziemy mogli przeczytać kolejną publikację Pani autorstwa? Jeśli Pani może, niech zdradzi nam choć rąbek tajemnicy co do fabuły ;)

Joanna Bujak:
Pod koniec wakacji, nakładem wydawnictwa Prószyński pojawi się kolejna powieść „Spadek”, tym razem kierowana do kobiet. Jest zdecydowanie mniej brutalna, za to jest w niej więcej magii i oczywiście nietypowy, trudny wątek romantyczny. Myślę, że wielbicielki takiej literatury będą zadowolone. Z kolei trzecia powieść będzie klimatem zbliżona do „Listy”, ale bardziej rozbudowana i wielowątkowa.

Meme: Na koniec chciałabym zapytać o rzecz najprzyjemniejszą według mnie dla pisarza. Co Pani czuje, gdy widzi swoją publikacją na półkach księgarni?

Joanna Bujak:
Okrutną rozterkę! Najpierw radość, że książka jest na półce. A zaraz później rozpacz, że jest na tej półce. No, bo skoro wciąż tam leży to znaczy, że się nie sprzedaje, lub sprzedaje się nieźle i jest w stałej ofercie sklepu.

Meme: Nie pozostało mi nic jak ogromnie podziękować Pani, Pani Joanno za poświęcony mi czas ;)

Joanna Bujak:
Dziękuję również i pozdrawiam serdecznie.


Mój drugi wywiad przyniósł mi jeszcze więcej radości niż pierwszy ;P Coraz bardziej podoba ta forma wypowiedzi. Mogę Was więc zapewnić – jeszcze niejedną rozmowę z autorem, przeczytanej przeze mnie publikacji przeczytacie u mnie ^^

wtorek, 5 lipca 2011

Konkurs z wydawnictwem Kwiaty Orientu ;)


REGULAMIN
Konkursu Czytelniczego „Wakacyjna miłość?”
Lipiec- Październik 2011

1
Przedmiot konkursu

Niniejszy regulamin, zwany dalej „Regulaminem”, określa warunki, na jakich odbywa się czytelniczy konkurs „Wakacyjna miłość?” zwany dalej „Konkursem”.
Konkurs jest zorganizowany w celu propagowania literatury i kultury koreańskiej oraz krzewienia wiedzy o Korei.


2
Organizator Konkursu

Organizatorem Konkursu jest Wydawnictwo Kwiaty Orientu, przy współpracy Korea Literature Translation Institute.

3
Zasady uczestnictwa w Konkursie

1. Konkurs adresowany jest do wszystkich powyżej 15 roku.
2. Konkurs polega na napisaniu eseju na temat książki „Zaopiekuj się moją mamą” Shin Kyung-Sook.

4
Zgłaszanie prac konkursowych

1. Uczestnicy konkursu zobowiązani są nadesłać/przynieść prace w terminie do 30 września, pod następujący adres:

Wydawnictwo Kwiaty Orientu
Adres : Ul. Konopnickiej 12/41
26-110 Skarżysko-Kamienna
Adres mailowy: pytanie@kwiatyorientu.com
Z DOPISKIEM „Konkurs - Wakacyjna miłość?”

2. W ramach konkursu Uczestnik może nadesłać tylko jedną pracę.
3. Na odwrocie każdej nadesłanej pracy musi znaleźć się: imię i nazwisko uczestnika oraz jego wiek.
4. Organizator nie przewiduje możliwości rozpatrywania zgłoszeń, które dotrą do niego po 31 września 2011 roku.

5
Zasady oceny i przyznawania nagród

1. Prace, spełniające kryteria niniejszego Regulaminu, zostaną ocenione przez komisję kwalifikacyjną wybraną przez Organizatora.
2. Komisja konkursowa dokona wyboru najlepszych prac. Tylko jedna otrzyma nagrodę główną, 5 prac otrzyma wyróżnienia.
3. Nagrody zostaną wysłane pocztą lub zwycięzca może zgłosić się osobiście po odbiór.

6
Prawa autorskie

Nadesłanie przez Uczestników prac na Konkurs jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na nieodpłatne i nieograniczone wykorzystanie ich przez Organizatora Konkursu do celów promocyjnych. Jednocześnie Organizator oświadcza, że nie zostanie zmieniony charakter nadesłanych prac.

sobota, 2 lipca 2011

[61] David C. Downing „ W poszukiwaniu króla. Powieść o Inklingach”

                                                                      Wyd. eSPe

Kraków 2011, 272 str.
Ocena: 9/10 Niecodzienna


Są pozycje, które mnie zachwycą, wywrą na mnie ogromne wrażenie, przywołają masę pytań lub wprowadzą w refleksyjny nastrój. Są także publikacje, o których najchętniej zapomniałabym i wykasowała „tanią” fabułę z mojej pamięci. „W poszukiwaniu króla. Powieść o Inklingach” z pewnością mogę zaliczyć do tych pierwszych, gdyż te czytadło, nie tylko przypadło do gustu, ale również postawiło wysoko poprzeczkę książką o tej tematyce. Gdy mówię, że dzieło Pana Downinga wywarło na mnie ogromne wrażenie, to mało powiedziane na temat tej lektury. Książka po prostu mnie uwiodła ! Bo kto nie chciałaby uścisnąć ręki Lewisa, Tolkiena czy Williamsa choćby wędrując razem z bohaterami po zapisanych czarnym drukiem kartkach ?

Pan David C. Downing to wykładowca w Elizabethtown College w Pensylwanii, a także znawca twórczości C. S. Lewisa i grupy Inklingów. Będący również pisarzem Downing jest ponadto autorem czterech książek na temat C.S. Lewisa i cyklu narnijskiego, jednej dotyczącej wojny secesyjnej oraz prozy "W poszukiwaniu króla. Powieść o Inklingach", którą miałam możliwość przeczytać. David C. Downing też autorem licznych artykułów naukowych. Jego dzieła były tłumaczone na kilka języków.

Najnowsza publikacja amerykańskiego pisarza, umieszczona w latach 40 XIX wieku, opowiada o przygodach dwojga Amerykanów, którzy spotkali się przypadkowo w bibliotece, a których połączyła niesamowita historia. Tom McCord,odwiedza miejsca związane z legendą o królu Arturze, aby zebrać informacje do swojej książki. Z kolei Laurę Hartman nawiedzają powtarzające się, zawsze takie same sny, pełne religijnych symboli i średniowiecznych artefaktów, które dzięki pobytowi w Anglii chce zrozumieć. Z pomocą Inklingów, wyruszają w poszukiwaniu sensu sennych obrazów z podświadomości Laury. Przypadkowo trafiają na ślad pradawnej Włóczni Przeznaczenia, na którą poluje m.in. hitlerowski wywiad.

David C. Downing

Przyznam, że mimo iż lekturę tej pozycji skończyłam ponad tydzień temu, nie mogłam się zebrać do pisania recenzji, gdyż w mojej głowie rodziły się coraz to nowe pytania. Mimo to, muszę powiedzieć, że ta fantastyczna powieść jest na prawdę godna polecenia. Gdy zaczęłam czytać, zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam przystępując do lektury. Pierwsze, nie budzące wielkich oczekiwań stron, wywołały we mnie jeszcze więcej obaw. Jedak z czasem ( już po ok. 20-30 stronach) zauważyłam, że po prostu nie mogę odejść od książki po skończonym rozdziale. Zawsze miałam ochotę na więcej i z zaciekawieniem zaczynałam kolejny. Pan Downing pisze, lekko, a zarazem z wielką świadomością, że oczaruje czytelnika.

Wielkim atutem publikacji są przede wszystkim bohaterowie. Tom i Laura, towarzyszący nam na każdej stronie są idealnymi przewodnikami, nie tylko podróży po Anglii, ale także tej w głąb historii. Mężczyzna, choć wydawał mi się początkowo tanim podrywaczem, okazuje się bardzo elokwentnym i mądrym człowiekiem, a ogrom swojej wiedzy ukazuje nie tylko w rozmowach z Inklingami, ale również podczas wspólnej podróży. Laura, którą uważałam za nienaganną, porządną kobietę niczym z arystokratycznej dynastii, okazuje się nie tylko ciekawą życia, ale także wesołą istotą. Podoba mi się właśnie to, że Pan Downing pozwala czytelnikowi zbudować wyobrażenie o bohaterach, które w rzeczywistości okazuje się błędne. Bo przecież czym byłby postaci, gdyby nas nie zaskakiwały ? Najbardziej spodobało mi się jednak to, że autor wprowadził do grona postaci również takie postaci jak: Lewis, Tolkien czy Williams. Inklingowie, czyli nieformalna grupa oksfordzkich intelektualistów spotykających się w pubach w latach 30. i 40. XIX wieku, nie tylko wzbudziła moją sympatię, ale także rozbudziła zainteresowanie wokół tych barwnych postaci. Przyznam się szczerze, że kiedy będę w najbliższym czasie w bibliotece muszę wypożyczyć sobie książkę Lewisa lub Tolkiena, do których wcześniej podchodziłam raczej niechętnie, a przecież jest warto przeczytać publikację tak świetnych mówców ;)

Oksfordzki pub The Eagle and Child, 
gdzie we wtorki rano w czasie trwania 
semestrów spotykali się Inklingowie.
Moje serce zdobyła również niesamowita okładka, która wywołuje we mnie wiele emocji, kiedy tylko na nią spojrzę. Od razu wydaje mi się, że oko, wystające zza hełmu spogląda tylko na mnie, a po drugiej stronie stoi średniowieczny rycerz, wprost z dworu Króla Artura. Wiem, to dziwne, ale dla mnie to intrygujące ;)

Plusem dla lektury „ W poszukiwaniu króla. Powieść o Inklingach” jest także rewelacyjnie połączone tło historyczne, fakty historyczne i kwestie religijne. Od kiedy książka trafiła w moje ręce, zastanawiałam się, dlaczego została wydana przez wydawnictwo katolickie. Teraz, wiem, że dzieło amerykańskiego pisarza jest nie tylko świetną powieścią fantastyczną, ale również idealnym przewodnikiem po Anglii czy rozważaniami o wierze. Przyznam, że świetnie się czyta nie tylko fragmenty pełne przygody, akcji i intrygi, ale również te, w których Tom z Lewisem rozmawia o religii.

Podsumowując, muszę przyznać z nieukrywaną radością, że pozycja Pana Downinga jest idealna dla każdego. Osobą kochającym podróże przypadnie do gustu podróż po Anglii, nie tylko tej XIX wieku, ale także Anglii z opowiadań o przeszłości osób spotkanych przez Laurę i Toma. Z kolei pasjonatom historii spodoba się to, że książka jest naszpikowana licznymi faktami historycznymi. Fanom legend arturiańskich przypadną zaś do gustu plany Toma i poszukiwania ukrytej tajemnicy. I przechodząc ku końcowi – osoby wierzące zaciekawią rozważania Toma i Lewisa, które same nasuwają wiele pytań. A, że ja jestem połączeniem tych wszystkich wyżej wymienionych osób, jestem wprost zachwycona pozycją i polecam ją każdemu ;D

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa eSPe, za co serdecznie dziękuję ;)